Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 6 czerwca 2020
w Esensji w Esensjopedii

Monarch
‹Beyond the Blue Sky›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBeyond the Blue Sky
Wykonawca / KompozytorMonarch
Data wydania16 czerwca 2019
Wydawca El Paraiso Records
NośnikCD
Czas trwania38:55
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Hanging by a Thread07:06
2) Divided Path06:34
3) Pangea06:24
4) Beyond the Blue Sky06:17
5) Phenomena02:32
6) Counterpart04:12
7) Felo De Se05:50
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Błękitne niebo Kalifornii i chmurne oblicze Zelandii
[Monarch „Beyond the Blue Sky” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Z Kalifornii na Zelandię (nie! nie tę Nową) droga bardzo daleka, ale też nie na tyle – żyjemy w końcu w globalnej wiosce – aby wytwórnia z Danii nie mogła wydawać płyt zespołu ze Stanów Zjednoczonych. A tak właśnie jest w przypadku psychodeliczno-progresywnego kwintetu Monarch, którego już drugi album, zatytułowany „Beyond the Blue Sky”, wydała El Paraiso Records.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Błękitne niebo Kalifornii i chmurne oblicze Zelandii
[Monarch „Beyond the Blue Sky” - recenzja]

Z Kalifornii na Zelandię (nie! nie tę Nową) droga bardzo daleka, ale też nie na tyle – żyjemy w końcu w globalnej wiosce – aby wytwórnia z Danii nie mogła wydawać płyt zespołu ze Stanów Zjednoczonych. A tak właśnie jest w przypadku psychodeliczno-progresywnego kwintetu Monarch, którego już drugi album, zatytułowany „Beyond the Blue Sky”, wydała El Paraiso Records.

Monarch
‹Beyond the Blue Sky›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBeyond the Blue Sky
Wykonawca / KompozytorMonarch
Data wydania16 czerwca 2019
Wydawca El Paraiso Records
NośnikCD
Czas trwania38:55
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Hanging by a Thread07:06
2) Divided Path06:34
3) Pangea06:24
4) Beyond the Blue Sky06:17
5) Phenomena02:32
6) Counterpart04:12
7) Felo De Se05:50
Wyszukaj / Kup
Kopenhaska El Paraiso Records to prowadzona przez dwóch duńskich artystów, Jonasa Munka i Jakoba Skøtta, niezależna wytwórnia ze znakiem jakości. Od początku działalności, to jest od 2011 roku, specjalizuje się w muzyce z okolic psychodelii i space rocka oraz ambientu i ambitnej eksperymentalnej elektroniki. W swoim katalogu ma płyty takich wykonawców, jak Causa Sui, Black Cube Marriage, Videodrones, Mythic Sunship, Chicago Odense Ensemble, Landing czy Papir. Nie są oni może powszechnie znani, lecz w swojej niszy zajmują pozycje znaczące. Trzy lata temu do tego grona dołączyła również grupa zza Atlantyku, ba! pochodząca z miasta położonego nad Pacyfikiem, czyli z zachodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych. Tym miastem jest, znajdujące się w hrabstwie San Diego, Encinitas.
Nic więc dziwnego, że wzmiankowany zespół szybko zasilił miejscową – w znaczeniu: związaną z San Diego – scenę rockową, do której należą takie formacje, jak znane także na Starym Kontynencie Earthless, Joy, Brian Ellis Group i Astra. O kogo chodzi? O działający od 2013 roku kwintet Monarch, który – jak przekonują sami muzycy – inspiracji szuka zarówno w twórczości grup z lat 70. (vide The Allman Brothers Band, Jefferson Airplane), jak i 90. ubiegłego wieku (brytyjski shoegaze). Pierwszym przejawem jego działalności, nie licząc oczywiście prób i koncertów, była nagrana latem, a wydana w październiku 2014 roku za własne pieniądze EP-ka zawierająca cztery utwory demonstracyjne. Dotarła ona aż do Kopenhagi i sprawiła, że urzeczeni niewielkimi, jak do tamtego momentu, dokonaniami Kalifornijczyków Munk i Skøtt postanowili dać im możliwość wypłynięcia na znacznie szersze wody. Podpisany kontrakt zaowocował debiutanckim albumem „Two Isles”, który ujrzał światło dzienne przed trzema laty (w lipcu).
Mimo że longplay przyjęty został z uznaniem, na kolejną płytę Amerykanie kazali czekać zaskakująco długo. Początkujące zespoły zazwyczaj lubią iść za ciosem; Monarch postanowiło jednak dać sobie czas. Dlatego na „Beyond the Blue Sky” trzeba było czekać aż do połowy czerwca tego roku. Ale warto było uzbroić się w cierpliwość, ponieważ to takie wydawnictwo, które cieszyć będzie uszy słuchaczy przez kolejne lata. Kwintet od początku istnienia występuje w tym samym składzie. Ton nadaje mu wokalista i gitarzysta Dominic Denholm, u którego boku dzielnie stoją kolejni dwaj gitarzyści Thomas DiBenedetto i James Upton oraz basista Matt Weiss i perkusista Andrew Ware. Najbardziej doświadczonym z całej piątki jest DiBenedetto, który jednocześnie udziela się w pokrewnym stylistycznie Sacri Monti („Sacri Monti”, 2015; „Writing Room for the Magic Hour”, 2019), choć tam, dla odmiany, gra na perkusji. Co ciekawe, nagrywając „Beyond the Blue Sky”, Amerykanie wzbogacili brzmienie o instrumenty, które niekoniecznie kojarzą się dzisiaj z rockową psychodelią, jak syntezatory (Dominic, Thomas), saksofon (Thomas) i wibrafon (James). Najbardziej psychodeliczne są organy Wurlitzera, na których zagrał, przydając smaku kilku kompozycjom, DiBenedetto.
Tradycją El Paraiso Records jest, że wszystkie ich publikacje ukazują się również w wersji winylowej, co wpływa na długość ich trwania. Jeśli zatem nie mamy akurat do czynienia z wydawnictwem dwu- bądź trzypłytowym, możemy mieć pewność, że zamknie się ono w czterdziestu minutach. Nie inaczej jest z „Beyond the Blue Sky”. Ma to swoje plusy, bo nawet jeśli muzyka zawarta na płycie nie okazuje się porywająca, raczej nie zdąży wynudzić do tego stopnia, byśmy nie dosłuchali jej do końca. W przypadku Monarch są to jednak tylko teoretyczne rozważania, ponieważ w praktyce drugi album Kalifornijczyków jest dziełem pasjonującym i mocno uzależniającym. Zwłaszcza dla osób, które gustują w rocku psychodelicznym i progresywnym rodem z lat 70. XX wieku. Chociaż i wielbiciele bardziej współczesnych brzmień – od heavy metalu po grunge – mogą znaleźć tu coś ciekawego.
Album zaczyna się nastrojowo – od kilkudziesięciosekundowego syntezatorowego wstępu (odpowiada za niego gość zespołu ukrywający się pod pseudonimem Orion Ferguson), który okazuje się wprowadzeniem do „Hanging by a Thread”. Kiedy możemy wsłuchać się już w grę całej grupy, z miejsca zostajemy przeniesieni do świata space-rocka (kłaniają się panowie z Hawkwind!). Na drugim planie uroczo świszczą syntezatory, a z trzeciego docierają znacznie szlachetniejsze dźwięki organów. Denholm śpiewa hipnotycznie, prowadząc jednocześnie dialog z gitarą, która przez niemal cały czas rozwija ten sam, bardzo charakterystyczny i zapadający w pamięć motyw. Po bardzo udanym i energetycznym wstępie ciąg dalszy płyty jest nie mniej fascynujący. „Divided Path” łączy przebojowość z nostalgią, a klasyczne rockowe instrumentarium zostaje poszerzone o typowe dla jazzu saksofon i wibrafon. W drugiej części tej kompozycji intrygująco rozchodzą się drogi wokalisty i gitarzysty: gdy pierwszy z nich wciąż utrzymuje tęskny ton, drugi serwuje ognistą rockową solówkę. I co najważniejsze, wcale się to ze sobą nie kłóci, lecz idealnie dopełnia.
Nie mniej emocji przynosi „Pangea”, która jest chyba najbardziej vintage’owym fragmentem wydawnictwa. Tu wszystko jest rodem z lat 70.! Począwszy od organów Wurlitzera, poprzez sprzężoną gitarę solową, aż po przetworzony głos wokalisty. Jakby tych efektów było mało, to warto dodać jeszcze, że to także utwór zwyczajnie urzekający swym pięknem i wzbudzający szacunek rozmachem. Z nieco innej bajki jest natomiast kompozycja tytułowa. „Beyond the Blue Sky” przede wszystkim jest dynamiczniejszy i znaczony wpływami heavy metalu i bluesa, słyszalnymi głównie w dwóch następujących po sobie, znacząco odmiennych solówkach gitarowych. Instrumentalna, najkrótsza w całym zestawie, niespełna trzyminutowa, „Phenomena” ma charakter niemal funeralny. Gdyby zamiast syntezatorów wykorzystano tutaj na przykład organy Hammonda, ciarki biegałyby po plecach wzdłuż i wszerz. Z kolei w „Counterpart” Amerykanie na potęgę zapożyczają się u Brytyjczyków z Wishbone Ash, co słychać przede wszystkim w nałożonych na siebie, grających unisono partiach gitar.
Brzmi to wspaniale! Zarazem romantycznie i energetycznie, zwiewnie i podniośle. Jeśli Andy’emu Powellowi i Tedowi Turnerowi, których drogi co prawda rozeszły się już dawno, będzie kiedyś dane posłuchać Monarch – powinni poczuć dumę, że ich artystyczne koncepty wciąż są w cenie u młodych o pokolenie muzyków. Płytę zamyka kolejny z mocnych numerów – „Felo De Se”. I nie chodzi tu wcale o rockowy pazur, lecz jakość. Po raz kolejny Amerykanie udowadniają, że potrafią grać z wielkim rozmachem i bardzo przestrzennie. Że bez najmniejszych problemów łączą psychodelię sprzed ponad czterech dekad ze współczesnym progresem. Że choć mieszkają za Wielką Wodą, ich twórczość jest też bardzo europejska. Choć w tym przypadku może być to także spora zasługa Duńczyków z El Paraiso: inżyniera dźwięku Jordana Andreena i odpowiadającego za mastering Jonasa Munka, który starał się muzyce Monarch przydać pewne cechy swego macierzystego Causa Sui.
koniec
13 sierpnia 2019
Skład:
Dominic Denholm – śpiew, gitara elektryczna, syntezatory
Thomas Dibenedetto – gitara elektryczna, syntezatory, organy Wurlitzera, saksofon (2)
James Upton – gitara elektryczna, śpiew, wibrafon (2)
Matt Weiss – gitara basowa
Andrew Ware – perkusja
Gościnnie:
Orion Ferguson – syntezatory (1)

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Wrzesień to dla jazzmanów intensywna pora
Sebastian Chosiński

4 VI 2020

Trudno byłoby mi znaleźć lepszy, niż Lean Left, przykład na zobrazowanie pojęcia „międzynarodowa supergrupa”. Kwartet ten tworzą bowiem muzycy ze Stanów Zjednoczonych (Ken Vandermark), Anglii (Andy Moor), Holandii (Terrie Hessels) oraz Norwegii (Paal Nilssen-Love). I każdy z nich ma już w swoim curriculum vitae olbrzymi dorobek. Teraz dołożyli do swojej teczki jeszcze jeden album – „Medemer”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Plus jeden – i na dwa kontrabasy!
Sebastian Chosiński

2 VI 2020

Free jazz kojarzy nam się przede wszystkim z nieskrępowanymi, pełnymi emocji i energii improwizacjami. Ale nie zawsze ma takie właśnie oblicze, co postanowiło udowodnić norweskie trio Frodego Gjerstada, do którego tym razem dołączył – obok Jona Runego Strøma i Paala Nilssen-Love’a – drugi kontrabasista: Øyvind Storesund. Co wyszło z ich kooperacji, można usłyszeć na wydanym na początku maja albumie „Forgotten City”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Kopernik jak antyczne bóstwo
Sebastian Chosiński

28 V 2020

Kiedy z okładki płyty patrzy na Ciebie stylizowany na antycznego boga Mikołaj Kopernik, nie sposób przejść obojętnie obok takiego wydawnictwa. Zwłaszcza jeżeli album nagrała formacja pochodząca nie znad Wisły, ale ze Stanów Zjednoczonych. A tak jest w przypadku grupy The Burning Brain Band, która w połowie marca rozpoczęła swą artystyczną drogę do wieczności.

więcej »

Polecamy

Na ulicach Babilonu gaz

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Na ulicach Babilonu gaz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Lament zniewolonego ludu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Perwersyjna poezja miłosna
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Gruby cover
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Z sąsiedzkim pozdrowieniem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Hardkorowa terapia
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ino wpierw ciulnę ją sztachelką
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ups… tak im wyszło
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Do góry, kangury!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Który miś dla której dziewczyny
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Z tego cyklu

Wrzesień to dla jazzmanów intensywna pora
— Sebastian Chosiński

Plus jeden – i na dwa kontrabasy!
— Sebastian Chosiński

Kopernik jak antyczne bóstwo
— Sebastian Chosiński

W cieniu kościelnej wieży
— Sebastian Chosiński

Okrzyk radości? I szczęścia!
— Sebastian Chosiński

Hop, hop, hop prosto w… Błoto!
— Sebastian Chosiński

Dwanaście miesięcy wcześniej
— Sebastian Chosiński

Czyst(sz)a forma
— Sebastian Chosiński

Gwiezdna odyseja
— Sebastian Chosiński

Dwaj panowie „D” – Drążek i Drake
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Może być tylko gorzej
— Sebastian Chosiński

PRL w kryminale: Downar jak komisarz Maigret
— Sebastian Chosiński

Klasyka kina radzieckiego: Przejdziem Dniepr, dojdziem do Bugu…
— Sebastian Chosiński

Bóg, heros, karzeł i wojowniczka
— Sebastian Chosiński

Prometeusze na sowieckim widelcu
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Rozpruwacz w Petersburgu
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Narodziny krautrocka!
— Sebastian Chosiński

Łotr łotra łotrem pogania
— Sebastian Chosiński

Na pogańskim globie
— Sebastian Chosiński

PRL w kryminale: Kuszenie majora Downara
— Sebastian Chosiński

Wkrótce

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.