Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 8 marca 2021
w Esensji w Esensjopedii

John Zorn, International Contemporary Ensemble
‹Les Maudits›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLes Maudits
Wykonawca / KompozytorJohn Zorn, International Contemporary Ensemble
Data wydania24 lipca 2020
Wydawca Tzadik
NośnikCD
Czas trwania41:50
Gatunekjazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Cory Smythe, Ikue Mori, David Fulmer, Claire Chase, Joshua Rubin, Rebekah Heller, Dan Lippel, Erik Carlson, Mirada Cuckson, Kivie Cohn-Lipman, Alive Teyssier, David Byrd-Marrow, Michael Lormand, Andrew Madej, Nathan Davis, Ross Karre, Simon Hanes, Ches Smith
Utwory
CD1
1) Ubu20:08
2) Baudelaires12:03
3) Oviri09:38
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Przeklęci, szaleni, dzicy…
[John Zorn, International Contemporary Ensemble „Les Maudits” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Że John Zorn jest artystą bardzo wszechstronnym, jest wiedzą powszechną. Jego zainteresowania artystyczne rozpięte są pomiędzy ekstremalnym metalem i muzyką organową, free jazzem i fusion, klasyczną awangardą i muzyką konkretną. W każdym z tych gatunków Amerykanin porusza się z charakterystyczną dla siebie maestrią. Czego dowodzi wydany latem ubiegłego roku album zatytułowany z francuska „Les Maudits”, co można przetłumaczyć na polski jako… „Przeklęci”.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Przeklęci, szaleni, dzicy…
[John Zorn, International Contemporary Ensemble „Les Maudits” - recenzja]

Że John Zorn jest artystą bardzo wszechstronnym, jest wiedzą powszechną. Jego zainteresowania artystyczne rozpięte są pomiędzy ekstremalnym metalem i muzyką organową, free jazzem i fusion, klasyczną awangardą i muzyką konkretną. W każdym z tych gatunków Amerykanin porusza się z charakterystyczną dla siebie maestrią. Czego dowodzi wydany latem ubiegłego roku album zatytułowany z francuska „Les Maudits”, co można przetłumaczyć na polski jako… „Przeklęci”.

John Zorn, International Contemporary Ensemble
‹Les Maudits›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLes Maudits
Wykonawca / KompozytorJohn Zorn, International Contemporary Ensemble
Data wydania24 lipca 2020
Wydawca Tzadik
NośnikCD
Czas trwania41:50
Gatunekjazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Cory Smythe, Ikue Mori, David Fulmer, Claire Chase, Joshua Rubin, Rebekah Heller, Dan Lippel, Erik Carlson, Mirada Cuckson, Kivie Cohn-Lipman, Alive Teyssier, David Byrd-Marrow, Michael Lormand, Andrew Madej, Nathan Davis, Ross Karre, Simon Hanes, Ches Smith
Utwory
CD1
1) Ubu20:08
2) Baudelaires12:03
3) Oviri09:38
Wyszukaj / Kup
Zarówno tytuł płyty, jak i jego francuskojęzyczne pochodzenie – są w tym przypadku jak najbardziej usprawiedliwione. Wydawnictwo to bowiem John Zorn – właściciel kultowej nowojorskiej wytwórni Tzadik Records oraz twórca niezliczonych projektów muzycznych (między innymi Masada i Electric Masada, Nova Express i Hemophiliac, The Book of Angels i „The Book Beri’ah”, Enigmata Trios i Moonchild Trio, Naked City i PainKiller, Locus Solus i The Hermetic Organ, Insurrection i Simulacrum oraz wielu, wielu innych) – postanowił poświęcić trzem wybitnym artystom francuskim, którzy zdobyli sławę nie tylko dzięki swej twórczości, ale również skandalom obyczajowym, jakie za ich sprawą wstrząsały dziewiętnastowieczną Europą (i nie tylko). Całą trójkę mamy uwiecznioną w formie główek na okładce albumu, która – nie ma co ukrywać – jest najsłabszym elementem przedsięwzięcia. Choć pewnie, znając Zorna, ma to jakiś mniej lub bardziej ukryty sens.
Oviri
Oviri
Skoro uhonorowanych zostało trzech artystów, to oznacza, że na płytę zatytułowaną „Les Maudits” trafiły trzy utwory. Nie powstały one za jednym zamachem, ale w czasie dwóch sesji nagraniowych, które dzieliło, bagatela!, pięć lat. „Baudelaires” i „Oviri” zarejestrowano 30 (pierwszy) i 31 (drugi) stycznia 2015 roku; w tym celu Zorn posłużył się okazjonalnie skrzykniętym oktetem International Contemporary Ensemble. A w zasadzie należałoby powiedzieć, że dwoma wariantami personalnymi zespołu, albowiem – poza dyrygentem Davidem Fulmerem – w pracy nad obydwiema kompozycjami brał udział tylko jeden muzyk, klarnecista Joshua Rubin. Trzecia kompozycja, „Ubu”, powstała pomiędzy 23 a 25 stycznia ubiegłego roku, a lider projektu nagrał ją osobiście z udziałem dwóch innych multiinstrumentalistów: (gitarzysty) Simona Hanesa (niegdyś w Guerilla Toss) oraz (perkusisty) Chesa Smitha („The Painted Bird”, „In a Convex Mirror”). Wszystkie trzy dzieła różnią się od siebie tak bardzo, jak różnili się artyści będący ich bohaterami.
Alfred Jarry
Alfred Jarry
Na otwarcie płyty Zorn wybrał utwór najświeższy, czyli dwudziestominutowy „Ubu”. Sam tytuł sugeruje, że mamy do czynienia z kompozycją poświęconą Alfredowi Jarry’emu (1873-1907) – dramaturgowi, prozaikowi i poecie, który największą sławę zyskał jako autor powiązanych tematycznie surrealistycznych dramatów „Ubu Król czyli Polacy” (1896) i „Ubu skowany” (1899) oraz twórca prześmiewczej pseudonauki określonej przez niego mianem… patafizyki. Muzyczny „Ubu” jest odzwierciedleniem szalonego dramatu, dźwiękowym kolażem, quasi-słuchowiskiem radiowym, w którym równie istotną rolę, jak muzyka, odgrywają absurdalne śpiewy i bełkotliwe krzyki (odpowiadają za nie Zorn, Hanes i Smith), ale także – jak można podejrzewać – porykiwania świń. Dużo tu freejazzowej awangardy (głównie za sprawą saksofonu Johna), która zderzona zostaje z bardziej klasycznym podejściem do jazzu (wibrafon i dzwonki Chesa); nie brakuje też fragmentów subtelniejszych, mogących kojarzyć się z muzyką poważną (organy Zorna i gitara akustyczna Hanesa), obok których z kolei rozbrzmiewają wstawki stricte heavymetalowe (gitara elektryczna Simona). Nastrój i tempo zmieniają się co rusz. Jeśli więc ktoś poszukiwałby idealnego muzycznego wzorca Owsiakowej „ostrej jazdy bez trzymanki” – „Ubu” nadawałby się do tego, jak mało który utwór. Muzycy przekraczają tu wszystkie granice artystyczne, włącznie z tą… dobrego smaku (wspomniane wcześniej świnie, dźwięki spłukiwanej wody w toalecie). Robią to zaś po to, aby wgryźć się w materię sztuki Jarry’ego. I udaje im się to znakomicie.
Charles Baudelaire
Charles Baudelaire
Zupełnie inny charakter ma – składający się z trzech części – „Baudelaires”, którego bohaterem jest, co oczywiste, Charles Baudelaire (1821-1867). Należący do grupy parnasistów prekursor poetyckiego symbolizmu, nie bez powodu zaliczany do miana „poetów przeklętych”. Te trzy części utwory napisanego przez Zorna odnoszą się do trzech najgłośniejszych dzieł Francuza: zbioru liryków „Kwiaty zła” (1857), poematu „Paryski spleen” (1864) oraz prozatorskich „Sztucznych rajów” (1860), w których pisarz przedstawił swoją wizję świata widzianego przez pryzmat opium i haszyszu. Muzycznie „Ubu” i „Baudelaires” dzieli przepaść. Tu mamy bowiem do czynienia z najklasyczniejszą awangardą (widać to już po wykorzystanym instrumentarium: klawesyn, smyczki, fagot i inne), pełną niepokojących improwizacji, która w swych bardziej przyjaznych momentach przeistacza się w muzykę ilustracyjną (i w takiej formie mogłaby zostać wykorzystana na przykład w ścieżce dźwiękowej filmu fabularnego). Ale i w tym utworze Zorn – występujący tym razem jedynie jako kompozytor, aranżer i producent – stara się zaskakiwać słuchacza. I tu bowiem nie brakuje zmian nastroju, a po kolejnych momentach wyciszenia (tak oddzielone są od siebie poszczególne części) – mocniejszych akcentów (i to granych na klarnecie i fagocie!).
Paul Gauguin
Paul Gauguin
Wieńczy „Przeklętych” niespełna dziesięciominutowy „Oviri”, czyli – w języku tahitańskim – „Dziki”. Oviri to również polinezyjska bogini żałoby, charakteryzująca się długimi jasnymi włosami i dzikimi rozbieganymi oczyma, która stopami dusi wilka. Jej postać wyrzeźbił w kamionce Paul Gauguin (1848-1903), który przez lata mieszkał i tworzył na wyspach Polinezji Francuskiej (głównie Tahiti oraz Hiva Oa, gdzie zmarł). Gauguin zasłynął jednak głównie jako malarz-postimpresjonista. Zorn, chcąc uczynić go swoim bohaterem, wybrał jako punkt wyjścia swej opowieści, o dziwo!, nie żadne dzieło malarskie, lecz właśnie opisany powyżej posążek. „Oviri” blisko jest do „Baudelaires”, ale nie można powiedzieć, że oba utwory są stylistycznie tożsame. Nic z tych rzeczy! W historii gauginowskiej Amerykanin sięgnął po odmienne instrumentarium: wykorzystał nie tylko dęciaki (flet, puzon, tubę i róg), ale wyeksponował etnicznie brzmiące perkusjonalia, na dodatek posiłkując się elektroniką, za którą odpowiadała japońska artystka Ikue Mori (współpracowała już z Johnem chociażby przy „In a Convex Mirror”). Dzikość tajemniczej cywilizacji przepuszczona jest w wyobraźni Zorna przez jego awangardowy sposób myślenia, a efektem tego jest kolejne fascynujące dzieło artysty z Nowego Jorku.
koniec
19 stycznia 2021
Skład:
John Zorn – muzyka, aranżacja, produkcja, saksofon, organy, fortepian, instrumenty perkusyjne, głos
Simon Hanes – gitara elektryczna, gitara akustyczna, gitara basowa, fortepian, akordeon, wiolonczela, instrumenty perkusyjne, drumla, gwizd, głos, spłukiwanie toalety
Ches Smith – wibrafon, dzwonki, tanbou, instrumenty perkusyjne, głos

oraz
INTERNATIONAL CONTEMPORARY ENSEMBLE (2,3):
David Fulmer – dyrygent (2,3)
Claire Chase – flet (2)
Joshua Rubin – klarnet (2,3)
Rebekah Heller – fagot (2)
Cory Smythe – klawesyn (2)
Dan Lippel – gitara (2)
Erik Carlson – skrzypce (2)
Mirada Cuckson – altówka (2)
Kivie Cohn-Lipman – wiolonczela (2)
Alive Teyssier – flet (3)
David Byrd-Marrow – róg (3)
Michael Lormand – puzon (3)
Andrew Madej – tuba (3)
Nathan Davis – instrumenty perkusyjne (3)
Ross Karre – instrumenty perkusyjne (3)
Ikue Mori – efekty elektroniczne (3)

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Gdzie Rzym, gdzie Krym, a gdzie Oslo?
Sebastian Chosiński

4 III 2021

Prawie trzy lata norweska formacja progresywno-folkowa Tusmørke nie pojawiała się na łamach „Esensji”. Czy to oznacza, że w tym czasie przewodzący jej bracia Momrakowie – Benedikt i Kristoffer – wzięli sobie urlop od działań artystycznych? Nic z tych rzeczy. Cały czas tworzyli nową muzykę, wydawali projekty poboczne, aż wreszcie przygotowali i ofiarowali wygłodniałym fanom szósty pełnoprawny krążek – „Nordisk Krim”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Druga „młodość” pradziadka Nika
Sebastian Chosiński

2 III 2021

W ubiegłym roku brytyjski saksofonista i flecista Nik Turner obchodził osiemdziesiąte urodziny, z kolei zespół, dzięki któremu zyskał nieśmiertelną sławę i miejsce w historii rocka, czyli Hawkwind, świętował półwiecze. Turner także postanowił ten nadzwyczajny okres uhonorować, dorzucając do grupowego trudu coś od siebie – premierową płytę studyjną, którą, jak na mentora space rocka przystało, zatytułował „Interstellar Energy”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Nordic-kraut na organowym „kwasie”
Sebastian Chosiński

25 II 2021

Choć, jeśli chodzi o przynależność gatunkową, są to dwa zupełnie odmienne światy, jest jednak coś, co łączy – poza wytwórnią Rune Grammofon – najnowsze albumy szwedzkiego Fire! oraz norweskiego Elephant9. To fakt, że obie grupy nagrały płyty znacznie różniące się od swoich wcześniejszych produkcji. W przypadku formacji Stålego Storløkkena różnice są tak duże, że „Arrival of the New Elders” równie dobrze można by uznać za dzieło solowe lidera.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Z tego cyklu

Gdzie Rzym, gdzie Krym, a gdzie Oslo?
— Sebastian Chosiński

Druga „młodość” pradziadka Nika
— Sebastian Chosiński

Nordic-kraut na organowym „kwasie”
— Sebastian Chosiński

Dolać oliwy do Ognia!
— Sebastian Chosiński

Progresywni epigoni rewolucji
— Sebastian Chosiński

Każdy dźwięk na wagę złota
— Sebastian Chosiński

Dla takich chwil warto żyć!
— Sebastian Chosiński

Od tego zaczęło się to, co najważniejsze
— Sebastian Chosiński

Koniec wieczności i wieczność bez końca
— Sebastian Chosiński

Daj się ponieść fali…
— Sebastian Chosiński

Tegoż twórcy

Krótko o muzyce: Czerwony Mór w domu Usherów
— Sebastian Chosiński

Esensja słucha: …Johna Zorna
— Sebastian Chosiński

Pokój z Zornem!
— Paweł Franczak

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.