Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 7 maja 2021
w Esensji w Esensjopedii

Little Villains
‹Taylor Made›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTaylor Made
Wykonawca / KompozytorLittle Villains
Data wydania3 kwietnia 2020
Wydawca Cleopatra
NośnikCD
Czas trwania34:35
Gatunekmetal
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
James Alexander Childs, Alan Davey, Phil „Philthy Animal” Taylor, Chris Fielden, Nick Davidge, Owen Childs
Utwory
CD1
1) Taylor Made03:02
2) Model B04:05
3) Aeroplane03:19
4) All the Flak02:08
5) We All Toil04:05
6) Melony Blue03:45
7) Over the Moon03:23
8) In a Mess04:13
9) Control Yourself02:32
10) Soon04:01
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: W hołdzie Zwierzakowi!
[Little Villains „Taylor Made” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Chcąc podsumować ubiegłoroczną działalność artystyczną Alana Daveya – między innymi byłego basisty Hawkwind – trzeba wspomnieć o jego okazjonalnym udziale w triu Little Villains, którego najważniejszą postacią jest… nieżyjący od ponad pięciu lat Phil Taylor. Brytyjczyk, który zasłynął jako pierwszy i najważniejszy perkusista Motörhead. „Taylor Made” to jego drugie pośmiertne dzieło.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: W hołdzie Zwierzakowi!
[Little Villains „Taylor Made” - recenzja]

Chcąc podsumować ubiegłoroczną działalność artystyczną Alana Daveya – między innymi byłego basisty Hawkwind – trzeba wspomnieć o jego okazjonalnym udziale w triu Little Villains, którego najważniejszą postacią jest… nieżyjący od ponad pięciu lat Phil Taylor. Brytyjczyk, który zasłynął jako pierwszy i najważniejszy perkusista Motörhead. „Taylor Made” to jego drugie pośmiertne dzieło.

Little Villains
‹Taylor Made›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTaylor Made
Wykonawca / KompozytorLittle Villains
Data wydania3 kwietnia 2020
Wydawca Cleopatra
NośnikCD
Czas trwania34:35
Gatunekmetal
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
James Alexander Childs, Alan Davey, Phil „Philthy Animal” Taylor, Chris Fielden, Nick Davidge, Owen Childs
Utwory
CD1
1) Taylor Made03:02
2) Model B04:05
3) Aeroplane03:19
4) All the Flak02:08
5) We All Toil04:05
6) Melony Blue03:45
7) Over the Moon03:23
8) In a Mess04:13
9) Control Yourself02:32
10) Soon04:01
Wyszukaj / Kup
Większość fanów heavy metalu zna go pod pseudonimem Philthy Animal, jakim posługiwał się będąc muzykiem legendarnego tria Motörhead. Naprawdę nazywał się Phil Taylor. Urodził się we wrześniu 1954 w leżącym w samym sercu Brytanii mieście Chesterfield; zmarł natomiast 12 listopada 2015 roku (z powodu chorej wątroby), na półtora miesiąca przed odejściem z tego świata Lemmy’ego. U boku Kilmistera wytrzymał w sumie czternaście lat (z trzyletnią przerwą w połowie lat 80. XX wieku, kiedy zastąpił go eksbębniarz Saxon Pete Gill). W tym czasie wziął udział w nagraniu najlepszych albumów formacji, bez których trudno byłoby sobie wyobrazić współczesny metal; były to między innymi krążki: „Motörhead” (1977), „Overkill” (1979), „Ace of Spades” (1980), „Iron Fist” (1982), „Another Perfect Day” (1983) czy – nagrany już po powrocie Phila z „wygnania” – „1916” (1991).
Jego kariera po ostatecznym odejściu z Motörhead nie wyglądała już tak różowo. Zespół GMT okazał się jedynie mało znaczącą efemerydą, po której pozostały tylko dwie krótkie płytki: „One by One” (1985) i „War Games” (1991). Trudno także powiedzieć, aby Taylorowi wiodło się po wyjeździe do Stanów Zjednoczonych, gdzie raczej odcinał kupony od wcześniejszej popularności, niż tworzył coś wartościowego. Zmianą na lepsze mogła się okazać grupa Little Villains. Jej początki sięgają lata 2004 roku, kiedy to mieszkający wówczas w Los Angeles Phil przypadkowo spotkał swego rodaka Jamesa Alexandra Childsa, niegdyś członka – wokalistę i gitarzystę – zespołu Airbus, który w drugiej połowie lat 90. współtworzył tak zwane „bristolskie brzmienie”. Od słowa do słowa – i panowie postanowili razem pomuzykować. Do kompanii dobrali sobie basistę Owena Streeta i w 2006 roku wystartowali pod nowym szyldem. Chociaż ich bazą wypadową była Ameryka Północna, koncertowali głównie w ojczyźnie.
Trudno było im jednak przebić się do szerszego grona fanów. Pewnie dlatego, nie wierząc zbytnio w sukces komercyjny Little Villains, Childs i Street angażowali się w inne projekty. James nie zrezygnował ze współpracy z Vikiem Du Monte (i jego Persona Non Grata), a potem powołał jeszcze do życia desertrockowy Avon; z kolei Owen dołączył do stonerowego Waxy, a na własną rękę sklecił sludge’owy duet Vails. Na dodatek w 2011 roku Phil zaczął poważnie chorować; zdecydował się wówczas na powrót do Anglii, gdzie kilka lat później zmarł. Pozostały niewydane dotąd nagrania, które Childs i Street zebrali, dopracowali i opublikowali w marcu 2019 roku na albumie „Philthy Lies”. Okazało się jednak, że zarejestrowanych przez Taylora ścieżek jest więcej, dlatego też zarządzający spuścizną po Little Villains James postanowił wypuścić kolejną płytę. Jako że brakowało partii basu, o ich dogranie poprosił… Alana Daveya, byłego muzyka Hawkwind, stojącego także na czele grup Bedouin i Hawkestrel („The Future is Us”, „Pioneers of Space”, „SpaceXmas”).
Płyta zatytułowana „Taylor Made” – i dedykowana pamięci Philthy’ego – ukazała się na początku kwietnia ubiegłego roku nakładem kalifornijskiej (rodem z Santa Monica) wytwórni Cleopatra. Przeszła jednak praktycznie niezauważona. Wiosną 2020 roku świat stanął bowiem w obliczu pandemii koronawirusa i mało kto miał w głowie tropienie albumów wydawanych przez nieżyjących już od kilku lat muzyków. Co niemal zawsze wzbudza kontrowersje, bo trudno na pierwszy rzut oka orzec, czy nie mamy do czynienia z oszustwem polegającym na próbie wyłudzenia pieniędzy od najbardziej zaprzysięgłych fanów. Na szczęście w przypadku „Taylor Made” jest inaczej. Bo choć nie jest to wydawnictwo rewelacyjne, to jednak liczba ewidentnych „odrzutów” jest w mniejszości w porównaniu z kompozycjami, na jakie warto zwrócić uwagę. Jak na przykład utwór tytułowy, który otwiera krążek!
W oczywisty sposób nawiązuje on do twórczości Motörhead (z powtarzanymi w refrenie frazami: „aces of spades” i „Taylor made”) – podobne są motoryka i zadziorność, ale również skłonność do łączenia elementów hard rocka i heavy metalu z bluesem i stonerem, przy jednoczesnym podlaniu całości psychodelicznym sosem w stylu Hawkwind. Ba! nawet James Alexander Childs stara się śpiewać jak Lemmy. Podobnie rzecz ma się z „Model B”, który od poprzednika różni się tym, że wszystko jest w nim „bardziej” – jest cięższy, szybszy i ostrzejszy, ale, co ciekawe, wciąż melodyjny i zapadający w pamięć. To także była charakterystyczna cecha największych przebojów Motörhead – mimo ekstremalnej, jak na tamte czasy, formy, to były po prostu melodyjne utwory. Świetnie prezentuje się trzeci w kolejności „Aeroplane”, który można uznać wręcz za balladę. Ale specyficzną – hipnotyczno-psychodeliczną, z nawiązaniami (zwłaszcza w warstwie wokalnej) do alternatywnego pop-rocka z lat 90. XX wieku (kłania się Airbus!).
W stronę Motörhead trio skręca jeszcze, czemu trudno się dziwić, w kilku numerach, jak chociażby „All the Flak”, nieco spokojniejszym „We All Toil” czy – niestety kompletnie pozbawionym wyrazu i tym samym najsłabszym na płycie – „Control Yourself”. Innym kompozycjom bliżej jest do stonerowo-metalowej psychodelii. Takie inklinacje słyszalne są we wpadających w ucho „Melony Blue” i przestrzenno-space’owym „Over the Moon”; zahaczającym ponownie o stylistykę lżejszego Motörhead „In a Mess” oraz nieprzypadkowo wybranym na finał wydawnictwa podniośle melodyjny „Soon”, który łączy w sobie moc i zadumę. Płyta jest krótka, jak na dzisiejsze standardy. Widać więcej Phil po sobie nie pozostawił, co poniekąd znalazło potwierdzenie w fakcie, że trzeci krążek Little Villains – wydany pod koniec listopada ubiegłego roku „Achtung Minen!” – jest już w pełni samodzielnym dziełem tria, które tworzą obecnie, poza Jamesem (śpiewającym i „obsługującym” bas), grający na gitarze Owen Childs oraz perkusista Chris Fielden (niegdyś w Airbus). Panowie zapowiadają już nawet czwarty album – „The Battle of Britain”.
koniec
7 stycznia 2021
Skład:
James Alexander Childs – śpiew, gitara solowa
Alan Davey – gitara basowa, śpiew
Phil Taylor „Philthy Animal” – perkusja

gościnnie:
Chris Fielden – chórki
Nick Davidge – chórki
Owen Childs – gitara elektryczna, chórki

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Przetarty szlak i skoki w bok
Sebastian Chosiński

6 V 2021

Serbski kwartet Eyot (bądź EYOT – taka pisownia również bywa przez muzyków stosowana) nie rozpieszcza wielbicieli. Ostatnio na swoje kolejne płyty każe bowiem czekać aż trzy lata. Tyle czasu minęło pomiędzy ukazaniem się albumów „Similarity” i „Innate” i tyle też trzeba było czekać na ukazanie się „557799”. Inna sprawa, że kiedy już dostajemy do ręki nowe dzieło grupy Dejana Ilijicia – na pewno nie czujemy się zawiedzeni.

więcej »

Gdyby Puebla leżała na Śląsku…
Sebastian Chosiński

4 V 2021

Przed laty ważną pozycję w polskim jazzie i rocku zdobył kubański perkusjonista José Torres; dzisiaj w jego ślady może pójść inny Latynos – meksykański skrzypek Eduardo Bortolotti (Lopez). Nad Wisłą osiedlił się on dziewięć lat temu, a w tym roku wydał swój debiutancki album – „Huapango Nights” – na którym połączył wpływy muzyki ludowej z Ameryki Środkowej z typowo europejskim jazzem.

więcej »

Krótko o muzyce: Piekielne basy
Sebastian Chosiński

29 IV 2021

Trójmiejski kwartet Hellvoid to ewenement na rodzimym rynku. W składzie zespołu nie ma bowiem gitarzysty solowego, jest za to dwóch basistów, spośród których jeden zajmuje się wykonywaniem partii solowych. Świat rocka nie takie jednak dziwy już widział. Najważniejsze, że pełnowymiarowy debiut zespołu – „Bass and Roll, Vol. 1” – to dzieło, po które warto sięgnąć.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Przetarty szlak i skoki w bok
— Sebastian Chosiński

W królestwie zapomnienia
— Sebastian Chosiński

W tej „wojnie” warto wziąć udział
— Sebastian Chosiński

Nie gaście tego pożaru!
— Sebastian Chosiński

Pomnik półwiecza
— Sebastian Chosiński

Ocean smutku z nutą optymizmu
— Sebastian Chosiński

Bicie Neonowego Serca
— Sebastian Chosiński

Bezkompromisowa romantyczka
— Sebastian Chosiński

Chwila na oddech… tuż przed zmiażdżeniem
— Sebastian Chosiński

Germański duch Skandynawów
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.