Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 17 września 2021
w Esensji w Esensjopedii

Non Violent Communication
‹Emocje›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułEmocje
Wykonawca / KompozytorNon Violent Communication
Data wydania2021
Wydawca Audio Cave
NośnikCD
Czas trwania48:30
Gatunekjazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Rafał Wawszkiewicz, Michał Głowacki, Grzegorz Chudzik, Arkadiusz Lerch
Utwory
CD1
1) Radość06:59
2) Złość13:13
3) Strach06:08
4) Wstręt06:01
5) Smutek16:08
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Radość zawsze kończy się smutkiem
[Non Violent Communication „Emocje” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Nadszedł czas zmian! Po pierwsze: kwartet Non Violent Communication skrócił swoją nazwę do NVC. Po drugie: wymienił basistę. Po trzecie: nie poszedł do studia na żywioł. Jedno tylko nie uległo zmianie: drugi album grupy – „Emocje” – jest tak samo dobry, jak debiutanckie „Obserwacje”. I wciąż ma wielkie szanse zadowolić najwybredniejszych wielbicieli rocka i free jazzu.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Radość zawsze kończy się smutkiem
[Non Violent Communication „Emocje” - recenzja]

Nadszedł czas zmian! Po pierwsze: kwartet Non Violent Communication skrócił swoją nazwę do NVC. Po drugie: wymienił basistę. Po trzecie: nie poszedł do studia na żywioł. Jedno tylko nie uległo zmianie: drugi album grupy – „Emocje” – jest tak samo dobry, jak debiutanckie „Obserwacje”. I wciąż ma wielkie szanse zadowolić najwybredniejszych wielbicieli rocka i free jazzu.

Non Violent Communication
‹Emocje›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułEmocje
Wykonawca / KompozytorNon Violent Communication
Data wydania2021
Wydawca Audio Cave
NośnikCD
Czas trwania48:30
Gatunekjazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Rafał Wawszkiewicz, Michał Głowacki, Grzegorz Chudzik, Arkadiusz Lerch
Utwory
CD1
1) Radość06:59
2) Złość13:13
3) Strach06:08
4) Wstręt06:01
5) Smutek16:08
Wyszukaj / Kup
To truizm, ale nadzwyczaj prawdziwy: czas płynie szybko, bardzo szybko. Nawet się nie spostrzegłem, gdy okazało się, że od wydania debiutanckiego albumu formacji Non Violent Communication – „Obserwacje” – minęły już dwa lata. A wydawało się, że to było… oczywiście, że nie wczoraj czy przed miesiącem, ale nie więcej niż przed rokiem. W ciągu tych dwóch lat, zapewne – z powodu pandemii koronawirusa – nie tak intensywnych, jak muzycy planowali, trochę się jednak w zespole zadziało. Przede wszystkim nastąpiła istotna zmiana personalna: z kolegami rozstał się basista Łukasz Lembas, na miejsce którego przyjęto zaprawionego w rockowo-industrialnych bojach Grzegorza Chudzika. Przed laty dał się on poznać jako współtwórca gotycko-metalowego Lorien („Czarny kwiat lotosu”, 2002), a następnie industrialnych Maszyn i Motyli („Panoptikon”, 2014; „Czas”, 2017) oraz kultowego już Rigor Mortiss („Brud”, 2016). Nie da się ukryć, że to potężne wzmocnienie grupy…
…w której poza tym, podobnie jak na „Obserwacjach”, grają: saksofonista Rafał Wawszkiewicz (niegdyś w Merkabah, Sting Nie Zagra w Kazachstanie), bębniarz Arkadiusz Lerch (Ssaki, So Slow, Sunrise i wiele innych) oraz odpowiedzialny za elektronikę Michał Głowacki (Latające Pięści). Ta trójka – plus Lembas – spotkała się już wcześniej w składzie postrockowo-ambientowego So Slow, biorąc udział w rejestracji albumu „3T” (2017). Właśnie podczas tej sesji narodził się pomysł stworzenia Non Violent Communication. Jeśli jednak ktoś spodziewał się, że pod nowym szyldem artyści ci będą grać starą muzykę – już pierwsze sekundy utworu otwierającego debiutancki krążek musiały wyprowadzić go z błędu. Dla niektórych uszu to wyprowadzanie mogło być nawet dość bolesne. NVC (taka nazwa widnieje na nowym wydawnictwie kwartetu) gra bowiem zadziornego rocka psychodelicznego wymieszanego z free jazzem.
Nie jest to może twórczość tak bardzo ekstremalna, jak miało to miejsce w przypadku formacji PainKiller czy Naked City kierowanych przez Johna Zorna, ale też nie aż tak odległa. Sesja do „Emocji” odbyła się w warszawskim studiu Moustache Ministry. Poszło szybko: nagranie, mix i mastering zamknęły się w trzech miesiącach – pomiędzy styczniem a marcem tego roku. A do sprzedaży płyta trafiła – za sprawą krakowskiego Audio Cave – już w czerwcu. I słusznie. Nie było na co czekać, tym bardziej że wielbiciele NVC każdy dzień zwłoki mogliby uznać za nieuzasadnione znęcanie się. Zwłaszcza gdyby, zgodnie z tytułem, dali ponieść się emocjom.
Biorąc pod uwagę tytuły instrumentalnych kompozycji, „Emocje” powinniśmy traktować jako concept-album: opowieść o ludzkiej naturze i jej reakcjach na zmieniające się bodźce zewnętrzne (czy to wynikające z relacji interpersonalnych, czy też będących skutkiem sytuacji społecznej, politycznej bądź gospodarczej). Temat to, nie ma co ukrywać, wyjątkowo aktualny, w Polsce – aktualniejszy tym bardziej. Na całość – niemal pięćdziesięciominutową – złożyło się pięć utworów. Czy z długości ich trwania można wyciągać jakieś ogólniejsze wnioski (najdłuższymi numerami są „Smutek” i „Złość”), nie mam pewności. Ale na sto procent znaczące są tytuły i fakt, że aż cztery z nich odnoszą się do emocji jednoznacznie bądź raczej negatywnych (do dwóch wcześniej wymienionych należy dorzucić jeszcze „Strach” i „Wstręt”) – musi być konkretnym sygnałem wysłanym przez zespół. I to cały, bo wydany materiał jest dziełem wszystkich członków NVC.
Z informacji, jakie docierały do mediów już wcześniej, wynika, że przygotowując się do nagrania „Emocji”, kwartet przyjął nieco inne założenie, niż to, jakie przyświecało mu podczas pracy nad „Obserwacjami”. Tamta płyta była de facto jedną wielką improwizacją rockowo-jazzową; teraz muzycy przed wejściem do studia przygotowali ogólne założenia kompozycji, które stały się podstawami późniejszych improwizacji. Tym samym wciąż pozostawiali sobie dużą swobodę twórczą, co było konieczne, aby nie wypaczyć idei całej płyty. Od czego zaczęli? Trochę zaskakująco, bo od… „Radości” (i nie chodzi tu wcale o podwarszawską miejscowość, która teraz jest już integralną częścią stolicy). Ale czy rzeczywiście ten numer nastraja tak bardzo optymistycznie? Owszem, nie brakuje mu intensywności (za którą odpowiada głównie sekcja rytmiczna) ani emocjonalności (tu dokłada się nade wszystko saksofonista), ale jest i odrobina – wygenerowanego przez elektronikę – nastroju, choć w tym przypadku ewoluuje to w stronę niepokojącego industrialu.
I trudno się dziwić, ponieważ tuż po „Radości” wpadamy prosto w „Złość”, a ta często nie bierze jeńców. Kwartetowi zaś bardzo dokładnie udało się odwzorować w muzyce to uczucie. Motorycznej, punkowej, a nawet hardcore’owej perkusji towarzyszy tu nadzwyczaj głośny, sprzężony bas, do których z czasem dołącza „bzyczący” jak stado os (względnie szerszeni) saksofon. Brzmi groźnie, prawda? A jeżeli zastanawiacie się, do czego to wszystko zmierza – spieszę z odpowiedzią: do zagranego na metalową modłę free jazzu, który tyleż zawdzięcza Johnowi Coltrane’owi i Ornette’owi Colemanowi, co panom z norweskiego Shining. W tym nieposkromionym, podlanym psychodelicznym sosem gniewie tkwi jednak ogromny urok, który wynika ze szczerości przekazu. Tak samo ma się rzecz ze „Strachem”, który wyrasta ze „Złości”. Dominują w nim frapujące elektroniczne tła i – po raz kolejny – psychodeliczny saksofon, który nabiera takiej mocy, że zdaje się rozwierać skrzydła nad całością.
Zadajecie sobie już pytanie, co może nastąpić po „Strachu”? Panowie z NVC nie mają litości, dlatego czwarta muzyczna ilustracja odwołuje się do „Wstrętu” (nie zdziwiłbym się, gdyby inspiracją do powstania akurat tego utworu naprawdę był słynny film Romana Polańskiego). Początek tej kompozycji może jednak zaskoczyć: nie brakuje mu bowiem klarowności, dopiero w drugiej części – za sprawą saksofonowych peregrynacji Rafała Wawszkiewicza – nabiera adekwatnego do tytułu charakteru. Grane przez niego dźwięki są doprawdy drażniące i odpychające, choć jednocześnie turpistycznie fascynujące. Wieńczy całe to emocjonalne rozedrganie szesnastominutowy „Smutek”. Bez niego ta płyta miałaby zupełnie inny charakter; pozostawiałaby słuchacza w psychicznym rozdarciu, poturbowanego, skłonnego do agresji (może nawet autoagresji). „Smutek”, choć także ma bardzo różne oblicza, mimo wszystko tonuje nastrój i pozwala do całości podejść z należytym dystansem.
koniec
13 lipca 2021
Skład:
Rafał Wawszkiewicz – saksofony
Michał Głowacki – elektronika, komputer
Grzegorz Chudzik – gitary basowe
Arkadiusz Lerch – perkusja

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Czekajcie, a będzie Wam dane!
Sebastian Chosiński

14 IX 2021

Czy zwątpiłem? Trochę. Czy wierzyłem? W głębi duszy – na pewno. Kiedy na nową studyjną płytę jednego ze swoich najulubieńszych zespołów trzeba czekać długie cztery lata – wątpliwości, czy się w ogóle ukaże, są uzasadnione. I potrzebna jest też wielka wiara, że to się jednak stanie. I w końcu jest: „En annan värld” – perfekcyjny pod każdym względem najnowszy album szwedzkiej Agusy.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Syreni śpiew (bez słów)
Sebastian Chosiński

9 IX 2021

Chociaż nazwa zespołu może kojarzyć się ze Szkocją, a miasto, w jakim rezydują muzycy – Frankfurt nad Menem – z Niemcami, tworzą go obecnie trzej… Polacy. Album „Sirens”, który ukaże się w sprzedaży w przyszły piątek, to drugie pełnowymiarowe wydawnictwo Glasgow Coma Scale, które lokuje formację wśród najciekawszych europejskich wykonawców spod znaku post-rocka i post-metalu.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Free jazz ma wiele twarzy
Sebastian Chosiński

7 IX 2021

Znają się już kilka dobrych lat, doskonale się rozumieją i perfekcyjnie ze sobą współpracują. Jako freejazzowy duet Skerebotte Fatta Jan Małkowski i Dominik Mokrzewski wydali właśnie drugą płytę, której tytuł, „Appaz”, nawiązuje do postaci pewnego legendarnego muzyka jazzrockowego ze Stanów Zjednoczonych. Ale takich ananimicznych odniesień jest na tym albumie znacznie więcej.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.