Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 22 sierpnia 2019
w Esensji w Esensjopedii

Paal Nilssen-Love
‹New Japanese Noise›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułNew Japanese Noise
Wykonawca / KompozytorPaal Nilssen-Love
Data wydania25 stycznia 2019
Wydawca PNL Records
NośnikCD
Czas trwania46:20
Gatunekjazz, noise
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Paal Nilssen-Love, Akira Sakata, Kiko Dinucci, Kōhei Gomi, Toshiji Mikawa
Utwory
CD1
1) Stiff Upper Lip Jeeves10:25
2) Up the Line to Death08:54
3) Eats, Shites and Leaves13:28
4) The Bone People10:17
5) Birdsong03:16
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Żywy stąd nie wyjdzie nikt!
[Paal Nilssen-Love „New Japanese Noise” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
W ubiegłym roku free jazz pojawił się na legendarnym duńskim festiwalu rockowym w Roskilde. Dwa dni pod rząd występował na nim z dwoma różnymi projektami norweski perkusista Paal Nilssen-Love. Pierwszego dnia zaprezentował „japoński noise”, drugiego – „brazylijski funk”. Pół roku później oba występy doczekały się edycji płytowych. Dzisiaj – chronologicznie – pochylamy się nad albumem „New Japanese Noise”.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Żywy stąd nie wyjdzie nikt!
[Paal Nilssen-Love „New Japanese Noise” - recenzja]

W ubiegłym roku free jazz pojawił się na legendarnym duńskim festiwalu rockowym w Roskilde. Dwa dni pod rząd występował na nim z dwoma różnymi projektami norweski perkusista Paal Nilssen-Love. Pierwszego dnia zaprezentował „japoński noise”, drugiego – „brazylijski funk”. Pół roku później oba występy doczekały się edycji płytowych. Dzisiaj – chronologicznie – pochylamy się nad albumem „New Japanese Noise”.

Paal Nilssen-Love
‹New Japanese Noise›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułNew Japanese Noise
Wykonawca / KompozytorPaal Nilssen-Love
Data wydania25 stycznia 2019
Wydawca PNL Records
NośnikCD
Czas trwania46:20
Gatunekjazz, noise
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Paal Nilssen-Love, Akira Sakata, Kiko Dinucci, Kōhei Gomi, Toshiji Mikawa
Utwory
CD1
1) Stiff Upper Lip Jeeves10:25
2) Up the Line to Death08:54
3) Eats, Shites and Leaves13:28
4) The Bone People10:17
5) Birdsong03:16
Wyszukaj / Kup
Dawno nic nie było o Paalu, prawda? Poprzedni tekst poświęciłem temu artyście w maju ubiegłego roku (pisząc o „Again”, najnowszym wydawnictwie tria The Thing), co – biorąc pod uwagę jego pracowitość i moją do niego słabość – uznać należy za wyjątkowo i zaskakująco długi rozbrat. Wziął się on jednak przede wszystkim z zaangażowania Norwega w kolejne projekty muzyczne i koncertowe, co nieco powściągnęło jego aktywność wydawniczą. Na szczęście, jak się wydaje, okres posuchy płytowej Nilssen-Love ma już za sobą, czego dowodzą dwa wydane w styczniu (tego samego dnia) albumy: „New Japanese Noise” oraz „New Brazilian Funk”. Oba są rejestracją koncertów, jakie Paal – oczywiście z towarzyszącymi mu artystami – zagrał na festiwalu w duńskim Roskilde. Z projektem japońskim zaprezentował się 4 lipca ubiegłego roku, a z brazylijskim dzień później.
Podczas pierwszego występu, co naturalne, towarzyszyło mu na scenie trzech muzyków z Kraju Kwitnącej Wiśni. W tym legendarny saksofonista i klarnecista Akira Sakata, etatowy współpracownik Paala w formacji Arashi („Semikujira”, „Trost Live Series”). Dwaj pozostali to mistrzowie noise’u – Kōhei Gomi (z działającej od lat 90. ubiegłego wieku grupy Pain Jerk) oraz Toshiji Mikawa – którzy odpowiadali za efekty elektroniczne. Skład uzupełniał jeszcze brazylijski gitarzysta Kiko (Cristiano) Dinucci, który karierę na scenie zaczynał ponad dwie dekady temu od punka i hardcore’u (w zespole Personal Choice), by później przerzucić się na granie jazz-rocka (Passo Torto), awangardowej psychodelii pomieszanej z fusion (Metá Metá) oraz samby (Duo Maviola). Można było się tylko zastanawiać, jak Kiko odnajdzie się w świecie free jazzu i noise’u, które to gatunki dotąd były mu raczej obce.
Z drugiej strony jednak muzyk z takim doświadczeniem jest chyba w stanie wpasować się w każdy skład i zagrać dosłownie wszystko. Z większym bądź mniejszym zaangażowaniem. Słuchając „New Japanese Noise”, można odnieść wrażenie, że w przypadku Dinucciego mamy do czynienia z gitarzystą, który muzyczny hałas wyssał z mlekiem matki. Tak zgraną maszynę do generowania szumów i zgrzytów stworzył do spółki z Kōheim i Toshijim. To właśnie ta trójka ciągnie całość w stronę klasycznego noise’u. Sakata i Nilssen-Love z kolei reprezentują opcję freejazzową. Choć też, zwłaszcza zaś doświadczony Japończyk (na scenie obecny od półwiecza), nie stronią od wspomagania kolegów z drugiego obozu. Przekonując tym samym, że jazz improwizowany i noise to poniekąd owoce tego samego artystycznego drzewa, na co sugestywnych dowodów Paal dostarczał już zresztą wcześniej (vide „Angular Mass”, „Soul Stream”, „Decayed – Live! at Aketa No Mise”).
Płytę otwiera dziesięciominutowa kompozycja „Stiff Upper Lip Jeeves”, jak najbardziej typowa dla solowej twórczości Akiry Sakaty (kto słyszał „Proton Pump”, będzie doskonale wiedział, o co chodzi). Duet saksofonu i perkusji dosłownie miażdży słuchacza, przewala się po nim jak walec, sprawia, że co wrażliwszym osobom może eksplodować czaszka. I naprawdę nie ma w tych słowach ni krzty przesady. Paal i Akira grają z niezwykłym wręcz zaangażowaniem, jakby od tego zależało ich życie. W walce o nie nie biorą jeńców. Dopiero w ostatnich minutach przez saksofonową ścianę dźwięku przebijają się akordy gitary Dinucciego (im bliżej końca, tym bardziej zadziornej) i elektroniczne zgrzyty Gomiego i Mikawy. Ostatecznie cała piątka łączy siły, by w finale udowodnić ludziom stojącym pod sceną (pamiętajmy, że to koncert!), iż są tylko małą, niewiele znaczącą cząstką potężnego (Wszech)świata. (Wszech)świata, który przytłacza ogromem cierpień i niesprawiedliwości.
Skąd taka postapokaliptyczna interpretacja? Nie zapominajmy, że Akira przyszedł na świat w lutym 1945 roku w Hiroszimie. Gdy na miasto spadła amerykańska bomba atomowa, miał niespełna pół roku. Przeżywszy piekło w pierwszych miesiącach swej ziemskiej egzystencji, trudno było mu w kolejnych latach uwierzyć we wspaniałość ludzkiej natury. W grze Sakaty słyszalny jest więc gniew, który zdaje się górować nad innymi emocjami. W „Up the Line to Death” grupa wchodzi duetem gitary i perkusji, do których po kilkudziesięciu sekundach dołącza saksofon. Tym razem jego improwizacja jest dużo bardziej stonowana. Podobnie jak stonowane są noise’owe wtręty w tle. Choć i w tym utworze przychodzi taki moment, gdy muzycy podkręcają tempo i nabierają mocy. Przy czym Sakata na kilka minut oddaje pole młodszym kolegom – specom od elektroniki. Wraca dopiero na finał, by delikatnymi dźwiękami klarnetu wprowadzić słuchaczy w trzeci rozdział opowieści, to jest „Eats, Shites and Leaves”.
Przez kilka dobrych minut muzycy tonują nastroje. Wszystko po to, by uspokoić i uśpić czujność odbiorców, dzięki czemu większe będzie ich zaskoczenie, kiedy wyprowadzą frontalny atak. I tak właśnie się dzieje! W drugiej części kompozycji poziom gniewu i agresji ponownie sięga zenitu, w czym, o dziwo, niemałe zasługi ma również Kiko. W „The Bone People” Sakata odkłada na bok dęciaki i podchodzi do mikrofonu, by raczyć słuchaczy… głosem. Nie można powiedzieć, że śpiewa ani że melodeklamuje. Akira traktuje swój głos jak kolejny instrument – wydaje głównie pomruki i szalone okrzyki, idealnie wpisując się we freejazzowo-noise’ową strukturę całości. Czasami, po zamknięciu oczu, możemy odnieść wrażenie, że gdzieś obok nas rozgrywa się samurajski pojedynek, podczas którego przynajmniej jeden z uczestników musi paść trupem. Końcówka – dzięki bezlitosnemu pochodowi perkusji – znów jest miażdżąca.
A ukojenia, wbrew pozorom, nie przynosi nawet wieńcząca występ trzyminutowa impresja o jakże niewinnym tytule „Birdsong”. Jeśli to miałaby być prawdziwa ptasia pieśń, to nie ma wątpliwości, że chodzi o któregoś z najbardziej krwiożerczych latających drapieżników. Zapewne w kontekście wszystkiego, co zostało powyżej napisane o „New Japanese Noise”, zdziwi Was finałowa konkluzja. Ale inna być nie może! To wspaniała i piękna w swej grozie muzyka, która brzmi jak ostrzeżenie wysłane tuż przed rozpoczęciem finałowego odliczania.
koniec
19 marca 2019
Skład:
Akira Sakata – saksofon altowy, klarnet basowy, głos
Kiko Dinucci – gitara elektryczna
Kōhei Gomi – efekty elektroniczne
Toshiji Mikawa – efekty elektroniczne
Paal Nilssen-Love – perkusja

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Natchnieni przez protestanckiego Boga
Sebastian Chosiński

20 VIII 2019

Chociaż „Nadir” jest pierwszym albumem norweskiego kwintetu Monograf, o tworzących zespół muzykach nie sposób powiedzieć, że są debiutantami. Szczególnie bogatą kartotekę ma lider formacji, wokalista, gitarzysta i kontrabasista Erik Normann Sannes Aanonsen, który grywał już w swojej karierze rock alternatywny, pop, a nawet black metal. W Monograf hołduje natomiast progresywnemu i postrockowemu neofolkowi.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Takich dwóch jak my to ze świecą szukać!
Sebastian Chosiński

15 VIII 2019

Jest ich zaledwie dwóch – basista i bębniarz – ale dzięki różnym efektom, wykorzystywanym zarówno studiu nagraniowym, jak i na koncertach, brzmią jak pełnoprawny zespół. Nazwali się Alber Jupiter i działają pod tą nazwą od mniej więcej dwóch lat. Wydaniem debiutanckiego albumu „We Are Just Floating in Space” uczcili tegorocznego Święto Pracy, choć nic nie wiadomo na temat ich sympatii politycznych.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Błękitne niebo Kalifornii i chmurne oblicze Zelandii
Sebastian Chosiński

13 VIII 2019

Z Kalifornii na Zelandię (nie! nie tę Nową) droga bardzo daleka, ale też nie na tyle – żyjemy w końcu w globalnej wiosce – aby wytwórnia z Danii nie mogła wydawać płyt zespołu ze Stanów Zjednoczonych. A tak właśnie jest w przypadku psychodeliczno-progresywnego kwintetu Monarch, którego już drugi album, zatytułowany „Beyond the Blue Sky”, wydała El Paraiso Records.

więcej »

Polecamy

Hardkorowa terapia

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Hardkorowa terapia
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ino wpierw ciulnę ją sztachelką
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ups… tak im wyszło
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Do góry, kangury!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Który miś dla której dziewczyny
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Jesteś moim sercem, jesteś moją duszą
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

To jest Gość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Black pop
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

O rajdowcu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Echa – suplement
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.