Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 17 czerwca 2019
w Esensji w Esensjopedii

Anguish

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAnguish
Wykonawca / KompozytorAnguish
Data wydania30 listopada 2018
Wydawca RareNoise Records
NośnikCD
Czas trwania41:25
Gatunekjazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Vibrations05:36
2) Cyclical / Physical03:20
3) Anguish03:43
4) Gut Feeling05:20
5) Brushes for Leah02:31
6) Healer’s Lament07:50
7) DEW02:36
8) A Maze of Decay03:04
9) Wümme07:07
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Udręka tworzenia, ekstaza poznawania
[Anguish „Anguish” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Myśleliście, że Mats Gustafsson niczym już nie zdoła Was zaskoczyć? Że to, co pokazał w The Thing, Fire!, Fire! Orchestra czy The End, to naprawdę wszystko, na co go stać? W takim razie jesteście w błędzie, czego dowodzi najnowszy projekt ambitnego i pracowitego Szweda – zarejestrowany przez międzynarodowy skład album „Anguish”. Czego można się po nim spodziewać? Cóż, wyobraźcie sobie mieszankę free jazzu i hip-hopu…

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Udręka tworzenia, ekstaza poznawania
[Anguish „Anguish” - recenzja]

Myśleliście, że Mats Gustafsson niczym już nie zdoła Was zaskoczyć? Że to, co pokazał w The Thing, Fire!, Fire! Orchestra czy The End, to naprawdę wszystko, na co go stać? W takim razie jesteście w błędzie, czego dowodzi najnowszy projekt ambitnego i pracowitego Szweda – zarejestrowany przez międzynarodowy skład album „Anguish”. Czego można się po nim spodziewać? Cóż, wyobraźcie sobie mieszankę free jazzu i hip-hopu…

Anguish

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAnguish
Wykonawca / KompozytorAnguish
Data wydania30 listopada 2018
Wydawca RareNoise Records
NośnikCD
Czas trwania41:25
Gatunekjazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Vibrations05:36
2) Cyclical / Physical03:20
3) Anguish03:43
4) Gut Feeling05:20
5) Brushes for Leah02:31
6) Healer’s Lament07:50
7) DEW02:36
8) A Maze of Decay03:04
9) Wümme07:07
Wyszukaj / Kup
To istne szaleństwo! Mijający już powoli rok szwedzki saksofonista Mats Gustafsson rozpoczął od sesji, która zaowocowała niezwykłą, absolutnie zwariowaną i wymykającą się wszelkim klasyfikacjom muzyką, jaka trafiła na sygnowany nazwą The End album „Svårmod och vemod är värdesinnen” (inspirowany twórczością Harry’ego Martinsona, laureata literackiej Nagrody Nobla z 1974 roku). Kończy go natomiast wydaniem płyty formacji Anguish (i tak też zatytułowanej). Nie mniej zakręconej i ambitnej, ale idącej w zupełnie innym kierunku. Do pracy nad tym wydawnictwem Skandynaw zaprosił bowiem, nie licząc swego rodaka i towarzysza z obu wcieleń Fire!, dwóch amerykańskich hiphopowców oraz legendę niemieckiego krautrocka z lat 70. ubiegłego wieku. Już ta skrócona wyliczanka może wywołać zdumienie, lecz to i tak nic z odczuciami, jakie wywołuje „lektura” całej płyty.
Aby nie być gołosłownym, przedstawię główne dramatis personae. Grający na „Anguish” przede wszystkim na saksofonie tenorowym Gustafsson to już legenda europejskiego jazzu improwizowanego, lider zespołów The Thing, Fire! oraz bigbandowego Fire! Orchestra (plus uczestnik wielu okazjonalnych projektów). Wspomniani powyżej hiphopowcy to muzycy związani z pochodzącą z New Jersey grupą Dälek: wokalista (tu także obsługujący klawisze i odpowiedzialny za sample) Will Brooks (znany głównie jako MC Dälek) oraz gitarzysta Mike Mare. Wzmiankowaną legendą krautrocka jest natomiast grający na syntezatorach Hans Joachim Irmler, niegdyś podpora kultowego Fausta, teraz troskliwie pielęgnujący swoją karierę solową. Skład dopełnia szwedzki perkusista Andreas Werliin, znany – oprócz wspólnych występów z Gustafssonem – również z wydawnictw Time is a Mountain i Angles 9.
Podsumowując: Anguish to kwintet tworzony przez artystów wywodzących się ze skrajnie odległych muzycznych światów, ale na pewno będących w swoich dziedzinach mistrzami nad mistrze. Tym bardziej intryguje to, jak (i czy w ogóle) udało im się znaleźć wspólny język. Chyba jednak nie było z tym tak źle, skoro z realizacją płyty uporali się w niespełna tydzień (pomiędzy 14 a 19 lipca tego roku). Do tego niezwykłego spotkania doszło w leżącym w małym miasteczku Scheer (w Badenii-Wirtembergii) studiu Faust należącym do Irmlera. Kilka dni później gotowy materiał Johannes Buff, realizator nagrań, zabrał ze sobą do położonej nad Atlantykiem Bajonny, by tam – w spokoju i z dala od muzyków uczestniczących w sesji, zmiksować go; mastering przeprowadzono zaś w Nowym Jorku. Ostatecznie całość wylądowała na biurku szefów londyńskiej wytwórni RareNoise Records, by do sklepów trafić ostatniego dnia listopada.
W sumie niespełna pięć miesięcy – tyle trwała praca nad „Anguish”. Ale cieszyć uszy słuchaczy muzyka ta może całymi latami. Dziewięć kompozycji nie zaskakuje szczególnie długością; jedynie dwie („Healer’s Lament” i „Wümme”) trwają ponad siedem minut, pozostałe mieszczą się w akceptowalnej przez rozgłośnie radiowe normie. Co jednak wcale nie oznacza, że je tam – z naprawdę nielicznymi wyjątkami – usłyszymy. Stylistycznie jest to przedziwna mieszanka free jazzu z hip-hopem, dark ambientu z rockiem, wreszcie psychodelii z awangardą. Trzeba dodawać coś więcej? Wiele zresztą wyjaśnia już mocno niepokojąca okładka płyty, przedstawiająca wykopaną z ziemi czaszkę ze znajdującym się wewnątrz niej ciałem nieżywego węża. Ten symbol można odczytywać zapewne na wiele sposobów. Choć akurat polskie tłumaczenie tytułu i nazwy formacji – „udręka”, „cierpienie”, „boleść” – nieco zawęża pole do dociekań.
Otwierający album „Vibrations” z miejsca wprowadza niepojący nastrój. Wolne tempo i nałożone na siebie ścieżki alarmistycznego saksofonu, przesterowanej gitary i szumiących efektów elektronicznych mogą przyprawić o gęsią skórkę. I nie zmienia tego wcale fakt, że z biegiem czasu oswajamy się z tą muzyką, a długie, trwające prawie minutę, wyciszenie stopniowo łagodzi emocje. „Cyclical / Physical” zaczyna się od rockowego uderzenia; nawet gdy na plan pierwszy wybija się głos Willa Brooksa, wciąż pozostajemy w tej samej narracji. Tym bardziej że Amerykanin z niezwykłym zaangażowaniem wyrzuca z siebie kolejne wersy tekstu, przydając kompozycji dodatkowej mocy. Jeszcze więcej MC Dälek ma do powiedzenia w tytułowym „Anguish”. Jego rapowanie, wyrażające jednocześnie ból i złość, wzmocnione zostaje intensywnym przekazem instrumentalnym – mrocznym i transowym saksofonem, a nade wszystko efektami elektronicznymi.
W niemal identycznym klimacie utrzymane jest „Gut Feeling” z wsamplowaną nadzwyczaj mocną partią perkusji. Na dodatek Gustafsson serwuje tu zadziorną, freejazzową solówkę saksofonu, a rockowy beat skutecznie nakręca narrację Brooksa, zachęcając go, choć to prawdopodobnie wcale nie jest potrzebne, do jeszcze większego zaangażowania. Najkrótsze w całym zestawie „Brushes for Leah” służy z kolei wprowadzeniu słuchacza w nieco nostalgiczny nastrój. Delikatna perkusja i stonowany fortepian przesączają się przez elektroniczne tło, nic przy tym nie tracąc na subtelności. Stanowią za to idealną introdukcję do wzruszającego „Healer’s Lament”, okraszonego przeszywającą świadomość melorecytacją Willa (na tle idealnie wpisującego się w klimat utworu saksofonu Gustafssona). Najostrzejszym fragmentem albumu jest krótkie „DEW”, w którym rockowa motoryka zderza się z freejazzowym nieokrzesaniem. Możliwość wykazania się zyskuje wreszcie Andreas Werliin, którego partia mogłaby wprawić w zdumienie najwytrawniejszych metalowych bębniarzy.
A jeśli do dotarciu do tego miejsca będzie Wam się wydawało, że pod względem stylistycznym słyszeliście na „Anguish” już wszystko – „A Maze of Decay” zapewne wyprowadzi Was z błędu. Jest to bowiem krok w stronę postapokaliptycznego electro-industrialu. W takiej tonacji utrzymane są zarówno wstawki saksofonowe, jak i – po raz kolejny przyprawiająca o dreszcze – melorecytacja Brooksa. Gdzieś w oddali słychać nawet inspiracje niemieckim :Wumpscut: (z czasów „Bunkertor 7” i „Born Again”), choć trudno przyznać ze stuprocentową pewnością, że muzycy wzorowali się (i w jakim stopniu?) na dokonaniach Rudy’ego Ratzingera. Całość zamyka zagrane ze zdecydowanie największym rozmachem, wypełnione progresywnymi syntezatorami „Wümme”. Bez wątpliwości to jest ten numer, w którym najwięcej do powiedzenia miał Hans Joachim Irmler. Nawet w momencie, w którym MC Dälek zaczyna swoje rapowanie, numer nie traci nic ze swego awangardowo-rockowego charakteru.
Możliwe, że Anguish okaże się kolejnym projektem Gustafssona, którego historia ograniczy się do jednej płyty. Warto jednak, by nie popadła ona w zapomnienie. By zawarta na niej muzyka zatoczyła jak najszersze kręgi, budując mosty pomiędzy wielbicielami gatunków, którzy najczęściej obchodzą siebie nawzajem szerokim łukiem.
koniec
26 grudnia 2018
Skład:
Will Brooks (MC Dälek) – rap, sample, efekty elektroniczne, syntezatory, fortepian
Mats Gustafsson – saksofon tenorowy, efekty elektroniczne, fortepian
Mike Mare – gitara elektryczna, syntezatory, efekty elektroniczne
Hans Joachim Irmler – syntezatory, głos
Andreas Werliin – perkusja, instrumenty perkusyjne

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Trio, które staje się duetem
Sebastian Chosiński

14 VI 2019

Każda akcja rodzi reakcję. W 1977 roku SBB działało tak intensywnie, koncertując i nagrywając, że fizycznie i psychicznie nie wytrzymał tego najmłodszy z muzyków Apostolis Anthimos. W efekcie musiał zrobić sobie przerwę; dwaj pozostali postanowili jednak wypełnić wcześniejsze zobowiązania i przez kilka tygodni Józef Skrzek i Jerzy Piotrowski grali w duecie. Między innymi na sopockim festiwalu Pop Session, co dokumentuje wznowiony niedawno materiał.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: „Coraz więcej szklanych oczu…”
Sebastian Chosiński

13 VI 2019

W 1977 roku trio SBB zarejestrowało tyle muzyki, że starczyło jej w sumie na sześć (sic!) płyt długogrających. Ukazały się one później – w tym samym lub następnym roku - w Polsce, Czechosłowacji oraz w obu państwach niemieckich. Za najlepszą z całego grona należy – z perspektywy ponad czterech dekad – uznać opublikowane przez czeski Supraphon „SBB”, przez wielbicieli zespołu zwany potocznie „Wołaniem o brzęk szkła”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Dzicy i nieskrępowani
Sebastian Chosiński

6 VI 2019

Tropiques to kolejny projekt, w jaki zaangażował się szwedzki trębacz – i tym razem także klawiszowiec – Goran Kajfeš. Pierwsza płyta zespołu ujrzała światło dzienne dwa lata temu. Przyznam, że byłem przekonany, iż będzie ona zarazem płytą ostatnią. A tymczasem w tym roku spotkała nas wielka niespodzianka – album „Into the Wild”. Który od debiutu nie różni się w zasadzie tylko jednym – poziomem. Jest tak samo porywający jak „Enso”.

więcej »

Polecamy

Echa – suplement

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Echa – suplement
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Prawdziwe talenty znajdziemy na ulicy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Melinda na kwasie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tango z Morskiego Oka (w Warszawie)
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Cała ta miłość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Stylowe, jak Chevrolet El Camino z 1968
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dajesz Rudolf, dajesz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zapach muzyki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Życie o świcie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Rockabilly dżungli
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Wkrótce

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.