Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 8 maja 2021
w Esensji w Esensjopedii

Eduardo Bortolotti
‹Huapango Nights›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułHuapango Nights
Wykonawca / KompozytorEduardo Bortolotti
Data wydania11 grudnia 2020
NośnikCD
Czas trwania42:27
Gatunekfolk, jazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Eduardo Bortolotti, Mateusz Sobiechowski, Edilson Sanchez, Bartek Staromiejski, Alberto Suazo
Utwory
CD1
1) La Bruja06:20
2) Prelude to Xochipilli01:41
3) Cenzontle05:35
4) Altered Times05:01
5) El Cascabel04:53
6) Cansao04:44
7) Huapango Nights04:40
8) La Llorona04:55
9) Alla en el Rancho Grande04:38
Wyszukaj / Kup

Gdyby Puebla leżała na Śląsku…
[Eduardo Bortolotti „Huapango Nights” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Przed laty ważną pozycję w polskim jazzie i rocku zdobył kubański perkusjonista José Torres; dzisiaj w jego ślady może pójść inny Latynos – meksykański skrzypek Eduardo Bortolotti (Lopez). Nad Wisłą osiedlił się on dziewięć lat temu, a w tym roku wydał swój debiutancki album – „Huapango Nights” – na którym połączył wpływy muzyki ludowej z Ameryki Środkowej z typowo europejskim jazzem.

Sebastian Chosiński

Gdyby Puebla leżała na Śląsku…
[Eduardo Bortolotti „Huapango Nights” - recenzja]

Przed laty ważną pozycję w polskim jazzie i rocku zdobył kubański perkusjonista José Torres; dzisiaj w jego ślady może pójść inny Latynos – meksykański skrzypek Eduardo Bortolotti (Lopez). Nad Wisłą osiedlił się on dziewięć lat temu, a w tym roku wydał swój debiutancki album – „Huapango Nights” – na którym połączył wpływy muzyki ludowej z Ameryki Środkowej z typowo europejskim jazzem.

Eduardo Bortolotti
‹Huapango Nights›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułHuapango Nights
Wykonawca / KompozytorEduardo Bortolotti
Data wydania11 grudnia 2020
NośnikCD
Czas trwania42:27
Gatunekfolk, jazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Eduardo Bortolotti, Mateusz Sobiechowski, Edilson Sanchez, Bartek Staromiejski, Alberto Suazo
Utwory
CD1
1) La Bruja06:20
2) Prelude to Xochipilli01:41
3) Cenzontle05:35
4) Altered Times05:01
5) El Cascabel04:53
6) Cansao04:44
7) Huapango Nights04:40
8) La Llorona04:55
9) Alla en el Rancho Grande04:38
Wyszukaj / Kup
Swoją drogą to bardzo ciekawe, dlaczego artysta wywodzący się z kraju tak odległego geograficznie zdecydował się osiedlić właśnie w Polsce. Dlaczego nie wybrał choćby bliższej mu kulturowo Hiszpanii? Z drugiej strony na Półwyspie Iberyjskim byłby zapewne tylko jednym z wielu muzyków grających jazz inspirowany latynoską muzyką ludową; nad Wisłą jest natomiast jednym z nielicznych. A w takiej sytuacji łatwiej się przebić, wyrobić sobie markę i zdobyć uznanie. Zwłaszcza że, co udowadnia album „Huapango Nights”, Eduardo Bortolotti (Lopez) ma ku temu wszelkie predyspozycje. Urodził się w położonej w środkowej części Meksyku miejscowości Puebla. Tam zaczął swą edukację muzyczną (na skrzypcach klasycznych), ale dokończył ją już w Polsce, w której zamieszkał w 2012 roku.
Początki zapewne nie były łatwe, ale za to minioną dekadę Eduardo zwieńczył zdobyciem aż dwóch dyplomów uczelni wyższych: trzy lata temu na Wydziale Instytutu Muzyki Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach (w zakresie edukacji muzycznej i muzyki popularnej), a rok później w – mającej siedzibę w tym samym mieście – Akademii Muzycznej imienia Karola Szymanowskiego. Drugi dyplom Bortolotti obronił w klasie skrzypiec jazzowych, a jego mentorem był wirtuoz tego instrumentu, jeden z najwybitniejszych artystów w tej dziedzinie na świecie – profesor Henryk Gembalski (o którym w „Esensji” pisaliśmy już parokrotnie, przy okazji płyt „Magic Hands”, „Opera in Heaven”, „Our Last Session. Michał Zduniak in Memoriam” oraz „1999 Harmolodic Odyssey”). Mając takiego mistrza i nauczyciela, dołożywszy do tego własny talent i pracowitość – można przenieść góry.
A że Bortolotti zalicza się do muzyków pilnych i nieunikających wyzwań, niech świadczy fakt, że koncertował i pracował praktycznie już pod każdą szerokością i długością geograficzną: od ojczystego Meksyku po Turcję, od Czech i Słowacji po Chiny i Indonezję. Pewnie też z tego powodu na debiut czekał tak długo, bo aż do grudnia ubiegłego roku, kiedy to własnym sumptem wydał „Huapango Nights” (dystrybucją krążka zajął się trójmiejski Soliton). Materiał zarejestrowany został w składzie czteroosobowym, w którym – obok lidera i kompozytora wszystkich dziewięciu utworów – znaleźli się jeszcze: pianista Mateusz Sobiechowski, kolumbijski basista Edilson Sanchez oraz perkusista Bartek Staromiejski; w kilku numerach gościnnie pojawił się rodak Eduarda, Alberto Suazo, który zagrał na instrumentach ludowych (takich jak jarana, szczęka osła czy prekolumbijskie okaryny).
Ten latynosko-słowiański czy też – szerzej – środkowoamerykańsko-europejski amalgamat pozwolił stworzyć płytę niezwykłą, na której udanie przeplata się meksykańska zwiewność z polską konsekwencją, ludowe melodie z jazzowymi improwizacjami. A co najważniejsze – nic się ze sobą nie gryzie. Wręcz przeciwnie: idealnie dopełnia. Co oznacza tyle, że mieszkając od prawie dekady w naszym kraju, Bortolotti nie tylko doskonale odrobił lekcję z historii polskiego jazzu (aż do czasów Krzysztofa Komedy i Michała Urbaniaka), ale wręcz przesiąkł nim. Nie zapominając przy tym, skąd pochodzi i jaka tradycja go ukształtowała. Stąd właśnie taki, a nie inny tytuł albumu: „huapango” to bowiem popularny w Ameryce Łacińskiej styl muzyki ludowej, którego elementy odnajdziemy również na albumie Eduarda Bortolottiego.
Dziewięć utworów dało w sumie nieco ponad czterdzieści dwie minuty muzyki. Czyli standard – dokładnie tyle, by zdążyć ulec urokowi tej muzyki, a jednocześnie nie poczuć znużenia. Zresztą czy umiejętnie zagranym, niestroniącym od improwizacji, jazzem można w ogóle się znudzić? Płytę otwiera kompozycja najdłuższa ze wszystkich – „La Bruja”, której romantyczno-ludowy początek zawdzięczmy pianiście (tej, nawiązującej do tradycji Fryderyka Chopina, introdukcji nie powstydziłby się nawet Leszek Możdżer). W dalszej części Sobiechowskiego wspomaga skrzypek, a nostalgiczna melodia o ludowych korzeniach przeobraża się w jazzową improwizację – na tyle intensywną, że po przesileniu dla równowagi ponownie na plan pierwszy wybić musi się kojący uszy stonowany fortepian. W dla odmiany najkrótszym, niespełna dwuminutowym „Prelude to Xochipilli” słychać przede wszystkim – na tle fortepianu – delikatne instrumenty ludowe, które zresztą istotną rolę odgrywają również w trzecim w kolejności „Cenzontle”.
Skrzypek rozwija tu ludowy motyw, jaki pojawił się już w „La Bruja”. Robi to jednak w nieco innej oprawie brzmieniowej – czy to z towarzyszeniem egzotycznych okaryn, czy też z zastosowaniem przetworników dźwięku. Leniwie nastrojowy charakter ma z kolei „Altered Times”, w którym duet Bortolotti / Sobiechowski zabiera słuchaczy w odległe czasy międzywojnia. Kompozycja ta świetnie sprawdziłaby się jako ilustracja niemego filmu sprzed niemal stu lat. Nieco inny temperament muzycy prezentują w „El Cascabel” – sporo tu (przynajmniej w części pierwszej) wpływów stricte latynoskich, na które później nakłada się coraz bardziej dynamiczna, zahaczająca o stylistykę fusion, partia solowa skrzypiec. Aż do osiągnięcia apogeum, po którym na placu boju pozostaje jedynie sekcja rytmiczna. Sanchez i Staromiejski odbudowują fundamenty, na których po kilkunastu sekundach soliści zaczynają budować nowy gmach.
Co z tego wynika? Nowy początek – w postaci „Cansao” – jest urzekająco delikatny i melodyjny, co ponownie jest zasługą przede wszystkim pianisty i skrzypka. Za to w „Huapango Nights” czeka słuchaczy prawdziwa fiesta. Z jednej strony mamy tu nawiązania do tradycji meksykańskiej (do czego, co już zostało wyjaśnione, zobowiązuje tytuł), z drugiej natomiast – klasycznie jazzrockową okraszoną improwizacją partię skrzypiec (w stylu Henryka Gembalskiego). Wyróżnikiem nostalgiczno-rzewnego „La Llorona”, w którym również nie brakuje artystycznych poszukiwań, jest za to pojawiający się dwukrotnie motyw tanga, który Bortolotti gra z takim przejęciem, że aż ściska w dołku. Jakby chciał tym sposobem wyrazić całą swoją tęsknotę za ojczystymi stronami (mimo że przecież nie jest Argentyńczykiem). Album zamyka w dużym stopniu improwizowane „Alla en el Rancho Grande”, choć im bliżej końca, tym bardziej zbiegają się drogi kwartetu, by całość zwieńczyć mocnym akcentem skrzypiec.
koniec
4 maja 2021
Skład:
Eduardo Bortolotti – skrzypce, muzyka
Mateusz Sobiechowski – fortepian
Edilson Sanchez – gitara basowa
Bartek Staromiejski – perkusja

gościnnie:
Alberto Suazo – instrumenty ludowe (jarana, szczęka osła, okaryny)

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Przetarty szlak i skoki w bok
Sebastian Chosiński

6 V 2021

Serbski kwartet Eyot (bądź EYOT – taka pisownia również bywa przez muzyków stosowana) nie rozpieszcza wielbicieli. Ostatnio na swoje kolejne płyty każe bowiem czekać aż trzy lata. Tyle czasu minęło pomiędzy ukazaniem się albumów „Similarity” i „Innate” i tyle też trzeba było czekać na ukazanie się „557799”. Inna sprawa, że kiedy już dostajemy do ręki nowe dzieło grupy Dejana Ilijicia – na pewno nie czujemy się zawiedzeni.

więcej »

Krótko o muzyce: Piekielne basy
Sebastian Chosiński

29 IV 2021

Trójmiejski kwartet Hellvoid to ewenement na rodzimym rynku. W składzie zespołu nie ma bowiem gitarzysty solowego, jest za to dwóch basistów, spośród których jeden zajmuje się wykonywaniem partii solowych. Świat rocka nie takie jednak dziwy już widział. Najważniejsze, że pełnowymiarowy debiut zespołu – „Bass and Roll, Vol. 1” – to dzieło, po które warto sięgnąć.

więcej »

Odkrywanie wewnętrznego Kosmosu
Sebastian Chosiński

27 IV 2021

Mariusz Duda – lider Riverside i Lunatic Soul – zalicza się akurat do tych artystów, których obecna sytuacja nie przytłoczyła i nie skłoniła do milczenia. Wręcz przeciwnie! Korzystając z przymusowego przestoju koncertowego, tworzy kolejne materiały solowe. Po ubiegłorocznym „Lockdown Spaces” kilka dni temu opublikował drugą część swojej pandemicznej trylogii – „Claustrophobic Universe”.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Tegoż autora

Przyjaciel sprzed lat
— Sebastian Chosiński

Krwawe Puerto Blanco
— Sebastian Chosiński

Odkrywanie wewnętrznego Kosmosu
— Sebastian Chosiński

Kaplica w Berezie
— Sebastian Chosiński

Fajnie napić się Koka-Koli
— Sebastian Chosiński

Zdradzony i poniżony
— Sebastian Chosiński

Gdy ostatni zabrzmiał dzwonek…
— Sebastian Chosiński

W brunatnym jądrze ciemności
— Sebastian Chosiński

O świecie, którego już nie ma
— Sebastian Chosiński

Miłość szczęścia nie daje
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.