Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 14 kwietnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Acid Mammoth
‹Caravan›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułCaravan
Wykonawca / KompozytorAcid Mammoth
Data wydania5 marca 2021
Wydawca Heavy Psych Sounds
NośnikCD
Czas trwania40:18
Gatunekmetal
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Christos Babalis Jr, Christos Babalis Sr, Dimosthenis Varikos, Marios Louvaris
Utwory
CD1
1) Berserker05:02
2) Psychedelic Wasteland08:53
3) Ivory Towers06:18
4) Caravan11:07
5) Black Dust08:58
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Mamut w wieży z kości słoniowej
[Acid Mammoth „Caravan” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Po publikacji drugiej w dorobku Acid Mammoth płyty „Under Acid Hoof” kariera greckiego kwartetu nabrała rozpędu. Czternaście miesięcy później zespół wydał kolejny album – „Caravan”, który okazał się pod każdym względem lepszy i ciekawszy. Jak widać, współpraca ateńczyków z rzymską wytwórnią Heavy Psych Sounds służy obu stronom.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Mamut w wieży z kości słoniowej
[Acid Mammoth „Caravan” - recenzja]

Po publikacji drugiej w dorobku Acid Mammoth płyty „Under Acid Hoof” kariera greckiego kwartetu nabrała rozpędu. Czternaście miesięcy później zespół wydał kolejny album – „Caravan”, który okazał się pod każdym względem lepszy i ciekawszy. Jak widać, współpraca ateńczyków z rzymską wytwórnią Heavy Psych Sounds służy obu stronom.

Acid Mammoth
‹Caravan›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułCaravan
Wykonawca / KompozytorAcid Mammoth
Data wydania5 marca 2021
Wydawca Heavy Psych Sounds
NośnikCD
Czas trwania40:18
Gatunekmetal
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Christos Babalis Jr, Christos Babalis Sr, Dimosthenis Varikos, Marios Louvaris
Utwory
CD1
1) Berserker05:02
2) Psychedelic Wasteland08:53
3) Ivory Towers06:18
4) Caravan11:07
5) Black Dust08:58
Wyszukaj / Kup
Owszem, można w świecie muzyki działać na swój rachunek – za własne pieniądze realizować nagrania, wydawać płyty i zbierać (ewentualne) profity. W rzeczywistości mogą sobie jednak na to pozwolić głównie wykonawcy cieszący się sporym powodzeniem, od dekad funkcjonujący na rynku, ewentualnie tacy, którzy działają wprawdzie w niszy, lecz mają zaprzysięgłych wielbicieli, gotowych bez wahania wydać pieniądze na kolejne wydawnictwa ulubieńców. Zdecydowana większość zespołów skazana jest na współpracę z – mniejszymi bądź większymi – wytwórniami, które dodatkowo biorą na siebie koszty promocji i marketingu. Dopóki grecki kwartet Acid Mammoth nie podpisał kontraktu z Heavy Psych Sounds, cieszył się jedynie lokalną sławą (kto bowiem słyszał o nich cztery lata temu, kiedy własnym sumptem wydali debiutancki krążek?). Teraz mają szansę zawojować cały kontynent.
Zaczęło się od publikacji – w styczniu ubiegłego roku – całkiem udanego, ale mimo najszczerszych nawet chęci, dalekiego od arcydzielności krążka „Under Acid Hoof”. Podpisawszy pierwszy profesjonalny kontrakt, Grecy rozpoczęli intensywną pracę nad stylem, w efekcie czego wydany czternaście miesięcy później album „Caravan” okazał się jeszcze lepszy, a przede wszystkim oryginalniejszy, od poprzednika. Materiał zarejestrowano w dwóch ateńskich studiach: Descent (gdzie pracowali wokalista i gitarzysta Chris(tos) Babalis junior, jego ojciec i zarazem drugi gitarzysta Chris(tos) Babalis senior oraz basista Dimosthenis Varikos) i Ignite (tam ulokował się z kolei perkusista Marios Louvaris). Swoją drogą to zastanawiające, dlaczego drugi raz z rzędu ścieżki perkusyjne nagrywane były w innym niż reszta studiu. Może szefostwo Descent powinno zainwestować w nowocześniejsze wyposażenie, a może przyczyny tkwią zupełnie gdzie indziej…
Album „Caravan” ujrzał światło dzienne 5 marca. W porównaniu z „Under Acid Hoof”, oprócz składu, w jakim zarejestrowano materiał, nie zmieniło się jeszcze jedno – ponownie na płytę trafiło pięć kompozycji, które trwają dokładnie tyle, że bez problemu zmieszczą się również na krążku winylowym. Ale poza tym mamy do czynienia z dziełem z nieco innej już bajki. Prawda, to wciąż jest klasyczny doom metal – powolny i ciężki, bez naleciałości stonerowych i sludge’owych, wyrastający z tradycji pierwszych czterech longplayów Black Sabbath, lecz unikający zbyt dosłownego cytowania Brytyjczyków. Babalis junior nie śpiewa już jak Ozzy Osbourne (zmienił rejestr na niższy), więcej jest na tej płycie melodii i bardziej zróżnicowane jest tempo. Jakby Grecy postanowili pójść tropem wskazanym przed kilkunastu laty przez Candlemass. Co im się zresztą chwali.
Nie oznacza to jednak, że fani kochający Acid Mammoth właśnie za nawiązania do Black Sabbath, poczują się nowym albumem rozczarowani. Ani trochę! Powinni docenić fakt, że kwartet z Aten postanowił zboczyć nieco z głównej drogi. Wydawnictwo otwiera najkrótszy w całym zestawie, ale za to bardzo intensywny, „Berserker”, któremu ton przez cały czas nadaje monotonny gitarowy riff – bardzo gęsty i „mięsisty”, dobiegający z głębi piekielnych otchłani. W niemal dziewięciominutowym „Psychedelic Wasteland” Grecy bawią się trochę z pogłosami i przesterami, ale nade wszystko nadają swemu utworowi charakter psychodeliczny; można odnieść wrażenie, że głos wokalisty, zanim dociera do słuchacza, przebija się przez bardzo gęstą mgłę. Partia gitary zyskuje zaś na powłóczystości, całość zaś wydaje się nie tyle może lżejsza, co świeższa i nowocześniejsza.
Więcej melodyjności ma w sobie również „Ivory Towers”, w którym ponownie Chris(tos)owi Babalisowi juniorowi wokalnie bliżej jest do Amerykanina Roberta Lowe’a (swego czasu wokalisty Candlemass) niż Ozzy’ego Osbourne’a. Opus magnum albumu jest jedenastominutowa kompozycja tytułowa, w której doom miesza się po raz kolejny z psychodelią, a gitarzysta skupia się już nie tylko na miażdżeniu uszu słuchaczy, ale stara się ich także zaintrygować. Temu służy także pojawiający się w końcowej fazie intrygujący dialog dwóch przesterowanych gitar – prywatnie: ojca i syna. Nowe akcenty słyszalne są też w zamykającym wydawnictwo „Black Dust”, w którym wybrzmiewają tony „płacząco”-elegijne, jakby ateńczycy postanowili dokonać krótki zwiadowczy desant na obszar funeral doomu. W każdym razie zabrzmiało to bardzo rasowo i nie miałbym nic przeciwko temu, aby na następcy „Caravan” podobnych dźwięków pojawiło się jeszcze więcej.
koniec
11 marca 2021
Skład:
Christos Babalis Jr – śpiew, gitara elektryczna
Christos Babalis Sr – gitara elektryczna
Dimosthenis Varikos – gitara basowa
Marios Louvaris – perkusja

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Nie gaście tego pożaru!
Sebastian Chosiński

13 IV 2021

Trochę to trwało! Dwa i pół roku bowiem duńska formacja Mythic Sunship kazała czekać fanom na nowy album studyjny. Na szczęście po drodze była jeszcze płyta koncertowa, która nieco osłodziła zwłokę. Dzisiaj możemy już cieszyć się wydawnictwem zatytułowanym „Wildfire”, które jest pierwszym zrealizowanym dla nowej wytwórni – amerykańskiego Tee Pee Records.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Pomnik półwiecza
Sebastian Chosiński

8 IV 2021

Współpraca SBB z Narodową Orkiestrą Symfoniczną Polskiego Radia otworzyła w 2014 roku nowy okres w historii tria. Wiązał się on z powrotem na łono zespołu perkusisty Jerzego Piotrowskiego. Sześć lat później w nowej, pandemicznej rzeczywistości grupa Józefa Skrzeka i orkiestra Miłosza Wośko spotkali się ponownie. A efektem tego stał się album koncertowy (choć zarejestrowany bez udziału publiczności) – „Z miłości jestem – live”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Ocean smutku z nutą optymizmu
Sebastian Chosiński

6 IV 2021

Siódma w ogóle, a czwarta po reaktywacji pełnowymiarowa płyta oktetu Godspeed You! Black Emperor znamionuje wciąż wysoką formę Kanadyjczyków. I chociaż na „G_d′s Pee at States End!” trudno znaleźć coś nowego, czego nie słyszelibyśmy na wcześniejszych albumach zespołu z Montrealu, to jednak jego muzyka sięga głęboko do trzewi i serca. I nie pozwala przejść obok obojętnie.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Nie gaście tego pożaru!
— Sebastian Chosiński

Pomnik półwiecza
— Sebastian Chosiński

Ocean smutku z nutą optymizmu
— Sebastian Chosiński

Bicie Neonowego Serca
— Sebastian Chosiński

Bezkompromisowa romantyczka
— Sebastian Chosiński

Chwila na oddech… tuż przed zmiażdżeniem
— Sebastian Chosiński

Germański duch Skandynawów
— Sebastian Chosiński

W „Tupolewie”, lecz nie na złamanie karku
— Sebastian Chosiński

Heavymetalowa space-opera
— Sebastian Chosiński

Dźwiganie mamuta na własnych barkach
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.