Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 26 maja 2019
w Esensji w Esensjopedii

Piotr Schmidt Quartet
‹Tribute to Tomasz Stańko›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTribute to Tomasz Stańko
Wykonawca / KompozytorPiotr Schmidt Quartet
Data wydania7 grudnia 2018
Wydawca SJRecords
NośnikCD
Czas trwania60:38
Gatunekjazz
EAN5912596066696
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Piotr Schmidt, Wojciech Niedziela, Maciej Garbowski, Krzysztof Gradziuk
Utwory
CD1
1) Epilog02:38
2) 21 Grams05:29
3) The Inner Struggle05:55
4) A Melancholy Routine04:37
5) Sorrow03:58
6) Rosemary’s Baby06:34
7) Distraction04:47
8) Routine II04:54
9) Hollowness06:25
10) Transgress04:56
11) Norm06:54
12) Serenity03:31
Wyszukaj / Kup

W hołdzie Mistrzowi nad mistrze
[Piotr Schmidt Quartet „Tribute to Tomasz Stańko” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Kiedy w czerwcu ubiegłego roku trębacz Piotr Schmidt przystępował – razem ze swoim Kwartetem – do rejestracji nowego albumu, zapewne nie przewidywał jeszcze, komu płyta będzie dedykowana. A przynajmniej, że będzie to hołd pośmiertny. Tymczasem w końcu lipca zmarł Tomasz Stańko – gigant światowego jazzu, muzyk, który inspirował dziesiątki artystów. I to właśnie on stał się odbiorcą tego muzycznego „trybutu”.

Sebastian Chosiński

W hołdzie Mistrzowi nad mistrze
[Piotr Schmidt Quartet „Tribute to Tomasz Stańko” - recenzja]

Kiedy w czerwcu ubiegłego roku trębacz Piotr Schmidt przystępował – razem ze swoim Kwartetem – do rejestracji nowego albumu, zapewne nie przewidywał jeszcze, komu płyta będzie dedykowana. A przynajmniej, że będzie to hołd pośmiertny. Tymczasem w końcu lipca zmarł Tomasz Stańko – gigant światowego jazzu, muzyk, który inspirował dziesiątki artystów. I to właśnie on stał się odbiorcą tego muzycznego „trybutu”.

Piotr Schmidt Quartet
‹Tribute to Tomasz Stańko›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTribute to Tomasz Stańko
Wykonawca / KompozytorPiotr Schmidt Quartet
Data wydania7 grudnia 2018
Wydawca SJRecords
NośnikCD
Czas trwania60:38
Gatunekjazz
EAN5912596066696
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Piotr Schmidt, Wojciech Niedziela, Maciej Garbowski, Krzysztof Gradziuk
Utwory
CD1
1) Epilog02:38
2) 21 Grams05:29
3) The Inner Struggle05:55
4) A Melancholy Routine04:37
5) Sorrow03:58
6) Rosemary’s Baby06:34
7) Distraction04:47
8) Routine II04:54
9) Hollowness06:25
10) Transgress04:56
11) Norm06:54
12) Serenity03:31
Wyszukaj / Kup
Śmierć Tomasza Stańki była szokiem dla jego wielbicieli. Choć w ostatnich miesiącach życia artysty ci, którzy byli blisko niego, mogli dostrzec pogarszający się z tygodnia na tydzień stan zdrowia legendarnego polskiego trębacza. Najpierw odwołano z tego powodu kwietniowe koncerty; nie dokończono też sesji nagraniowej, której owocem miała stać się nowa płyta. Wreszcie 29 lipca nadeszła wiadomość ostateczna. Świat jazzu pogrążył się w żałobie! Wszak muzyk rodem z Rzeszowa od dekad był inspiracją dla wielu młodszych – starszych pewnie także – kolegów po fachu. Cieszył się szczególną estymą nie tylko w ojczyźnie, ale również w Skandynawii, Niemczech i Stanach Zjednoczonych. Na początku kariery nierzadko szokował, w ostatnich latach jednak głównie urzekał i wzruszał. To nie przypadek, że podczas jednego z koncertów Stańki w 2017 roku Piotr Schmidt zareagował w następujący sposób: „(…) w pewnym momencie rozpłakałem się. Płakałem tak przez kilkanaście minut, siedząc w jednym z pierwszych rzędów i czując na sobie oddech trąbki i te wszystkie emocje, które Stańko z takim mistrzostwem i subtelnością kreował”. A są to słowa, które napisał nie przypadkowy widz i słuchacz, lecz jeden z najwybitniejszych polskich trębaczy młodego pokolenia. Człowiek znający się na rzeczy i potrafiący doskonale czytać to, co mówił między dźwiękami autor poświęconego Krzysztofowi Komedzie albumu „Music for K”.
Schmidt – bo to on jest jednym z głównych bohaterów tego tekstu – to twórca bardzo aktywny. A od czasu gdy nawiązał współpracę z uznanym pianistą Wojciechem Niedzielą, można odnieść wrażenie, że stał się… jeszcze aktywniejszy. We wrześniu 2017 roku panowie wydali nagraną w duecie płytę „Dark Morning”, dokładnie rok później ukazał się natomiast – sygnowany nazwą Piotr Schmidt Quartet – album „Saxesful”, do realizacji którego zaproszono także grono wybitnych polskich saksofonistów (w tym między innymi Zbigniewa Namysłowskiego, Jana Ptaszyna Wróblewskiego, Henryka Miśkiewicza i Macieja Sikałę). Sesja ta odbyła się w studiu Tokarnia w podwarszawskim Nieporęcie w czerwcu ubiegłego roku. Co ciekawe, oprócz nagranych z gośćmi specjalnymi jazzowych evergreenów, które wypełniły „Saxesful”, Kwartet zarejestrował także kilka własnych, premierowych kompozycji. Czy już wtedy lider projektu zakładał, że trafią one na wydawnictwo, które zostanie poświęcone Tomaszowi Stańce? Nie mógł przecież wiedzieć, że artysta ten umrze miesiąc później…
Kiedy jednak w październiku 2018 roku zespół wszedł ponownie do studia – tym razem Cavatina w Bielsku-Białej – aby dokończyć materiał, wszystko było już jasne i oczywiste. Ta sesja (a raczej dwie sesje) miała stać się hołdem dla Tomasza Stańki! Płytę wyprodukowano w ekspresowym tempie, co w dużej mierze było możliwe dzięki temu, że jej publikację wzięła na swoje barki należąca do Piotra Schmidta mikołowska wytwórnia SJRecords. Premiera wydawnictwa miała miejsce już 7 grudnia podczas koncertu w gliwickim kinie Amok. A zaraz potem… posypały się w mediach pełne zachwytów recenzje. Zresztą jak najbardziej zasłużone, ponieważ „Tribute to Tomasz Stańko” to – bez najmniejszej przesady – jedna z najpiękniejszych polskich płyt jazzowych ostatnich lat. Nadzwyczaj subtelna i stonowana, ale jednocześnie rozimprowizowana i – przynajmniej w niektórych utworach – skrząca się wewnętrznym ogniem. Czy mógłby ją nagrać – w takiej właśnie formie – ten, któremu została dedykowana? Zapewne nie. Lecz istnieje duże prawdopodobieństwo, że bardzo przypadłaby mu do gustu. Wszak wiele na niej dyskretnych nawiązań do twórczości Stańki z czasów jego współpracy z Triem Marcina Wasilewskiego („Soul of Things”, 2002; „Suspended Night”, 2004; „Lontano”, 2006).
To, co łączy obie formacje, to nie tylko fakt, że były kwartetami i wykorzystywały to samo instrumentarium – trąbkę (Stańko / Schmidt), fortepian (Wasilewski / Niedziela), kontrabas (Sławomir Kurkiewicz / Maciej Garbowski) oraz perkusję (Michał Miśkiewicz / Krzysztof Gradziuk) – ale także podobna wrażliwość liderów i otwarcie na poszukiwania (improwizacje), przy jednoczesnym dążeniu do konsekwentnego budowania nastroju. Chociaż album dedykowany jest Stańce, Kwartet Schmidta nie sięgnął po utwory Mistrza. Wśród dwunastu kompozycji znalazły się jedynie dwie, które nie wyszły spod rąk członków zespołu (w tym tylko jeden standard). Intrygujące jest to, że Schmidt postanowił zacząć album od… końca, czyli „Epilogu”, który pożyczył od gliwickiego pianisty i wibrafonisty jazzowego Bartosza Pieszki. Można to jednak zrozumieć, wszak o dedykowaniu płyty Stańce zdecydowała rzecz ostateczna i nieodwracalna – śmierć Artysty. Od pierwszych sekund w niezwykły klimat – rodem z filmów z lat 60. ubiegłego wieku – wprowadza Wojciech Niedziela. Skojarzenia z partią fortepianu można mieć różne, dla mnie brzmi ona jak ilustracja spaceru w deszczu. I chociaż trąbka Schmidta wnosi nieco ożywienia, to nie zmienia ogólnego – nadzwyczaj smutnego – wydźwięku utworu.
„21 Grams” – to z kolei nawiązanie do głośnego swego czasu (w 2003 roku), podejmującego temat nieuchronności śmierci, amerykańskiego dramatu psychologicznego meksykańskiego reżysera Alejandra Gonzáleza Iñárritu – zaczyna się od kontemplacyjnego, „jesiennego” fortepianu. Aż chciałoby zakrzyknąć, że to na pewno efekt październikowej sesji w Bielsku-Białej, ale, nie daj Boże, wyszłoby jeszcze na to, że Kwartet nagrał ten utwór kilka miesięcy wcześniej w Nieporęcie – i recenzent znalazłby się w kropce. Nie zmienia to jednak faktu, że przynajmniej do momentu włączenia się trębacza Niedziela robi wszystko, by wycisnąć z oczu słuchaczy łzę. Schmidt też zresztą wcale nie stara się na siłę zmieniać narracji; przyłącza się, choć robi to z nieco większą swadą, do opowieści pianisty, pozwalając mu także subtelnie zwieńczyć dzieło. „The Inner Struggle” oparty jest na zbiorowej improwizacji, dalekiej jednak od stylistyki free jazzu. Instrumentem pozwalającym sobie tutaj na „harce”, jest… fortepian; trębacz z kolei najpierw odpowiada za wprowadzenie pięknego motywu, natomiast w zakończeniu stara się nieco okiełznać wyobraźnię pianisty, zaprowadzając ład i porządek.
Urokliwy, ale wcale nie „pościelowy”, klimat ma także „A Melancholy Routine”, którego kontynuacja w postaci „Routine II” – kilkanaście minut później – jest już z trochę innej bajki. Energiczniejsze i zagrane z rozmachem partie solowe wsparte są w niej mocnym i głębokim brzmieniem kontrabasu. Ale wróćmy do właściwego miejsca. Utwór numer pięć nosi adekwatny do zawartości tytuł „Sorrow”. Schmidt i Niedziela grają bardzo oszczędnie – improwizują, stosując minimalne środki, bez nawałnicy dźwięków, dzięki czemu po raz kolejny udaje im się wprawić słuchacza w zadumę. Podobną rolę spełnia przeróbka słynnego balladowego motywu Krzysztofa Komedy z „Rosemary’s Baby” (1968) Romana Polańskiego. Na bazie motywu przewodniego improwizują zarówno trębacz, jak i pianista, chociaż także Maciejowi Garbowskiemu dane jest wybić się na plan pierwszy. „Distraction” to – dla odmiany – najbardziej awangardowy fragment albumu, bliski tego, co Stańko grywał w latach 80. XX wieku. Równie interesująco prezentuje się „Hollowness”, w którym nastrój niepokoju, podkreślany przez partię fortepianu, przenika się z łagodzącą emocje trąbką Schmidta.
Piękną ewolucję cały zespół przechodzi natomiast w „Transgress” – od klasycznej improwizacji w stylu lat 60. (znów za sprawą Wojciecha Niedzieli) do jak najbardziej współczesnych eksperymentów, zagranych z nietypowym dla tej płyty rozmachem (za co odpowiada lider Kwartetu). Ton przedostatniej kompozycji – noszącej tytuł „Norm” – nadaje z kolei marszowa perkusja Krzysztofa Gradziuka; energia bębniarza udziela się także solistom, skłaniając ich do delikatnego rozluźnienia formy (przy czym nie chodzi tu oczywiście o obniżenie jakość dzieła). Na zamknięcie albumu lider wybrał „Serenity” – z melodyjnym motywem fortepianowym, w który wbija się klinem z czasem coraz bardziej ekspansywna i zadziorna trąbka. Finał jest jednak – na powrót – spokojny i delikatny, jak niemal cały muzyczny hołd złożony Tomaszowi Stańce. O tym, że to piękna płyta, była mowa już wcześniej. Przy okazji warto dodać, że jest to również album bardzo liryczny, w niektórych momentach wręcz elegijny, ale nie przesłodzony. Idealnie nadający się na pełne nostalgii wieczory, lecz niekoniecznie sprawdzający się – gdyby ktoś jednak wpadł na taki pomysł – podczas kolacji przy świecach. Nie, mimo całej subtelności, to naprawdę nie ta bajka. Tomasz Stańko na pewno już tę muzykę słyszał. I nie zagrzmiał, czyli – spodobała mu się!
koniec
12 lutego 2019
Skład:
Piotr Schmidt – trąbka
Wojciech Niedziela – fortepian
Maciej Garbowski – kontrabas
Krzysztof Gradziuk – perkusja

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Bogom progresu i post-rocka…
Sebastian Chosiński

23 V 2019

Nie słyszeliście jeszcze o zespole Khadavra? I nic dziwnego. Istnieje wprawdzie od ponad pięciu lat, ale do tej pory nie udało mu się jeszcze podpisać profesjonalnego kontraktu. Płyty wydaje własnym sumptem. Ta najnowsza – „Hypnagogia” – na razie dostępna jest jedynie w Internecie. Kogo powinna zainteresować? W pierwszej kolejności wielbicieli progresu i post-rocka.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Uważajcie! Świat zaraz może się rozpaść
Sebastian Chosiński

21 V 2019

Są takie zespoły, których świetność już dawno minęła, ale gdy ukazują się ich kolejne płyty – słuchacze i tak po nie sięgają. Tak jest z międzynarodowym kolektywem Gong, w którego najnowszym wcieleniu nie ma już nawet wspomnienia po którymś z wybitnych muzyków, jacy przed laty tworzyli tę grupę. A mimo to po „The Universe Also Collapses” warto sięgnąć. Bo to, jak przed laty, intrygująca dawka psychodelii i space rocka.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Coraz gęściej, coraz głębiej
Sebastian Chosiński

16 V 2019

Można wybaczyć kopenhaskiemu triu Papir, że na swoją kolejną płytę kazało czekać aż dwa lata. Wszak wydany w 2017 roku album „V” składał się z dwóch krążków i trwał ponad półtorej godziny. Materiał zatytułowany „VI” trwa o ponad połowę krócej i mieści się na jednym nośniku. Poza tym zmieniło się niewiele – muzyka Duńczyków to wciąż połączenie space rocka z psychodelią, post-rockiem i progresem.

więcej »

Polecamy

Prawdziwe talenty znajdziemy na ulicy

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Prawdziwe talenty znajdziemy na ulicy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Melinda na kwasie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tango z Morskiego Oka (w Warszawie)
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Cała ta miłość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Stylowe, jak Chevrolet El Camino z 1968
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dajesz Rudolf, dajesz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zapach muzyki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Życie o świcie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Rockabilly dżungli
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wieś gra i śpiewa
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Tegoż twórcy

Standardy, które nie chcą się zestarzeć
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Magiczne słowo: „Shazam!”
— Sebastian Chosiński

Trzech panów na wyspie, nie licząc psa
— Sebastian Chosiński

Spacer po nieuznawanym kraju
— Sebastian Chosiński

Krajobraz po „wyzerowanym” kraju
— Sebastian Chosiński

Móżdżek może i ptasi, ale serce bohatera!
— Sebastian Chosiński

Wielka tajemnica niewiary
— Sebastian Chosiński

Na brzegu rzeki łagodnej usiadłam i płakałam…
— Sebastian Chosiński

Bój się Królowej!
— Sebastian Chosiński

Wojna w przestworach oceanu
— Sebastian Chosiński

Jak rodzi się zbrodniarz
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.