Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Motorpsycho
‹The All is One›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułThe All is One
Wykonawca / KompozytorMotorpsycho
Data wydania28 sierpnia 2020
Wydawca Rune Grammofon
NośnikCD
Czas trwania85:38
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Bent Sæther, Hans Magnus Ryan, Tomas Järmyr, Reine Fiske, Lars Horntveth, Ola Kvernberg
Utwory
CD1
1) The All is One08:50
2) The Same Old Rock [One Must Imagine Sisyphus Happy]05:18
3) The Magpie05:35
4) Delusion [The Reign of Humbug]02:44
5) N.O.X. ∞: I. Circles Around the Sun, Part 109:11
6) N.O.X. ∞: II. Ouroboros08:23
7) N.O.X. ∞: III. Ascension [Strange Loop]03:37
CD2
1) N.O.X. ∞: IV. Night of Pan15:33
2) N.O.X. ∞: V. Circles Around the Sun, Part 205:54
3) A Little Light02:18
4) Dreams of Fancy09:36
5) The Dowser02:46
6) Like Chrome05:03
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Podróż w nieskończoność
[Motorpsycho „The All is One” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Jak wieść gminna niesie, najnowszy krążek Motorpsycho – zatytułowany „The All is One” – to ostatnia część tak zwanej, oczywiście nieoficjalnie, „trylogii Gullvåga” (od nazwiska malarza z Trondheim, który jest autorem okładki). Biorąc pod uwagę, że jest to ponownie wydawnictwo dwupłytowe, wychodzi na to, iż w sumie na całą „trylogię” złożyło się aż pięć pełnowymiarowych albumów wydanych w ciągu trzech lat.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Podróż w nieskończoność
[Motorpsycho „The All is One” - recenzja]

Jak wieść gminna niesie, najnowszy krążek Motorpsycho – zatytułowany „The All is One” – to ostatnia część tak zwanej, oczywiście nieoficjalnie, „trylogii Gullvåga” (od nazwiska malarza z Trondheim, który jest autorem okładki). Biorąc pod uwagę, że jest to ponownie wydawnictwo dwupłytowe, wychodzi na to, iż w sumie na całą „trylogię” złożyło się aż pięć pełnowymiarowych albumów wydanych w ciągu trzech lat.

Motorpsycho
‹The All is One›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułThe All is One
Wykonawca / KompozytorMotorpsycho
Data wydania28 sierpnia 2020
Wydawca Rune Grammofon
NośnikCD
Czas trwania85:38
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Bent Sæther, Hans Magnus Ryan, Tomas Järmyr, Reine Fiske, Lars Horntveth, Ola Kvernberg
Utwory
CD1
1) The All is One08:50
2) The Same Old Rock [One Must Imagine Sisyphus Happy]05:18
3) The Magpie05:35
4) Delusion [The Reign of Humbug]02:44
5) N.O.X. ∞: I. Circles Around the Sun, Part 109:11
6) N.O.X. ∞: II. Ouroboros08:23
7) N.O.X. ∞: III. Ascension [Strange Loop]03:37
CD2
1) N.O.X. ∞: IV. Night of Pan15:33
2) N.O.X. ∞: V. Circles Around the Sun, Part 205:54
3) A Little Light02:18
4) Dreams of Fancy09:36
5) The Dowser02:46
6) Like Chrome05:03
Wyszukaj / Kup
Trzeba przyznać, że mieszkający w Trondheim Håkon Gullvåg (rocznik 1959) ma za co być wdzięcznym zespołowi Motorpsycho. Dotąd znany głównie jako malarz-portrecista i ilustrator książek, wszedł bowiem już na trwałe do historii muzyki rockowej. Od tej pory, choć całkiem możliwe, że za kilka lat niekoniecznie będzie mu to na rękę, wielu ludzi na całym świecie na dźwięk nazwiska Gullvåg będzie zapewne odpowiadać pytaniem retorycznym: „A to nie ten artysta-plastyk, który projektował okładki dla Motorpsycho?”. Z drugiej strony nie można mieć wątpliwości co do tego, że popularność, jaką zyskuje od września 2017 roku, czyli od momentu, kiedy do sprzedaży trafiła płyta „The Tower” – na pewno przekłada się na zainteresowanie jego twórczością malarską i tym samym także na zarobki. Inna sprawa, że obwoluty ostatnich płyt norweskiego tria, które przez lata słynęło raczej z dość – nazwijmy je delikatnie – ascetycznych i mało atrakcyjnych projektów (patrz: „Behind the Sun” bądź „Here Be Monsters”), wreszcie zabłysły pełnym blaskiem.
„Trylogię Gullvåga” wyróżnia jeszcze jedna rzecz: wszystkie trzy płyty (to jest „The Tower”, „The Crucible” i „The All is One”) nagrane zostały przez nowy skład, w którym obok wokalisty, gitarzysty i klawiszowca Hansa Magnusa Ryana oraz basisty Benta Sæthera, znalazł się szwedzki perkusista Tomas Järmyr, który zastąpił na tym miejscu Kennetha Kapstada. Główne race nad najnowszym materiałem trwały od września do listopada ubiegłego roku; tym razem muzycy skorzystali z dwóch studiów: Black Box we francuskim mieście Noyant-la-Gravoyère (w Kraju Loary) oraz Ocean Sound Recordings w Giske (na wschodzie Norwegii). Kiedy całość była już prawie gotowa, co nieco dograno jeszcze w grudniu w należącym do Motorpsycho studiu Kommun’ w Trondheim. Warto podkreślić, że – podobnie jak podczas realizacji poprzednich dwóch odsłon „trylogii” – zaproszono również gości, wśród których znaleźli się sami starzy znajomi, czyli grający na instrumentach dętych Lars Horntveth (Jaga Jazzist, Amgala Temple), skrzypek Ola Kvernberg (Grand General) oraz gitarzysta Reine Fiske (Morte Macabre, Svenska Kaputt, Dungen, Elephant9).
Płyta tradycyjnie wydana została w Norwegii przez Rune Grammofon, w Niemczech (i całej Europie Zachodniej) natomiast – za sprawą Stickman Records. A do sklepów trafiła w ostatni piątek sierpnia, radując tym samym fanów Motorpsycho na całym świecie. Tym bardziej że, tak samo jak „The Tower”, wydawnictwo składa się z dwóch srebrnych krążków, trwających w sumie osiemdziesiąt pięć minut. Sporo! Nawet – nie ma co ukrywać – o jakieś dwadzieścia minut za dużo. Gdyby z trzynastu zawartych na obu albumach kompozycji usunąć ze trzy, może nawet cztery krótsze – można być pewnym, że „The All is One” nic by na tym nie stracił. Nie znaczy to, że muzycy umieścili na płytach utwory słabe; prędzej takie, które niczym szczególnym się na tle pozostałych nie wyróżniają. Z gatunku tych, które po latach świetnie sprawdziłyby się jako bonusy na reedycjach albo wypełniacze składanek z archiwaliami. Ale cóż… otrzymaliśmy „The All is One” w takiej formie – i trzeba się z nią zmierzyć.
Mimo że fizyczne nośniki są dwa, to udostępniony przez zespół materiał można podzielić na trzy części. Pierwszą stanowiłyby cztery początkowe kompozycje (od tytułowej do „Delusion (The Reign of Humbug)”); drugą – pięcioczęściowa suita „N.O.X. ∞” (podzielona między obie płyty); trzecią z kolei – cztery ostatnie utwory (od „A Little Light” do wieńczącego całość „Like Chrome”). Szczerze mówiąc, gdyby trio zrezygnowało z końcówki, miałbym dzisiaj mniej powodów do narzekań. Aczkolwiek utyskiwanie to bierze się raczej z małej niestrawności spowodowanej przejedzeniem, nie zaś z niezadowolenia na jakość obsługi czy samej potrawy. Dość już jednak tych kulinarnych porównań. Przejdźmy do rzeczy! Otwarcie w postaci tytułowego „The All is One” wiele obiecuje. To – chciałoby się rzec – najbardziej klasyczne Motorpsycho, jakie można sobie wymarzyć: psychodeliczne i przestrzenne, energetyczne i pełne rozmachu, podniosłe i melodyjne. Z kapitalnie nałożonymi na siebie ścieżkami wokalnymi oraz elektryzującą solówką gitarową. zaiste, trudno byłoby wyobrazić sobie bardziej udany początek.
W podobnym tonie utrzymany jest „The Same Old Rock (One Must Imagine Sisyphus Happy)”, w którym fragmenty stonowane (vide gitara akustyczna, fortepian) sąsiadują z bardzo dynamicznymi, a do psychodelii wdzierają się wtręty bluesowe (partia gitary elektrycznej). Świetne wrażenie pozostawia po sobie również „The Magpie”, a największa w tym zasługa Hansa Magnusa Ryana i Reinego Fiske, którzy toczą ze sobą fantastyczny dialog gitarowy w starym dobrym stylu znanym z twórczości Wishbone Ash z lat 70. ubiegłego wieku. Za ich sprawą robi się tu także bardzo nostalgicznie. Pewnym jest, że takiego duetu nie powstydziliby się Andy Powell i Ted Turner. Tę część wydawnictwa zamyka wyciszający emocje niespełna trzyminutowy „Delusion (The Reign of Humbug)”, będący de facto solowym popisem Ryana – wokalisty i gitarzysty.
Trwającą ponad czterdzieści minut suitę „N.O.X. ∞” zespół podzielił na pięć „rozdziałów”. Gdyby rozpatrywać ją jako zupełnie odrębną całość – na przykład osobne wydawnictwo – należałoby uznać za jedno z najlepszych dzieł, jakie wyszło spod ręki Motorpsycho w ciągu trzydziestu lat funkcjonowania formacji. To w pełni przemyślana i idealnie skonstruowana opowieść, której klamrą stają się dwie części „Circles Around the Sun”. Pierwsza to z jednej strony niepokojąca, a z drugiej patetyczna psychodeliczna introdukcja, w której brzmienie grupy zostaje wzbogacone o saksofon Larsa Horntvetha i skrzypce Oli Kvernberga. Tło wypełnieją z kolei mellotrony, udanie budujące nastrój i podkreślające bogactwo aranżacyjne. W „Ouroboros” trio (a w zasadzie kwintet) rozpędza się jeszcze bardziej, by nieco wyhamować w „Ascension (Strange Loop)”, który to utwór sprawia wrażenie, jakby Norwegowie podkradli go jakiemuś zespołowi z południowego-zachodu Stanów Zjednoczonych. W tym momencie trzeba sobie, niestety, zrobić przerwę, aby włączyć drugą płytę i w spokoju dosłuchać „N.O.X. ∞” do końca.
A zostały przecież jeszcze dwa „rozdziały”. Najdłuższy, ponad piętnastominutowy „Night of Pan” to swoista suita w suicie. Tyle się w nim dzieje, zarówno w warstwie melodycznej, jak i aranżacyjnej. Z kolei w „Circles Around the Sun, Part 2” grupa pozwala sobie na nieco więcej kombinacji; narracja staje się mniej przewidywalna, jakby muzykom z sekcji rytmicznej, czyli Bentowi Sætherowi i Tomasowi Järmyrowi, załączył się tryb… fusion. I tak naprawdę w tym momencie „The All is One” powinno dobiec końca. Muzycy zdecydowali się jednak dorzucić po „N.O.X. ∞” cztery kolejne numery, z których broni się w zasadzie tylko jeden. Akustyczny „A Little Light”, znaczony smyczkami popowo-psychodeliczny „Dreams of Fancy” oraz balladowy „The Dowser” – owszem, mają swój urok, ale nie mają już takiej siły rażenia, jak wszystkie wcześniejsze kompozycje. Dopiero umieszczony na finał „Like Chrome” (ponownie z gościnnym udziałem Reinego Fiske) poprawia nastrój, choć także wpisuje się w lżejsze oblicze formacji. I żebyśmy się źle nie zrozumieli: te niemal dwadzieścia minut ma w sobie sporo uroku, ale na tle wcześniejszej godziny prezentuje się jak smakowity deser, którego nie ma już gdzie zmieścić.
koniec
1 września 2020
Skład:
Hans Magnus Ryan – śpiew, gitara elektryczna, gitara akustyczna, fortepian, syntezator
Bent Sæther – śpiew, gitara basowa, gitara elektryczna, mellotron
Tomas Järmyr – perkusja, instrumenty perkusyjne, śpiew, mellotron

gościnnie:
Reine Fiske – gitara elektryczna, mellotron (1-3,11,13)
Lars Horntveth – gitara elektryczna, saksofon, klarnet (5-9)
Ola Kvernberg – skrzypce (5-9)

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Poobiednie lenistwo
Sebastian Chosiński

19 X 2021

Po „Continuation” i „Suicie słonecznej” nadeszła pora na „Afternoon” – trzeci album z archiwaliami Koman Bandu. Tym razem do słuchaczy trafiły nagrania z 1981 roku, stylistycznie dalekie od tego, co zespół grał w latach 70. Dla wielbicieli fusion płyta może być lekkim rozczarowaniem, ale ci, którzy gustują w instrumentalnym funku i soulu będą na pewno ukontentowani.

więcej »

Śpij, kochanie, po słonecznej stronie ulicy
Sebastian Chosiński

14 X 2021

Materiał opublikowany na „Saxesful Vol. II” przez trzy lata spoczywał w archiwum. Trębacz Piotr Schmidt zdecydował się upublicznić go latem tego roku, dedykując przy okazji swemu zmarłemu miesiąc wcześniej ojcu – postaci ważnej nie tylko, co oczywiste, dla samego artysty, ale całego polskiego jazzu. Podobnie jak w przypadku „Saxesful”, tu również słyszymy wspomagających Kwartet Schmidta wybitnych polskich saksofonistów.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Tradycja jest warownym murem
Sebastian Chosiński

12 X 2021

Three Seasons, Siena Riot, Witchcraft – to zespoły, których nazwy nie są obce żadnemu wielbicielowi skandynawskiego hard rocka i metalu. To teraz wyobraźcie sobie, że z każdej z tych formacji wybieramy jednego muzyka i tworzymy z nich supertrio. Jak mogłoby się nazywać? Nie będzie Wooden Fields. A tytuł płyty? Żeby za dużo nie kombinować – taki sam!

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.