Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 lipca 2019
w Esensji w Esensjopedii

Zen Bison
‹Krautrocker›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKrautrocker
Wykonawca / KompozytorZen Bison
Data wydania9 maja 2019
NośnikWinyl
Czas trwania42:31
Gatunekblues, metal
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Philipp Ott, Steffen Fischer, Martin Konopka, Hans Kirschner, Bobby Müller
Utwory
Winyl1
1) Blow My Mind05:47
2) Backseat Lovers05:15
3) Krautrocker11:08
4) La Madrugada09:56
5) Going Down10:24
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Bizon spod znaku Hanzy
[Zen Bison „Krautrocker” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
To mit, że wielkie wytwórnie płytowe zdominowały rynek muzyczny. Może i sprzedają one najwięcej nośników i mają z tego powodu największe dochody, ale to, co najciekawsze we współczesnym rocku, dzieje się mimo wszystko poza majorsami – za sprawą albumów publikowanych przez wydawców niezależnych bądź nakładem samych artystów. Jak w przypadku debiutanckiego longplaya niemieckiego tria Zen Bison – „Krautrocker”.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Bizon spod znaku Hanzy
[Zen Bison „Krautrocker” - recenzja]

To mit, że wielkie wytwórnie płytowe zdominowały rynek muzyczny. Może i sprzedają one najwięcej nośników i mają z tego powodu największe dochody, ale to, co najciekawsze we współczesnym rocku, dzieje się mimo wszystko poza majorsami – za sprawą albumów publikowanych przez wydawców niezależnych bądź nakładem samych artystów. Jak w przypadku debiutanckiego longplaya niemieckiego tria Zen Bison – „Krautrocker”.

Zen Bison
‹Krautrocker›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKrautrocker
Wykonawca / KompozytorZen Bison
Data wydania9 maja 2019
NośnikWinyl
Czas trwania42:31
Gatunekblues, metal
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Philipp Ott, Steffen Fischer, Martin Konopka, Hans Kirschner, Bobby Müller
Utwory
Winyl1
1) Blow My Mind05:47
2) Backseat Lovers05:15
3) Krautrocker11:08
4) La Madrugada09:56
5) Going Down10:24
Wyszukaj / Kup
Zauważyliście już zapewne, że w ostatnich tygodniach staram się nadrabiać ubiegłoroczne zaległości; wspominać o płytach, które ukazały się z datą „2018” na okładce, ale są na tyle interesujące, że warto ocalić je dla siebie na jak najdłużej. Tak było chociażby z produkcjami grup Delta Sierra, Deep Space Destructors, Superfjord, Værket, Grusom, Kingnomad oraz Amgala Temple, tak jest również z prezentowanym dzisiaj, zdecydowanie najmniej znanym w całym tym gronie, zespołem Zen Bison. Formacja powstała w 2015 roku w leżącym nad Bałtykiem meklemburskim Rostocku, jednym z najważniejszych ośrodków przemysłowych w dawnej Niemieckiej Republice Demokratycznej. Choć tworzący ją muzycy o komunistycznej przeszłości miasta mają zapewne z racji wieku niewielkie pojęcie.
Zafascynowani zespołem Jimiego Hendrixa – Expierience (patrz: „Are You Experienced”, 1967; „Axis: Bold as Love”, 1967; „Electric Ladyland”, 1968), postanowili grać jak tamto słynne trio, do maksimum wykorzystując możliwości, jakie daje najprostsze rockowe instrumentarium złożone z gitar solowej i basowej oraz perkusji (plus śpiew). Pierwsze nagrania grupy – powstałe jeszcze w 2016 roku – utrzymane były w stylistyce bluesowo-psychodelicznej z domieszką hard rocka (typowej dla takich wykonawców, jak Grand Funk Railroad czy wczesny Carlos Santana). Obok własnych kompozycji artyści z Rostocku sięgali również po covery – a to z repertuaru kanadyjsko-brytyjskiego May Blitz („I Don’t Know”), to znów amerykańskiego Cactusa („One Way or Another”). Hartowali się tym sposobem jak najlepsza stal. Oczywistym jest jednak, że prawdziwy sprawdzian następuje w momencie, gdy zespół wydaje debiutancki album.
Niemieckie trio postanowiło uczynić to w dniu dość specyficznym – 9 maja ubiegłego roku. Przypomnijmy: w czasach NRD świętowano wówczas zwycięstwo Związku Radzieckiego nad faszyzmem. Czy jednak tym kierowali się muzycy Zen Bison, wydając w sześćdziesiątą trzecią rocznicę tego wydarzenia swój pierwszy longplay (własnym sumptem i tylko na winylu) – nie mam pojęcia. Materiał, jaki trafił na „Krautrocker”, zarejestrowali kilkanaście miesięcy wcześniej – w kwietniu i lipcu 2017 roku. Nie były to więc już wtedy utwory najświeższe. Ale bez obaw. W ciągu dwóch lat, jakie minęły od ich powstania, nie zestarzały się ani trochę. W czym największa zasługa artystów tworzących trio, których do tej pory nie przedstawiłem. A są to: gitarzysta i wokalista Philipp Ott, basista Steffen Fischer oraz perkusista Martin Konopka. Na płycie można też jednak usłyszeć gości: klawiszowca Hansa Kirschnera (udzielającego się w dubowo-elektronicznym projekcie The Monotrones) i – w jednym numerze – perkusjonistę Bobby’ego Müllera.
Debiut „marynarzy” z Rostocku wypełnia pięć kompozycji, szytych – stylistycznie i czasowo – na miarę lat 60. i 70. ubiegłego wieku. Ale też trudno być z tego powodu zaskoczonym, skoro Ott i jego kompani nie ukrywają, że ich głównymi inspiracjami są wykonawcy działający właśnie w tamtych czasach. Duch vintage unosi się więc nad całym „Krautrocker” – od pierwszej do ostatniej sekundy. Dwa pierwsze utwory to czysty, niemal stuprocentowy The Jimi Hendrix Expierience – równie co amerykański oryginał dynamiczny i emocjonalny, aczkolwiek wzbogacony pojawiającymi się w tle syntezatorami. „Blow My Mind” zaczyna się bardzo energetycznie i hardrockowo; Philipp nie stroni w nim od gitarowych solówek, którym przydaje smaku różnorodnymi efektami dźwiękowymi. Nie inaczej dzieje się w „Backseat Lovers”, w którym chyba najmocniej blues spaja się z klasycznym hard rockiem, a moc całości zwiększa krzykliwy wokal Otta. Te dwie kompozycje to jedenaście minut prawdziwej podróży w czasie, o pięć dekad wstecz.
Tyle samo czasu, co dwa poprzednie utwory, zajmuje tytułowy „Krautrocker”, który rzeczywiście – w przeciwieństwie do wszystkich pozostałych kompozycji – zawiera pewne elementy krautrocka. Choć raczej nie spodziewajcie się żadnych istotniejszych nawiązań do klasyków gatunku spod znaku Guru Guru, Embryo, Can czy Amon Düül II. Krautrockowość tego utworu polega na odpowiednim wykorzystaniu „brudu” syntezatorów, dzięki którym zyskuje on na psychodelicznej transowości. Poza tym jest to mocno ewoluujący rockowy kawałek, który zaczyna się jeszcze w miarę stonowanie, później natomiast nabiera mocy, by w finale dojść do niemal progresywnego rozmachu z majestatycznymi organami w tle (ponownie kłania się gość specjalny Hans Kirschner!). To prawda, że znacznie mniej tu Hendrixa, więcej nawiązań do rodzimej muzyki z tego samego okresu.
Na stronie B winylowego krążka znalazły się jedynie dwa, ale za to rozbudowane – każdy po mniej więcej dziesięć minut – utwory. „La Madrugada” zaczyna się od delikatnej gitary, która bardzo długo buduje nastrój. Dopiero w połowie numeru Steffen Fischer i Martin Konopka podkręcają tempo, a z pomocą przybywa im drugi z zaproszonych gości – Bobby Müller. Im bliżej końca, tym konsekwentniej zespół zmierza do punktu, w którym narodziła się jego muzyka, czyli do… inspiracji Hendrixem. Na finał muzycy wybrali cover. „Going Down” to utwór zaczerpnięty z repertuaru Dona Nixa, amerykańskiego bluesmana rodem z Memphis. Po raz pierwszy wykonał go w 1971 roku Freddie King (na albumie „Getting Ready…”), rok później powstała wersja autorska (płyta „The Alabama State Troupers Road Show”). Jak odczytali go młodzi Niemcy? Bardziej na modłę Kinga, dodając jednak do jego elektrycznego bluesa hardrockową zadziorność i mnóstwo efektów (syntezatorowych i przetworników gitarowych).
Nix pewnie bardzo by się zdziwił, gdyby usłyszał „Going Down” w wykonaniu Zen Bison. Ale kto wie, może muzycy z Rostocku wysłali swój longplay do Tennessee, by sprawić radość emerytowanemu klasykowi bluesa. Na tym „Krautrocker” się kończy. Najważniejsze, że kończy się obiecująco i że po dotarciu do finału w głowie słuchacza pozostaje myśl: warto czekać na ciąg dalszy tej historii!
koniec
2 maja 2019
Skład:
Philipp Ott – śpiew, gitara elektryczna
Steffen Fischer – gitara basowa
Martin Konopka – perkusja
Gościnnie:
Hans Kirschner – syntezatory, organy
Bobby Müller – instrumenty perkusyjne (4)

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Norwegowie w kosmosie
Sebastian Chosiński

18 VII 2019

17 lipca minęła kolejna – już pięćdziesiąta druga – rocznica śmierci amerykańskiego saksofonisty Johna Coltrane’a, jednego z najwybitniejszych artystów w historii jazzu improwizowanego. Gdy jednak słucha się takich albumów, jak tegoroczny „Mayhall’s Object” zespołu Instant Light Jørgena Mathisena, można odnieść wrażenie, że Coltrane wciąż żyje i ma się wyśmienicie.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Uważajcie na to, co lata nad naszymi głowami
Sebastian Chosiński

16 VII 2019

Pięć lat! Tyle zajęło Norwegom podjęcie decyzji o wydaniu płyty. Co dziwi tym bardziej, że materiał mieli już gotowy w grudniu 2016 roku. Cóż, niezbadane są wyroki boskie i nie nam, maluczkim, oceniać, dlaczego kwartet Red Kite tak długo zwlekał z publikacją debiutanckiego albumu. Zwłaszcza że znalazła się na nim doskonała muzyka.

więcej »

Krótko o muzyce: Czerwony Mór w domu Usherów
Sebastian Chosiński

11 VII 2019

Jeśli lubicie się bać, a jednocześnie nie stronicie od awangardy i bliska Wam jest muzyka filmowa – mam dla Was idealną propozycję na letnie noce. To kolejna solowa płyta Johna Zorna z serii „The Hermetic Organ”, tym razem poświęcona twórczości klasyka amerykańskiej literatury grozy Edgara Allana Poego.

więcej »

Polecamy

Jesteś moim sercem, jesteś moją duszą

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Jesteś moim sercem, jesteś moją duszą
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

To jest Gość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Black pop
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

O rajdowcu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Echa – suplement
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Prawdziwe talenty znajdziemy na ulicy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Melinda na kwasie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tango z Morskiego Oka (w Warszawie)
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Cała ta miłość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Stylowe, jak Chevrolet El Camino z 1968
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.