Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 15 kwietnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Elephant9
‹Arrival of the New Elders›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułArrival of the New Elders
Wykonawca / KompozytorElephant9
Data wydania19 lutego 2021
Wydawca Rune Grammofon
NośnikCD
Czas trwania43:43
Gatunekjazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Ståle Storløkken, Nikolai Hængle Eilertsen, Torstein Lofthus
Utwory
CD1
1) Arrival of the New Elders06:50
2) Rite of Accession07:12
3) Sojourn03:18
4) Tales of Secrets03:53
5) Throughout the Worlds06:14
6) Chasing the Hidden05:23
7) Chemical Boogie05:13
8) Solar Song05:39
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Nordic-kraut na organowym „kwasie”
[Elephant9 „Arrival of the New Elders” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Choć, jeśli chodzi o przynależność gatunkową, są to dwa zupełnie odmienne światy, jest jednak coś, co łączy – poza wytwórnią Rune Grammofon – najnowsze albumy szwedzkiego Fire! oraz norweskiego Elephant9. To fakt, że obie grupy nagrały płyty znacznie różniące się od swoich wcześniejszych produkcji. W przypadku formacji Stålego Storløkkena różnice są tak duże, że „Arrival of the New Elders” równie dobrze można by uznać za dzieło solowe lidera.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Nordic-kraut na organowym „kwasie”
[Elephant9 „Arrival of the New Elders” - recenzja]

Choć, jeśli chodzi o przynależność gatunkową, są to dwa zupełnie odmienne światy, jest jednak coś, co łączy – poza wytwórnią Rune Grammofon – najnowsze albumy szwedzkiego Fire! oraz norweskiego Elephant9. To fakt, że obie grupy nagrały płyty znacznie różniące się od swoich wcześniejszych produkcji. W przypadku formacji Stålego Storløkkena różnice są tak duże, że „Arrival of the New Elders” równie dobrze można by uznać za dzieło solowe lidera.

Elephant9
‹Arrival of the New Elders›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułArrival of the New Elders
Wykonawca / KompozytorElephant9
Data wydania19 lutego 2021
Wydawca Rune Grammofon
NośnikCD
Czas trwania43:43
Gatunekjazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Ståle Storløkken, Nikolai Hængle Eilertsen, Torstein Lofthus
Utwory
CD1
1) Arrival of the New Elders06:50
2) Rite of Accession07:12
3) Sojourn03:18
4) Tales of Secrets03:53
5) Throughout the Worlds06:14
6) Chasing the Hidden05:23
7) Chemical Boogie05:13
8) Solar Song05:39
Wyszukaj / Kup
Norweski klawiszowiec Ståle Storløkken (rocznik 1969) to na jazzowej i rockowej scenie skandynawskiej człowiek-instytucja. Wkroczył na nią trzy dekady temu, krótko po tym jak zdobył dyplom ukończenia konserwatorium w Trondheim. Swoim talentem wspierał do tej pory takich artystów i zespoły, jak Terje Rypdal, Reflections in Cosmo, Motorpsycho, Krokofant czy Møster!. Poza tym dał się poznać jako muzyk realizujący płyty solowe (vide „The Haze of Sleeplessness” oraz wciąż czekający na oficjalną premierę „Ghost Caravan”), ale również stojący na czele własnych projektów, jak na przykład duet Humcrush lub trio (niekiedy – za sprawą szwedzkiego gitarzysty Reinego Fiske – rozrastające się do kwartetu) Elephant9. Tym ostatnim kieruje nieprzerwanie od piętnastu lat. W tym czasie zespół wydał, nie licząc najnowszej, pięć płyt studyjnych („Dodovoodoo”, 2008; „Walk the Nile”, 2010; „Atlantis”, 2012; „Silver Mountain”, 2015; „Greatest Show on Earth”, 2018) oraz trzy zarejestrowane na żywo, choć w kameralnych warunkach („Live at the BBC”, 2011; „Psychedelic Backfire I”, 2019; „Psychedelic Backfire II”, 2019).
Dorobek niezły, biorąc pod uwagę fakt, że nie tylko Storløkken, ale także jego koledzy z Elephant9 – gitarzysta Nicolai Hængsle Eilertsen i perkusista Torstein Lofthus – nie należą do artystów, którzy cenią sobie długi wypoczynek pomiędzy kolejnymi sesjami nagraniowymi. Obaj angażują się w tak wiele projektów, że to i tak cud, iż od czasu do czasu udaje im się znaleźć wolny termin i spotkać we trójkę (bądź czwórkę) w studiu lub na scenie. Tym razem szczęśliwy los wyznaczył im spotkanie we wrześniu ubiegłego roku w Oslo, a konkretnie w studiu Paradiso, z którego nadzwyczaj chętnie korzystają artyści z kręgu ambitnego jazzu i rocka (wystarczy wymienić Steina Urheima, względnie zespoły The Way Ahead, Jaga Jazzist, Red Kite czy The Thing). Tam narodził się nowy krążek Storløkkena, Eilertsena i Lofthusa o wielce wymownym – zapowiadającym zupełnie nowe otwarcie – tytule „Arrival of the New Elders”. I rzeczywiście – nie jest to jedynie czcza przechwałka ani niespełniona obietnica. Na płycie mamy bowiem do czynienia z Elephant9, jakiego wcześniej nie znaliśmy.
Na osiem zawartych na płycie kompozycji siedem – wyjątkiem jest „Rite of Accession” autorstwa Nicolaia – wyszło spod ręki lidera. Nic zatem dziwnego, że to właśnie instrumenty klawiszowe zdominowały album. Ståle sięgnął tutaj po niezwykle bogaty zestaw keyboardów: od klasycznego fortepianu, poprzez fortepiany elektryczne Rhodesa i Eminenta, aż po organy Hammonda; do tego należy dodać jeszcze wydatnie wzbogacający brzmienie (głównie o smyczki) mellotron. Tworzący sekcję rytmiczną Eilertsen i Lofthus stali się de facto akompaniatorami dla Storløkkena; Nicolai wprawdzie w kilku utworach sięgnął po gitarę elektryczną, ale w żadnym nie było mu dane zagrać solówki w stylu Reinego Fiske. Skupił się więc głównie na „smaczkach”. Ktoś mógłby spytać, po co to było Stålemu? Równie dobrze mógłby przecież, zamiast angażować kolegów z Elephant9, wydać tę płytę pod własnym nazwiskiem. A jednak tak nie zrobił. Odpowiedź nasuwa się jedna: koniecznie zależało mu na przetarciu nowego szlaku, jakim prawdopodobnie w przyszłości podążyć ma trio.
Dokąd? Zapewne do krainy eksperymentalno-elektronicznego krautrocka rodem z początku lat 70. ubiegłego wieku. Trudno bowiem uznać za absolutny przypadek fakt, że niektóre utwory brzmią tak, że spokojnie mogłyby się znaleźć na „Electronic Meditation” (1970) – debiutanckim albumie Tangerine Dream. Przyjrzyjmy im się jednak po kolei. Tytułowy „Arrival of the New Elders”, który otwiera najnowsze wydawnictwo Elephant9, oparty jest na toczonych w leniwym tempie dialogach fortepianów elektrycznych, do których od czasu do czasu dopuszczane są Hammondy, ale głównie po to, aby wypełnić tło. Za co biorą srogi odwet w drugim w kolejności „Rite of Accession”. Kompozycja Eilertsena z miejsca stawia słuchacza na nogi. Rozpędzona perkusja, mocny bas i zgrzytliwe, nadzwyczaj zadziorne organy tylko pozornie mogą wywołać dyskomfort. Wielbiciele muzyki psychodelicznej i krautrockowej poczują się wniebowzięci. Przecież to tak, jakby zmartwychwstali i stanęli w jednym szeregu nie tylko Tangerine Dream (z Edgarem Froesem i Klausem Schulzem), ale również Agitation Free i Amon Düül II.
Gdyby jednak dla kogoś było w tym za dużo nieokiełznanej energii, zapewne z przyjemnością wysłucha następujących po sobie nieco krótszych kompozycji Storløkkena: „Sojourn”, „Tales of Secrets” oraz „Throughout the Worlds”. Ståle ponownie stawia tu na odpowiedni nastrój: a to na symfonicznie zaaranżowane smyczki (w pierwszym), to znów na hipnotyczne Hammondy (w drugim), w końcu na dialog organów z pianem Rhodesa (w trzecim). Powrót do krautrockowych poszukiwań trio serwuje w nieco dynamiczniejszym „Chasing the Hidden”, w którym napięcie stopniowo rośnie, aż do przesilenia i finałowego wyciszenia. Intrygującą ciekawostką wydaje się natomiast „Chemical Boogie” – rytmicznie zróżnicowane i pełne klawiszowych improwizacji. Trzeba przyznać, że tu muzycy pofolgowali sobie na całego, nie żałując przy tym przelanych na dźwięki emocji. Po takiej porcji energii należy się każdemu – i artystom, i słuchaczom – chwila oddechu. A konkretnie – to ponad pięć minut subtelnego ukołysania do snu. Storløkken gwarantuje Wam to w wieńczącym całość „Solar Song”. Po wysłuchaniu tego numeru nie pozostaje już nic, jak przyłożyć głowę do poduszki, podciągnąć kołdrę i odpłynąć w kolorowy sen, wciąż mając w pamięci muzykę Elephant9.
koniec
25 lutego 2021
Skład:
Ståle Storløkken – organy Hammonda, organy elektryczne Rhodesa, organy elektryczne Eminent, mellotron, fortepian, przenośna konsola cyfrowa, muzyka (1,3-8)
Nicolai Hængsle Eilertsen – gitara basowa, gitara elektryczna, gitara akustyczna, muzyka (2)
Torstein Lofthus – perkusja, instrumenty perkusyjne

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Nie gaście tego pożaru!
Sebastian Chosiński

13 IV 2021

Trochę to trwało! Dwa i pół roku bowiem duńska formacja Mythic Sunship kazała czekać fanom na nowy album studyjny. Na szczęście po drodze była jeszcze płyta koncertowa, która nieco osłodziła zwłokę. Dzisiaj możemy już cieszyć się wydawnictwem zatytułowanym „Wildfire”, które jest pierwszym zrealizowanym dla nowej wytwórni – amerykańskiego Tee Pee Records.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Pomnik półwiecza
Sebastian Chosiński

8 IV 2021

Współpraca SBB z Narodową Orkiestrą Symfoniczną Polskiego Radia otworzyła w 2014 roku nowy okres w historii tria. Wiązał się on z powrotem na łono zespołu perkusisty Jerzego Piotrowskiego. Sześć lat później w nowej, pandemicznej rzeczywistości grupa Józefa Skrzeka i orkiestra Miłosza Wośko spotkali się ponownie. A efektem tego stał się album koncertowy (choć zarejestrowany bez udziału publiczności) – „Z miłości jestem – live”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Ocean smutku z nutą optymizmu
Sebastian Chosiński

6 IV 2021

Siódma w ogóle, a czwarta po reaktywacji pełnowymiarowa płyta oktetu Godspeed You! Black Emperor znamionuje wciąż wysoką formę Kanadyjczyków. I chociaż na „G_d′s Pee at States End!” trudno znaleźć coś nowego, czego nie słyszelibyśmy na wcześniejszych albumach zespołu z Montrealu, to jednak jego muzyka sięga głęboko do trzewi i serca. I nie pozwala przejść obok obojętnie.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Nie gaście tego pożaru!
— Sebastian Chosiński

Pomnik półwiecza
— Sebastian Chosiński

Ocean smutku z nutą optymizmu
— Sebastian Chosiński

Bicie Neonowego Serca
— Sebastian Chosiński

Bezkompromisowa romantyczka
— Sebastian Chosiński

Chwila na oddech… tuż przed zmiażdżeniem
— Sebastian Chosiński

Germański duch Skandynawów
— Sebastian Chosiński

W „Tupolewie”, lecz nie na złamanie karku
— Sebastian Chosiński

Heavymetalowa space-opera
— Sebastian Chosiński

Mamut w wieży z kości słoniowej
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.