Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 listopada 2019
w Esensji w Esensjopedii

Red Kite

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRed Kite
Wykonawca / KompozytorRed Kite
Data wydania28 czerwca 2019
Wydawca RareNoise Records
NośnikCD
Czas trwania42:01
Gatunekjazz, metal, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Even Helte Hermansen, Bernt André Moen, Trond Frønes, Torstein Lofthus
Utwory
CD1
1) Ptah, the El Daoud11:43
2) 13 Enemas for Good Luck07:40
3) Flew a Little Bullfinch Through the Window04:58
4) Focus on Insanity10:21
5) You Don’t Know, You Don’t Know07:17
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Uważajcie na to, co lata nad naszymi głowami
[Red Kite „Red Kite” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Pięć lat! Tyle zajęło Norwegom podjęcie decyzji o wydaniu płyty. Co dziwi tym bardziej, że materiał mieli już gotowy w grudniu 2016 roku. Cóż, niezbadane są wyroki boskie i nie nam, maluczkim, oceniać, dlaczego kwartet Red Kite tak długo zwlekał z publikacją debiutanckiego albumu. Zwłaszcza że znalazła się na nim doskonała muzyka.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Uważajcie na to, co lata nad naszymi głowami
[Red Kite „Red Kite” - recenzja]

Pięć lat! Tyle zajęło Norwegom podjęcie decyzji o wydaniu płyty. Co dziwi tym bardziej, że materiał mieli już gotowy w grudniu 2016 roku. Cóż, niezbadane są wyroki boskie i nie nam, maluczkim, oceniać, dlaczego kwartet Red Kite tak długo zwlekał z publikacją debiutanckiego albumu. Zwłaszcza że znalazła się na nim doskonała muzyka.

Red Kite

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRed Kite
Wykonawca / KompozytorRed Kite
Data wydania28 czerwca 2019
Wydawca RareNoise Records
NośnikCD
Czas trwania42:01
Gatunekjazz, metal, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Even Helte Hermansen, Bernt André Moen, Trond Frønes, Torstein Lofthus
Utwory
CD1
1) Ptah, the El Daoud11:43
2) 13 Enemas for Good Luck07:40
3) Flew a Little Bullfinch Through the Window04:58
4) Focus on Insanity10:21
5) You Don’t Know, You Don’t Know07:17
Wyszukaj / Kup
Jedyne rozsądne wyjaśnienie zagadki przedstawionej w „zajawce” jest takie, że tworzący tę supergrupę skandynawscy artyści byli tak bardzo zajęci innymi projektami, iż zwyczajnie nie mieli czasu dopilnować interesów Red Kite. Bo przecież nie wierzę w to, że już dwa lata temu nie znalazłby się wydawca chętny na upublicznienie tego dzieła. Zacznijmy jednak od początku. Grupa zawiązała się w 2014 roku w stolicy Norwegii z inicjatywy gitarzysty Evena Heltego Hermansena, który już wcześniej dał się poznać jako współtwórca sukcesów Shining, Bushman’s Revenge i Grand General, a ostatnie jeszcze Scheen Jazzorkester. Jak więc widać, zainteresowania Evena zawsze krążyły wokół jazzu, ale swoiście pojętego – z domieszką rocka i metalu. Zatem kiedy kompletował skład Red Kite, rozglądał się za muzykami myślącymi podobnie do niego i mającymi równie otwarte oczy, umysły i serca. Na pewno nie była to selekcja negatywna.
Tym sposobem do zespołu trafili jeszcze: Klawiszowiec Bernt André Moen, który na początku XXI wieku zaliczył epizod w progresywno-metalowym Green Carnation („Light of Day, Day of Darkness”, 2001; „A Blessing in Disguise”, 2003), a obecnie udziela się w łączącym wpływy metalu i fusion triu Dualistic („Dualistic”, 2019). Basista Trond Frønes, który profesjonalną karierę zaczynał na przełomie wieków w alternatywno-hardrockowym Cadillac, a później wsparł swym talentem między innymi takie formacje, jak Goat the Head (gdzie poznał Kennetha Kapstada), Blood on Wheels i Sunswitch, by w Grand General zaprzyjaźnić się z Hermansenem. Listę płac w Red Kite zamyka perkusista Torstein Lofthus, który z Evenem grał jeszcze w Shining, a potem odnalazł się w Elephant9 i Chrome Hill. Trzeba przyznać, że ta pobieżna wyliczanka robi wrażenie, prawda?
Każdy z instrumentalistów Red Kite wniósł do wspólnego majątku coś od siebie, w efekcie muzyka kwartetu stała się fascynującym amalgamatem psychodelii z heavy metalem oraz rocka progresywnego z free jazzem. O czym w 2016 roku mogli przekonać się między innymi widzowie dwóch prestiżowych norweskich festiwali muzycznych – Vossajazz w miejscowości Voss oraz Nattjazz w Verftet nieopodal Bergen. Zachęceni pozytywnym przyjęciem słuchaczy członkowie zespołu zdecydowali się przygotowany z myślą o koncertach materiał zarejestrować „na setkę” w studiu. Skorzystali przy tym ze studia Paradiso w Oslo, w którym zamknęli się – na kilkanaście godzin – 17 grudnia 2016 roku. I tu rodzi się pytanie: Dlaczego z wydaniem tych nagrań kwartet czekał aż do końca czerwca tego roku? Przecież nie z tego powodu, że wypadły słabo, bo wtedy album pewnie w ogóle nie ujrzałby światła dziennego…
Może więc po prostu brakowało korzystnej oferty? Ale w to też trudno uwierzyć. Firm takich jak londyńskie RareNoise Records, które specjalizują się w muzyce niszowej, nie brakuje przecież ani w Skandynawii, ani w żadnym innym kraju europejskim. Najistotniejsze jednak, że „Red Kite” wreszcie znalazło drogę na sklepowe półki i może cieszyć tych wszystkich, którym bliskie są jazzrockowe eksperymenty. Na krążek – zarówno kompaktowy, jak i winylowy – trafiło w sumie pięć kompozycji: cztery wyszły spod ręki Evena Heltego Hermansena; jedna, którą muzycy postanowili umieścić na otwarcie, jest natomiast dziełem specjalizującej się w tak zwanym spiritual jazzie pianistki Alice Coltrane. To (w tej wersji dwunastominutowy) „Ptah, the El Daoud” – utwór, który swą premierę miał w 1970 roku na tak właśnie zatytułowanym longplayu, nagranym przez wdowę po Johnie Coltranie z towarzyszeniem takich muzyków, jak saksofoniści i fleciści Pharoah Sanders i Joe Henderson oraz kontrabasista Ron Carter. Zmierzenie się z takimi legendami było sporym wyzwaniem. Z którego Norwegowie wyszli obronną ręką.
Początek, rozpisany na jazzowe gitarę i fortepian elektryczny, jest stonowany, ale szybko pojawia się rockowy czad, zagrany na psychodelicznym luzie. Z masy zgrzytów wyłania się zaś mocny puls i rozbudowana freerockowa partia gitary, nieco zresztą skrytej za sekcją rytmiczną. Torstein Lofthus pozwala sobie przy tym na bardzo energetyczną i mocno rozimprowizowaną solówkę na bębnach, po której – innego wyjścia nie ma – następuje powrót do delikatniejszych brzmień klawiszowych. I chociaż z czasem numer ponownie nabiera mocy, to jednak końcowe fragmenty sprawiają lżejsze wrażenie, chociażby z uwagi na charakterystyczny motyw wprowadzony przez Bernta Moena, a powtarzany przez Hermansena. Nie ma chyba wątpliwości, że zmarła dwanaście lat temu Alice Coltrane byłaby dumna, słysząc, jak Skandynawowie obeszli się z jej dziedzictwem artystycznym. W numerach skomponowanych przez Evena kwartet też korzysta z inspiracji jazzem lat 70., ale są one mimo wszystko bardziej nasycone współczesnym rockiem i metalem. Jak na przykład „13 Enemas for Good Luck”…
…w którym przez prawie osiem minut Trond Frønes i Lofthus grają ten sam hardrockowo-bluesowy motyw, wokół którego owija się najpierw noise’owa, następnie ambientowo-postrockowa (pełna dźwiękowych „plam”), a na koniec wręcz wściekle rockowa partia gitary. W tle zaś basista i bębniarz, wspomagani na dodatek przez klawiszowca, dbają o to, by było nadzwyczaj gęsto. I jest! Mimo groźnie brzmiącego tytułu, „Flew a Little Bullfinch Through the Window” to najspokojniejszy fragment albumu, chociaż i tutaj nie brakuje energii. Wynika to głównie z tego, że muzycy kwartetu jazzową treść wypełniają rockową formą. W „Focus on Insanity” z kolei Hermansen serwuje słuchaczom podróż na południe Stanów Zjednoczonych, a wszystko za sprawą southernowo-swampowej gitary i utrzymanego w podobnym tonie sola Moena na organach. W drugiej części tej ponad dziesięciominutowej kompozycji Even przypomina sobie czasy, gdy grywał w Shining i postanawia udowodnić, że i dzisiaj odnalazłby się w tym zespole. Gdyby szukać idealnego wzorca stopu jazzowo-metalowego, to byłby nim ten właśnie kawałek.
Na zakończenie Hermansen wybrał utrzymany w zupełnie odmiennym nastroju „You Don’t Know, You Don’t Know”. Zaczyna się bluesowo (za sprawą bębnów i klawiszy), później robi się pięknie i niepokojąco, a w finale – wręcz psychodelicznie. Co może dziwić, Even wycofuje się tutaj na dalszy plan, robiąc tym samym miejsce Berntowi Moenowi. Który zresztą skwapliwie, aczkolwiek z pożytkiem dla słuchaczy, korzysta z łaskawości lidera. „Red Kite” to bardzo różnorodna płyta, mocno jednak zatopiona we współczesnym fusion, które nie unika awangardowych eksperymentów. Należy mieć tylko nadzieję, że po wydaniu krążka muzycy nie dojdą do wniosku, że ich misja zakończyła się sukcesem i tym samym mogą złożyć ciało Czerwonego Latawca do grobu. Takie grupy powinny żyć wiecznie!
koniec
16 lipca 2019
Skład:
Even Helte Hermansen – gitara elektryczna
Bernt André Moen – fortepian elektryczny, organy, syntezatory
Trond Frønes – gitara basowa
Torstein Lofthus – perkusja

Komentarze

19 VII 2019   14:59:43

Ciekawe, że to właśnie Skandynawia zdaje się nieść sztandar tego trochę zapomnianego i niedocenionego moim zdaniem okresu wczesnego fusion (z pazurem, nie stroniącego od awangardy), zanim ta muzyka przeistoczyła się w coś kojarzącego się z obciachem i pozbawionego charakteru. Elephant9, Bushman's Revenge, Møster!, Grand General i teraz Red Kite pokazują jak można grać taką muzykę wzbogaconą jeszcze innymi, bardziej współczesnymi inspiracjami. Brawo!

19 VII 2019   15:04:54

Kolejny nowo wydany album w tym duchu, na który warto zwrócić uwagę to amerykańsko-norweski Exoterm (Kristoffer Berre Alberts, Nels Cline, Rune Nergaard, Jim Black) i album Exits Into A Corridor wydany przez Hubro.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Spacer dziką plażą w burzowej zatoce
Sebastian Chosiński

19 XI 2019

To okładka w prawdziwie zachodnim stylu! Takie wrażenie mogło towarzyszyć każdemu, kto czterdzieści lat temu po raz pierwszy zobaczył w sklepie piąty wydany w kraju album SBB – „Welcome”. Wszystko bowiem było w nim krojone pod europejską miarę – angielskie teksty, syntetyczne brzmienie, wreszcie nietypowy dla zespołu Józefa Skrzeka czas trwania kompozycji.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Halo, Ameryko, nachodzimy!
Sebastian Chosiński

14 XI 2019

Przez cały 2019 rok japońsko-amerykański (od ubiegłego roku) kwartet Mono świętuje swoje dwudzieste urodziny. Na początku roku wydał z tej okazji dziesiątą płytę z premierowym materiałem – „Nowhere Now Here”, pod koniec natomiast minialbum z trzema nowymi wersjami wczesnych kompozycji grupy – „Before the Past – Live from Electrical Audio”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Bóg błogosławi, ale na śmierć przyzwala
Sebastian Chosiński

12 XI 2019

Od wydania tego albumu minęło już niemal dziesięć miesięcy. Dlaczego więc postanowiłem napisać o nim dopiero teraz? Głównie z tego powodu, że w 2019 roku japoński postrockowy kwartet Mono obchodzi dwudziestolecie swego istnienia, co postanowił uczcić również innymi płytami. Żeby to wydawnicze wzmożenie usystematyzować – na początek parę słów na temat „Nowhere Now Here”.

więcej »

Polecamy

Na ulicach Babilonu gaz

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Na ulicach Babilonu gaz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Lament zniewolonego ludu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Perwersyjna poezja miłosna
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Gruby cover
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Z sąsiedzkim pozdrowieniem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Hardkorowa terapia
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ino wpierw ciulnę ją sztachelką
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ups… tak im wyszło
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Do góry, kangury!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Który miś dla której dziewczyny
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.