Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 11 grudnia 2019
w Esensji w Esensjopedii

SBB
‹Follow My Dream›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułFollow My Dream
Wykonawca / KompozytorSBB
Data wydania27 września 2019
Wydawca GAD Records
NośnikCD
Czas trwania76:05
Gatunekrock
EAN5903068120442
Zobacz w
Kup wInBook.pl: 38,47 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Józef Skrzek, Apostolis Anthimos, Jerzy Piotrowski
Utwory
CD1
1) Freedom with Us08:11
2) 3rd Reanimation06:12
3) Going Away06:35
4) [Żywiec] Mountain Melody03:07
5) Wake Up05:04
6) In the Cradle of Your Hands [Song for Father]02:45
7) Growin’06:18
8) Follow My Dream08:07
9) Królewskie marzenie06:40
10) Wiosenne chimery15:52
11) Dla przyjaciół07:09
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Spełnione marzenia mają swoją cenę
[SBB „Follow My Dream” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Ten album SBB miał już kilka edycji winylowych i kompaktowych. Pod koniec października przypomniano go po raz kolejny. Tym razem zrobiła to wytwórnia GAD Records. Jak się okazało, po następnym remasteringu „Follow My Dream” – oryginalnie wydane czterdzieści jeden lat temu – brzmi bardzo nowocześnie i na tyle interesująco, że warto po niego sięgnąć. Zwłaszcza jeżeli nie poznało się go w latach 70. XX wieku.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Spełnione marzenia mają swoją cenę
[SBB „Follow My Dream” - recenzja]

Ten album SBB miał już kilka edycji winylowych i kompaktowych. Pod koniec października przypomniano go po raz kolejny. Tym razem zrobiła to wytwórnia GAD Records. Jak się okazało, po następnym remasteringu „Follow My Dream” – oryginalnie wydane czterdzieści jeden lat temu – brzmi bardzo nowocześnie i na tyle interesująco, że warto po niego sięgnąć. Zwłaszcza jeżeli nie poznało się go w latach 70. XX wieku.

SBB
‹Follow My Dream›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułFollow My Dream
Wykonawca / KompozytorSBB
Data wydania27 września 2019
Wydawca GAD Records
NośnikCD
Czas trwania76:05
Gatunekrock
EAN5903068120442
Zobacz w
Kup wInBook.pl: 38,47 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Józef Skrzek, Apostolis Anthimos, Jerzy Piotrowski
Utwory
CD1
1) Freedom with Us08:11
2) 3rd Reanimation06:12
3) Going Away06:35
4) [Żywiec] Mountain Melody03:07
5) Wake Up05:04
6) In the Cradle of Your Hands [Song for Father]02:45
7) Growin’06:18
8) Follow My Dream08:07
9) Królewskie marzenie06:40
10) Wiosenne chimery15:52
11) Dla przyjaciół07:09
Wyszukaj / Kup
Od początku 1977 roku Józef Skrzek narzucił swoim kolegom prawdziwie mordercze tempo pracy. Zespół z tygodnia na tydzień zmieniał studia nagraniowe, krążąc pomiędzy Polską, Czechosłowacją i Niemiecką Republiką Demokratyczną; po drodze natomiast, jakby tego było mało, grał jeszcze koncerty. Zaczęło się od marcowej sesji w opolskim oddziale Polskiego Radia (vide „Sekunda”), potem nastąpiły przenosiny do Warszawy, gdzie w Polskich Nagraniach trio zarejestrowało jednocześnie dwie płyty: „Geirę” (towarzysząc Halinie Frąckowiak) oraz własną „Ze słowem biegnę do ciebie”; następnie – w połowie kwietnia – w czeskiej Pradze grupa pracowała nad longplayem „Wołanie o brzęk szkła”, by już w maju pojawić się w Berlinie Wschodnim. Trudno się dziwić, że takiego tempa nie wytrzymał najmłodszy z muzyków, wówczas niespełna dwudziestotrzyletni Apostolis Anthimos. Po powrocie NRD przeżył on załamanie nerwowe i w efekcie wylądował na jakiś czas w szpitalu psychiatrycznym.
Jako że SBB miało zakontraktowane już wcześniej letnie koncerty, których z różnych powodów nie mogło odwołać, Józef Skrzek i Jerzy Piotrowski zdecydowali się grać dalej w duecie, bez „Lakisa”. Jeden z takich występów dokumentuje opublikowana po latach płyta „Pop Session 1977”. I chociaż muzycy wybronili się, to jednak gitary Greka ewidentnie brakowało. We wrześniu Apostolis powrócił na łono zespołu i trio ponownie nabrało wiatru w żagle. Artyści ze Śląska mieli tym większą motywację, że na początku miesiąca Skrzek dogadał się z szefostwem zachodnioniemieckiej agencji artystycznej Aries (mieszczącej się w Getyndze), która odtąd przez kilka kolejnych lat reprezentowała SBB na Zachodzie. Załatwiała trasy koncertowe, podpisywała kontrakty płytowe i – mówiąc ogólnie – promowała grupę. Nic zatem dziwnego, że krótko potem Józef, Apostolis i Jerzy wybrali się do Dolnej Saksonii, aby w getyńskiej Starej Cegielni dać doskonały występ.
Jednym z pierwszych efektów „sojuszu” z Aries była sesja nagraniowa, której owocem okazał się album „Follow My Dream”. Miała ona miejsce w studiu Toncooperative w Hanowerze od 2 do 22 listopada (co ciekawe, wcale nie była ostatnią w 1977 roku, ponieważ zaledwie dziewięć dni po jej zakończeniu trio zameldowało się we wschodnioberlińskim studiu Amigi, aby rozpocząć rejestrację kolejnego longplaya). Na dodatek sporą część tego czasu „Lakis” – z powodu dolegliwości żołądkowych – spędził w szpitalu. Skutkiem tego tak niewiele jest na „Follow My Dream” jego charakterystycznych partii solowych; zrobiło się za to sporo miejsca dla klawiszy Skrzeka, które skutecznie anektują przestrzeń opuszczoną przez gitarę. Płyta ujrzała światło dzienne kilka miesięcy po nagraniu, a więc już z datą roczną 1978 na okładce, a opublikowała ją mająca siedzibę w Stuttgarcie wytwórnia Spiegelei, która powstała na początku dekady jako konkurencja dla takich firm, jak Harvest czy Brain. I chociaż nigdy poważnie im nie zagroziła, to jednak przyczyniła się w wydatny sposób do dokumentacji dokonań niemieckiego rocka lat 70. (dodajmy jeszcze, że rok później wydała także następny krążek SBB – „Welcome”).
Na „Follow My Dream” trafiły dwie rozbudowane, ponad dwudziestominutowe, każda składająca się z czterech części suity: „Going Away” oraz tytułowa. Nie były one jednak w pełni oryginalnymi dziełami – w tym sensie, że składały się na nie kompozycje (bądź fragmenty kompozycji), jakie zespół wykonywał na koncertach, a niekiedy nawet rejestrował w studiu już wcześniej, począwszy od 1974 roku. Powstawały więc one trochę na zasadzie efektu kuli śnieżnej, rozrastając się z czasem dzięki implementowaniu napotykanych po drodze elementów. Stronę A oryginalnego winylu wypełnia „Going Away”, a otwiera tę suitę ośmiominutowy „Freedom with Us”. Pierwsze akordy należą do majestatycznych organów Hammonda, które jednak szybko zostają zastąpione przez znacznie lżej i bardziej optymistycznie brzmiące syntezatory. Delikatny śpiew Skrzeka miesza się z dobiegającymi z oddali płaczliwymi dźwiękami gitary; możliwe też, choć nie dam się za to pokroić, że w tle można usłyszeć także harmonijkę ustną, aczkolwiek równie dobrze może to być któryś z klawiszy lidera. Za to pod koniec na pewno powraca gitara „Lakisa”.
Instrumentalny „3rd Reanimation” był jednym z nielicznych nowych fragmentów. Mimo że oparty przede wszystkim na duecie klawiszowo-perkusyjnym, nie brakuje mu dynamiki. Narzucający kolegom szybkie tempo Piotrowski znajduje też czas i ochotę, aby przy okazji mocno pokombinować rytmicznie. W efekcie mamy do czynienia z utworem, który poraża mocą, choć jednocześnie, dzięki syntezatorom, brzmi zaskakująco lekko. Tytułowy „Going Away” zaczyna się od marszowych bębnów, które z czasem zostają obleczone progresywnymi klawiszami; z kolei w połowie trzeciej minuty trio wkracza do świata jazz-rocka i funku. To przechodzenie od gatunku do gatunku odbywa się jednak bardzo płynnie, co świadczy o dużych umiejętnościach kompozytorskich Skrzeka. Całość Józef wieńczy monumentalną syntezatorową impresją „(Żywiec) Mountain Melody”, w której progres przenika się z muzyką góralską, jednak bez kiczowatych cytatów z pieśni pokroju „Góralu, czy ci nie żal”.
Strona B longplaya zawiera(ła) drugą suitę – również patchworkową – „Follow My Dream”. I tak samo jak „Going Away” składającą się z dwóch części instrumentalnych i dwóch wypełnionych śpiewem Józefa Skrzeka. W „Wake Up” jest niezwykle gęsto od klawiszy, które niemal w całości anektują przestrzeń. Nie ma tu w zasadzie miejsca na nic innego. Inaczej niż w „In the Cradle of Your Hands (Song for Father)” – mocno skróconej, anglojęzycznej wersji „W kołysce dłoni twych” z albumu „Pamięć” (1976), która tutaj przybrała postać nastrojowej progresywnej ballady. W „Growin’” trio ponownie przypomina sobie o swoich ciągotkach jazzrockowych; na dodatek pojawia się – wreszcie! – rozbudowana solówka gitarowa „Lakisa”, tradycyjnie bardzo stylowa i przejmująca. Żałować tylko można, że jest ich na tym krążku tak niewiele. Ostatnia część suity to tytułowa piosenka, w której pojawiają się nawiązania do coraz bardziej popularnych w tamtym czasie funku, soulu, a nawet… brrr! disco. SBB robi to jednak na tyle inteligentnie, przetykając progresywnymi wtrętami gitary i syntezatorów, że da się to przełknąć bez większych oporów.
Repertuar koncertowy tria z lat 1977-1978 zawierał sporo materiału z płyty wydanej przez Spiegelei. Zespół wzbogacał go jednak o wiele innych elementów, w tym kompozycji, które rejestrował dla radia. Trzy takie umieszczono jako bonusy. „Królewskie marzenie” (ze studia radiowego w Opolu) to podróż do świata world music. Prym wiedzie tu bowiem Anthimos grający na… buzuki; w tle natomiast towarzyszy mu na fortepianie elektrycznym Skrzek. Ciekawostka, ale zajmująca i intrygująca. Z tego samego 1977 roku pochodzi fortepianowa impresja „Dla przyjaciół”, która idealnie nadawałaby się jako ilustracja dźwiękowa do filmu. Pomiędzy nimi umieszczono natomiast chronologicznie najpóźniejszą, bo pochodzącą z marca 1978 roku, prawie szesnastominutową suitę „Wiosenne chimery”, która parę miesięcy temu przypomniana została przez GAD Records na winylowym albumie „Porwanie Aldo Moro. Radio Sessions, Vol. 2”. Ona też nie była w pełni oryginalnym dziełem, zawierała w sobie bowiem fragmenty utworów „Deszcz kroplisty, deszcz ulewny” (trio grało go w tamtym okresie na koncertach), „Wołanie o brzęk szkła” oraz przyszłe „Walkin’ Around the Stormy Bay” (z drugiego wydawnictwa przygotowanego dla Spiegelei, czyli „Welcome”).
koniec
10 października 2019
Skład:
Józef Skrzek – śpiew, syntezatory, organy Hammonda, fortepian elektryczny, klawinet, harmonijka ustna
Apostolis Anthimos – gitara elektryczna, buzuki (9)
Jerzy Piotrowski – perkusja, instrumenty perkusyjne

Komentarze

12 XI 2019   19:21:52

Stek bzdur! Nie było żadnych dwóch krajów niemieckich i dwóch Berlinów, tylko były jedne Niemcy i jeden Berlin, kapitalistyczne. Tak samo była kapitalistyczna i demokratyczna Polska, my jesteśmy i byliśmy Zachodem!

13 XI 2019   16:30:54

@Seb- rozumiem, można nie znać historii, ale dla niektórych z nas to była żywa rzeczywistość. I naprawdę uwierz mnie i innym, którzy to przeżyli- to były dwa państwa niemieckie, bardzo różne, a sama Polska była państwem demokracji ludowej, gdzie zarówno słowo demokracja, jak i ludowa nie miały wiele wspólnego z prawdą.

13 XI 2019   19:49:49

A mnie śmieszą te odwieczne kompleksy odnośnie "Zachodu" lub nie.

Zamiast docenić, że to jest właśnie ciekawe, że jesteśmy pomiędzy Wschodem a Zachodem i mieszają się wpływy kulturowe i uznać to za atut, to wieczne odżegnywanie się, kopiowanie zachodnich wzorców, zamiast wytworzyć własne etc.

A "zachodnie" stereotypy:
1) Bywają kraje położone na zachodzie Europy, gdzie niektóre rzeczy wyglądają gorzej niż w Polsce.
2) Wizyta w Szwecji (w spokojnym mieście uniwersyteckim) uświadomiła mi, co to znaczy "bogaty kraj" i dlaczego nam do nich nadal daleko.

14 XI 2019   09:50:20

Widać niektórym wydaje się, że ciągle trwają złote lata Rzeczpospolitej Obojga Narodów, kiedy to zarówno Wschód jak i Zachód ciągneły wzorce z naszego ustroju i polityki.
PS- Zachód, Wschód- ciekawe, gdzie umieściłby Seb współczesne Inflanty (Litwa, Łotwa, Estonia) albo Finlandię. Państwa bardzo nowoczesne i jak na swój rozmiar dosyć bogate. Niemożliwością jest, aby taki fenomen powstał na wschód od Bugu *-P

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Czy w kosmicznej próżni słychać zgrzyt metalu?
Sebastian Chosiński

10 XII 2019

Sami swoją muzykę określają mianem „metal for astronauts”. W rzeczywistości jest to obecnie typowy post-metal, choć być może wróci jeszcze taki moment, kiedy sięgną po elementy psychodelii i space-rocka. Odpowiednie doświadczenie już posiadają. O kogo chodzi? O amerykańską formację Rosetta, która przed dwoma miesiącami opublikowała interesującą EP-kę „Terra Sola”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Warto czekać na Polskę
Sebastian Chosiński

5 XII 2019

Trzeba mieć odwagę, aby w naszych czasach zatytułować swoje dzieło tak jednoznacznie i deklaratywnie – „Polska”. Jakie były intencje trębacza Piotra Damasiewicza i prowadzonej przez niego jazzowej formacji Power of the Horns? Pomiędzy wierszami jest to wyjaśnione we wkładce do płyty, która prezentuje się jeszcze lepiej niż wydany przed sześcioma laty świetny debiut „Alaman”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Ostatnia kompozycja, ale czy ostatnie słowo?
Sebastian Chosiński

3 XII 2019

Pamięć o zmarłym w marcu 2018 roku wybitnym polskim kompozytorze jazzowym Jerzym Milianie nie zaginie – tego możemy być pewni. Od lat dbają o to wydawnictwo GAD Records oraz Stowarzyszenie Jazz Poznań, któremu szefuje trębacz Maciej Fortuna. Właśnie opublikowało ono kolejny album z muzyką nieżyjącego wibrafonisty, zatytułowany – adekwatnie do zawartości – „Jerzy Milian. Ostatnia kompozycja”.

więcej »

Polecamy

Na ulicach Babilonu gaz

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Na ulicach Babilonu gaz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Lament zniewolonego ludu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Perwersyjna poezja miłosna
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Gruby cover
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Z sąsiedzkim pozdrowieniem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Hardkorowa terapia
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ino wpierw ciulnę ją sztachelką
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ups… tak im wyszło
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Do góry, kangury!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Który miś dla której dziewczyny
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.