Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 16 maja 2021
w Esensji w Esensjopedii

Mariusz Duda
‹Claustrophobic Universe›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułClaustrophobic Universe
Wykonawca / KompozytorMariusz Duda
Data wydania23 kwietnia 2021
Nośnikcyfrowy
Czas trwania42:12
Gatunekambient, elektronika
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Mariusz Duda
Utwory
Pliki
1) Knock Lock03:59
2) Planets in a Milk Bowl04:12
3) Landed on Mars02:50
4) Waves from a Flat Earth03:52
5) 208404:40
6) Escape POD06:53
7) Lemon Flavoured Stars04:17
8) Claustrophobic Universe05:59
9) Numbers and Denials05:20
Wyszukaj / Kup

Odkrywanie wewnętrznego Kosmosu
[Mariusz Duda „Claustrophobic Universe” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Mariusz Duda – lider Riverside i Lunatic Soul – zalicza się akurat do tych artystów, których obecna sytuacja nie przytłoczyła i nie skłoniła do milczenia. Wręcz przeciwnie! Korzystając z przymusowego przestoju koncertowego, tworzy kolejne materiały solowe. Po ubiegłorocznym „Lockdown Spaces” kilka dni temu opublikował drugą część swojej pandemicznej trylogii – „Claustrophobic Universe”.

Sebastian Chosiński

Odkrywanie wewnętrznego Kosmosu
[Mariusz Duda „Claustrophobic Universe” - recenzja]

Mariusz Duda – lider Riverside i Lunatic Soul – zalicza się akurat do tych artystów, których obecna sytuacja nie przytłoczyła i nie skłoniła do milczenia. Wręcz przeciwnie! Korzystając z przymusowego przestoju koncertowego, tworzy kolejne materiały solowe. Po ubiegłorocznym „Lockdown Spaces” kilka dni temu opublikował drugą część swojej pandemicznej trylogii – „Claustrophobic Universe”.

Mariusz Duda
‹Claustrophobic Universe›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułClaustrophobic Universe
Wykonawca / KompozytorMariusz Duda
Data wydania23 kwietnia 2021
Nośnikcyfrowy
Czas trwania42:12
Gatunekambient, elektronika
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Mariusz Duda
Utwory
Pliki
1) Knock Lock03:59
2) Planets in a Milk Bowl04:12
3) Landed on Mars02:50
4) Waves from a Flat Earth03:52
5) 208404:40
6) Escape POD06:53
7) Lemon Flavoured Stars04:17
8) Claustrophobic Universe05:59
9) Numbers and Denials05:20
Wyszukaj / Kup
Opublikowany na jednym z portali streamingowych dziesięć miesięcy temu materiał zatytułowany „Lockdown Spaces” był zaskoczeniem dla wielbicieli Mariusza Dudy, gitarzysty i wokalisty tak popularnych formacji (około)progresywnych, jak Riverside i Lunatic Soul. Dodajmy: podwójnym zaskoczeniem. Po pierwsze dlatego, że nagrania te powstały w sposób nieplanowany, nie były więc wcześniej zapowiadane; po drugie, ponieważ stylistycznie lokowały się bardzo daleko od podstawowych dokonań artysty. Choć w kontekście bonusowych kompozycji dodawanych do płyt Lunatic Soul mogły wydawać się ich naturalnym, mimo że ekstremalnym, rozwinięciem. Na „Lockdown Spaces” trafiła bowiem muzyka niezwykle specyficzna, elektroniczno-ambientowa, ale jednocześnie skrajnie minimalistyczna (mogąca kojarzyć się z produkcjami Kraftwerk, zwłaszcza z wczesnego okresu działalności grupy z Düsseldorfu).
Mariusz Duda nie mógł być pewien, jak zareagują na ten album jego dotychczasowi fani. Kiedy jednak dotarły do niego pozytywne reakcje, postanowił pójść za ciosem i stworzyć dwa kolejne materiały, które ułożyłyby się tym samym w swoistą pandemiczną trylogię. „Claustrophobic Universe” – jej część środkowa – została udostępniona 23 kwietnia; trzecia – o nieznanym jeszcze tytule – powinna pojawić się pod koniec tego bądź na początku następnego roku. I dopiero wtedy, po zwieńczeniu całości, nagrania te ukażą się na tradycyjnych nośnikach, to jest krążkach kompaktowych i winylowych. Do tego momentu będą rozprowadzane głównie za pośrednictwem portali streamingowych, ewentualnie będą mogli zaopatrzyć się w nie kolekcjonerzy kaset magnetofonowych (podobno są tacy).
„Claustrophobic Universe” – swoją drogą piękna i pobudzająca do myślenia sprzeczność kryje się w tym tytule – to materiał zdecydowanie bardziej dopracowany i bogatszy brzmieniowo niż dość surowy „Lockdown Spaces”. W dużej mierze dlatego, że Duda dał sobie tym razem więcej czasu: poprzedni album powstał w ciągu dwóch tygodni, praca nad tym zajęła natomiast liderowi Riverside – zapewne z przerwami – prawie trzy miesiące (od stycznia do marca). Za konsoletą ponownie zasiedli właściciele warszawskiego Serakos Studio – Magda i Robert Srzedniccy. Mając więcej czasu, muzyk zadbał przede wszystkie o bogatsze aranżacje, między innymi poszerzając instrumentarium o syntezatory i fortepian akustyczny. Co zresztą okazało się mieć duży wpływ na większą przyswajalność nowych kompozycji Dudy.
Pewnie też z tego powodu – patrz: syntezatory – w notce promocyjnej artysta sugeruje, aby nie kojarzyć jego nowych nagrań z klasyczną tematyką przyświecającą twórcom z kręgu rocka elektronicznego i tak zwanej „szkoły berlińskiej”, czyli eksploracjami Wszechświata i podróżami kosmicznymi. Jeśli jakikolwiek Kosmos wchodzi tutaj w rachubę, to jedynie ten wewnętrzny, odkrywany przez nas samych za sprawą spojrzenia w głąb własnej duszy, jaźni, umysłu, sumienia czy jak to jeszcze zwać. Na ponad czterdziestominutową muzyczną peregrynację składa się dziewięć utworów. W porównaniu z poprzednim wydawnictwem są one zdecydowanie bardziej dopracowane; więcej jest także na „Claustrophobic Universe” przemyślanych rozwiązań i – tego nigdy za wiele – melodii. Choć oczywiście zdarzają się także minimalistyczne wojaże w stylu „Lockdown Spaces” (na przykład w „Planets in a Milk Bowl” bądź momentami w „Waves from a Flat Earth”).
Na otwarcie wydawnictwa Duda wybrał najbardziej – wybaczcie mi to określenie – przebojowy „Knock Lock” (widocznie jednak sam doszedł do tego wniosku, skoro tą właśnie kompozycją postanowił promować całość). Co decyduje o jej „przebojowości”? Przede wszystkim pojawiające się w części środkowej orientalizujące „zaśpiewy”, ale swoje robi także kontemplacyjna końcówka. W „Planets in a Milk Bowl” muzyk zwalnia tempo, stawiając na budowanie nastroju, czemu służy między innymi obsesyjnie powtarzany, zapadający w pamięć lejtmotyw (obudowany ambientowymi syntezatorami). Najkrótszy w całym zestawie „Landed on Mars” zaskakuje powłóczystymi dźwiękami syntezatorów, których chłód nawet w najcieplejszy dzień byłby w stanie wywołać na ciele „gęsią skórkę”. To również jeden z bardziej depresyjnych fragmentów płyty, zieje z niego bowiem bezbrzeżną pustką i brakiem nadziei.
Szczęśliwie „Waves from a Flat Earth” przywraca nas do życia, aczkolwiek i tę kompozycję nie sposób określić mianem optymistycznej. Tyle że pulsujący rytm, subtelny fortepian (jak z filmu grozy) i „kosmiczne” syntezatory – przekonują mimo wszystko, że ktoś obok nas jest i że w skrajnej sytuacji możemy liczyć na pomocną dłoń. Na elektronicznym pulsującym rytmie zbudowane są także futurystyczny „2084” i nastrojowy „Escape POD”, którego wyznacznikiem po raz kolejny stają się dźwięki fortepianu. W „Lemon Flavoured Stars” napięcie stopniowo narasta, by – wbrew uspokajającemu tytułowi – przywołać w finale całkiem realne zagrożenie. Staje się ono faktem w pierwszych minutach utworu tytułowego, który jednak – dla odmiany – z czasem „jaśnieje”, w zakończeniu prowadząc do czegoś na kształt rajskiego ogrodu. Ale to jeszcze nie jest finał. Całość zamyka bowiem „Numbers and Denials” – zrazu optymistyczny, lecz później (za sprawą fortepianu) coraz bardziej melancholijny, by nie rzec – elegijny. Jakby Mariusz Duda chciał przypomnieć o istnieniu złowróżbnej łacińskiej sentencji: „Memento Mori”.
koniec
27 kwietnia 2021
Skład:
Mariusz Duda – fortepian, syntezatory, instrumenty klawiszowe, inne dźwięki

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Katalog grzechów, wykaz cnót
Sebastian Chosiński

13 V 2021

Rok temu mogło się wydawać, że zespół Błoto będzie jedynie efemerycznym projektem pobocznym muzyków działających w EABS. Tymczasem w dwanaście miesięcy po ukazaniu się „Erozji” grupa ze stolicy Dolnego Śląska wydała trzecią już w swojej dyskografii pełnowymiarową płytę – „Kwasy i zasady”. Jak tak pójdzie dalej, to w przyszłym roku prześcigną macierzystą formację.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Gdzie się podziały emocje?
Sebastian Chosiński

11 V 2021

Wyszedłszy przed paroma laty na prostą ze swoją nieco zagmatwaną dyskografią, norweski duet Jordsjø (wspomagany przez zapraszanych do studia gości), regularnie publikuje kolejne płyty. Wydana przed kilkoma dniami „Pastroralia” tradycyjnie powinna spodobać się wielbicielom rocka progresywnego wymieszanego ze skandynawskim folkiem. To idealna propozycja dla tych, którym podoba się – chociażby – Tusmørke.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Przetarty szlak i skoki w bok
Sebastian Chosiński

6 V 2021

Serbski kwartet Eyot (bądź EYOT – taka pisownia również bywa przez muzyków stosowana) nie rozpieszcza wielbicieli. Ostatnio na swoje kolejne płyty każe bowiem czekać aż trzy lata. Tyle czasu minęło pomiędzy ukazaniem się albumów „Similarity” i „Innate” i tyle też trzeba było czekać na ukazanie się „557799”. Inna sprawa, że kiedy już dostajemy do ręki nowe dzieło grupy Dejana Ilijicia – na pewno nie czujemy się zawiedzeni.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Tegoż twórcy

Muzyka czasów pandemii
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Przyjaciel sprzed lat
— Sebastian Chosiński

Gdyby Puebla leżała na Śląsku…
— Sebastian Chosiński

Krwawe Puerto Blanco
— Sebastian Chosiński

Kaplica w Berezie
— Sebastian Chosiński

Fajnie napić się Koka-Koli
— Sebastian Chosiński

Zdradzony i poniżony
— Sebastian Chosiński

Gdy ostatni zabrzmiał dzwonek…
— Sebastian Chosiński

W brunatnym jądrze ciemności
— Sebastian Chosiński

O świecie, którego już nie ma
— Sebastian Chosiński

Miłość szczęścia nie daje
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.