Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 maja 2020
w Esensji w Esensjopedii

Øresund Space Collective, Black Moon Circle
‹ØSC Meets BMC – Freak Out in the Fjord›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułØSC Meets BMC – Freak Out in the Fjord
Wykonawca / KompozytorØresund Space Collective, Black Moon Circle
Data wydania7 maja 2019
Wydawca Space Rock Productions
NośnikCD
Czas trwania119:30
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Øyvin Engan, Vemund Engan, Per Andreas Gulbrandsen, Jonathan Segel, Scott (Dr. Space) Heller, Magnus Hannibal, Hasse Horrigmoe, Tim Wallander, Simon W. Gullikstad
Utwory
CD1
1) Rendezvous in the Nebula26:18
2) Afterglow in the Sea of Sirens23:55
CD2
1) Dinner with Gregg A and Jerry G33:15
2) Freakout in the Fjord36:02
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Odtrutka na wszystkie zarazy
[Øresund Space Collective, Black Moon Circle „ØSC Meets BMC – Freak Out in the Fjord” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Øresund Space Collective i Black Moon Circle to dwie skandynawskie formacje psychodeliczno-spacerockowe, których wspólnym mianownikiem jest, ukrywający się pod pseudonimem artystycznym Dr. Space, klawiszowiec Scott Heller. W pierwszej pełni rolę lidera, w drugiej – etatowego współpracownika. Na płycie „ØSC Meets BMC – Freak Out in the Fjord” połączył oba składy podczas odbywającego się w studiu nagraniowym niezwykłego jam-session.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Odtrutka na wszystkie zarazy
[Øresund Space Collective, Black Moon Circle „ØSC Meets BMC – Freak Out in the Fjord” - recenzja]

Øresund Space Collective i Black Moon Circle to dwie skandynawskie formacje psychodeliczno-spacerockowe, których wspólnym mianownikiem jest, ukrywający się pod pseudonimem artystycznym Dr. Space, klawiszowiec Scott Heller. W pierwszej pełni rolę lidera, w drugiej – etatowego współpracownika. Na płycie „ØSC Meets BMC – Freak Out in the Fjord” połączył oba składy podczas odbywającego się w studiu nagraniowym niezwykłego jam-session.

Øresund Space Collective, Black Moon Circle
‹ØSC Meets BMC – Freak Out in the Fjord›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułØSC Meets BMC – Freak Out in the Fjord
Wykonawca / KompozytorØresund Space Collective, Black Moon Circle
Data wydania7 maja 2019
Wydawca Space Rock Productions
NośnikCD
Czas trwania119:30
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Øyvin Engan, Vemund Engan, Per Andreas Gulbrandsen, Jonathan Segel, Scott (Dr. Space) Heller, Magnus Hannibal, Hasse Horrigmoe, Tim Wallander, Simon W. Gullikstad
Utwory
CD1
1) Rendezvous in the Nebula26:18
2) Afterglow in the Sea of Sirens23:55
CD2
1) Dinner with Gregg A and Jerry G33:15
2) Freakout in the Fjord36:02
Wyszukaj / Kup
Maj 2019 roku to był dla Scotta Hellera prawdziwy czas żniw. W ciągu miesiąca ukazały się aż trzy płyty tego amerykańskiego, choć na stałe zakotwiczonego w Kopenhadze, artysty: najpierw, na początku miesiąca, był to wspólny projekt z brytyjskim gitarzystą Martinem Weaverem („Alien Planet Trip, Vol. 3: Featuring Martin Weaver”), a pod koniec – album nagrany z kalifornijskim 3rd Ear Experience („Ear to Space”). Pomiędzy nimi natomiast światło dzienne ujrzał niezwykły materiał zarejestrowany w studiu, chociaż „na żywo”, będący owocem kooperacji dwóch zespołów, w jakich udziela się Dr. Space – „rodzimego” Øresund Space Collective, któremu na co dzień lideruje, oraz norweskiego Black Moon Circle, którego jest od lat stałym współpracownikiem. W przypadku tego ostatniego można było Hellera usłyszeć między innymi na tak udanych płytach, jak „Andromeda” (2014) czy „Psychedelic Spacelord” (2018).
Utwory, jakie trafiły na – wydane tradycyjnie przez hamburską wytwórnię Space Rock Productions – dwa krążki kompaktowe (bądź, jeśli ktoś woli ten nośnik, winylowe), nie są pierwszej świeżości. Zarejestrowano je bowiem 18 listopada 2017 roku w studiu Øra w Trondheim, dzień po koncercie „rozbiegowym”, jaki odbył się w jednym z miejscowych klubów (a który poprzedzała lokalna gwiazda Red Mountains). Warto podkreślić, że przed publicznością Øresund Space Collective i Black Moon Circle również wystąpiły w składach wymieszanych, co jest o tyle istotne, że widownia miała okazję zobaczyć i usłyszeć dwóch klawiszowców, dwóch gitarzystów solowych, dwóch basistów oraz dwóch bębniarzy. I tylko skrzypek – Jonathan Segel (drugi, obok Hellera, łącznik pomiędzy obiema grupami) – był jeden.
Kto jeszcze znalazł się w tym okazjonalnym składzie? Øresund Space Collective – poza Hellerem i Segelem – reprezentowali: pianista (tutaj obsługujący syntezatory i fortepian elektryczny) Magnus Hannibal, basista Hasse Horrigmoe oraz perkusista Tim Wallander (niegdyś w szwedzkiej Agusie); barw Black Moon Circle bronili natomiast: gitarzysta Vemund Engan (niekiedy zapraszany przez Dr. Space’a do współpracy z ØSC), jego brat – basista Øyvin Engan oraz dwaj bębniarze, czyli Simon W. Gullikstad i Per Andreas Gulbrandsen. Nie pogubić się w tym wszystkim to na pewno była sztuka, tym bardziej że dowodzeni przez Amerykanina Skandynawowie wcale nie mieli ochoty zachowywać takiego reżimu, jaki narzuca na scenie swoim muzykom (w tym trzem perkusistom) Robert Fripp. W czasie tego jam-session muzycy mieli dużo więcej swobody. W efekcie powstały cztery rozbudowane, w pełni improwizowane kompozycje, trwające łącznie… dwie godziny.
Aż dziw, że po nagraniu materiał ten na półtora roku powędrował do archiwum Scotta Hellera. Choć tak naprawdę Amerykanin odkurzył go rok później, by oddać do „obróbki”. Potem jednak musiało minąć kilka kolejnych miesięcy, aby trafił on do sprzedaży. Jeśli ktokolwiek z Was słyszał już wcześniej którąś z regularnych płyt Øresund Space Collective (jak na przykład „Visions of…” bądź „Hallucinations Inside the Oracle”), ten niczym szczególnym nie będzie zaskoczony. Ale na tym właśnie – między innymi – polega siła tej muzyki: na hipnotyzującej monotonii, solowych popisach i frapujących improwizacjach. A na „ØSC Meets BMC – Freak Out in the Fjord” nie brakuje niczego z wymienionych elementów. Psychodeliczny strumień świadomości leje się nieustannie, zabierając słuchaczy w prawdziwie kosmiczną podróż na krańce Wszechświata (bez żadnych dodatkowych wspomagaczy). Z której – co najważniejsze! – wrócimy cali i szczęśliwi.
Na otwarcie muzycy prezentują kompozycję zatytułowaną „Rendezvous in the Nebula”. Od pierwszych sekund, nie licząc podwójnej sekcji rytmicznej (każdy instrumentalista dostaje do dyspozycji własny kanał), ton nadają jej klawisze i gitary, które wzajemnie się przeplatają. Narracja budowana jest długo i leniwie, można odnieść wrażenie, że zespół dosłownie snuje się, jak statek kosmiczny wystrzelony w próżnię. Jest to jednak oczywiście mylne wrażenie, ponieważ z każdą kolejną minutą numer zyskuje na dynamice, aż do pierwszego przesilenia, po którym następuje spowolnienie i otwarcie nowego wątku. O tyle zaskakującego, że opartego na frazach… bluesowych. Ten moment Vemund Engan traktuje też jako zachętę do solowego popisu na gitarze. Z czasem dołącza do niego jeszcze Jonathan Segel – i tak przez kilka minut panowie prowadzą sobie nieskrępowany niczym gitarowy dialog, przy okazji coraz bardziej pogrążając się w psychodelicznej otchłani. Dopiero pod koniec przywołują ich do porządku klawiszowcy, przygłuszając nieco świszczącymi dźwiękami syntezatorów.
Tak jak w „Rendezvous in the Nebula” zaskakują nieco inspiracje bluesem, tak w drugim w kolejności „Afterglow in the Sea of Sirens” mogą wywołać zdziwienie – i to już na samym początku – nawiązania do funku i jazzu. Są one jednak „przetrawione” przez rockową wyobraźnię muzyków – należy traktować je raczej jako smaczek, urozmaicenie psychodelicznej monotonii. Aczkolwiek bardzo intrygujące. Zresztą, jakby tego było mało, to dzięki syntezatorom Dr. Space „wyczarowuje” jeszcze dźwięki trąbki i harmonijki ustnej. W dalszej części uwagę przykuwa natomiast energetyczny duet gitary i fortepianu elektrycznego, na którym w tym konkretnym momencie gra… Tim Wallander (swoje miejsce za bębnami na te kilka minut odstąpił Perowi Andreasowi Gulbrandsenowi). Słuchacz może odnieść wrażenie, że przeniósł się nie tylko w przestrzeni, ale i w czasie – w lata 70. ubiegłego wieku. Finał „Afterglow in the Sea of Sirens” brzmi już jednak bardzo współcześnie, głównie za sprawą fantastycznej produkcji i masteringu, dzięki którym w nawałnicy dźwięków słychać wyraźnie każdy instrument.
Jeżeli ktoś zastanawia się z kolei, jaką tajemnicę kryje tytuł trzeciego utworu – „Dinner with Gregg A and Jerry G” – znakomitą co do tego wskazówką są pierwsze minuty, w których panowie z Øresund Space Collective i Black Moon Circle serwują słuchaczom klasycznego… southern i country rocka. Nie ma więc najmniejszych wątpliwości, że to hołd oddany Greggowi Allmanowi (1947-2017) z Allman Brothers Band oraz Jerry’emu Garcii (1942-1995) z The Grateful Dead. Z biegiem czasu wprawdzie muzycy przeskakują na właściwe sobie tory, ale wspomnienie obu legendarnych gitarzystów długo jeszcze utrzymuje się w pamięci, tym bardziej że bluesowe ciągotki pozostają w „Dinner with…” do końca. W ostatnim na liście (i najdłuższym) „Freakout in the Fjord” Segel może wreszcie poszaleć na skrzypcach (choć wcześniej też po nie okazjonalnie sięgał). Ciekawie wypadają zwłaszcza jego dialogi z gitarą Vemunda Engana. Kiedy wreszcie na chwilę odpuszczają, pojawia się kilkuminutowa improwizacja na syntezatorach (vide Heller i Magnus Hannibal), która przygotowuje słuchaczy na prawdziwie czadowe, ale i jednocześnie monumentalne zwieńczenie płyty.
To sto dwadzieścia minut, po których Wasz świat będzie już nieco inny. Warto zatem umościć się wygodnie w fotelu, zamknąć oczy i odciąć się od rodziny, aby po dwóch godzinach wrócić do rzeczywistości znacznie radośniejszym i optymistyczniej nastawionym do świata. Zwłaszcza w takich czasach, w jakich przyszło nam teraz żyć.
koniec
23 kwietnia 2020
Skład:
Scott Heller (Dr. Space) – syntezatory analogowe, syntezator modularny, generator drgań
Magnus Hannibal – syntezatory, fortepian elektryczny
Jonathan Segel – skrzypce, gitara elektryczna (lewy kanał)
Vemund Engan – gitara elektryczna (prawy kanał)
Hasse Horrigmoe – gitara basowa (lewy kanał)
Øyvin Engan – gitara basowa (prawy kanał)
Simon W. Gullikstad – perkusja (lewy kanał)
Tim Wallander – perkusja (prawy kanał), fortepian elektryczny (2)
Per Andreas Gulbrandsen – perkusja (prawy kanał, 2; środek, 3-4),

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: W cieniu kościelnej wieży
Sebastian Chosiński

26 V 2020

Czternaście lat kazała czekać na swoją nową płytę legenda słowackiego jazz-rocka – grupa Fermáta. W latach 70. ubiegłego wieku należała ona do najciekawszych i najbardziej wpływowych formacji w krajach komunistycznych. Można było postawić ją w jednym rzędzie obok polskiego SBB czy czeskich Jazz Q, Energit bądź Bohemia. Nowy album Słowaków – „Blumental Blues” – nawiązuje do najlepszych czasów zespołu.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Okrzyk radości? I szczęścia!
Sebastian Chosiński

21 V 2020

Jeśli ktoś myśli, że krautrock to, co miał najlepszego do zaoferowania wielbicielom ambitnego rocka, dał im już pół wieku temu – jest w błędzie. Do inspiracji tym gatunkiem przyznaje się wielu współczesnych artystów, a i starzy mistrzowie, jeśli tylko zdrowie im na to pozwala, nie zasypiają gruszek w popiele. Dowodem na to wydany pod koniec ubiegłego roku album „Scream of Joy”, na który trafiły fragmenty dwóch koncertów kultowej formacji Xhol Caravam.

więcej »

Od Cole’a Portera po Davida Bowiego
Sebastian Chosiński

19 V 2020

Najnowszy solowy album polskiego pianisty Wojciecha Majewskiego może być zaskoczeniem dla jego dotychczasowych jazzowych wielbicieli. Choć pewnie nie tak wielkim, jak poprzednia jego płyta artysty, która zawierała nowe wersje dzieł Aleksandra Skriabina. Tytuł jednak – „Przemiana” – do czegoś zobowiązuje!

więcej »

Polecamy

Na ulicach Babilonu gaz

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Na ulicach Babilonu gaz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Lament zniewolonego ludu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Perwersyjna poezja miłosna
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Gruby cover
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Z sąsiedzkim pozdrowieniem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Hardkorowa terapia
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ino wpierw ciulnę ją sztachelką
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ups… tak im wyszło
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Do góry, kangury!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Który miś dla której dziewczyny
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Z tego cyklu

W cieniu kościelnej wieży
— Sebastian Chosiński

Okrzyk radości? I szczęścia!
— Sebastian Chosiński

Hop, hop, hop prosto w… Błoto!
— Sebastian Chosiński

Dwanaście miesięcy wcześniej
— Sebastian Chosiński

Czyst(sz)a forma
— Sebastian Chosiński

Gwiezdna odyseja
— Sebastian Chosiński

Dwaj panowie „D” – Drążek i Drake
— Sebastian Chosiński

Wielka (eksperymentalna) Improwizacja
— Sebastian Chosiński

Dwaj „kosmici” w Portugalii
— Sebastian Chosiński

Powrót na ojczyzny łono
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Dark Phoenix – Fatal Wonder Woman
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Z góry czasami widać lepiej
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Z duszą na ramieniu
— Sebastian Chosiński

W otchłani jazzu
— Sebastian Chosiński

PRL w kryminale: Chirurgiczna precyzja i międzynarodowi szpiedzy
— Sebastian Chosiński

W kraju zbożem i mlekiem płynącym
— Sebastian Chosiński

Strach z przeszłości
— Sebastian Chosiński

Klasyka kina radzieckiego: (Super)Bohater z amnezją
— Sebastian Chosiński

Od Cole’a Portera po Davida Bowiego
— Sebastian Chosiński

Bohaterowie z przypadku, zbrodniarze z wyboru
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.