Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 24 września 2021
w Esensji w Esensjopedii

John Zorn, The Gnostic Trio
‹Gnosis: The Inner Light›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułGnosis: The Inner Light
Wykonawca / KompozytorJohn Zorn, The Gnostic Trio
Data wydania5 lutego 2021
Wydawca Tzadik
NośnikCD
Gatunekfilmowa, jazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Carol Emanuel, Bill Frisell, Kenny Wollesen, John Zorn, John Medeski
Utwory
BR1
1) Gnosis06:31
2) Poimandres04:16
3) Dance of the Cross08:00
4) Three Forms of First Thought02:08
5) Kephalaia04:52
6) Parthian Songs06:50
7) Prayer of the Messenger03:25
8) Sophia=Wisdom03:21
9) Garment of Light03:12
Wyszukaj / Kup

Tacy artyści, jak Morricone, nie umierają
[John Zorn, The Gnostic Trio „Gnosis: The Inner Light” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
John Zorn bardzo mocno przeżył w ubiegłym roku śmierć Ennia Morriconego. Do tego stopnia, że po raz kolejny zaprosił na sesję muzyków tworzących The Gnostic Trio (wraz z gościem specjalnym, jakim okazał się organista John Medeski). Owocem ich pracy okazał się wydany w lutym tego roku poświęcony legendarnemu Włochowi album „Gnosis: The Inner Light”.

Sebastian Chosiński

Tacy artyści, jak Morricone, nie umierają
[John Zorn, The Gnostic Trio „Gnosis: The Inner Light” - recenzja]

John Zorn bardzo mocno przeżył w ubiegłym roku śmierć Ennia Morriconego. Do tego stopnia, że po raz kolejny zaprosił na sesję muzyków tworzących The Gnostic Trio (wraz z gościem specjalnym, jakim okazał się organista John Medeski). Owocem ich pracy okazał się wydany w lutym tego roku poświęcony legendarnemu Włochowi album „Gnosis: The Inner Light”.

John Zorn, The Gnostic Trio
‹Gnosis: The Inner Light›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułGnosis: The Inner Light
Wykonawca / KompozytorJohn Zorn, The Gnostic Trio
Data wydania5 lutego 2021
Wydawca Tzadik
NośnikCD
Gatunekfilmowa, jazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Carol Emanuel, Bill Frisell, Kenny Wollesen, John Zorn, John Medeski
Utwory
BR1
1) Gnosis06:31
2) Poimandres04:16
3) Dance of the Cross08:00
4) Three Forms of First Thought02:08
5) Kephalaia04:52
6) Parthian Songs06:50
7) Prayer of the Messenger03:25
8) Sophia=Wisdom03:21
9) Garment of Light03:12
Wyszukaj / Kup
To już wiemy: John Zorn to artysta, którego nieustannie rozsadza energia twórcza. Który gdy nie komponuje, aranżuje czy nagrywa – jakby nie żył. Wśród wielu jego projektów ważne miejsce zajmuje powołane do życia dekadę temu, mocno inspirujące się muzyką klasyczną The Gnostic Trio, w skład którego od początku istnienia wchodzą: harfistka Carol Emanuel, legendarny jazzowy i jazzrockowy gitarzysta Bill Frisell oraz wibrafonista Kenny Wollesen (wszyscy pojawiają się zresztą gościnnie w innych formacjach tak chętnie tworzonych przez właściciela wytwórni Tzadik Records). Grupa zadebiutowała w 2012 roku albumem „The Gnostic Preludes”, a potem wydała kolejno: „The Mysteries” (2013), „In Lambeth – Visions from the Walled Garden of William Blake” (2013), „Testament of Solomon” (2014), „Transmigration of the Magus” (2014), „The Mockingbird” (2016) oraz będący częścią jedenastopłytowego boksu „The Book Beri’ah” krążek „Netzach” (2019).
Na szczęście nie okazał się on ostatnim dziełem formacji, której dyskografia w lutym tego roku wzbogaciła się o – tradycyjnie wydaną przez Tzadik Records – płytę zatytułowaną „Gnosis: The Inner Light”. Sesja nagraniowa odbyła się w ciągu trzech wrześniowych dni ubiegłego roku (od 24 do 26) w nowojorskim studiu EastSide Sound. Co ciekawe, oprócz podstawowego składu zameldował się również współpracujący z Zornem od wielu już lat klawiszowiec – tym razem grający na organach, fortepianie akustycznym oraz elektrycznym pianie Fendera – John Medeski („The Last Judgment”), etatowy muzyk najważniejszego w ostatnim czasie projektu Amerykanina, to jest tria Simulacrum. John, będący kompozytorem całego materiału, tradycyjnie zachował dla siebie również funkcję aranżera i producenta, ale też i dyrygenta tej miniorkiestry.
Sesja odbyła się dwa i pół miesiąca po śmierci legendarnego twórcy soundtracków Ennia Morriconego (co stało się 6 lipca 2020 roku) – i to właśnie jemu Zorn poświęcił „Gnosis: The Inner Light”. Nie była to przypadkowa decyzja, na album trafiło bowiem kilka utworów, które zdradzają bardzo silne inspiracje twórczością wielkiego Włocha. Całkiem możliwe, że te akurat numery powstały już po jego odejściu. Biorąc pod uwagę wszechstronność i pracowitość Johna, wydaje się to wielce prawdopodobne. Krążek trafił do sprzedaży 5 lutego, a uwagę przykuwała już sama, wyjątkowo mroczna, okładka, na której wykorzystano obraz nieco już dzisiaj zapomnianego siedemnastowiecznego malarza niderlandzkiego Bernardusa Coendersa van Helpena. Wybór wydaje się nieprzypadkowy – jego posępny nastrój oddaje bowiem idealnie zawartość „Wewnętrznego światła”.
Płytę otwiera kompozycja (niemal) tytułowa, czyli „Gnosis”. To ponad sześć minut zachwycających subtelnością melodii. Na początek rozbrzmiewa niebiańska harfa Emanuel, do której z czasem dołączają, nie mniej delikatne, gitara Frisella i – na samym końcu – wibrafon Wollesena. Choć to nieprecyzyjne określenie, bo przecież… mamy jeszcze niezwykłego gościa, który też ma swój udział w powstaniu tego utworu. To oczywiście Medeski, który tak niepostrzeżenie dołącza do pozostałych muzyków, że trzeba naprawdę mocno wytężyć słuch, aby zwrócić uwagę na pojawiające się w tle dźwięki najpierw fortepianu elektrycznego, a następnie organów. Akustyczne instrumentarium sprawia też, że stylistycznie „Gnosis” zbliża się do muzyki dawnej, co na pewno nie jest przypadkowym zbiegiem okoliczności. W drugim w kolejności „Poimandres” (tytuł nawiązuje do pojawiającej się w mitologii hellenistycznej istoty mistycznej) na plan pierwszy wybija się lekko jazzująca, ale jednocześnie nostalgiczno-balladowa, gitara Billa. Zaskoczeniem może być natomiast rozbrzmiewająca elektronika, wprowadzająca w ukształtowaną strukturę pewien chaos i skłaniająca gitarzystę do improwizacji.
„Dance of the Cross” to pierwsze bardzo wyraziste nawiązanie do filmowych dokonań Morriconego. Przynajmniej w pierwszej części, bo w drugiej nieco więcej, niż Włocha, jest już samego Zorna. Przyczyniają się do tego głównie Frisell i Medeski, chociaż w finale – za sprawą Emanuel i Wollesena – powracają klimaty rodem z natchnionych ścieżek dźwiękowych zmarłego przed rokiem kompozytora. „Three Forms of First Thought” to typowy przerywnik – oparta przede wszystkim na „poukładanej” gitarze i improwizującym fortepianie. Po niej następuje jeden z najbardziej wzruszających fragmentów albumu. To prawie pięciominutowa „Kephalaia”, której ton nadaje gitara; wokół niej natomiast rozwijają się wątki poboczne, za które odpowiadają harfistka i wibrafonista. Gdy wszyscy instrumentaliści spotykają się w zamykającej całość sekwencji, serwują tak przygnębiająco smutną melodię, że aż chwyta za gardło.
W „Parthian Songs” muzycy dają sobie więcej czasu – a w zasadzie daje im to Zorn – na budowę nastroju. Może też dzięki temu, obok nastrojowych organów i gitary, pojawia się – ewidentnie płynący pod prąd – optymistyczny wibrafon. Pozostali muzycy wydają się tym faktem tak zaskoczeni, że desygnują do „walki” Carol, która partią harfy przywraca właściwe proporcje smutku i radości. „Prayer of the Messenger” to drugi na „Gnosis” hołd złożony Morriconemu. Chociaż utwór jest krótki, to jednak treściwy. W każdym razie wyobraźcie sobie któryś z charakterystycznych fragmentów muzycznych jednego z westernów Sergia Leonego i dodajcie do niego… jazzowe organy. „Sophia=Wisdom” także zahacza o stylistykę typową dla Włocha – z tą różnicą, że tym razem inspiracją na pewno nie była żadna z opowieści o Dzikim Zachodzie, a raczej współczesny melodramat pokroju włosko-jugosłowiańskiej „Magdaleny” (1971) Jerzego Kawalerowicza. To właśnie do tego filmu Morricone skomponował słynne „Chi Mai”, rozsławione dekadę przez dramat sensacyjny „Zawodowiec” (1981) Georges’a Lautnera. Album zamyka „Garment of Light” – kolejny numer o proweniencji filmowej, który głównie za sprawą gitary Frisella sprawdziłby się jako ilustracja do jakiegoś romantyczno-mrocznego dramatu.
koniec
10 czerwca 2021
Skład:
Carol Emanuel – harfa
Bill Frisell – gitara
Kenny Wollesen – wibrafon

gościnnie:
John Medeski – organy, fortepian, fortepian elektryczny
oraz
John Zorn – muzyka, aranżacja, produkcja, dyrygent

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Natchnione szumy, zlepy i ciągi
Sebastian Chosiński

23 IX 2021

Któż z czytelników „Esensji” gustujących w natchnionej i mrocznej muzyce z pogranicza dream popu i darkwave’u nie zna takich wykonawców, jak Dead Can Dance czy Deine Lakaien? Pytanie – zaiste – retoryczne. Ale jeśli, mimo ostatniej aktywności tych wykonawców, wciąż jest Wam takiej twórczości mało – mam propozycję. Sięgnijcie po „Maa antaa yön vaientaa” – najnowszy album fińskiego kwartetu Horte.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Dokąd może udać się z pielgrzymką Wasza dusza?
Sebastian Chosiński

21 IX 2021

Regularność postrockowego kwartetu Mono zasługuje na szczególną pochwałę. W dwudziestym drugim roku istnienia zespół wydał właśnie jedenastą płytę studyjną. A jeżeli doliczylibyśmy do tego albumy koncertowe i EP-ki, rezultat ich działań prezentowałby się jeszcze okazalej. Wiadomo jednak, że w sztuce nie chodzi o ilość, ale jakość. Pod tym względem „Pilgrimage of the Soul” w niczym nie ustępuje swoim poprzednikom.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: „Piątka” na szóstkę!
Sebastian Chosiński

16 IX 2021

Gdyby norwescy muzycy znali Perfect, mogliby zaśpiewać: „Było nas trzech, w każdym z nas inna krew”. Ale to już w zasadzie nieaktualne, bo w ostatnich latach Krokofant rozrósł się z tria do kwintetu. Co należy uznać za błogosławieństwo, bo od tego momentu nagrywa płyty jeszcze bardziej zachwycające. „Fifth” to arcydzieło fusion – tej jego odmiany, która narodziła się na styku free jazzu i rocka progresywno-psychodelicznego.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.