Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 października 2020
w Esensji w Esensjopedii

Gazpacho
‹Fireworker›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułFireworker
Wykonawca / KompozytorGazpacho
Data wydania18 września 2020
Wydawca Kscope
NośnikCD
Czas trwania50:25
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Jan Henrik Ohme, Jon-Arne Vilbo, Thomas Alexander Andersen, Kristian Olav Torp, Robert Risberget Johansen
Utwory
CD1
1) Space Cowboy19:41
2) Hourglass04:16
3) Fireworker04:42
4) Antique06:24
5) Sapien15:22
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Przestrzeń, która jest w nas
[Gazpacho „Fireworker” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Sekstet z Oslo ma w Polsce gorliwych wyznawców. Ciężko zresztą na to przez niemal ćwierć wieku pracował. Choć tak naprawdę popularność Gazpacho wykroczyła poza granice Skandynawii dopiero po podpisaniu kontraktu z brytyjską wytwórnią Kscope. Od tamtej pory grupa wydała już pięć płyt studyjnych, w tym tę najnowszą – „Fireworker” – będącą znakomitym przykładem ambitnego rocka (neo)progresywnego.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Przestrzeń, która jest w nas
[Gazpacho „Fireworker” - recenzja]

Sekstet z Oslo ma w Polsce gorliwych wyznawców. Ciężko zresztą na to przez niemal ćwierć wieku pracował. Choć tak naprawdę popularność Gazpacho wykroczyła poza granice Skandynawii dopiero po podpisaniu kontraktu z brytyjską wytwórnią Kscope. Od tamtej pory grupa wydała już pięć płyt studyjnych, w tym tę najnowszą – „Fireworker” – będącą znakomitym przykładem ambitnego rocka (neo)progresywnego.

Gazpacho
‹Fireworker›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułFireworker
Wykonawca / KompozytorGazpacho
Data wydania18 września 2020
Wydawca Kscope
NośnikCD
Czas trwania50:25
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Jan Henrik Ohme, Jon-Arne Vilbo, Thomas Alexander Andersen, Kristian Olav Torp, Robert Risberget Johansen
Utwory
CD1
1) Space Cowboy19:41
2) Hourglass04:16
3) Fireworker04:42
4) Antique06:24
5) Sapien15:22
Wyszukaj / Kup
To duże niedopatrzenie, że w ostatniej dekadzie zespół Gazpacho ani razu nie zagościł w rubryce „Tu miejsce na labirynt…”. To mu się bowiem zwyczajnie należało. Bo choć nie należy on do elitarnego grona najbardziej odkrywczych i wpływowych formacji (neo)progresywnych, na pewno nie można odmówić tworzącym go artystom ani talentu, ani pracowitości. A że dotąd nie nagrali jeszcze arcydzieła na miarę „In the Court of the Crimson King” (1969) King Crimson, „Atom Heart Mother” (1970) Pink Floyd, „Thick as a Brick” (1972) Jethro Tull, „Tales from Topographic Oceans” (1973) Yes, „Selling England by the Pound” (1973) Genesis czy choćby – z czasów nieco nam bliższych – „Misplaced Childhood” (1985) Marillion – nie oznacza to wcale, że jeszcze tego nie zrobią. Tym bardziej że mają już na koncie kilka wyśmienitych wydawnictw. Od początku istnienia grupy, to jest od 1996 roku, ton nadają jej gitarzysta Jon-Arne Vilbo i klawiszowiec Thomas Alexander Andersen – przyjaciele z lat młodości, którzy ucząc się dopiero gry na instrumentach, występowali w amatorskiej formacji Delirium.
Potem ich drogi rozeszły się, by za jakiś czas zejść się ponownie – i to kolejne spotkanie zaowocowało powołaniem do życia Gazpacho. Pierwsze płyty publikowali bądź za własne pieniądze, bądź korzystając ze wsparcia powiązanej z Marillion wytwórni Intact Records. Zaczęli od EP-ki „Get It While It’s Cold” (2002), a później były pełnowymiarowe albumy: „Bravo” (2003), „When Earth Lets Go” (2004), „Firebird” (2005), „Night” (2007), „Tick Tock” (2009) oraz „Missa Atropos” (2010). Ten okres w historii zespołu został symbolicznie zamknięty za sprawą koncertowego krążka „A Night at Loreley” (2010). W tym momencie grupę zaliczano już nie tylko do najznamienitszych wykonawców w Skandynawii; jej popularność rosła w całej Europie (Polski nie wyłączając). Chcąc osiągnąć jeszcze więcej i wypłynąć na naprawdę szerokie wody, należało jednak rozejrzeć się za wydawcą, który gwarantował dotarcie do najdalszych zakątków świata. Wybór padł na londyńską wytwórnię Kscope, znaną chociażby z publikacji płyt Porcupine Tree i solowych (oraz wielu pobocznych) produkcji Stevena Wilsona, jak również Anathemy, The Pineapple Thief, Ulver, Nosound, rosyjskiego Iamthemorning czy naszego Lunatic Soul.
Pod szyldem Kscope ukazał się najpierw podwójny koncertowy album „London” (2011), a w ślad za nim studyjne: „March of Ghosts” (2012), „Demon” (2014), „Molok” (2015), „Soyuz” (2017) i wreszcie tegoroczny „Fireworker” (gwoli ścisłości po drodze był jeszcze kolejny nagrany na żywo „Night of the Demon” z 2015 roku). Obecny skład Gazpacho, obok wymienionych już wcześniej Vilbo i Andersena, tworzą: wokalista Jan Henrik Ohme (w zespole od początku jego istnienia), drugi gitarzysta i skrzypek Mikael Krømer (od 2001), basista Kristian Olav Torp (od 2005) oraz perkusista Robert Risberget Johansen (który najpierw związany był z grupą w latach 2004-2009, a potem zrobił sobie ośmioletnią przerwę i wrócił w 2017 roku przy okazji nagrywania „Soyuza”). Stylistycznie, mający premierę 18 września, „Fireworker” nie przynosi żadnej rewolucji, ale pozwala dostrzec rozłożoną na lata ewolucję, jaką przechodzi norweska formacja – ku formom konstrukcyjnie i harmonicznie coraz bardziej skomplikowanym. Nie zawsze zmiany te są konsekwentne, nie wszystkie eksperymenty w pełni udane, lecz na pewno nie można Gazpacho odmówić umiejętności budowania napięcia i tworzenia urokliwych melodii.
Płyta zaczyna się z „górnego C” – od najdłuższej, prawie dwudziestominutowej, kompozycji (a w zasadzie suity) „Space Cowboy”. Wbrew tytułowi, nie jest to jednak wcale porcja kosmicznej psychodelii czy też space rocka (w stylu Hawkwind bądź któregoś z ich młodych naśladowców). To wielowątkowa, (neo)progresywna opowieść z wyraźnymi ciągotkami w stronę brzmień symfonicznych (vide instrumenty klawiszowe, a nade wszystko zaaranżowany z rozmachem chór). Części bardzo subtelne i eteryczne, w których śpiew Jana Henrika urzeka melodyjną delikatnością, sąsiadują z bardzo dynamicznymi, niemal – za sprawą gitary Jona-Arnego – heavymetalowymi. Dodatkowe smaczki wprowadzają wypełniające tło klawisze Andersena oraz pojawiające się w jednym momencie, wspomagające gitarę skrzypce Krømera. Po najdłuższym utworze pojawia się najkrótszy – „Hourglass” – ale nie można powiedzieć, że dzieje się w nim niewiele. Wręcz przeciwnie. O ile „Space Cowboy” to klasyczna suita, „Hourglass” spokojnie można by uznać za… minisuitę.
Bogactwo pomysłów przyprawia tu zawrót głowy: po stonowanym otwarciu, mamy do czynienia z potężnym, dodatkowo wzmocnionym przez partię chór, crescendo organów, po którym na plan pierwszy wybijają się skrzypce z motywem przywodzącym na myśl elektroniczne peregrynacje Kitaro. Nie mniej atrakcji niesie ze sobą tytułowy „Fireworker”, zaczynający się od dźwięków mandoliny (w duecie z perkusją Johansena), na której gra Mikael Krømer. Najbardziej charakterystycznym elementem tej kompozycji jest jednak porywająca partia wokalna Ohmego, który śpiewa z wielkim zaangażowaniem i, jakby tego było mało, bardzo emocjonalnie. Można odnieść wrażenie, że ciągnie tym samym cały zespół, który nie chcąc odstawać od swego wokalisty, z czasem podkręca poziom dynamiki i wieńczy utwór stricte rockową częścią instrumentalną. Nadzwyczaj delikatnie wypada na tym tle „Antique”, którego introdukcja oparta jest na pulsującym, nieco sennym, syntezatorowym rytmie (zamiast „żywych” bębnach). W dalszej części jest już bardziej „po bożemu”, choć na pewno zaskakuje fakt, że miejsce gitar zajmują tu skrzypce.
Na zakończenie płyty Norwegowie wybrali drugi z rozbudowanych numerów – „Sapien”. Ponownie, jak w „Space Cowboy”, dzieje się tu całkiem sporo. I ponownie momenty stonowane przetykane są zaskakująco energetycznymi. Więcej jest tu jednak, zwłaszcza w partiach klawiszy, niepokoju; nie brakuje też majestatycznych wtrętów, w których na plan pierwszy wybijają się skrzypce. Jan Henrik natomiast raz jeszcze wykorzystuje okazję, by swoim natchnionym głosem przenieść słuchaczy, choćby tylko na kilka minut, do świata baśniowego. Trzeba przyznać, że panowie z Gazpacho są „w gazie”. Wydany przed trzema laty album „Soyuz” miał kilka wielkich momentów (z „Soyuz One” i „Soyuz Out” oraz przede wszystkim „Emperor Bespoke” na czele), mogło się więc wydawać, że dorównanie mu będzie nie tyle nawet trudne, co wręcz niemożliwe. Na szczęście okazało się inaczej. Mimo że „Fireworker” nie wykracza poza to, do czego od trzech dekad przyzwyczajają nas twórcy (neo)progresywni – broni się on ucieczką od prostych melodii i instrumentalnych schematów. Wartością samą w sobie jest to, że Skandynawowie potrafią zaskoczyć, nawet jeśli jeszcze nie wszystkie niespodzianki wydają się gruntownie przemyślane.
koniec
24 września 2020
Skład:
Jan Henrik Ohme – śpiew
Jon-Arne Vilbo – gitara elektryczna
Mikael Krømer – gitara elektryczna, mandolina, skrzypce
Thomas Alexander Andersen – instrumenty klawiszowe
Kristian Olav Torp – gitara basowa
Robert Risberget Johansen – perkusja, instrumenty perkusyjne

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: W hołdzie genialnemu pianiście
Sebastian Chosiński

20 X 2020

Ten skład nigdy wcześniej ze sobą nie grał. Został „skrzyknięty” na jeden koncert, który odbył się 24 stycznia tego roku w warszawskim klubie jazzowym 12on14. Biorąc jednak pod uwagę markę artystów oraz repertuar, jaki wybrali – można było być spokojnym o jakość występu. Co zresztą potwierdza wydany przed miesiącem album „Contemplation”, który sygnowany jest przez Janczarski & Siddik 4tet.

więcej »

Ogień wciąż płonie, gniew nie wygasa
Sebastian Chosiński

15 X 2020

Boris Griebienszczikow to dla rocka radzieckiego i rosyjskiego postać pomnikowa. Wieloletni lider legendarnego petersburskiego Akwarium, ale także autor wielu albumów solowych sygnowanych pseudonimem БГ. Ten najnowszy, czyli opublikowany w czerwcu „Знак Огня”, zamyka trylogię, której poprzednimi odsłonami były krążki „Соль” oraz „Время N”.

więcej »

Krótko o muzyce: W hołdzie „Dżordżowi”
Sebastian Chosiński

13 X 2020

Ta płyta mu się po prostu należała! I dobrze się stało, że Boris Griebienszczikow doprowadził do jej wydania. „Песни Джорджа” to składanka piosenek nagranych przez zespół Аквариум [Akwarium] w latach 1981-2018, do których teksty napisał niegdyś leningradzki, a teraz petersburski poeta Anatolij Gunicki, przez przyjaciół zwany „Dżordżem”.

więcej »

Polecamy

Na ulicach Babilonu gaz

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Na ulicach Babilonu gaz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Lament zniewolonego ludu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Perwersyjna poezja miłosna
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Gruby cover
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Z sąsiedzkim pozdrowieniem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Hardkorowa terapia
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ino wpierw ciulnę ją sztachelką
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ups… tak im wyszło
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Do góry, kangury!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Który miś dla której dziewczyny
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Z tego cyklu

W hołdzie genialnemu pianiście
— Sebastian Chosiński

Oswajanie tęsknoty
— Sebastian Chosiński

Rawo… Brynico… Kłodnico… Odro…
— Sebastian Chosiński

Chłodne piękno natury
— Sebastian Chosiński

W konspiracji z Terjem
— Sebastian Chosiński

Czesi nad Bałtykiem, Kartagina w Finlandii
— Sebastian Chosiński

Podróż w nieskończoność
— Sebastian Chosiński

Tajemniczy świat „Lakisa”
— Sebastian Chosiński

Zatańczyć z tobą jeszcze raz, ostatni raz…
— Sebastian Chosiński

Gates i tytaniczne tachiony
— Sebastian Chosiński

Tegoż twórcy

Pustynia pełna dźwięków
— Przemysław Dobrzyński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.