Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 13 czerwca 2021
w Esensji w Esensjopedii

Green Carnation
‹Leaves of Yesteryear›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLeaves of Yesteryear
Wykonawca / KompozytorGreen Carnation
Data wydania8 maja 2020
NośnikCD
Czas trwania44:36
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Kjetil Nordhus, Terje Vik Schei „Tchort”, Bjørn Harstad, Kenneth Silden, Stein Roger Sordal, Jonathan Alejandro Perez
Utwory
CD1
1) Leaves of Yesteryear08:03
2) Sentinels05:42
3) My Dark Reflections of Life and Death15:36
4) Hounds10:10
5) Solitude05:05
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: „Tchort” z nimi!
[Green Carnation „Leaves of Yesteryear” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Czternaście lat trzeba było czekać na nowy studyjny album norweskiej formacji Green Carnation. Gdy wreszcie trafił do sklepów, fani mogli odetchnąć z ulgą – utrzymany w progresywno-metalowej stylistyce „Leaves of Yesteryear” prezentuje się nadzwyczaj interesująco, chociaż trudno wymagać od niego szczególnej oryginalności.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: „Tchort” z nimi!
[Green Carnation „Leaves of Yesteryear” - recenzja]

Czternaście lat trzeba było czekać na nowy studyjny album norweskiej formacji Green Carnation. Gdy wreszcie trafił do sklepów, fani mogli odetchnąć z ulgą – utrzymany w progresywno-metalowej stylistyce „Leaves of Yesteryear” prezentuje się nadzwyczaj interesująco, chociaż trudno wymagać od niego szczególnej oryginalności.

Green Carnation
‹Leaves of Yesteryear›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLeaves of Yesteryear
Wykonawca / KompozytorGreen Carnation
Data wydania8 maja 2020
NośnikCD
Czas trwania44:36
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Kjetil Nordhus, Terje Vik Schei „Tchort”, Bjørn Harstad, Kenneth Silden, Stein Roger Sordal, Jonathan Alejandro Perez
Utwory
CD1
1) Leaves of Yesteryear08:03
2) Sentinels05:42
3) My Dark Reflections of Life and Death15:36
4) Hounds10:10
5) Solitude05:05
Wyszukaj / Kup
Historia pochodzącego z miasta Kristiansand na południu kraju zespołu Green Carnation jest długa i skomplikowana. Formacja startowała trzy razy i chociaż po pierwszej reaktywacji osiągnęła spory sukces – musiała poddać się po nierównym starciu z zasadami ekonomii. Jak będzie tym razem? Na ile wystarczy samozaparcia liderowi grupy? I przede wszystkim: czy znowu nie pojawią się niezależne od muzyków okoliczności, które zmuszą ich do zejścia ze sceny? Tego wiedzieć – na razie – nie możemy… Od początku istnienia spiritus movens Green Carnation jest gitarzysta (i wokalista) Terje Vik Schei, którego metalowy światek zna dużo bardziej pod pseudonimem „Tchort”. To on powołał zespół do życia w 1990 roku i poprowadził go do nagrania debiutanckiego materiału – „Hallucinations of Despair” (1991). Miał on charakter demonstracyjny i ukazał się jedynie na kasecie. Kiedy okazało się, że specjalizujące się w death i black metalu wytwórnie nie są nim zainteresowane, Terje podziękował kolegom za współpracę i przyjął propozycję dołączenia do pokrewnego stylistycznie Emperor.
Z tą formacją nagrał swój pierwszy z prawdziwego zdarzenia album „In the Nightside Eclipse” (1994), a potem trafił do koncertowych składów grup Satyricon i Einherjer. Po paru latach takiego tułania się od grupy do grupy, „Tchort”, nie rezygnując z innych projektów, postanowił wrócić na swoje i reaktywować Green Carnation. Czasy się jednak zmieniły, wielką popularność zyskał gotycki doom metal i właśnie w tym kierunku podążyła teraz twórczość formacji, co udokumentowały longplaye: „Journey to the End of the Night” (2000), „Light of Day, Day of Darkness” (2001) oraz „A Blessing in Disguise” (2003). Gdy Terje doszedł do wniosku, że potencjał się wyczerpał, zdecydował o kolejnej stylistycznej wolcie. Na „The Quiet Offspring” (2005), a nade wszystko na EP-ce „Burden is Mine… Alone” (2005) i pełnowymiarowym „The Acoustic Verses” (2006) – formacja zaprezentowała jeszcze lżejsze i bardziej melodyjne oblicze. Pełni dobrej wiary w 2007 roku Norwegowie wybrali się na trasę po Stanach Zjednoczonych. Ta jednak okazała się dla nich gwoździem do trumny.
Była na tyle źle zorganizowana, że zamiast spodziewanych zysków, przyniosła jedynie straty finansowe. W efekcie „Tchort” stracił serce dla swego dziecka i – już po raz drugi – rozwiązał zespół. Fanom pozostało pięć płyt studyjnych i dwa zapisy koncertowe na DVD („Alive and Well… In Krakow”, 2004; „A Night Under the Dam”, 2007). Sam Schei nie pozostał bezrobotny; w tym samym czasie, kiedy kierował Green Carnation, udzielał się również w dwóch innych grupach: deathmetalowym Blood Red Throne („Monument of Death”, 2001; „Affiliated with the Suffering”, 2003; „Altered Genesis”, 2005; „Come Death”, 2007; „Souls of Damnation”, 2009) oraz blackmetalowym Carpathian Forest („Strange Old Brew”, 2000; „Morbid Fascination of Death”, 2001; „Defending the Throne of Evil”, 2003; „Fuck You All!!!! Caput tuum in ano ect”, 2006). Miał więc dokąd się udać. A jednak brakowało mu Green Carnation i przed sześcioma laty uznał, że warto spróbować po raz trzeci.
Tym razem rozruch trwał wyjątkowo długo. Nie licząc bowiem koncertowego DVD „Lasy Day of Darkness” (2018), na premierowy album wielbiciele zespołu musieli poczekać sześć lat! „Leaves of Yesteryear” – wydany w maju tego roku przez marsylską wytwórnię Season of Mist – nagrany został w składzie sześcioosobowym. Terje Vik Schei zaprosił do współpracy muzyków, z którymi grał już wcześniej, można więc mówić o kontynuacji pełną gębą. A byli to: wokalista Kjetil Nordhus (znany także z Chain Collector i Tristanii), gitarzysta solowy Bjørn Harstad (In the Woods), klawiszowiec Kenneth Silden, basista Stein Roger Sordal (popowo-rockowy solowy projekt Sordal, w którym gra razem z Sildenem) oraz chilijski perkusista Jonathan Alejandro Perez (Sirenia, Trail of Tears). Jak więc widać, grono zacne i doświadczone, po którym można było spodziewać się dużo dobrego i które, co najważniejsze, nie zawiodło pokładanych w nim nadziei. Choć trzeba przyznać, że najprawdopodobniej po czternastu latach niecierpliwego wyczekiwania fani spodziewali się nieco pokaźniejszej porcji muzyki. Zwłaszcza że na pięć kompozycji zawartych na „Leaves of Yesteryear” jedna jest coverem.
Z drugiej strony od dłuższego już czasu można zauważyć trend polegający na powrocie do lat 70. i 80. XX wieku, kiedy to płyty trwały po czterdzieści minut, bo tyle mniej więcej mieściło się na krążku winylowym. I w wielu przypadkach okazuje się to dobrym wyborem. Jak to wygląda w przypadku najnowszej produkcji Green Carnation?… Płytę otwiera kompozycja tytułowa, będąca idealnym przykładem wyważonego progresywnego metalu (z naciskiem na progres), bez irytujących popisów instrumentalnych, za to z częstymi zmianami tempa i nastroju (za to ostatnie odpowiada przede wszystkim Kenneth Silden). Gitarzyści nie prześcigają się w udowadnianiu, kto szybciej i sprawniej, ale idealnie ze sobą współpracują, wiedząc kiedy należy przemówić unisono, a kiedy zrobić miejsce koledze bądź też całkowicie usunąć się w cień. Początek „Sentinels” przenosi nas w połowę lat 80. Bo to chyba nie przypadek, że brzmi jak wczesne nagrania klasyków skandynawskiego doom metalu, czyli… Candlemass. W dalszej części wprawdzie powracamy do XXI wieku – sekstet podkręca nieco tempo, a przede wszystkim zyskuje na stonerowej zadziorności – ale nie wyzbywa się doomowego majestatu.
Za opus magnum albumu uznać można natomiast – nie tylko z racji długości trwania, ale głównie wagi podjętego tematu – piętnastominutowy, filozoficzny w warstwie tekstowej, utwór „My Dark Reflections of Life and Death”. Jest on odpowiednio podniosły i kontemplacyjny, w czym – nie po raz pierwszy – duża zasługa Sildena, grającego tutaj także, oprócz syntezatorów, na organach. Korzystając ze wsparcia kolegów, Kjetil Nordhus snuje rozważania na temat sensu życia – i zdecydowanie nie są to optymistyczne przemyślenia. Tym ważniejszą rolę ma do odegrania pojawiający się po tych „mrocznych refleksjach” nieco lżejszy i zwiewniejszy „Hounds”, w którym Norwegowie (i Chilijczyk) wkraczają na obszar zarezerwowany dla wykonawców hardrockowych. Zapewne nieprzypadkowo całość wieńczy jedyna pożyczona kompozycja – „Solitude” z repertuaru Black Sabbath (pierwotnie ukazała się w 1971 roku na trzeciej płycie Brytyjczyków, „Master of Reality”). W wersji Green Carnation pozostała piękną i wzruszającą metalową balladą, w której subtelny śpiew pojawia się na tle gitary akustycznej i fortepianu.
Jeśli dla kogoś te czterdzieści kilka minut muzyki to zdecydowanie za mało, zawsze może sięgnąć po starsze albumy Skandynawów. I jednocześnie pocieszać się tym, że być może część pomysłów muzycy postanowili zostawić sobie na następny krążek, na który nie powinniśmy chyba czekać teraz zbyt długo.
koniec
16 lipca 2020
Skład:
Terje Vik Schei „Tchort” – gitara elektryczna
Bjørn Harstad – gitara elektryczna
Kenneth Silden – syntezatory, organy, fortepian, chórki
Stein Roger Sordal – gitara basowa, chórki
Jonathan Alejandro Perez – perkusja, instrumenty perkusyjne

Komentarze

17 VII 2020   09:45:55

"My Dark Reflections of Life and Death" to też cover... ich własnego kawałka z "Journey...". No nie napracowali się przy tej płycie.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tacy artyści, jak Morricone, nie umierają
Sebastian Chosiński

10 VI 2021

John Zorn bardzo mocno przeżył w ubiegłym roku śmierć Ennia Morriconego. Do tego stopnia, że po raz kolejny zaprosił na sesję muzyków tworzących The Gnostic Trio (wraz z gościem specjalnym, jakim okazał się organista John Medeski). Owocem ich pracy okazał się wydany w lutym tego roku poświęcony legendarnemu Włochowi album „Gnosis: The Inner Light”.

więcej »

Karaibski puls, słowiańska nostalgia
Sebastian Chosiński

8 VI 2021

Zaledwie kilka dni temu chwaliłem w tym miejscu najnowszą, wydaną pod koniec maja, płytę Аквариум [Akwarium] Borisa Griebienszczikowa zatytułowaną „Дань”, a tu już pojawia się następna. Gwoli ścisłości: kompilacyjny „Тор” to dzieło o kilka miesięcy wcześniejsze, które najpierw pojawiło się na portalach streamingowych, a dopiero w kwietniu ujrzało światło dzienne w postaci srebrnego dysku.

więcej »

Hołd dla legend minionych
Sebastian Chosiński

3 VI 2021

Boris Griebienszczikow – lider petersburskiego zespołu Аквариум [Akwarium] – to na scenie rosyjskiej człowiek-instytucja. Jeden z najbardziej zasłużonych rockmanów w tym kraju, moralny autorytet, chętnie włączający się w działania charytatywne. Czego dowiódł właśnie, publikując pod koniec maja nowy album – „Дань”, dochód z którego wesprze fundację pomagającą dzieciom z chorobą Duchenne’a.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Z drugiego końca świata
— Sebastian Chosiński

Czy to na pewno XXI wiek?
— Sebastian Chosiński

Przekraczanie granic ciała
— Sebastian Chosiński

Odyseja głębinowa 2021
— Sebastian Chosiński

Na polu i w ogrodzie
— Sebastian Chosiński

Katalog grzechów, wykaz cnót
— Sebastian Chosiński

Gdzie się podziały emocje?
— Sebastian Chosiński

Przetarty szlak i skoki w bok
— Sebastian Chosiński

W królestwie zapomnienia
— Sebastian Chosiński

W tej „wojnie” warto wziąć udział
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.