Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 28 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Skrim
‹The Crooked Path›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułThe Crooked Path
Wykonawca / KompozytorSkrim
Data wydania27 sierpnia 2021
Wydawca Hubro Records
NośnikCD
Czas trwania38:18
Gatunekelektronika, jazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Stian Westerhus, Ståle Storløkken, Morten Qvenild, Gard Nilssen
Utwory
CD1
1) When Mammals Go Dancing18:24
2) Akihabara By Night19:53
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Kosmiczna małpa wydała krzyk!
[Skrim „The Crooked Path” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Najcudowniejsze są supergrupy, które objawiają się nagle i niespodziewanie. W których talenty tworzących je muzyków sumują się, w efekcie czego powstają dzieła niezapomniane. Oceniany pod wpływem chwili album „The Crooked Path” norweskiego zespołu Skrim (ewentualnie SKRIM) pozostawia fantastyczne wrażenie. Jak będzie za rok, pięć, dziesięć? Jestem pewien, że tak samo. Pytanie tylko, czy wtedy będziemy jeszcze o nich pamiętać…

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Kosmiczna małpa wydała krzyk!
[Skrim „The Crooked Path” - recenzja]

Najcudowniejsze są supergrupy, które objawiają się nagle i niespodziewanie. W których talenty tworzących je muzyków sumują się, w efekcie czego powstają dzieła niezapomniane. Oceniany pod wpływem chwili album „The Crooked Path” norweskiego zespołu Skrim (ewentualnie SKRIM) pozostawia fantastyczne wrażenie. Jak będzie za rok, pięć, dziesięć? Jestem pewien, że tak samo. Pytanie tylko, czy wtedy będziemy jeszcze o nich pamiętać…

Skrim
‹The Crooked Path›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułThe Crooked Path
Wykonawca / KompozytorSkrim
Data wydania27 sierpnia 2021
Wydawca Hubro Records
NośnikCD
Czas trwania38:18
Gatunekelektronika, jazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Stian Westerhus, Ståle Storløkken, Morten Qvenild, Gard Nilssen
Utwory
CD1
1) When Mammals Go Dancing18:24
2) Akihabara By Night19:53
Wyszukaj / Kup
Jeżeli Karol Darwin nie ściemniał (a raczej nie miał ku temu powodów), to ludzie pochodzą od małp człekokształtnych. A norweski zespół Skrim (względnie SKRIM) – od… małpy kosmicznej. Konkretniej: od duetu sPace moNkey (sic!), który powstał z inicjatywy urodzonego w 1978 roku w Kongsbergu (na południu Norwegii) pianisty Mortena Qvenilda oraz młodszego od niego o pięć lat perkusisty Garda Nilssena (rodem ze Skien). Ten pierwszy miał już wtedy na koncie pięcioletnią współpracę z Shining (1999-2004) oraz koncertowy epizod z Jaga Jazzist (2001); ten drugi natomiast był w trakcie świetnie rozwijającej się kariery. Liczba projektów, w jakie się zaangażował się bębniarz, robi ogromne wrażenie; wymienię zaledwie kilka najistotniejszych: Maciej Obara Quartet, Bushman’s Revenge, Amgala Temple, Cortex, Starlite Motel, Acoustic Unity, Supersonic Orchestra. Pewnie z tego właśnie powodu sPace moNkey okazał się zespołem efemerycznym, który pozostawił po sobie tylko jedno wydawnictwo – „The Karman Line” (2014). Minęło jednak pięć lat i…
W 2019 roku organizatorzy prestiżowego festiwalu jazzowego w Molde postanowili uczynić jego głównym bohaterem właśnie Garda. Na sześciodniową imprezę, odbywającą się od 15 do 20 lipca, mógł on zaprosić wybranych przez siebie gości, jak również zaprezentować własną twórczość. Nilssen wpadł wówczas na pomysł, aby ponownie wystąpić z Qvenildem, jednak w nieco szerszej formule. Do współpracy zaprosił więc dwóch kolejnych artystów i to takich z najwyższej półki. Chodzi o gitarzystę Stiana Westerhusa oraz doskonale znanego czytelnikom „Esensji” organistę (grającego także na innych instrumentach klawiszowych) Stålego Storløkkena (Møster!, Reflections in Cosmo, Motorpsycho, Elephant9, Humcrush, Krokofant). By jednak nie wyjść na scenę prosto z ulicy, muzycy postanowili wcześniej ograć się w studiu. W sumie w Amper Tone w Oslo spędzili zaledwie dwa dni – 3 i 4 czerwca – ale efekt ich pracy okazał się nadzwyczajny. Dziwić może jedynie to, że na upublicznienie tego materiału trzeba było czekać… ponad dwa lata. Zlitowało się nad nim dopiero wydawnictwo Hubro Records – i wielka chwała mu za to!
Powie ktoś: takie gwiazdy skandynawskiego jazzu, a wcale się nie wysilili. Tylko trzydzieści osiem minut muzyki (nie licząc tych osiemnastu sekund). Owszem, ale za to jakiej! Muzyki, po wysłuchaniu której nie będziecie już takimi samymi ludźmi. Bo albo polegniecie i wtedy zostanie Wam tylko Michael Bublé, albo powstaniecie z martwych, otrzepiecie kurz i twardzi jak stal – poprosicie o więcej. Zawartość „The Crooked Path” jest bowiem – z kilkuminutowymi wyjątkami – ekstremalna. Wyobraźcie sobie współczesny free jazz, ale zagrany bez wykorzystania dęciaków, za to z potężną porcją efektów elektronicznych, które dosłownie wdzierają się w umysł i przewiercają go na wylot. Elektronice podporządkowane jest tutaj dosłownie wszystko: pozostałe instrumenty – od gitary, poprzez organy Hammonda i syntezatory, aż po perkusję – najczęściej stanowią tło, rzadko wybijają się na plan pierwszy. A o granych na nich solówkach należy z miejsca zapomnieć.
Zaczyna się ta płyta od „When Mammals Go Dancing” – ponad osiemnastominutowej improwizowanej podróży, w czasie której Norwegowie chętnie nawiązują do klasyki noise’u (wielbiciele takich wykonawców, jak Akita Masami, szerzej znany pod pseudonimem Merzbow, będą w stu procentach usatysfakcjonowani). Ale jednocześnie generują dźwięki, które tętnią życiem i w których nie ma nic odhumanizowanego. Początek utworu nie zapowiada jednak wcale takiego ekstremum. Przeciwnie, pierwsze minuty to stonowana introdukcja z efektami elektronicznymi dobiegającymi z dalekiego planu. Dopiero po czasie muzyka nabiera dynamiki i emocji; ścieżki instrumentów nakładają się na siebie, do tego dochodzą noise’owe pogłosy i sprzężenia. Improwizując na całego, muzycy wcale nie wchodzą sobie w drogę. Jest dokładnie na odwrót: idealnie się zazębiają, by wykrzesać jak najpotężniejszą energię. Środkowa część „When Mammals Go Dancing” ma w sobie moc małej elektrowni jądrowej.
Może właśnie z powodu takiego skojarzenia, dostrzegam w tej kompozycji również potężną dawkę niepokoju, a nawet spowijającego ją mroku. I chociaż utwór drugi – dłuższy od poprzednika o półtorej minuty „Akihabara By Night” – wyrasta z tych samych korzeni, niesie ze sobą inne emocje. Nie tylko introdukcja jest bardziej rozbudowana, ale też w całym numerze więcej jest „żywych” instrumentów: istotną rolę odgrywa – i to już we wstępie – perkusja Nilssena, a w dalszych partiach gitara Westerhusa i tradycyjnie podniosłe Hammondy Storløkkena. Zapewne to z tego powodu w niektórych momentach przez noise’owe improwizacje przebija się… melodia. Nie da się do niej wprawdzie zatańczyć, z zanuceniem jej także pewnie ogromny byłby problem, ale w powodzi dźwięków przyprawiających o palpitację serca i rozstrój nerwowy – jest ona jak wysepka na oceanie. Daje nadzieję na to, że uda nam się nie utonąć. Inna sprawa, że w ostatnich minutach sami muzycy rzucają koło ratunkowe, stopniowo gasząc rozpętany pożar.
Prawdopodobnie Skrim (względnie SKRIM) okaże się taką samą efemerydą jak sPace moNkey i więcej już o nim nie usłyszymy. Piszę jednak te słowa z ogromną nadzieją, że kiedyś przyjdzie mi je „odszczekać”, ponieważ panowie Qvenild, Nilssen, Westerhus i Storløkken dojdą mimo wszystko do wniosku, że fajnie byłoby jeszcze kiedyś podręczyć słuchaczy swym wyrafinowanym, na wskroś nowoczesnym free jazzem. I że nie wpadną wtedy na pomysł, by poszerzyć instrumentarium o saksofony.
koniec
2 września 2021
Skład:
Stian Westerhus – gitara elektryczna, efekty elektroniczne
Ståle Storløkken – organy Hammonda, syntezatory, efekty elektroniczne
Morten Qvenild – fortepian elektryczny, syntezatory, efekty elektroniczne
Gard Nilssen – perkusja, instrumenty perkusyjne, efekty elektroniczne

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Chińska lutnia, afrykańska harfa
Sebastian Chosiński

26 X 2021

Ani nazwa zespołu (Gondhawa), ani tytuł jego debiutanckiej płyty („Käampâla”), ani nawet zawarta na niej muzyka (mocno orientalizująca) – nie wskazują na francuskie pochodzenie formacji. A jednak! Grupa ma swoją siedzibę, jak na do tej pory, w leżącym w Kraju Loary Angers. Choć kto wie, może kiedy zdobędzie popularność, muzycy postanowią przeprowadzić się do Paryża…

więcej »

Poobiednie lenistwo
Sebastian Chosiński

19 X 2021

Po „Continuation” i „Suicie słonecznej” nadeszła pora na „Afternoon” – trzeci album z archiwaliami Koman Bandu. Tym razem do słuchaczy trafiły nagrania z 1981 roku, stylistycznie dalekie od tego, co zespół grał w latach 70. Dla wielbicieli fusion płyta może być lekkim rozczarowaniem, ale ci, którzy gustują w instrumentalnym funku i soulu będą na pewno ukontentowani.

więcej »

Śpij, kochanie, po słonecznej stronie ulicy
Sebastian Chosiński

14 X 2021

Materiał opublikowany na „Saxesful Vol. II” przez trzy lata spoczywał w archiwum. Trębacz Piotr Schmidt zdecydował się upublicznić go latem tego roku, dedykując przy okazji swemu zmarłemu miesiąc wcześniej ojcu – postaci ważnej nie tylko, co oczywiste, dla samego artysty, ale całego polskiego jazzu. Podobnie jak w przypadku „Saxesful”, tu również słyszymy wspomagających Kwartet Schmidta wybitnych polskich saksofonistów.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.