Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 4 sierpnia 2020
w Esensji w Esensjopedii

Soft Machine
‹Live at the Baked Potato›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLive at the Baked Potato
Wykonawca / KompozytorSoft Machine
Data wydania20 marca 2020
Wydawca Moonjune Records
NośnikCD
Czas trwania59:20
Gatunekjazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Theo Travis, John Etheridge, Roy Babbington, John Marshall
Utwory
CD1
1) Out-Bloody-Intro02:30
2) Out-Bloody- Rageous, Part 105:28
3) Sideburn02:18
4) Hazard Profile, Part 106:29
5) Kings and Queens04:36
6) The Tale of Taliesin06:19
7) Heart Off Guard02:16
8) Broken Hill03:44
9) Fourteen Hour Dream06:25
10) The Man Who Waved at Trains05:12
11) Life on Bridges07:00
12) Hidden Details07:03
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Lata mijają, a oni wciąż trwają
[Soft Machine „Live at the Baked Potato” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Soft Machine to jedna z tych legend brytyjskiego rocka i fusion, która mimo przeciwności losu (na przykład śmierć kolejnych muzyków) – wciąż trwa. Bywa, że zmienia szyldy (choć człon „Soft” zawsze pojawia się w nazwie), ale dba o to, aby co jakiś czas – niekoniecznie regularnie – do rąk fanów trafiały kolejne płyty. Ta najnowsza – „Live at the Baked Potato” – zawiera ubiegłoroczny koncert zarejestrowany w jednym z klubów w Los Angeles.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Lata mijają, a oni wciąż trwają
[Soft Machine „Live at the Baked Potato” - recenzja]

Soft Machine to jedna z tych legend brytyjskiego rocka i fusion, która mimo przeciwności losu (na przykład śmierć kolejnych muzyków) – wciąż trwa. Bywa, że zmienia szyldy (choć człon „Soft” zawsze pojawia się w nazwie), ale dba o to, aby co jakiś czas – niekoniecznie regularnie – do rąk fanów trafiały kolejne płyty. Ta najnowsza – „Live at the Baked Potato” – zawiera ubiegłoroczny koncert zarejestrowany w jednym z klubów w Los Angeles.

Soft Machine
‹Live at the Baked Potato›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLive at the Baked Potato
Wykonawca / KompozytorSoft Machine
Data wydania20 marca 2020
Wydawca Moonjune Records
NośnikCD
Czas trwania59:20
Gatunekjazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Theo Travis, John Etheridge, Roy Babbington, John Marshall
Utwory
CD1
1) Out-Bloody-Intro02:30
2) Out-Bloody- Rageous, Part 105:28
3) Sideburn02:18
4) Hazard Profile, Part 106:29
5) Kings and Queens04:36
6) The Tale of Taliesin06:19
7) Heart Off Guard02:16
8) Broken Hill03:44
9) Fourteen Hour Dream06:25
10) The Man Who Waved at Trains05:12
11) Life on Bridges07:00
12) Hidden Details07:03
Wyszukaj / Kup
Początki zespołu sięgają połowy lat 60. ubiegłego wieku, kiedy dopiero rodziła się legendarna „scena Canterbury”. A wszystko zaczęło się od formacji The Wilde Flowers, która po dwóch latach działalności – bez płyty na koncie – przeobraziła się w Soft Machine. Nowe otwarcie okazało się dużo szczęśliwsze; od 1968 roku grupa każdego roku publikowała nowy album. Z czasem zmieniał się jej skład, ewoluowała muzyka, ale nazwa wciąż była obecna w przestrzeni publicznej. Dopiero na początku lat 80. mechanizm nieco się zaciął. Okazało się, że przez poprzednią dekadę przez zespół przewinęło się tylu artystów, że teraz trudno było ustalić, kto tak naprawdę ma prawo posługiwać się szyldem Soft Machine. A chętnych nie brakowało, tym bardziej że wiązało się z nim bogate dziedzictwo. W efekcie, nie chcąc narażać się na jałowe spory, tworzono alternatywne bandy, które – po tym najłatwiej było je rozpoznać – jako pierwszy człon miały słowo „Soft”.
I tak (począwszy od końca lat 70.) powstały: Soft Heap i Soft Head, Soft Ware i Soft Bounds, Soft Mountain i Soft Works; wreszcie na horyzoncie pojawiła się ta grupa, która bezpośrednio odwoływała się do tradycji formacji-matki, czyli… Soft Machine Legacy. Narodziła się jesienią 2004 roku i funkcjonowała przez jedenaście lat. W tym czasie opublikowała sześć oficjalnych płyt: trzy koncertowe („Live in Zaandam”, 2005; „Live at the New Morning”, 2006; „Live Adventures”, 2010) oraz trzy studyjne („The Soft Machine Legacy”, 2006; „Steam”, 2007; „Burden of Proof”, 2013). Pierwotnie tworzyli ją: saksofonista i pianista Elton Dean (zmarły w 2006), basista Hugh Hopper (zmarły w 2009 roku), gitarzysta John Etheridge oraz perkusista John Marshall – wszyscy z dłuższym bądź krótszym stażem w Soft Machine, mający więc stuprocentowe prawo, aby nosić te barwy.
Po śmierci Deana i Hoppera grupa nie zawiesiła działalności; na miejsce tych, którzy odeszli na wieczny spoczynek, przyjęto nowych muzyków: Eltona zastąpił Theo Travis, Hugh – Roy Babbington (który grał w Soft Machine w latach 1973-1976). Kiedy w 2013 roku światło dzienne ujrzał znakomity krążek „Burden of Proof”, wcale nie gorszy od klasycznych płyt Soft Machine, zaczęto przebąkiwać o możliwości odcięcia od nazwy formacji ostatniego członu. Co stało się faktem dwa lata później. Tym samym grupa zatoczyła wielkie koło i wróciła do punktu wyjścia. Teraz tylko kwartet musiał udowodnić, że należy mu się ten zaszczyt. Artyści postarali się więc uwiarygodnić w oczach fanów, wydając studyjny krążek z premierowym (w większości, bo sięgnięto też po kilka staroci) materiałem. „Hidden Details” spotkał się z pozytywnym odbiorem i tym samym powrót do starej nazwy został „przyklepany”. Naturalną koleją losu formacja ruszyła teraz w trasę koncertową.
Dobrzy bogowie powiedli Brytyjczyków między innymi do Los Angeles, gdzie 1 lutego 2019 roku miał miejsce koncert w klubie Baked Potato. Rok później właśnie ten występ postanowiono opublikować na płycie. Tym sposobem katalog nowojorskiej wytwórni Moonjune Records, z którą muzycy związani są od lat, wzbogacił się o album „Live at the Baked Potato”. To godzinna porcja doskonałego jazz-rocka; dwanaście kompozycji, spośród których aż osiem wyjęto z repertuaru „Hidden Details”; do tego dorzucono kilka staroci, w tym tylko jeden numer grany przez Soft Machine Legacy, który zresztą był jeszcze dziełem Soft Machine. Utwory z lat 70. ubiegłego wieku zostały jednak tak przearanżowane (bądź przycięte), by nie różniły się od tych najnowszych, w efekcie czego koncert brzmi nadzwyczaj spójnie. Bez fragmentów typu: „A teraz przypomnimy wam, jak to drzewiej bywało i pogramy trochę archaicznie”. Nic z tych rzeczy! Nie rezygnując z tradycji, o co swoją drogą nie byłoby łatwo, kwartet gra tak, jakby całą karierę miał dopiero przed sobą. Chociaż średnia wieku muzyków wynosi prawie… 72 lata!
Występ – i tym samym płyta – zaczyna się od zagranej przez Travisa na fortepianie elektrycznym introdukcji do „Out-Bloody-Rageous”, kompozycji, która wykorzystana została na „Hidden Details”, ale po raz pierwszy pojawiła się na longplayu „Third” z 1970 roku (tam była fragmentem większej całości). To klasyczny, bardzo dynamiczny jazz-rock z melodyjnym saksofonem na pierwszym planie. Płynnie przechodzi on w „Sideburn” – perkusyjną improwizację Marshalla, charakterystyczną dla koncertów Soft Machine już w latach 70. XX wieku. Biorąc pod uwagę, że bębniarz ma już na karku prawie osiemdziesiąt lat, trudno wymagać od niego, aby krzesał z siebie taką energię, jak czterdzieści pięć lat temu, ale temu popisowi też nic nie brakuje. Po nim kwartet sięga po część pierwszą suity „Hazard Profile”, która wypełniała stronę A krążka „Bundles” (1975). W Los Angeles zespół zaprezentował ten numer w skondensowanej formie, stawiając na transową sekcję rytmiczną i zapadającą w pamięć solówkę gitarową Etheridge’a, która brzmi tak samo ekscytująco, jak kilka dekad temu.
Z archiwalnej półki wzięty został także utwór „Kings and Queens” (po raz pierwszy opublikowany na longplayu „Fourth” z 1971 roku), który muzycy odkurzyli siedem lat temu przy okazji nagrywania „Burden of Proof”. I trudno im się dziwić, bo to piękna kompozycja, z subtelną partią fletu Travisa i wzruszająco łkającą gitarą. Kolejnym skarbem sprzed lat jest „The Tale of Taliesin”, który fani Soft Machine poznali, słuchając płyty „Softs” (1976). Jego nowa wersja opiera się głównie na typowych dla fusion stonowanych brzmieniach fortepianu elektrycznego oraz kontrastującej z nimi rockowej improwizacji gitary. Tym sposobem muzycy wieńczą pierwszą część koncertu, opartą na numerach sprzed lat; w części drugiej natomiast pojawiają się utwory, które – z jednym wyjątkiem – miały swoją premierę dwa lata temu na „Hidden Details”. Ten set zaczyna się od króciutkiego i nastrojowego duetu gitarowo-saksofonowego w postaci „Heart Off Guard”, po którym pojawia się „Broken Hill”, będący jednym z najpiękniejszych fragmentów koncertu.
Urzeka w nim nade wszystko gitara Etheridge’a, płynnie przechodząca od motywów progresywnych do bluesowych. Z kolei w „Fourteen Hour Dream” kwartet wraca do klasycznego, choć wciąż delikatnego, jazz-rocka, któremu ton nadaje flet (gitara i fortepian natomiast ochoczo poddają się tej narracji). „The Man Who Waved at Trains” (autorstwa Mike’a Ratledge’a) to jedyny w tej części występu klasyk; chociaż przypomniano go na „Hidden Details”, swoją premierę miał czterdzieści pięć lat temu na „Bundles”. Wybrano go zapewne dlatego, że stylistycznie idealnie wpisuje się w opowieść zapoczątkowaną w „Fourteen Hour Dream”. Dopiero w „Life on Bridges” muzycy zmieniają „język”, pozwalając sobie z jednej strony na wycieczkę w stronę improwizowanego avant-jazzu, z drugiej – na odrobinę bluesa. Całość zamyka natomiast tytułowy numer z poprzedniego albumu studyjnego. Sporo tu jazzu – zarówno w partii gitary, jak i fortepianu elektrycznego. Ale z dużym prawdopodobieństwem „Hidden Details” wybrano jako „kropkę nad i” z uwagi na przejmująco smutny motyw saksofonu. Takie zakończenia pozostają w pamięci na znacznie dłużej.
koniec
28 lipca 2020
Skład:
Theo Travis – saksofon, flet, fortepian elektryczny
John Etheridge – gitara elektryczna
Roy Babbington – gitara basowa
John Marshall – perkusja

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Krótko o muzyce: Na żywo, choć jak w studiu
Sebastian Chosiński

4 VIII 2020

Wielbiciele szwedzkiej progresywnej formacji Gösta Berlings Saga pandemiczny rok 2000 nie będą wspominany najgorzej. Najpierw bowiem (wiosną) ukazała się druga w dyskografii Skandynawów płyta koncertowa – „Artefacts – Live”, później natomiast (latem) – szósty krążek studyjny – „Konkret Musik”. Dzisiaj zajmiemy się tą pierwszą.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Mesjasze w Państwie Środka
Sebastian Chosiński

30 VII 2020

Bywają legendy, które odchodzą młodo, ale są i takie, które trwają przez dekady, konsekwentnie budując swoją pozycję i dostarczając rozrywki wiernym fanom. Do tych ostatnich szczęśliwym trafem należy niemiecka formacja Guru Guru – jedna z najważniejszych w dziejach krautrocka. W tym roku jej dyskografia wzbogaciło się o kolejny album zarejestrowany „na żywo” – „Live in China”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Diabeł powrócił i… ma się nieźle
Sebastian Chosiński

23 VII 2020

Nie ma chyba na świecie drugiego takiego artysty, który by sztukę recyklingu własnej twórczości doprowadził do podobnej perfekcji, jak Włoch Claudio Simonetti. Przed laty (współ)lider formacji Goblin w XXI wieku wyspecjalizował się w odcinaniu kuponów od dawnej świetności. Tym większym zaskoczeniem mogła być wydana w ubiegłym roku płyta „The Devil is Back”, na której w trzech czwartych znalazł się materiał premierowy.

więcej »

Polecamy

Na ulicach Babilonu gaz

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Na ulicach Babilonu gaz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Lament zniewolonego ludu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Perwersyjna poezja miłosna
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Gruby cover
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Z sąsiedzkim pozdrowieniem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Hardkorowa terapia
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ino wpierw ciulnę ją sztachelką
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ups… tak im wyszło
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Do góry, kangury!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Który miś dla której dziewczyny
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.