Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 czerwca 2019
w Esensji w Esensjopedii

Khadavra
‹Hypnagogia›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułHypnagogia
Wykonawca / KompozytorKhadavra
Data wydania11 maja 2019
Nośnikcyfrowy
Czas trwania61:40
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Alexander Eriksson, Seb Eriksson, Nils Erichson, Jón Klintö
Utwory
Pliki
1) Horisontens himlavalv01:13
2) Down the Rabbithole10:16
3) Dissolve09:07
4) Mordängel07:56
5) Tryptophan05:32
6) Kollektiv27:36
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Bogom progresu i post-rocka…
[Khadavra „Hypnagogia” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Nie słyszeliście jeszcze o zespole Khadavra? I nic dziwnego. Istnieje wprawdzie od ponad pięciu lat, ale do tej pory nie udało mu się jeszcze podpisać profesjonalnego kontraktu. Płyty wydaje własnym sumptem. Ta najnowsza – „Hypnagogia” – na razie dostępna jest jedynie w Internecie. Kogo powinna zainteresować? W pierwszej kolejności wielbicieli progresu i post-rocka.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Bogom progresu i post-rocka…
[Khadavra „Hypnagogia” - recenzja]

Nie słyszeliście jeszcze o zespole Khadavra? I nic dziwnego. Istnieje wprawdzie od ponad pięciu lat, ale do tej pory nie udało mu się jeszcze podpisać profesjonalnego kontraktu. Płyty wydaje własnym sumptem. Ta najnowsza – „Hypnagogia” – na razie dostępna jest jedynie w Internecie. Kogo powinna zainteresować? W pierwszej kolejności wielbicieli progresu i post-rocka.

Khadavra
‹Hypnagogia›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułHypnagogia
Wykonawca / KompozytorKhadavra
Data wydania11 maja 2019
Nośnikcyfrowy
Czas trwania61:40
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Alexander Eriksson, Seb Eriksson, Nils Erichson, Jón Klintö
Utwory
Pliki
1) Horisontens himlavalv01:13
2) Down the Rabbithole10:16
3) Dissolve09:07
4) Mordängel07:56
5) Tryptophan05:32
6) Kollektiv27:36
Wyszukaj / Kup
Nie jest już niczym zaskakującym, że artyści, którzy z jakiegoś powodu nie są w stanie albo zwyczajnie nie chcą podpisać profesjonalnego kontraktu z wytwórnią, wydają swoje płyty na kompaktach bądź winylach własnym sumptem. Są i tacy, którzy pomijając niemałe przecież ryzyka finansowe, umieszczają albumy w sieciowych portalach streamingowych, a dopiero potem, gdy dzięki tej formie dystrybucji co nieco zarobią, publikują je – dla koneserów – na fizycznych nośnikach. Tak postępuje na przykład szwedzka formacja Khadavra, której drugi album, jak na razie, posłuchać i kupić można za pośrednictwem serwisu Bandcamp. Grupa założona została na początku dekady przez czterech młodych mężczyzn mieszkających w niewielkiej miejscowości Arvika na zachodzie kraju, niedaleko od granicy z Norwegią. Byli to: dwaj bracia Erikssonowie – wokalista i perkusista Alexander oraz gitarzysta Seb – do których dołączyli basista Jón Klintö i klawiszowiec Emil Li. Początkowo była to typowa amatorska grupa założona dla pasjonatów.
Z czasem jednak radosne muzykowanie zamieniło się w coś dużo poważniejszego; wzrosły też ambicje muzyków. Chcąc więc osiągnąć więcej, zdecydowali się porzucić swoją spokojną „małą ojczyznę” i przeprowadzić się do Göteborga. Tam latem 2014 roku nagrali – i chwilę później opublikowali – debiutancki album zatytułowany „A True Image of the Infinite Mind”. Jeśli liczyli na natychmiastową zmianę sytuacji i oszałamiający sukces – srodze się zawiedli. Ale nie ukrywajmy, debiut Skandynawów do olśniewających się nie zalicza. Owszem, przekonuje o talencie i udowadnia, że młodzi muzycy dalecy są od pójścia na skróty, ale z drugiej strony – w ich utworach zwyczajnie zabrakło oryginalności. Płycie nie przysłużyła się także kiepska produkcja. W każdym razie członkowie zespołu wyciągnęli właściwe wnioski i przy drugim podejściu zadbali już o to, aby w każdym aspekcie było lepiej i ciekawiej. A mówiąc prościej: profesjonalnie. Przy okazji dokonali roszady w składzie. Z formacją pożegnał się Emil Li, a jego miejsce zajął Nils Erichson.
Album „Hypnagogia” miał swoją premierę w Internecie 11 maja. Już pierwsze jego przesłuchanie świadczy o tym, że artyści wykonali znaczącą woltę. Zadbali nie tylko o to, aby ich muzyka wreszcie zabrzmiała selektywnie i czysto, ale również by stała się bogatsza instrumentalnie; stąd chociażby pomysł na wykorzystanie rogu, sitaru i didjeridu (aborygeńskiej drewnianej trąbki). Postanowili też nie ograniczać się jedynie do krótkich kompozycji i „wysmażyli” prawie półgodzinną suitę. Stylistycznie pozostali wierni grupom, które już wcześniej wymieniali jako swoje główne inspiracje. A znaleźli się w tym gronie tacy wykonawcy, jak Pink Floyd (we wczesnym okresie kariery), Black Sabbath (z czasów z Ozzym Osbourne’em), Godspeed You! Black Emperor, Tool, Tiamat i Opeth, jak również skandynawscy artyści z – szeroko pojętego – kręgu rocka progresywnego (jak na przykład Motorpsycho czy Elephant9). Nie oznacza to oczywiście, że wpływy każdego z wymienionych znajdziemy na „Hypnagogii”. Wszak wspomniane inspiracje mogły pozostać jedynie w sferze mentalnej…
Album, mimo że znalazło się na nim zaledwie sześć kompozycji – w tym jedna miniatura – trwa ponad godzinę. Ale nie ukrywajmy, to przede wszystkim prawie trzydziestominutowa suita „Kollektiv” nabija czas. Choć i inne utwory do krótkich nie należą. Ten najkrótszy, „Horisontens himlavalv”, otwiera zresztą całość. Oparty jest na niepokojących szumach, plamach dźwiękowych i syntezatorowych „strzałach”. Pełni funkcję introdukcji – i z tego zadania wywiązuje się właściwie. Właściwa część płyty zaczyna się od „Down the Rabbithole” (pomimo angielskiego tytułu, utwór zaśpiewany został przez Alexa po szwedzku), który skutecznie definiuje nowy styl Khadavry, będący połączeniem klasycznego rocka progresywnego (z lat 70. ubiegłego wieku) z nieco mniej ortodoksyjną, lżejszą i bardziej melodyjną odmianą post-rocka. Na pierwszym planie pojawia się gitara, tło – nie licząc sekcji rytmicznej – tworzą głównie syntezatory, chociaż nie brakuje też elektronicznego noise’u (na debiucie było go jednak znacznie więcej). Ciekawiej robi się, gdy pojawia się śpiew, któremu towarzyszy akompaniament organów, bardzo stylowych i dostojnych.
To kolejny ukłon w stronę progresu – i wcale nie ostatni. Zwieńczenie „Down the Rabbithole” jest również prawdziwie progresywne. Ale zanim do tego dochodzi, kwartet penetruje jeszcze inne okolice – zahacza po raz kolejny o pogranicza post-rocka, lecz także folku (vide zaskakujący duet gitary i organów). „Królicza nora” kończy się mocnym i pełnym rozmachu akcentem, skutkiem czego jest prawdopodobnie kontrastujący z nim delikatny, akustyczny (za sprawą gitary Nilsa Erichsona) początek „Dissolve”. W dalszej części tę subtelność podkreśla jeszcze fortepian akustyczny, który jednak, gdy zespół podkręca tempo i włącza do narracji elementy postrockowe, staje się znacznie bardziej zadziorny i energetyczny. Na finał panowie z Khadavry znów przypominają sobie o oddaniu tego, co boskie, bogom progresu. Specyficzną ofiarę składają też w czwartym w kolejności „Mordängel”, który zaczyna się od partii Jóna Klintö na rogu, co wywołuje natychmiastowe skojarzenia z zawołaniami myśliwskimi. Dalej też jest nietypowo, ponieważ zespół zaczyna mocno eksperymentować; w efekcie utwór ewoluuje, by ostatecznie przeobrazić się w kompozycję progresywno-metalową (co wyjaśnia fascynację Tiamat i Opeth).
„Tryptophan” z kolei implementuje do twórczości Khadavry elementy world music, choć raczej jako smaczki (za sprawą sitaru i didjeridu), nie zaś części składowe stylu. Tym bardziej że kilkadziesiąt sekund później w tym samym utworze Szwedzi przeistaczają się w formację… nowofalową, brzmiąc jak wczesne New Order (z początku lat 80.). Pod koniec wracają wprawdzie na poprzednie tory, ale uczucie zaskoczenia jeszcze przez jakiś czas pozostaje. O dziwo, praktycznie nie towarzyszy ono za to „lekturze” suity „Kollektiv”, w której dzieje się sporo, ale niewiele nowego w porównaniu z tym, co słyszeliśmy już wcześniej. To, jak na tego typu numer przystało, wielowątkowa opowieść, w której mieszają się style (od post-rocka po progres), nastroje i emocje. Na plan pierwszy na przemian przebijają się gitara bądź klawisze. Na finał natomiast mamy do czynienia z prawdziwą feerią dźwięków i zwieńczeniem godnym dzieła symfonicznego. Czy to jednocześnie wskazówka tego, co pojawi się na kolejnym albumie muzyków z Göteborga? Przekonamy się zapewne za parę lat. Oczywiście jeśli Szwedom wystarczy zapału i samozaparcia. Bo „z górki”, sądząc po zawartości „Hypnagogii”, raczej mieć nie będą.
koniec
23 maja 2019
Skład:
Alexander Eriksson – śpiew, perkusja, instrumenty perkusyjne
Seb Eriksson – gitara elektryczna, didjeridu, sitar, chórki
Nils Erichson – instrumenty klawiszowe, gitara akustyczna, chórki
Jón Klintö – gitara basowa, róg

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Krótko o muzyce: Co zdziałali Polacy na francuskiej ziemi
Sebastian Chosiński

27 VI 2019

Swój na swego zawsze trafi. Tym zdaniem można by skomentować nawiązanie współpracy artystycznej przez mieszkającego w Paryżu polskiego basistę jazzowego Krzysztofa Majchrzaka z mającym swą bazę wypadową w Nicei perkusistą Davidem Lewandowskim, najczęściej ukrywającym się pod pseudonimem Drummonaut. Efektem ich kooperacji stał się wydany we wrześniu ubiegłego roku album „H-E-K-A”.

więcej »

Krótko o muzyce: Karmazynowa mistyka latających wielorybów
Sebastian Chosiński

25 VI 2019

To grzech! Wielki grzech zaniechania, że tacy artyści, jak basista Krzysztof Majchrzak, którzy od lat mieszkają i tworzą poza granicami kraju, gdzie cieszą się wielkim uznaniem, są w ojczyźnie zapomniani. Bo kto słyszał nad Wisłą o jego niezwykłym triu współtworzonym ze skrzypkiem Henrykiem Gembalskim i amerykańskim perkusistą G. Calvinem Westonem? Nieliczni. A przecież ich album „Magic Hands” to porcja doskonałego improwizowanego fusion.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Słoń, który nie depcze po uszach
Sebastian Chosiński

20 VI 2019

Obie części „Psychedelic Backfire” zostały zarejestrowane w czasie tych samych występów i wydane tego samego dnia. Oddzielnie. Na pierwszej płycie grupa Elephant9 zaprezentowała się jako trio, na drugiej – jako kwartet. Do jej podstawowego składu doszedł bowiem, będący w pewnym okresie stałym gościem Stålego Storløkkena, szwedzki gitarzysta Reine Fiske.

więcej »

Polecamy

O rajdowcu

Zagraj to jeszcze raz Sam:

O rajdowcu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Echa – suplement
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Prawdziwe talenty znajdziemy na ulicy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Melinda na kwasie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tango z Morskiego Oka (w Warszawie)
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Cała ta miłość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Stylowe, jak Chevrolet El Camino z 1968
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dajesz Rudolf, dajesz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zapach muzyki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Życie o świcie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Wkrótce

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.