Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 3 sierpnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Jaga Jazzist
‹The Tower›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułThe Tower
Wykonawca / KompozytorJaga Jazzist
Data wydania18 czerwca 2021
Wydawca Brainfeeder
Nośnikcyfrowy
Czas trwania41:49
Gatunekelektronika, jazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Marcus Forsgren, Lars Horntveth, Line Horntveth, Even Ormestad, Erik Johannessen, Martin Horntveth, Øystein Moen, Andreas Mjøs
Utwory
Pliki
1) Tomita15:14
2) Spiral Era08:43
3) The Shrine09:55
4) Apex07:58
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Z zachodzącym słońcem w tle
[Jaga Jazzist „The Tower” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„The Tower” to nie jest płyta, która w stu procentach usatysfakcjonuje wielbicieli Jaga Jazzist. Nie ma na niej bowiem ani jednego premierowego utworu. Ba! w całości powtarza ona materiał, jaki znalazł się na poprzednim albumie Norwegów – „Pyramid”. Tyle że tym razem został on nagrany przez oktet z Oslo „na żywo”, chociaż bez udziału publiczności.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Z zachodzącym słońcem w tle
[Jaga Jazzist „The Tower” - recenzja]

„The Tower” to nie jest płyta, która w stu procentach usatysfakcjonuje wielbicieli Jaga Jazzist. Nie ma na niej bowiem ani jednego premierowego utworu. Ba! w całości powtarza ona materiał, jaki znalazł się na poprzednim albumie Norwegów – „Pyramid”. Tyle że tym razem został on nagrany przez oktet z Oslo „na żywo”, chociaż bez udziału publiczności.

Jaga Jazzist
‹The Tower›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułThe Tower
Wykonawca / KompozytorJaga Jazzist
Data wydania18 czerwca 2021
Wydawca Brainfeeder
Nośnikcyfrowy
Czas trwania41:49
Gatunekelektronika, jazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Marcus Forsgren, Lars Horntveth, Line Horntveth, Even Ormestad, Erik Johannessen, Martin Horntveth, Øystein Moen, Andreas Mjøs
Utwory
Pliki
1) Tomita15:14
2) Spiral Era08:43
3) The Shrine09:55
4) Apex07:58
Wyszukaj / Kup
Jaga Jazzist to zespół niezwykły. Od lat zadziwia słuchaczy, balansując na pograniczu jazzu i rocka, elektroniki i psychodelii. Na dodatek jego muzyka wciąż ewoluuje. Wystarczy porównać albumy „Starfire” (2015) z ubiegłorocznym „Pyramid”. Widać wyobraźnia lidera, Larsa Horntvetha (niegdyś w The National Bank, a całkiem niedawno w Amgala Temple), nie zna granic. Bo gdyby znała, to pewnie nie wpadłby na pomysł, aby zorganizować taki występ, jak ten, który został zarejestrowany na płycie „The Tower”.
Co w nim niezwykłego? Otóż w sierpniu ubiegłego roku – po pięciu miesiącach lockdownu – Lars, spragniony wspólnego muzykowania z kolegami, postanowił spotkać się z nimi w sali umiejscowionej na najwyższej kondygnacji sześćdziesięciodwumetrowego budynku Kabeltårnet. To potężna wieża – widać ją zresztą na okładce – znajdująca się w Økern, jednej z dzielnic Oslo. Nie był to typowy koncert, raczej coś, co można by nazwać… oficjalną próbą. „Próbą”, ponieważ nie zaproszono na to wydarzenie publiczności, ale „oficjalną”, ponieważ rejestrowano ją – od razu z myślą o późniejszym udostępnieniu fanom – nie tylko w formie audio, lecz także wideo. Tym ostatnim zajął się reżyser i fotografik Sigurd Ytre-Arne.
Miejsce i porę dnia – sierpniowy wieczór przechodzący w noc – wybrano nieprzypadkowo. Chodziło bowiem o to, aby kamera ujęła przepiękny widok zachodzącego słońca. Trzeba przyznać, że w zderzeniu z psychodelicznie powłóczystą i postrockowo kontemplacyjną muzyką Jaga Jazzist pejzaż ten współgra fantastycznie. Jako że występ ten miał miejsce tuż po premierze „Pyramid”, muzycy zdecydowali się w całości odegrać materiał z tego właśnie krążka. Jak wspomina Lars, była to pierwsza okazja do jego zaprezentowania po roku od chwili, kiedy został zarejestrowany w studiu. Jak wyszło? Adekwatnie do miejsca – fantastycznie.
Kto wcześniej dokładnie poznał „Pyramid”, a nie wątpię, że znaleźli się tacy, którzy nauczyli się tej płyty na pamięć – wie, czego się spodziewać. Ale to nie oznacza, że nie będzie zaskoczony. Przede wszystkim aranżacje wszystkich czterech kompozycji są odrobinę uproszczone. W studiu grupa pozwoliła sobie na dogranie mnóstwa smaczków; występując na żywo, ograniczyła się do efektów, jakie można uzyskać za sprawą syntezatorów i elektroniki. A to i tak całkiem sporo. W efekcie „uproszczone” nie oznacza wcale „ubogie”. Muzyka Horntvetha – wszak on jest twórcą wszystkich utworów – brzmi więc odpowiednio bogato i nie traci nic na wyrazistości. Zyskuje natomiast na żywiołowości.
Czego należy się spodziewać? Mnóstwa czarownych dźwięków, za które odpowiadają przede wszystkim klawiszowcy (Lars i Øystein Moen) oraz sekcja dęta (na saksofonach zagrał Lars, na tubie jego siostra Line, a na puzonie Erik Johannessen). Basista Even Ormestad i perkusista Martin Horntveth (brat Line i Larsa) postarali się natomiast o jazzrockowe zakorzenienie muzyki, pozwalając sobie na mnóstwo rytmicznych kombinacji. Pozostający zazwyczaj w cieniu gitarzysta Marcus Forsgren ograniczył się z kolei do krótkich, ale intensywnych wejść – niekiedy zadziornych, aczkolwiek subtelnych i stonowanych. Nie można zapominać także o „anielskich” – widocznie tak wpłynęły na nich „okoliczności przyrody” – chórkach, które były głównie dziełem Marcusa i Erika.
Całość trwa niespełna czterdzieści dwie minuty. Odrobinę dłużej niż „Pyramid”. Nie wynika to jednak ze zmian wprowadzonych w poszczególnych utworach, lecz z faktu, że – jak to bywa na koncertach – muzycy dawali spokojnie wybrzmieć instrumentom na koniec każdego z numerów. Muzycznie nie ma istotnych zmian: „Tomita” oparty jest na brzmieniach syntezatorów (w końcu dedykowano go japońskiemu mistrzowi klawiszy), „Spiral Era” zmierza w stronę psychodelicznie odczytanego post-rocka, w „The Shrine” (nawiązującym do artystycznych dokonań Feli Kutiego) nie brakuje ani funkowych wtrętów basu i perkusji, ani bigbandowych dęciaków, natomiast w „Apex” króluje elektronika (bywa że taneczna). Jak na album, który ma zrekompensować wielbicielom Jaga Jazzist oczekiwanie na kolejne koncerty – więcej naprawdę nie trzeba. Zwłaszcza że wartością dodaną staje się obraz.
koniec
22 czerwca 2021
Skład:
Lars Horntveth – gitara elektryczna, saksofony, syntezatory, muzyka
Marcus Forsgren – gitara elektryczna, chórki
Line Horntveth – tuba, chórki
Erik Johannessen – puzon, chórki
Øystein Moen – syntezatory
Andreas Mjøs – wibrafon
Even Ormestad – gitara basowa
Martin Horntveth – perkusja, instrumenty perkusyjne, programowanie

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Pierwsze wyjście z mroku
Sebastian Chosiński

29 VII 2021

Jest ich czworo. Kobieta i trzech mężczyzn. Każde ma na koncie już spore zasługi dla polskiego rocka, można więc określić ich mianem supergrupy. Nazwali się That’s How I Fight, a swój pierwszy album zatytułowali – adekwatnie do sytuacji – „Movement One”. Najbardziej zadowoleni z niego będą wielbiciele post-rocka, chociaż nie tylko oni powinni sięgnąć po to wydawnictwo.

więcej »

Milian od Bacha do Skaldów
Sebastian Chosiński

27 VII 2021

Chociaż zmarł kilka lat temu, to w pamięci – nie tylko polskich – wielbicieli jazzu wciąż żyje. I pewnie żyć będzie do końca świata. A przysłużą się temu również takie wydawnictwa, jak „Good Vibes of Milian” Septetu Bernarda Maselego. Jeśli zaliczacie się do fanów wibrafonisty Jerzego Miliana, ta płyta będzie prawdziwym balsamem na Wasze uszy.

więcej »

Krótko o muzyce: Krůk Krukowi oka nie wykole
Sebastian Chosiński

22 VII 2021

Do niedawna jeszcze na polskiej scenie muzycznej nazwa Kruk kojarzyła się przede wszystkim z zespołem grającym melodyjny hard rock. Trzy lata temu jednak na scenę odważnie wkroczyła warszawska grupa… Krůk, której twórczość zahacza o folk i rockową alternatywę. Świadczy o tym jej ubiegłoroczny pełnowymiarowy debiut – „Nibykwiaty”.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Pierwsze wyjście z mroku
— Sebastian Chosiński

Do tańca, nie do różańca
— Sebastian Chosiński

Radość zawsze kończy się smutkiem
— Sebastian Chosiński

Z odległej planety Umeå
— Sebastian Chosiński

Skandynawski walec na „Brzuchatym Wzgórzu”
— Sebastian Chosiński

Eklektycznie… elektrycznie… magicznie…
— Sebastian Chosiński

Improwizowana psychodeliczna rumba
— Sebastian Chosiński

Finis coronat opus
— Sebastian Chosiński

Czysta magia, czyli… sukces z chaosu
— Sebastian Chosiński

Magia, okultyzm i akt wiary
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.