Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 sierpnia 2019
w Esensji w Esensjopedii

Papir
‹VI›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułVI
Wykonawca / KompozytorPapir
Data wydania10 maja 2019
Wydawca Stickman Records
NośnikCD
Czas trwania39:32
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Nicklas Sørensen, Christian Becher Clausen, Christoffer Brøchmann Christensen, Jonas Munk
Utwory
CD1
1) VI.I10:05
2) VI.II08:58
3) VI.III09:25
4) VI.IV11:04
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Coraz gęściej, coraz głębiej
[Papir „VI” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Można wybaczyć kopenhaskiemu triu Papir, że na swoją kolejną płytę kazało czekać aż dwa lata. Wszak wydany w 2017 roku album „V” składał się z dwóch krążków i trwał ponad półtorej godziny. Materiał zatytułowany „VI” trwa o ponad połowę krócej i mieści się na jednym nośniku. Poza tym zmieniło się niewiele – muzyka Duńczyków to wciąż połączenie space rocka z psychodelią, post-rockiem i progresem.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Coraz gęściej, coraz głębiej
[Papir „VI” - recenzja]

Można wybaczyć kopenhaskiemu triu Papir, że na swoją kolejną płytę kazało czekać aż dwa lata. Wszak wydany w 2017 roku album „V” składał się z dwóch krążków i trwał ponad półtorej godziny. Materiał zatytułowany „VI” trwa o ponad połowę krócej i mieści się na jednym nośniku. Poza tym zmieniło się niewiele – muzyka Duńczyków to wciąż połączenie space rocka z psychodelią, post-rockiem i progresem.

Papir
‹VI›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułVI
Wykonawca / KompozytorPapir
Data wydania10 maja 2019
Wydawca Stickman Records
NośnikCD
Czas trwania39:32
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Nicklas Sørensen, Christian Becher Clausen, Christoffer Brøchmann Christensen, Jonas Munk
Utwory
CD1
1) VI.I10:05
2) VI.II08:58
3) VI.III09:25
4) VI.IV11:04
Wyszukaj / Kup
Tak brzmi współczesny krautrock!
Muzyka Papir często bowiem – i to nie bez powodu – klasyfikowana jest właśnie w ten sposób. Jako nawiązanie do twórczości niemieckich (rzadziej szwajcarskich i austriackich) formacji z lat 70. ubiegłego wieku, które łączyły wpływy rocka progresywnego, jazzu i awangardy, niekiedy dorzucając jeszcze elementy world music i tak zwanego „trzeciego nurtu”. Pochodzący z Kopenhagi zespół od początku istnienia – czyli od dekady – działa w tym samym składzie; tworzą go gitarzysta Nicklas Sørensen, basista Christian Becher Clausen oraz perkusista Christoffer Brøchmann Christensen. Często jednak – zwłaszcza w studiu nagraniowym – wspomagają ich goście, niemal etatowym kooperantem jest klawiszowiec Jonas Munk, najbardziej znany z prowadzonej przez siebie spacerockowej grupy Causa Sui („Vibraciones Doradas”).
Począwszy od 2010 roku, Duńczycy bardzo regularnie publikują owoce swojej działalności. Robią to dwutorowo, wyraźnie dzieląc płyty na studyjne oraz… pozostałe, to znaczy koncertowe bądź zrealizowane we współpracy z innymi wykonawcami (vide „Live at Roadburn”, jak również „The Papermoon Sessions” i „The Papermoon Sessions Live at Roadburn 2014” nagrane z niemieckim Electric Moon). Do tej pierwszej grupy należy natomiast zaliczyć: „Papir” (2010), „Stundum” (2011), „III” (2013), „IIII” (2014) oraz „V” (2017), który ukazał się wprawdzie po dłuższej przerwie, lecz za to był wydawnictwem dwupłytowym, trwającym trochę ponad półtorej godziny. Nic więc dziwnego, że po nim grupa postanowił zrobić sobie nieco dłuższą przerwę. Milczenie przerwała w maju tego roku, a stało się to za sprawą albumu – tytuł chyba nikogo już nie zaskoczy – „VI”.
Podobnie jak poprzedni krążek, także i ten ujrzał światło dzienne dzięki życzliwości niemieckiej (działającej w Hamburgu, ale mającej również filię w Norymberdze) wytwórni Stickman Records. Nagrań Duńczycy dokonali natomiast w domu – w kopenhaskim studiu o wdzięcznej nazwie Black Tornado. Jeżeli jednak ktoś uważa, że nazwa tego przybytku mogła wydatnie wpłynąć na muzykę tria – będzie w błędzie. Papir, chociaż bywa żywiołowy, nie wznieca burz, nie wywołuje huraganowych wiatrów, nie pozostawia po sobie krajobrazów postapokaliptycznych. Ba! można nawet odnieść wrażenie, że na „VI” muzycy brzmią łagodniej niż na poprzedniej płycie. Mimo że wciąż pozostają wierni obranej w momencie założenia formacji stylistyce. Być może to kwestia wieku (Nicklas, Christian i Christoffer są coraz starsi, nie młodsi), a może tylko chwilowo postanowili nieco odsapnąć i dzięki temu bardziej refleksyjnie spojrzał na otaczający ich świat.
Po raz kolejny też nie nadali utworom klasycznych tytułów, a jedynie do numeru płyty dodali kolejną rzymską cyferkę – od „VI.I” do „VI.IV”. Uzbierało się tego prawie czterdzieści minut. Duńczycy postanowili zacząć album żywiołowo, a nawet… skocznie (vide rytm narzucony przez Bechera Clausena i Brøchmanna Christensena). Nie zmienia się to także po dołączeniu do kolegów Sørensena, który otwiera nowy rozdział tej opowieści. Jak na gitarzystę o dużych ciągotkach postrockowych przystało, konsekwentnie buduje nastrój, zachęcając jednocześnie kolegów do coraz większej dynamiki. Aż wreszcie cała trójka osiąga apogeum i – chcąc nie chcąc – musi odrobinę poluzować. Zaskakuje, że utwór ten ma bardzo prostą konstrukcję; jest, zdawałoby się, do bólu monotonny, lecz nie brakuje w nim ani energii, ani melodyjności. W efekcie staje się klasycznym przykładem kompozycji, która mogłaby ciągnąć się w nieskończoność, a słuchacz przy każdym kolejnym powtórzeniu lejtmotywu odnajdywałby w nim coś nowego.
„VI.II” otwiera miarowy pochód basisty; z czasem dołącza do niego perkusista, ale grając jedynie na talerzach, oraz gitarzysta. Ten ostatni wydobywa ze swego instrumentu bardzo delikatne dźwięki, które nanizuje jak paciorki na rytmiczny sznurek sekcji. Tło robi się coraz gęstsze, co wymusza także na Sørensenie większą intensywność i emocjonalność. Rodzi się z tego efektowne solo gitarowe, do którego później dochodzą różnego rodzaju efekty elektroniczne, a całość wieńczy syntezator. Tak jak kończy się „VI.II”, tak (mniej więcej) zaczyna „VI.III” – od elektroniki. Z czasem jednak utwór ewoluuje: coraz więcej pojawia się smaczków w tle, coraz bardziej robi się progresywnie. Rozbudowana środkowa część kompozycji potrafi zaskoczyć, rozpięta jest bowiem pomiędzy wtrętami psychodelicznymi a kojarzącymi się z muzyką country. Nawet jeśli to tylko żart, trzeba przyznać, że odważny. Na koniec Duńczycy wyciszają emocje, ostatnie „słowo” oddając Jonasowi Munkowi.
Wszystkie cztery numery mając podobny czas trwania, ale to zamykający album „VI.IV” jest najdłuższy. Te niemal dokładnie jedenaście minut trio wykorzystuje na podróż do dwóch światów – psychodelii i post-rocka – które zresztą w paru miejscach udanie się przenikają. Dzieje się w tym utworze naprawdę sporo: jest miejsce – to w sumie takie niepostrockowe, prawda? – i na wirtuozerską gitarową solówkę, i na czystą rockową moc (nałożone na siebie ścieżki gitary wzmocnione przekazem syntezatorów). Nie brakuje również progresywnego rozmachu. Wszystko to w ciągu zaledwie czterdziestu minut. Chciałoby się dodać: tylko czterdziestu minut. Ale nie narzekajmy, bo dzięki temu zapewne jest szansa, że na kolejną produkcję artystów z Kopenhagi przyjdzie nam teraz czekać tylko rok. W tym czasie spokojnie będzie można sięgać po „VI”, ciesząc uszy tym albumem i co rusz odkrywając w nim coś nowego. Bo to muzyka „warstwowa”, czyli taka, w którą należy wsłuchiwać się po wielekroć (czytaj: zdejmować warstwę po warstwie), aby odkrywać kolejne skrywane w niej tajemnice.
koniec
16 maja 2019
Skład:
Nicklas Sørensen – gitara elektryczna, gitara akustyczna
Christian Becher Clausen – gitara basowa
Christoffer Brøchmann Christensen – perkusja
Gościnnie:
Jonas Munk – syntezatory

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Takich dwóch jak my to ze świecą szukać!
Sebastian Chosiński

15 VIII 2019

Jest ich zaledwie dwóch – basista i bębniarz – ale dzięki różnym efektom, wykorzystywanym zarówno studiu nagraniowym, jak i na koncertach, brzmią jak pełnoprawny zespół. Nazwali się Alber Jupiter i działają pod tą nazwą od mniej więcej dwóch lat. Wydaniem debiutanckiego albumu „We Are Just Floating in Space” uczcili tegorocznego Święto Pracy, choć nic nie wiadomo na temat ich sympatii politycznych.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Błękitne niebo Kalifornii i chmurne oblicze Zelandii
Sebastian Chosiński

13 VIII 2019

Z Kalifornii na Zelandię (nie! nie tę Nową) droga bardzo daleka, ale też nie na tyle – żyjemy w końcu w globalnej wiosce – aby wytwórnia z Danii nie mogła wydawać płyt zespołu ze Stanów Zjednoczonych. A tak właśnie jest w przypadku psychodeliczno-progresywnego kwintetu Monarch, którego już drugi album, zatytułowany „Beyond the Blue Sky”, wydała El Paraiso Records.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Skandynawski chłód na Brooklynie
Sebastian Chosiński

8 VIII 2019

Dwóch Norwegów i dwóch Amerykanów, których kariera dotąd przebiegła różnymi ścieżkami. A jednak potrafili się odnaleźć, spotkać i stworzyć muzykę, która choć nie przeciera całkiem nowych szlaków, to jednak brzmi świeżo i intrygująco. Pod warunkiem, że jest się wielbicielem free jazzu, noise’u i rocka. Jeśli tak, „Exits into a Corridor” – debiut kwartetu Exoterm – powinien przypaść Wam do gustu.

więcej »

Polecamy

Ino wpierw ciulnę ją sztachelką

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Ino wpierw ciulnę ją sztachelką
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ups… tak im wyszło
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Do góry, kangury!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Który miś dla której dziewczyny
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Jesteś moim sercem, jesteś moją duszą
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

To jest Gość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Black pop
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

O rajdowcu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Echa – suplement
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Prawdziwe talenty znajdziemy na ulicy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.