Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 14 maja 2021
w Esensji w Esensjopedii

Causa Sui
‹Szabodelico›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSzabodelico
Wykonawca / KompozytorCausa Sui
Data wydania13 listopada 2020
Wydawca El Paraiso Records
NośnikCD
Czas trwania63:39
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Jonas Munk Jensen, Rasmus Rasmussen, Jess Kahr, Jakob Skøtt, Jens Aagaard
Utwory
CD1
1) Echoes of Light02:33
2) Gabor’s Path04:27
3) Sole Elettrico05:07
4) Under the Spell05:11
5) Vibratone05:06
6) Laetitia04:43
7) Szabodelico07:14
8) Honeydew02:58
9) Lucien’s Beat04:24
10) Premonitions02:48
11) Rosso di sera bel tempo si spera03:56
12) La Jolla05:23
13) Merging Waters09:52
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: W hołdzie dla Madziara
[Causa Sui „Szabodelico” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Przyznam, że po kwartecie Causa Sui spodziewałbym się niemal wszystkiego, ale na pewno nie tego, że ta duńska formacja psychodeliczna nagra płytę w hołdzie węgiersko-amerykańskiemu gitarzyście jazzowemu Gáborowi Szabó. Tym większą, bo niespodziewaną, okazało się to wydawnictwo niespodzianką. A chodzi o album zatytułowany – adekwatnie do sytuacji i zawartości – „Szabodelico”.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: W hołdzie dla Madziara
[Causa Sui „Szabodelico” - recenzja]

Przyznam, że po kwartecie Causa Sui spodziewałbym się niemal wszystkiego, ale na pewno nie tego, że ta duńska formacja psychodeliczna nagra płytę w hołdzie węgiersko-amerykańskiemu gitarzyście jazzowemu Gáborowi Szabó. Tym większą, bo niespodziewaną, okazało się to wydawnictwo niespodzianką. A chodzi o album zatytułowany – adekwatnie do sytuacji i zawartości – „Szabodelico”.

Causa Sui
‹Szabodelico›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSzabodelico
Wykonawca / KompozytorCausa Sui
Data wydania13 listopada 2020
Wydawca El Paraiso Records
NośnikCD
Czas trwania63:39
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Jonas Munk Jensen, Rasmus Rasmussen, Jess Kahr, Jakob Skøtt, Jens Aagaard
Utwory
CD1
1) Echoes of Light02:33
2) Gabor’s Path04:27
3) Sole Elettrico05:07
4) Under the Spell05:11
5) Vibratone05:06
6) Laetitia04:43
7) Szabodelico07:14
8) Honeydew02:58
9) Lucien’s Beat04:24
10) Premonitions02:48
11) Rosso di sera bel tempo si spera03:56
12) La Jolla05:23
13) Merging Waters09:52
Wyszukaj / Kup
Kim był Gábor Szabó? Jednym z najwybitniejszych i najbardziej znanych na świecie jazzmanów pochodzenia węgierskiego. Urodził się w Budapeszcie w 1936 roku. Z muzyką jazzową zerknął się jako czternastolatek, słuchając zakazanego w kraju komunistycznym „Głosu Ameryki”. Wtedy też zaczął się uczyć gry na gitarze. Sześć lat później – po upadku rewolucji węgierskiej – rodzina Gábora zdecydowała się na opuszczenie kraju; przyszły artysta trafił tym sposobem za Ocean, do kalifornijskiego San Bernardino. W 1958 ponownie jednak zmienił, chociaż już nie tak radykalnie, otoczenie, podejmując studia w prestiżowej Berklee College of Music w Bostonie. I to był prawdziwy początek jego wielkiej kariery. Związawszy się z zespołem czarnoskórego perkusisty Chico Hamiltona, nagrał z nim aż osiem płyt. Wyrobił sobie w tym czasie nazwisko i uwierzył w siebie tak bardzo, że zdecydował się stanąć na czele własnej grupy. Jednocześnie charakteryzował się niezwykłą wprost pracowitością. W latach 1966-1968 dla kultowej nowojorskiej wytwórni Impulse! zarejestrował aż… dziesięć longplayów.
W tym też okresie powstały jego najwartościowsze dzieła: „Spellbinder” (1966), „The Sorcerer” (1967) i „More Sorcery” (1967) oraz – wydane już przez Skye Records – „Dreams” (1968). W 1974 roku po raz pierwszy od podjęcia decyzji o emigracji odwiedził Węgry; potem chętnie tam wracał na koncerty. Po raz ostatni w 1981 roku, kiedy był już schorowany. Stan jego zdrowia pogarszał się, co było w równym stopniu spowodowane wieloletnim uzależnieniem od narkotyków (trwającym od początku lat 60.), jak i niezdolnością wyrwania się z oków Kościoła Scjentologicznego, z którym nieopatrznie – na swoje wielkie nieszczęście – związał się w 1978 roku (przyjaciołom miał żalić się, że „zamienili go w zombie”). Podczas ostatniego pobytu w ojczyźnie poczuł się w pewnym momencie tak źle, że trafił do szpitala, gdzie po kilku tygodniach zmarł. Słuchali go przede wszystkim wielbiciele jazzu, ale Szabó nie unikał też fusion ani folku czy rocka (chętnie przerabiał na swój artystyczny język kompozycje Donovana, Boba Dylana, Joni Mitchell oraz The Beatles, The Doors, Eltona Johna). Carlos Santana z kolei sięgnął po jego „Gypsy Queen” i uczynił ten utwór wielkim przebojem.
W tej chwili od śmierci Gábora Szabó (co nastąpiło 26 lutego 1982 roku) mija już prawie czterdzieści lat. Mogłoby więc wydawać się, że gitarzysta ten popadł w zapomnienie. Przeczy temu jednak chociażby fakt, że jego twórczością postanowili właśnie zainspirować się muzycy kopenhaskiej formacji Causa Sui, którzy po trzech latach milczenia – tyle minęło od publikacji świetnego krążka „Vibraciones Doradas” – wydali album „Szabodelico” (tradycyjnie w przypadku tego zespołu firmowany przez El Paraiso Records). Nie myślcie jednak, że trafiły na niego covery węgierskiego artysty. Nic z tych rzeczy! Gitarzysta Jonas Munk Jensen i jego kompani – klawiszowiec Rasmus Rasmussen, basista Jess Kahr oraz bębniarz Jakob Skøtt – postanowili uczcić pamięć Węgra, komponując trzynaście nowych utworów utrzymanych w charakterystycznym dla niego stylu, lecz jednocześnie nie odbiegających zbyt daleko od tego, z czego oni sami byli dotąd znani. Na „Szabodelico” nastrojowy gitarowy jazz miesza się więc z psychodelią i krautrockiem, a jako smaczki dodane są elementy ethno i post-rocka.
Poprzednia płyta Causa Sui była krótka; Duńczycy zamknęli wówczas swoją opowieść w niespełna trzydziestu ośmiu minutach. Teraz podarowali słuchaczom ponad godzinę muzyki. I to jakiej! Konstrukcja „Szabodelico” czyni z tego wydawnictwa concept-album – przemyślany i dopracowany pod każdym względem, aczkolwiek pozostawiający także miejsce na odrobinę szaleństwa (inaczej nie byliby sobą). Otwierający krążek najkrótszy w całym zestawieniu „Echoes of Light” to introdukcja służąca głównie „nastrojeniu” instrumentów; z pierwotnego chaosu i dźwiękowego zgiełku po kilkudziesięciu sekundach wybija się na plan pierwszy niezwykle czysto i wyraziście brzmiąca gitara – instrument z oczywistych powodów dominujący na całym albumie. I to ona przeprowadza słuchaczy płynnie z „Echoes of Light” do „Gabor’s Path” – kompozycji tyleż melodyjnej i zapadającej w pamięć, co – za sprawą instrumentów klawiszowych – przeobrażającej się z czasem w przykład klasycznego psychodeliczno-krautrockowego grania. Za co nie sposób nie być Duńczykom wdzięcznym.
Urokliwie brzmi hipnotyczne „Sole Elettrico”, w którym w wydatny sposób w budowaniu nastroju Munka wspomagają Rasmussen na organach oraz zaproszony do studia w Odense – grający na bansuri (to rodzaj popularnego w północnych Indiach fletu) – Jens Aagaard. Za ich sprawą muzyka Causa Sui przypomina wczesne, korzystające z inspiracji world music, dokonania brytyjskiego Jade Warrior. W „Under the Spell” kwartet wraca na wcześniej obrane tory, natomiast w dynamicznym „Vibratone” ponownie zahacza o krautrock, nie rezygnując przy tym z nawiązań do jazz-rocka i gypsy-jazzu (to nie przypadek, że gitarowym mistrzem Gábora Szabó był Django Reinhard). Etnicznie i progresywnie jednocześnie robi się ponownie w utworze „Laetitia”, któremu znów obok gitary Munka ton nadaje duet fletu i organów. Określić tę kompozycję piękną to powiedzieć zdecydowanie zbyt mało. Z kolei w tytułowym „Szabodelico” Duńczycy wracają do motywu, który pojawił się już w „Under the Spell”; tym razem jednak wykluwa się w z niego wirtuozerskie solo Jonasa (typowe dla rocka progresywnego).
Zaliczający się do grona najkrótszych utworów na płycie „Honeydew” (choć mimo wszystko dłuższy od „Echoes of Light”) jest formą przerywnika, a może raczej pomostem łączącym to, co pojawiło się wcześniej, z tym do dopiero ma nastąpić. „Pierwsze skrzypce” grają tu klawisze, które prostą drogą wiodą nas do… raju. Nastroju tego nie psuje „Lucien’s Beat”, choć z czasem nabiera większej mocy. Rytmicznie grający Jonas dołącza do basisty i bębniarza, tym samym pozwalając na rozwinięcie skrzydeł Rasmusowi. Muzyczna monotonia lokuje zaś tę kompozycję w okolicach klimatycznego post-rocka; jej przedłużeniem w pewnym sensie jawi się – oparty na współpracy gitary i syntezatorów – „Premonitions”, który następnie przeistacza się w „Rosso di sera bel tempo si spera”. Munk i Rasmussen snują kolejną swoją opowieść przez prawie cztery minuty, a pozostali koledzy starają się im w tym nie przeszkadzać. Z innej bajki jest za to „La Jolla”, który to utwór z równym powodzeniem mógłby znaleźć się na jednym z albumów Neila Younga – zwłaszcza tych, na których Kanadyjczyk miesza alternatywne country z hipisowską psychodelią. Całe wydawnictwo zamyka prawie dziesięciominutowy „Merging Waters” – i jest to, pod względem nastroju, idealne zwieńczenie: nieśpieszne, urokliwe, pełne smaczków (w postaci klawiszy i przewijających się w tle perkusjonaliów). Szkoda, że Gábor Szabó nie może tej muzyki usłyszeć.
koniec
28 stycznia 2021
Skład:
Jonas Munk Jensen – gitara elektryczna, instrumenty klawiszowe, efekty elektroniczne
Rasmus Rasmussen – instrumenty klawiszowe
Jess Kahr – gitara basowa
Jakob Skøtt – perkusja, instrumenty perkusyjne

gościnnie:
Jens Aagaard – bansuri (3,6)

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Katalog grzechów, wykaz cnót
Sebastian Chosiński

13 V 2021

Rok temu mogło się wydawać, że zespół Błoto będzie jedynie efemerycznym projektem pobocznym muzyków działających w EABS. Tymczasem w dwanaście miesięcy po ukazaniu się „Erozji” grupa ze stolicy Dolnego Śląska wydała trzecią już w swojej dyskografii pełnowymiarową płytę – „Kwasy i zasady”. Jak tak pójdzie dalej, to w przyszłym roku prześcigną macierzystą formację.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Gdzie się podziały emocje?
Sebastian Chosiński

11 V 2021

Wyszedłszy przed paroma laty na prostą ze swoją nieco zagmatwaną dyskografią, norweski duet Jordsjø (wspomagany przez zapraszanych do studia gości), regularnie publikuje kolejne płyty. Wydana przed kilkoma dniami „Pastroralia” tradycyjnie powinna spodobać się wielbicielom rocka progresywnego wymieszanego ze skandynawskim folkiem. To idealna propozycja dla tych, którym podoba się – chociażby – Tusmørke.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Przetarty szlak i skoki w bok
Sebastian Chosiński

6 V 2021

Serbski kwartet Eyot (bądź EYOT – taka pisownia również bywa przez muzyków stosowana) nie rozpieszcza wielbicieli. Ostatnio na swoje kolejne płyty każe bowiem czekać aż trzy lata. Tyle czasu minęło pomiędzy ukazaniem się albumów „Similarity” i „Innate” i tyle też trzeba było czekać na ukazanie się „557799”. Inna sprawa, że kiedy już dostajemy do ręki nowe dzieło grupy Dejana Ilijicia – na pewno nie czujemy się zawiedzeni.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.