Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 września 2021
w Esensji w Esensjopedii

Mariusz Duda
‹Lockdown Spaces›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLockdown Spaces
Wykonawca / KompozytorMariusz Duda
Data wydania26 czerwca 2020
Nośnikcyfrowy
Czas trwania34:17
Gatunekambient, elektronika
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Mariusz Duda
Utwory
Pliki
1) Isolated05:52
2) Lockdown Spaces02:54
3) Bricks06:32
4) Waiting02:08
5) Thought Invaders04:21
6) Pixel Heart05:27
7) Silent Hall01:09
8) Unboxing Hope05:01
9) Screensaver00:55
Wyszukaj / Kup

Muzyka czasów pandemii
[Mariusz Duda „Lockdown Spaces” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Z powodu pandemii koronawirusa, która spowodowała zamrożenie branży koncertowej, artyści starają się w ostatnich miesiącach przenosić swoją działalność do sieci. Tam organizują swoje występy, nawet festiwale. Inni wykorzystują ten czas do pracy nad nowymi projektami. Jak chociażby Mariusz Duda, który wszedł do studia, aby nagrać nowy materiał Lunatic Soul, a przy okazji zarejestrował także, nieplanowaną wcześniej, płytę solową – „Lockdown Spaces”.

Sebastian Chosiński

Muzyka czasów pandemii
[Mariusz Duda „Lockdown Spaces” - recenzja]

Z powodu pandemii koronawirusa, która spowodowała zamrożenie branży koncertowej, artyści starają się w ostatnich miesiącach przenosić swoją działalność do sieci. Tam organizują swoje występy, nawet festiwale. Inni wykorzystują ten czas do pracy nad nowymi projektami. Jak chociażby Mariusz Duda, który wszedł do studia, aby nagrać nowy materiał Lunatic Soul, a przy okazji zarejestrował także, nieplanowaną wcześniej, płytę solową – „Lockdown Spaces”.

Mariusz Duda
‹Lockdown Spaces›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLockdown Spaces
Wykonawca / KompozytorMariusz Duda
Data wydania26 czerwca 2020
Nośnikcyfrowy
Czas trwania34:17
Gatunekambient, elektronika
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Mariusz Duda
Utwory
Pliki
1) Isolated05:52
2) Lockdown Spaces02:54
3) Bricks06:32
4) Waiting02:08
5) Thought Invaders04:21
6) Pixel Heart05:27
7) Silent Hall01:09
8) Unboxing Hope05:01
9) Screensaver00:55
Wyszukaj / Kup
Tu wszystko odbyło się w trybie nadzwyczajnym. Gdy parę tygodni temu Mariusz Duda (znany głównie jako lider Riverside i motor napędowy Lunatic Soul) wszedł do znakomicie sobie znanego warszawskiego studia Serakos, prowadzonego przez Magdę i Roberta Srzednickich (niegdyś w Annalist), zakładał, że jego wizyta zakończy się powstaniem nowej płyty sygnowanej nazwą Lunatic Soul. Tymczasem… w związku z zaistniałymi okolicznościami, czyli przedłużającym się w nieskończoność lockdownem branży muzycznej, artysta zdecydował się na swoiście pojęty „skok w bok”, którego efektem stało się nagranie materiału, którego wcześniej wcale nie planował (a przynajmniej nie teraz). Praca nad nim trwała dwa tygodnie, a słuchacze poznali go w ostatni piątek czerwca. I zapewne była to dla nich nadzwyczaj miła niespodzianka.
Duda zdecydował się udostępnić „Lockdown Spaces” w portalach streamingowych, ale jednocześnie zapowiedział, że jeśli w przyszłości będzie taka wola fanów i zainteresowanie – nie wyklucza wydania go w tradycyjnej formie (na płycie kompaktowej, a może nawet na winylu). Ktoś mógłby się zastanawiać, po co liderowi Riverside kolejny wirtualny byt, skoro ma już Lunatic Soul, w ramach którego realizuje wiele swoich ambientowych eksperymentów. A jednak ma to sens. „Lockdown Spaces”, chociaż stylistycznie wyrasta z doświadczeń Lunatic Soul, prezentuje jednak zupełnie inną wrażliwość artystyczną i podąża w innym kierunku. Przede wszystkim w stronę krautrockowego minimalizmu, który możemy kojarzyć z zespołem Kraftwerk i jego albumami nagranymi w latach 70. ubiegłego wieku. Co ciekawe, parę miesięcy wcześniej inny polski twórca, perkusista Hubert Zemler (znany z tria LAM), wydał – zrealizowaną do spółki z niemieckim klawiszowcem Felixem Kubinem – płytę „Cel” (2019), którą można by uznać za bliską kuzynkę „Lockdown Spaces”.
W tym kontekście, że zarówno Dudzie, jak i duetowi Zemler-Kubin patronowali ci sami wykonawcy – Kraftwerk. Płyta lidera Riverside jest minimalistyczna i eksperymentalna, dominuje na niej mroczny ambient i elektro-industrial. Całe instrumentarium to syntezatory i sample; w kilku kompozycjach dodatkowo dochodzi głos. Sam twórca w wywiadach powołuje się jednak nie tylko na inspiracje legendarną formacją Ralfa Hüttera i Floriana Schneidera, ale także na ścieżkę dźwiękową z gry komputerowej „Minecraft”, za którą odpowiada – ukrywający się pod pseudonimem C418 – Daniel Rosenfeld. Mimo to nad „Lockdown Spaces” przez cały czas unosi się jednak nade wszystko duch z jednej strony „Tone Float” (1970) Organisation (bezpośredniego przodka Kraftwerk), z drugiej – „Radio-Aktivität” (1975) i „Trans Europa Express” (1977). Czyli, jakby na to nie patrzeć, z perspektywy historycznej czy też współczesnej – wszystkie drogi i tak prowadzą do… Niemiec.
Album Mariusza Dudy to muzyczna kronika „zamknięcia”, w której przejawiają się głównie emocje związane z wymuszonym ograniczeniem normalnego funkcjonowania. Pamiętajmy bowiem, że „zamrożenie” zostało ogłoszone w momencie, kiedy Riverside – zespół żywiący się od lat energią swoich fanów – szykował się do kolejnej trasy koncertowej. Zamiast spotkań z tysiącami wielbicieli, każdego dnia w innym mieście – muzyków czekało „ograniczenie wolności”, przypisanie do czterech ścian własnego mieszkania. Nic dziwnego, że towarzyszące temu uczucia (niekiedy zapewne skrajne), musiały znaleźć ujście. Dobrze, że stało się to w takiej właśnie formie. Chociaż „Lockdown Spaces” powstał ekspresowo i w trybie ekstraordynaryjnym trafił też do słuchaczy – nie ma tu miejsca na przypadkowość. Koncepcja całości jest ściśle przemyślana (włącznie z tytułem i okładką autorstwa niemieckiego plastyka i fotografika Hajo Müllera) i ma silną podbudowę – proszę wybaczyć mi to słowo, dzisiaj kojarzące się raczej negatywnie – ideologiczną.
Album otwiera niemal sześciominutowy utwór „Isolated” – nostalgiczny, nastrojowy, urzekający pięknem smutku, ale też wgryzający się w umysł za sprawą monotonnego, obsesyjnie zapętlonego motywu. Dopiero gdy na plan pierwszy wybijają się nieco łagodniejsze syntezatory, owo wwiercanie się przestaje być mniej dokuczliwe. Ale przyczyna „bólu” wcale nie znika, czai się w tle, jak groźne memento i cały czas przypomina: „jestem tu, uważaj”! Numer tytułowy, w którym Duda szeptem powtarza tylko te dwa słowa – „Lockdown Spaces” – to już Kraftwerk czystej krwi; nawiązania do „Showroom Dummies” są nazbyt oczywiste, aby były przypadkowe. „Bricks” dzieli się na dwie, znacznie różniące się od siebie części: pierwsza jest mroczna i minimalistyczna, z powracającym maniakalnie wątkiem syntezatorowym (pod tym względem przypomina nieco wczesne soundtracki Goblina do horrorów Daria Argento), drugie – z dodaną partią wokalną – staje się… jeszcze mroczniejsza. Jakby autor chciał powiedzieć: „Nie, nie ma żadnej nadziei”.
W „Waiting” artysta ponownie przywołuje ducha Kraftwerku, lecz już w następującym po nim „Thought Invaders” znacznie bliżej jest mu do stylistyki Tangerine Dream i Edgara Froesego z połowy lat 70. XX wieku. Choć podkład rytmiczny, oparty na nieregularnym pulsie (serca?), raczej kłóci się z zazwyczaj poukładaną – wyjątkiem był debiutancki longplay „Electronic Meditation” (1970) – muzyką niemieckich klasyków rocka elektronicznego. „Pixel Heart” brzmi z kolei tak, jakby nałożone zostały w nim na siebie dwie mocno kontrastujące ścieżki instrumentalne – psychodeliczna (raczej w ujęciu symbolicznym) i alarmistyczna (w dosłownym). Efekt końcowy tego zabiegu jest co najmniej intrygujący. Im bliżej końca, z tym większym zacięciem Duda wraca do brzmień minimalistycznych. Króciutki „Silent Hall” oparty jest zaledwie na kilku dźwiękach; znacznie dłuższy „Unboxing Hope” jest nieco bardziej rozbudowany aranżacyjnie, lecz pojawiające się w nim „smaczki” nie wpływają w znaczący sposób na przemodelowanie kompozycji, głównie oplatają jej rytmiczny kościec, czyniąc atrakcyjniejszą brzmieniowo. Miniaturowy „Screensaver” ma natomiast jedno zadanie do spełnienia – symbolicznie „wygasić ekran” i tym samym pożegnać się ze słuchaczami. Zatem… do usłyszenia następnym razem. Może podczas spodziewanej kolejnej fali pandemii.
koniec
30 czerwca 2020
Skład:
Mariusz Duda – głos, instrumenty klawiszowe, sample

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: „Piątka” na szóstkę!
Sebastian Chosiński

16 IX 2021

Gdyby norwescy muzycy znali Perfect, mogliby zaśpiewać: „Było nas trzech, w każdym z nas inna krew”. Ale to już w zasadzie nieaktualne, bo w ostatnich latach Krokofant rozrósł się z tria do kwintetu. Co należy uznać za błogosławieństwo, bo od tego momentu nagrywa płyty jeszcze bardziej zachwycające. „Fifth” to arcydzieło fusion – tej jego odmiany, która narodziła się na styku free jazzu i rocka progresywno-psychodelicznego.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Czekajcie, a będzie Wam dane!
Sebastian Chosiński

14 IX 2021

Czy zwątpiłem? Trochę. Czy wierzyłem? W głębi duszy – na pewno. Kiedy na nową studyjną płytę jednego ze swoich najulubieńszych zespołów trzeba czekać długie cztery lata – wątpliwości, czy się w ogóle ukaże, są uzasadnione. I potrzebna jest też wielka wiara, że to się jednak stanie. I w końcu jest: „En annan värld” – perfekcyjny pod każdym względem najnowszy album szwedzkiej Agusy.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Syreni śpiew (bez słów)
Sebastian Chosiński

9 IX 2021

Chociaż nazwa zespołu może kojarzyć się ze Szkocją, a miasto, w jakim rezydują muzycy – Frankfurt nad Menem – z Niemcami, tworzą go obecnie trzej… Polacy. Album „Sirens”, który ukaże się w sprzedaży w przyszły piątek, to drugie pełnowymiarowe wydawnictwo Glasgow Coma Scale, które lokuje formację wśród najciekawszych europejskich wykonawców spod znaku post-rocka i post-metalu.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Tegoż twórcy

Odkrywanie wewnętrznego Kosmosu
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Mroczna zatoka
— Sebastian Chosiński

Zdradzona i porzucona
— Sebastian Chosiński

Znaki na niebie i ziemi
— Sebastian Chosiński

Noir w kolorze… żółtym
— Sebastian Chosiński

Miłość w cieniu katastrofy
— Sebastian Chosiński

Na Dzikim Zachodzie i w kraju Łokietka
— Sebastian Chosiński

W samym sercu Czarnego Lądu
— Sebastian Chosiński

Karmienie bestii
— Sebastian Chosiński

Milian od Bacha do Skaldów
— Sebastian Chosiński

Dlaczego giną uczciwi ludzie?
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.