Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 23 października 2019
w Esensji w Esensjopedii

Pelegrin
‹Al-Mahruqa›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAl-Mahruqa
Wykonawca / KompozytorPelegrin
Data wydania13 września 2019
NośnikCD
Czas trwania41:01
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
François Roze, Jason Recoing, Antoine Ebel
Utwory
CD1
1) Majoun09:19
2) Farewell06:32
3) The Coldest Night09:16
4) Dying Light05:22
5) Al-Mahruqa10:32
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Od Maroka do Syrii droga wiedzie przez Paryż
[Pelegrin „Al-Mahruqa” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
To nie jest debiut wymarzony. Francuskiej formacji Pelegrin sporo jeszcze brakuje do tego, aby okrzyknąć ją rewelacją. Ale jednak na „Al-Mahruqa” słychać pewne elementy, które pozwalają sądzić, że w przyszłości rockowy – a nade wszystko psychodeliczno-stonerowy – światek będzie mieć z paryżan pociechę.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Od Maroka do Syrii droga wiedzie przez Paryż
[Pelegrin „Al-Mahruqa” - recenzja]

To nie jest debiut wymarzony. Francuskiej formacji Pelegrin sporo jeszcze brakuje do tego, aby okrzyknąć ją rewelacją. Ale jednak na „Al-Mahruqa” słychać pewne elementy, które pozwalają sądzić, że w przyszłości rockowy – a nade wszystko psychodeliczno-stonerowy – światek będzie mieć z paryżan pociechę.

Pelegrin
‹Al-Mahruqa›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAl-Mahruqa
Wykonawca / KompozytorPelegrin
Data wydania13 września 2019
NośnikCD
Czas trwania41:01
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
François Roze, Jason Recoing, Antoine Ebel
Utwory
CD1
1) Majoun09:19
2) Farewell06:32
3) The Coldest Night09:16
4) Dying Light05:22
5) Al-Mahruqa10:32
Wyszukaj / Kup
Informacje, jakie można znaleźć na temat paryskiego tria Pelegrin, są bardzo skąpe. Jakby muzykom zależało na tym, aby pozostać enigmatycznymi. Jeżeli wcześniej występowali w innych zespołach – a to całkiem prawdopodobne, ponieważ na zdjęciach nie wyglądają wcale na młodzieniaszków – to albo były to grupy kompletnie nieznane, w zasadzie amatorskie, albo skutecznie pozacierali za sobą ślady. O tym pierwszym – że dopiero przecierają sobie szlaki w show-biznesie – może świadczyć również fakt, iż debiutancki album „Al-Mahruqa” wydali własnym sumptem, czyli nie mieli dotąd żadnych znajomości wśród wydawniczych decydentów. Płyta ukazała się – w wersji kompaktowej i cyfrowej (do kupienia za pośrednictwem platformy Bandcamp) – w piątek 13 września (widać, że paryżanie nie są przesądni), jest więc gorącą nowością.
Płyta nagrana została w składzie trzyosobowym, który tworzą: gitarzysta i wokalista François Roze, basista Jason Recoing oraz perkusista Antoine Ebel. W trakcie pracy nad nią artyści postanowili zachować umiar, zarejestrowali – a przynajmniej tyle upublicznili – czterdzieści minut muzyki, co oznacza, że nie „wyprztykali” się z repertuaru od razu na kilka lat. Można się zatem spodziewać, że na kolejny przejaw ich twórczej aktywności nie trzeba będzie czekać latami. A co oznacza tytuł albumu? Być może jest on nawiązaniem do trwającej od 2011 roku wojny domowej w Syrii, ponieważ Zor al-Mahruqa to nazwa syryjskiej wsi, w okolicach której rebelianci walczący z reżimem prezydenta Baszszara al-Asada wykopali stanowiące ich tajne bazy jaskinie. Pewności jednak nie ma, choć trop arabski zdaje się potwierdzać zawarta na krążku, nasycona bliskowschodnimi, względnie północnoafrykańskimi orientalizmami muzyka.
Na album złożyło się pięć kompozycji, spośród których przynajmniej trzy wykraczają poza standardową radiową długość. Nie liczcie więc na to, że usłyszycie Pelegrin w komercyjnych rozgłośniach radiowych. Zresztą, choć daleko im od ideału, Francuzi na pewno nie zasłużyli na taką karę. Płytę otwiera dziewięciominutowy utwór „Majoun”, który w pierwszych sekundach przenosi nas, jak można mniemać, na targ arabski. Tytuł utworu oznacza bowiem charakterystyczne marokańskie słodycze, które w tym kraju można kupić na każdym suku (czyli targowisku). Muzycznie natomiast jest to połączenie transowej psychodelii i stoneru (w warstwie instrumentalnej) z progresem (w tym z subtelnym śpiewem w stylu Stevena Wilsona i wielu jego naśladowców). W efekcie powstała piosenka, która łączy zadziorność z delikatnością, a jej dodatkowym atutem są przewijające się do samego końca gitarowe nawiązania do orientalnego folku.
W nieco inną stronę trio podąża w krótszym o niemal trzy minuty „Farewell” – numerze praktycznie od pierwszej do ostatniej sekundy lekkim i zwiewnym, w którym dopiero w części drugiej François Roze pozwala sobie na więcej emocji, budując z jednej strony bardzo intensywną, z drugiej powłóczyście urzekającą partię gitary. Początek „The Coldest Night” z kolei może kojarzyć się z… harcerstwem. Oczywiście pod warunkiem, że ktoś bywał na obozach i wieczorami siadywał przy ognisku, aby ogrzać się, usmażyć kiełbaski bądź upiec ziemniaki. W każdym razie otwierające ten utwór dźwięki palących się szczap drewna (i, gwoli ścisłości, burzy na dalekim planie) mogą wywołać sentyment. Artystycznie natomiast to kolejne nawiązanie do stylistyki ekslidera Porcupine Tree, co sprowadza się do połączenia przebojowości z nastrojowością. Choć w ostatnich minutach paryżanie udowadniają, że mimo wszystko ciągnie ich także w stronę stonerowego metalu. Choć jednak bez przekonania.
Przy „Dying Light” można odnieść wrażenie, że ktoś wykorzystał chwilę naszej nieuwagi i podmienił nam płyty – wyciągnął z odtwarzacza Pelegrin i umieścił w nim któreś z najnowszych wydawnictw Anathemy bądź Antimatter. Jedynym zaskakującym elementem są tu etniczne zaśpiewy w tle, wgrane w oryginalną ścieżkę zarejestrowaną przez zespół. Album zamyka kompozycja tytułowa – najdłuższa, ponad dziesięciominutowa – i zarazem najbardziej zróżnicowana. Choć pod względem stylistycznym w niczym nie szokująca. Zawiera bowiem to wszystko, co stanowiło o sile wcześniejszych utworów, a więc wpadające w ucho melodie obok ostrzejszych wstawek gitary, niepokojąco-progresywne pasaże obok delikatnego śpiewu. Co może się podobać, choć nie grzeszy szczególną oryginalnością. Tak zresztą jest z całym „Al-Mahruqa” – za mało w nim indywidualnego charakteru, trochę za dużo nawiązań do innych. Nie zmienia to jednak faktu, że zespół rokuje na przyszłość. W przeciwnym wypadku nie zawracałbym Wam głowy jego debiutem.
koniec
19 września 2019
Skład:
François Roze – śpiew, gitara elektryczna, gitara akustyczna
Jason Recoing – gitara basowa
Antoine Ebel – perkusja, instrumenty perkusyjne

Komentarze

24 IX 2019   23:23:27

Północnoafrykańskie orientalizmy... Hm... Jakkolwiek Arabowie przybyli do Afryki ze wschodu (orientu), to i tak dziwnie brzmi to sformułowanie. Maroko leży bardziej na zachód niż większość krajów Europy, jaki więc to orientalizm? W Hiszpanii mamy wpływy arabskie, więc może też jest kraj orientalny? ;-D

I Syria, i Maroko kiedyś były francuskimi protektoratami przy muzycznej okazji kłania się kolonialna przeszłość. Wszystkie drogi prowadzą do Paryża?

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Pod węgierskim niebem, w cieniu królewskiego zamku
Sebastian Chosiński

22 X 2019

Tak jak w Polsce Omega, tak SBB na Węgrzech było jedną z największych rockowych gwiazd pochodzących z tak zwanych demoludów. W drugiej połowie lat 70. ubiegłego wieku grupa kierowana przez Józefa Skrzeka często bywała nad Balatonem. Dowodem na to są, jak dotąd, dwa albumy koncertowe: „Budai Ifjúsági Park – Live ’77” oraz wydany parę dni temu podwójny „Budapest 1978”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: W hołdzie Wielkiemu Szefowi
Sebastian Chosiński

17 X 2019

Współpraca amerykańskiego saksofonisty Joego McPhee i norweskiego perkusisty Paala Nilssen-Love’a rozpoczęła się siedemnaście lat temu. Zaowocowała w tym czasie wieloma koncertami i całkiem sporą liczbą płyt. Ta najnowsza – zawierająca zapis występu z grudnia 2017 roku – ukazała się na początku października i nosi tytuł „Song for the Big Chief”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Wieża Babel w Oslo i Sztokholmie
Sebastian Chosiński

15 X 2019

Perkusista Paal Nilssen-Love to tytan pracy. Wciąż w ruchu. Przemierzający świat wzdłuż i wszerz. Pojawiający się na koncertach w różnych konstelacjach personalnych i liczbowych – od zespołów kameralnych po big bandy. Jego nowy projekt, Fish & Steel, zalicza się do tych pierwszych. Jest bowiem triem, w którym oprócz Norwega grają jeszcze dwaj Szwedzi – Per-Åke Holmlander i Mats Äleklint.

więcej »

Polecamy

Na ulicach Babilonu gaz

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Na ulicach Babilonu gaz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Lament zniewolonego ludu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Perwersyjna poezja miłosna
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Gruby cover
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Z sąsiedzkim pozdrowieniem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Hardkorowa terapia
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ino wpierw ciulnę ją sztachelką
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ups… tak im wyszło
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Do góry, kangury!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Który miś dla której dziewczyny
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.