Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 31 lipca 2021
w Esensji w Esensjopedii

Hedvig Mollestad Trio
‹Ding Dong. You’re Dead.›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDing Dong. You’re Dead.
Wykonawca / KompozytorHedvig Mollestad Trio
Data wydania19 marca 2021
Wydawca Rune Grammofon
NośnikCD
Czas trwania41:23
Gatunekjazz, metal, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Hedvig Mollestad Thomassen, Ellen Brekken, Ivar Loe Bjørnstad
Utwory
CD1
1) Leo Flash’ Return to the Underworld07:30
2) All Flights Cancelled05:27
3) Ding Dong. You’re Dead.07:09
4) Gimbal05:32
5) Magic Moshroom05:32
6) The Art of Being Jon Balkovitch04:42
7) Four Candles05:32
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Bezkompromisowa romantyczka
[Hedvig Mollestad Trio „Ding Dong. You’re Dead.” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Na silnie zmaskulinizowanej scenie rockowej (i jazzrockowej) kobietom nie jest łatwo. Nie znaczy to jednak, że są na z góry straconej pozycji, co od kilkunastu lat udowadnia norweska gitarzystka Hedvig Mollestad. Jej Trio to zespół, który potrafi dokopać bez pardonu. Choć akurat tym razem – na najnowszym albumie zatytułowanym „Ding Dong. You′re Dead.” – często zachowuje się nadzwyczaj powściągliwie.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Bezkompromisowa romantyczka
[Hedvig Mollestad Trio „Ding Dong. You’re Dead.” - recenzja]

Na silnie zmaskulinizowanej scenie rockowej (i jazzrockowej) kobietom nie jest łatwo. Nie znaczy to jednak, że są na z góry straconej pozycji, co od kilkunastu lat udowadnia norweska gitarzystka Hedvig Mollestad. Jej Trio to zespół, który potrafi dokopać bez pardonu. Choć akurat tym razem – na najnowszym albumie zatytułowanym „Ding Dong. You′re Dead.” – często zachowuje się nadzwyczaj powściągliwie.

Hedvig Mollestad Trio
‹Ding Dong. You’re Dead.›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDing Dong. You’re Dead.
Wykonawca / KompozytorHedvig Mollestad Trio
Data wydania19 marca 2021
Wydawca Rune Grammofon
NośnikCD
Czas trwania41:23
Gatunekjazz, metal, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Hedvig Mollestad Thomassen, Ellen Brekken, Ivar Loe Bjørnstad
Utwory
CD1
1) Leo Flash’ Return to the Underworld07:30
2) All Flights Cancelled05:27
3) Ding Dong. You’re Dead.07:09
4) Gimbal05:32
5) Magic Moshroom05:32
6) The Art of Being Jon Balkovitch04:42
7) Four Candles05:32
Wyszukaj / Kup
Trzeba oddać szefostwu Rune Grammofon, że wiosenna (lutowo-marcowa) ofensywa wydawnicza tej zasłużonej wytwórni płytowej z Oslo dosłownie zbija z nóg. Ale czy może być inaczej, skoro w ciągu zaledwie miesiąca ukazały się nowe albumy takich artystów, jak Fire! („Defeat”), Elephant9 („Arrival of the New Elders”) oraz Hedvig Mollestad Trio? Na dodatek każdy – doskonały! Ostatnia z wymienionych formacji, działająca nieprzerwanie od 2009 roku, jest dobrze znana czytelnikom „Esensji”. Zadebiutowała dwa lata później longplayem „Shoot!”, po którym ukazały się kolejno: „All of Them Witches” (2013), „Enfant Terrible” (2014), „Black Stabat Mater” (2016), koncertowy „Evil in Oslo” (2016) oraz „Smells Funny” (2018). Dzięki nim gitarzystka Hedvig Mollestad Thomassen (rocznik 1982) zdobyła taką markę na rynku skandynawskim, że zdecydowała się wykonać kolejny krok w karierze i przed rokiem opublikowała pierwszą w swoim dorobku płytę sygnowaną jedynie swoim nazwiskiem (nie zaś nazwą całego zespołu).
Chodzi o krążek „Ekhidna”, którego pojawienie się mogło – wbrew pozorom – nie uradować, ale zasmucić część wielbicieli Norweżki. Bo skoro powołała do życia nowy skład, czy nie oznaczało to przypadkiem, że poprzedni przeszedł do historii? Na szczęście – nic z tego. Minęło bowiem dziewięć miesięcy i światło dzienne ujrzał szósty studyjny (a siódmy w ogóle) album Tria, na którym u boku Hedvig ponownie pojawili się basistka Ellen Brekken oraz perkusista Ivar Loe Bjørnstad (znany także z formacji Cakewalk). Nowe nagrania zarejestrowano jesienią – w październiku i listopadzie – ubiegłego roku w mieszczącym się w stolicy Norwegii studiu Amper Tone. Na płytę wybrano w sumie sześć kompozycji, trwających nieco ponad czterdzieści jeden minut, czyli dokładnie tyle, by – co jest tradycją grupy – bez problemu całość materiału zmieściła się również na wydaniu winylowym. Jak więc widać, liderka dba także o kolekcjonerów.
Muzyka zawarta na wcześniejszych wydawnictwach Tria wyrastała zawsze z tych samych korzeni: jazzu, rocka i metalu (czasami tylko zmieniały się proporcje). I nie inaczej jest tym razem. Choć oczywiście niesprawiedliwością byłoby stwierdzenie, że – chociażby w porównaniu z „Enfant Terrible” czy „Smells Funny” – nic się nie zmieniło. Tak to nie ma. Zmieniło się – i to niemało. Z jednej strony Hedvig, Ellen i Ivar z większą intensywnością nawiązali się do swych metalowych inspiracji, z drugiej jednak – zdecydowali się na umieszczenie na płycie utworów, które określić można mianem… – o zgrozo! (nie, wcale nie) – balladowych. To znacząca zmiana, która może, chociaż wcale nie musi, wskazywać kierunek dalszego rozwoju formacji. W każdym razie już dzisiaj mamy powód do tego, aby z niecierpliwością czekać na następcę „Ding Dong. You′re Dead.”. Ale to, jakby nie patrzeć, dopiero melodia przyszłości. Zajmijmy się więc tym, co tu i teraz.
Dwie z sześciu zawartych na najnowszym krążku kompozycji są autorstwa nie liderki, lecz basistki Tria. W tym również ta, która otwiera całość, czyli – jednocześnie najdłuższa w całym zestawie – „Leo Flash’ Return to the Underworld”. Jeśli założyć, że Brekken wyłożyła w niej kawa na ławę to, co gra w jej duszy, to należałoby przyznać, iż Ellen ma duszę… metalową. Potężnie brzmiąca sekcja rytmiczna, do tego wspierająca ją zadziorna, motoryczna gitara, na którą Hedvig nałożyła jeszcze partie solowe – wszystko to sprawia, że mamy do czynienia z utworem, który mógłby uświetnić płytę każdej formacji spod znaku alternatywnego heavy metalu. Nie mniej energii zespół wkłada także w wykonanie „All Flights Cancelled”, w którym po nadzwyczaj dynamicznym wstępie, z wyeksponowanymi basem i bębnami, pojawia się kolejny nowy element w twórczości Tria. W drugiej części numeru Mollestad skręca bowiem w stronę klasycznego rocka progresywnego z lat 70. XX wieku i gra z rozmachem charakterystycznym dla ówczesnych popisów Steve’a Hacketta (w i poza Genesis).
Na kolejną niespodziankę nie trzeba długo czekać. Jest nią siedmiominutowa kompozycja tytułowa – pierwsza z tych, w których zespół z Oslo wycisza emocje i stawia na konsekwentne budowanie klimatu balladowego, zahaczając przy tym o – to jeszcze jedno novum – inspiracje klasyczną psychodelią. Intryguje też początek utworu, w którym albo rozbrzmiewają dźwięki wiolonczeli, albo Brekken sięgnęła na chwilę po kontrabas, na którym zagrała smyczkiem. Trudno orzec, a ze zwyczajowo dla Rune Grammofon bardzo skąpego opisu płyty nic nie wynika. „Gimbal” – to drugie z dzieł Ellen – jest z kolei powrotem do dynamicznego oblicza grupy, aczkolwiek po raz pierwszy na „Ding Dong. You’re Dead.” Norwegowie eksplorują tu intensywnie rejony fusion. Podobnie zresztą jak w „The Art of Being Jon Balkovitch”, gdzie więcej nawet jest jazzu niż rocka. Ozdobą tego numeru jest także wirtuozerska solówka Hedvig. Warto się w nią wsłuchać, ponieważ w ostatnim fragmencie albumu – balladowym „Four Candles” – liderka skupi się już głównie na subtelnym urokliwym motywie, rezygnując z karkołomnych popisów. Ale i tym powinniście być zachwyceni!
koniec
30 marca 2021
Skład:
Hedvig Mollestad Thomassen – gitara elektryczna
Ellen Brekken – gitara basowa
Ivar Loe Bjørnstad – perkusja

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Pierwsze wyjście z mroku
Sebastian Chosiński

29 VII 2021

Jest ich czworo. Kobieta i trzech mężczyzn. Każde ma na koncie już spore zasługi dla polskiego rocka, można więc określić ich mianem supergrupy. Nazwali się That’s How I Fight, a swój pierwszy album zatytułowali – adekwatnie do sytuacji – „Movement One”. Najbardziej zadowoleni z niego będą wielbiciele post-rocka, chociaż nie tylko oni powinni sięgnąć po to wydawnictwo.

więcej »

Milian od Bacha do Skaldów
Sebastian Chosiński

27 VII 2021

Chociaż zmarł kilka lat temu, to w pamięci – nie tylko polskich – wielbicieli jazzu wciąż żyje. I pewnie żyć będzie do końca świata. A przysłużą się temu również takie wydawnictwa, jak „Good Vibes of Milian” Septetu Bernarda Maselego. Jeśli zaliczacie się do fanów wibrafonisty Jerzego Miliana, ta płyta będzie prawdziwym balsamem na Wasze uszy.

więcej »

Krótko o muzyce: Krůk Krukowi oka nie wykole
Sebastian Chosiński

22 VII 2021

Do niedawna jeszcze na polskiej scenie muzycznej nazwa Kruk kojarzyła się przede wszystkim z zespołem grającym melodyjny hard rock. Trzy lata temu jednak na scenę odważnie wkroczyła warszawska grupa… Krůk, której twórczość zahacza o folk i rockową alternatywę. Świadczy o tym jej ubiegłoroczny pełnowymiarowy debiut – „Nibykwiaty”.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Pierwsze wyjście z mroku
— Sebastian Chosiński

Do tańca, nie do różańca
— Sebastian Chosiński

Radość zawsze kończy się smutkiem
— Sebastian Chosiński

Z odległej planety Umeå
— Sebastian Chosiński

Skandynawski walec na „Brzuchatym Wzgórzu”
— Sebastian Chosiński

Eklektycznie… elektrycznie… magicznie…
— Sebastian Chosiński

Improwizowana psychodeliczna rumba
— Sebastian Chosiński

Finis coronat opus
— Sebastian Chosiński

Z zachodzącym słońcem w tle
— Sebastian Chosiński

Czysta magia, czyli… sukces z chaosu
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.