Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 29 listopada 2021
w Esensji w Esensjopedii

Paal Nilssen-Love
‹New Japanese Noise›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułNew Japanese Noise
Wykonawca / KompozytorPaal Nilssen-Love
Data wydania25 stycznia 2019
Wydawca PNL Records
NośnikCD
Czas trwania46:20
Gatunekjazz, noise
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Paal Nilssen-Love, Akira Sakata, Kiko Dinucci, Kōhei Gomi, Toshiji Mikawa
Utwory
CD1
1) Stiff Upper Lip Jeeves10:25
2) Up the Line to Death08:54
3) Eats, Shites and Leaves13:28
4) The Bone People10:17
5) Birdsong03:16
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Żywy stąd nie wyjdzie nikt!
[Paal Nilssen-Love „New Japanese Noise” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
W ubiegłym roku free jazz pojawił się na legendarnym duńskim festiwalu rockowym w Roskilde. Dwa dni pod rząd występował na nim z dwoma różnymi projektami norweski perkusista Paal Nilssen-Love. Pierwszego dnia zaprezentował „japoński noise”, drugiego – „brazylijski funk”. Pół roku później oba występy doczekały się edycji płytowych. Dzisiaj – chronologicznie – pochylamy się nad albumem „New Japanese Noise”.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Żywy stąd nie wyjdzie nikt!
[Paal Nilssen-Love „New Japanese Noise” - recenzja]

W ubiegłym roku free jazz pojawił się na legendarnym duńskim festiwalu rockowym w Roskilde. Dwa dni pod rząd występował na nim z dwoma różnymi projektami norweski perkusista Paal Nilssen-Love. Pierwszego dnia zaprezentował „japoński noise”, drugiego – „brazylijski funk”. Pół roku później oba występy doczekały się edycji płytowych. Dzisiaj – chronologicznie – pochylamy się nad albumem „New Japanese Noise”.

Paal Nilssen-Love
‹New Japanese Noise›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułNew Japanese Noise
Wykonawca / KompozytorPaal Nilssen-Love
Data wydania25 stycznia 2019
Wydawca PNL Records
NośnikCD
Czas trwania46:20
Gatunekjazz, noise
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Paal Nilssen-Love, Akira Sakata, Kiko Dinucci, Kōhei Gomi, Toshiji Mikawa
Utwory
CD1
1) Stiff Upper Lip Jeeves10:25
2) Up the Line to Death08:54
3) Eats, Shites and Leaves13:28
4) The Bone People10:17
5) Birdsong03:16
Wyszukaj / Kup
Dawno nic nie było o Paalu, prawda? Poprzedni tekst poświęciłem temu artyście w maju ubiegłego roku (pisząc o „Again”, najnowszym wydawnictwie tria The Thing), co – biorąc pod uwagę jego pracowitość i moją do niego słabość – uznać należy za wyjątkowo i zaskakująco długi rozbrat. Wziął się on jednak przede wszystkim z zaangażowania Norwega w kolejne projekty muzyczne i koncertowe, co nieco powściągnęło jego aktywność wydawniczą. Na szczęście, jak się wydaje, okres posuchy płytowej Nilssen-Love ma już za sobą, czego dowodzą dwa wydane w styczniu (tego samego dnia) albumy: „New Japanese Noise” oraz „New Brazilian Funk”. Oba są rejestracją koncertów, jakie Paal – oczywiście z towarzyszącymi mu artystami – zagrał na festiwalu w duńskim Roskilde. Z projektem japońskim zaprezentował się 4 lipca ubiegłego roku, a z brazylijskim dzień później.
Podczas pierwszego występu, co naturalne, towarzyszyło mu na scenie trzech muzyków z Kraju Kwitnącej Wiśni. W tym legendarny saksofonista i klarnecista Akira Sakata, etatowy współpracownik Paala w formacji Arashi („Semikujira”, „Trost Live Series”). Dwaj pozostali to mistrzowie noise’u – Kōhei Gomi (z działającej od lat 90. ubiegłego wieku grupy Pain Jerk) oraz Toshiji Mikawa – którzy odpowiadali za efekty elektroniczne. Skład uzupełniał jeszcze brazylijski gitarzysta Kiko (Cristiano) Dinucci, który karierę na scenie zaczynał ponad dwie dekady temu od punka i hardcore’u (w zespole Personal Choice), by później przerzucić się na granie jazz-rocka (Passo Torto), awangardowej psychodelii pomieszanej z fusion (Metá Metá) oraz samby (Duo Maviola). Można było się tylko zastanawiać, jak Kiko odnajdzie się w świecie free jazzu i noise’u, które to gatunki dotąd były mu raczej obce.
Z drugiej strony jednak muzyk z takim doświadczeniem jest chyba w stanie wpasować się w każdy skład i zagrać dosłownie wszystko. Z większym bądź mniejszym zaangażowaniem. Słuchając „New Japanese Noise”, można odnieść wrażenie, że w przypadku Dinucciego mamy do czynienia z gitarzystą, który muzyczny hałas wyssał z mlekiem matki. Tak zgraną maszynę do generowania szumów i zgrzytów stworzył do spółki z Kōheim i Toshijim. To właśnie ta trójka ciągnie całość w stronę klasycznego noise’u. Sakata i Nilssen-Love z kolei reprezentują opcję freejazzową. Choć też, zwłaszcza zaś doświadczony Japończyk (na scenie obecny od półwiecza), nie stronią od wspomagania kolegów z drugiego obozu. Przekonując tym samym, że jazz improwizowany i noise to poniekąd owoce tego samego artystycznego drzewa, na co sugestywnych dowodów Paal dostarczał już zresztą wcześniej (vide „Angular Mass”, „Soul Stream”, „Decayed – Live! at Aketa No Mise”).
Płytę otwiera dziesięciominutowa kompozycja „Stiff Upper Lip Jeeves”, jak najbardziej typowa dla solowej twórczości Akiry Sakaty (kto słyszał „Proton Pump”, będzie doskonale wiedział, o co chodzi). Duet saksofonu i perkusji dosłownie miażdży słuchacza, przewala się po nim jak walec, sprawia, że co wrażliwszym osobom może eksplodować czaszka. I naprawdę nie ma w tych słowach ni krzty przesady. Paal i Akira grają z niezwykłym wręcz zaangażowaniem, jakby od tego zależało ich życie. W walce o nie nie biorą jeńców. Dopiero w ostatnich minutach przez saksofonową ścianę dźwięku przebijają się akordy gitary Dinucciego (im bliżej końca, tym bardziej zadziornej) i elektroniczne zgrzyty Gomiego i Mikawy. Ostatecznie cała piątka łączy siły, by w finale udowodnić ludziom stojącym pod sceną (pamiętajmy, że to koncert!), iż są tylko małą, niewiele znaczącą cząstką potężnego (Wszech)świata. (Wszech)świata, który przytłacza ogromem cierpień i niesprawiedliwości.
Skąd taka postapokaliptyczna interpretacja? Nie zapominajmy, że Akira przyszedł na świat w lutym 1945 roku w Hiroszimie. Gdy na miasto spadła amerykańska bomba atomowa, miał niespełna pół roku. Przeżywszy piekło w pierwszych miesiącach swej ziemskiej egzystencji, trudno było mu w kolejnych latach uwierzyć we wspaniałość ludzkiej natury. W grze Sakaty słyszalny jest więc gniew, który zdaje się górować nad innymi emocjami. W „Up the Line to Death” grupa wchodzi duetem gitary i perkusji, do których po kilkudziesięciu sekundach dołącza saksofon. Tym razem jego improwizacja jest dużo bardziej stonowana. Podobnie jak stonowane są noise’owe wtręty w tle. Choć i w tym utworze przychodzi taki moment, gdy muzycy podkręcają tempo i nabierają mocy. Przy czym Sakata na kilka minut oddaje pole młodszym kolegom – specom od elektroniki. Wraca dopiero na finał, by delikatnymi dźwiękami klarnetu wprowadzić słuchaczy w trzeci rozdział opowieści, to jest „Eats, Shites and Leaves”.
Przez kilka dobrych minut muzycy tonują nastroje. Wszystko po to, by uspokoić i uśpić czujność odbiorców, dzięki czemu większe będzie ich zaskoczenie, kiedy wyprowadzą frontalny atak. I tak właśnie się dzieje! W drugiej części kompozycji poziom gniewu i agresji ponownie sięga zenitu, w czym, o dziwo, niemałe zasługi ma również Kiko. W „The Bone People” Sakata odkłada na bok dęciaki i podchodzi do mikrofonu, by raczyć słuchaczy… głosem. Nie można powiedzieć, że śpiewa ani że melodeklamuje. Akira traktuje swój głos jak kolejny instrument – wydaje głównie pomruki i szalone okrzyki, idealnie wpisując się we freejazzowo-noise’ową strukturę całości. Czasami, po zamknięciu oczu, możemy odnieść wrażenie, że gdzieś obok nas rozgrywa się samurajski pojedynek, podczas którego przynajmniej jeden z uczestników musi paść trupem. Końcówka – dzięki bezlitosnemu pochodowi perkusji – znów jest miażdżąca.
A ukojenia, wbrew pozorom, nie przynosi nawet wieńcząca występ trzyminutowa impresja o jakże niewinnym tytule „Birdsong”. Jeśli to miałaby być prawdziwa ptasia pieśń, to nie ma wątpliwości, że chodzi o któregoś z najbardziej krwiożerczych latających drapieżników. Zapewne w kontekście wszystkiego, co zostało powyżej napisane o „New Japanese Noise”, zdziwi Was finałowa konkluzja. Ale inna być nie może! To wspaniała i piękna w swej grozie muzyka, która brzmi jak ostrzeżenie wysłane tuż przed rozpoczęciem finałowego odliczania.
koniec
19 marca 2019
Skład:
Akira Sakata – saksofon altowy, klarnet basowy, głos
Kiko Dinucci – gitara elektryczna
Kōhei Gomi – efekty elektroniczne
Toshiji Mikawa – efekty elektroniczne
Paal Nilssen-Love – perkusja

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Paryski spleen
Sebastian Chosiński

18 XI 2021

Nie znacie Alco Frisbass? Nie przejmujcie się tym. Ja też do niedawna ich nie znałem. Ale kiedy już poznałem – polubiłem. Jak pewnie powinni polubić to francuskie trio wszyscy, którzy gustują w rocku symfonicznym z lat 70. XX wieku. Jeżeli bowiem o ciarki na plecach przyprawiają Was wszechobecne w muzyce rockowej syntezatory – album „Le mystère du Gué Pucelle” okaże się stworzony wprost dla Was.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Dobrzy rzemieślnicy z Mexico City
Sebastian Chosiński

16 XI 2021

Można odnieść wrażenie, że meksykański gitarzysta (i nie tylko) Carlos Bolivar to bardzo niespokojny duch. Co rusz tworzy nowe projekty, z którymi nagrywa kolejne płyty. Ten najnowszy to… Klochard – trochę (neo)progresywny, trochę metalowy, w najmniejszym stopniu krautrockowy. „Mundus est Domus” na kolana nikogo nie rzuci, ale zapewni czterdzieści minut ciekawej muzycznej podróży.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Twardziele z Zagłębia Ruhry
Sebastian Chosiński

11 XI 2021

Postindustrialne krajobrazy różnie wpływają na mieszkańców regionów uprzemysłowionych – jednych przyprawiają o myśli depresyjne, innym dają kopa do aktywnej działalności. W przypadku muzyków zespołu Plaindrifter, który narodził się w niemieckim Gelsenkirchen, mamy do czynienia z tym drugim. Czego najjaskrawszym dowodem pełnowymiarowy debiut tria – album „Echo Therapy”.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.