Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 7 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Klochard
‹Mundus est Domus›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMundus est Domus
Wykonawca / KompozytorKlochard
Data wydania9 listopada 2021
NośnikCD
Czas trwania42:32
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Carlos Bolivar, Hector Chavez
Utwory
CD1
1) Rockadaemia04:44
2) Organic Deceiver05:19
3) Interdimensionality07:58
4) Solar Flare04:41
5) Unrest03:14
6) Lignite Harvest02:45
7) Weed Gardering07:28
8) Stoneretto 666 D Moll04:33
9) Switch Off01:46
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Dobrzy rzemieślnicy z Mexico City
[Klochard „Mundus est Domus” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Można odnieść wrażenie, że meksykański gitarzysta (i nie tylko) Carlos Bolivar to bardzo niespokojny duch. Co rusz tworzy nowe projekty, z którymi nagrywa kolejne płyty. Ten najnowszy to… Klochard – trochę (neo)progresywny, trochę metalowy, w najmniejszym stopniu krautrockowy. „Mundus est Domus” na kolana nikogo nie rzuci, ale zapewni czterdzieści minut ciekawej muzycznej podróży.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Dobrzy rzemieślnicy z Mexico City
[Klochard „Mundus est Domus” - recenzja]

Można odnieść wrażenie, że meksykański gitarzysta (i nie tylko) Carlos Bolivar to bardzo niespokojny duch. Co rusz tworzy nowe projekty, z którymi nagrywa kolejne płyty. Ten najnowszy to… Klochard – trochę (neo)progresywny, trochę metalowy, w najmniejszym stopniu krautrockowy. „Mundus est Domus” na kolana nikogo nie rzuci, ale zapewni czterdzieści minut ciekawej muzycznej podróży.

Klochard
‹Mundus est Domus›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMundus est Domus
Wykonawca / KompozytorKlochard
Data wydania9 listopada 2021
NośnikCD
Czas trwania42:32
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Carlos Bolivar, Hector Chavez
Utwory
CD1
1) Rockadaemia04:44
2) Organic Deceiver05:19
3) Interdimensionality07:58
4) Solar Flare04:41
5) Unrest03:14
6) Lignite Harvest02:45
7) Weed Gardering07:28
8) Stoneretto 666 D Moll04:33
9) Switch Off01:46
Wyszukaj / Kup
To jest – prawdopodobnie (jeżeli pamięć mnie nie zawodzi) – mój pierwszy raz. Pierwszy raz, kiedy biorę na warsztat zespół z… Meksyku. A właśnie stamtąd – konkretnie to ze stolicy tego państwa – pochodzi duet Klochard, któremu lideruje multiinstrumentalista Carlos Bolivar. To bardzo znana postać na tamtejszej scenie rockowej, muzyk aktywny od dobrych dwóch dekad. Na koncie ma albumy nagrane pod przeróżnymi szyldami – między innymi Orfeo („Orfeo”, 2003), Hombre Perro („Lost Psychedelic Jams”, 2004), Canis Lupus („Canis Lupus”, 2008; „Hunting Season”, 2020), El Brujo („Voodoo Rock”, 2010; „Tlon uqbar orbis sonus”, 2015; soundtrack „Sinestesia”, 2017), Scenics View („Scenics View”, 2014/2021), a teraz jeszcze wspomniany Klochard.
Zespół ten Carlos Bolivar – grający w nim na gitarach (solowej, rytmicznej, akustycznej i basowej), syntezatorach oraz odpowiadający za efekty elektroniczne – współtworzy z perkusistą Hectorem Chavezem. Zarejestrowany w tym roku przez obu muzyków materiał, który zatytułowany został „Mundus est Domus”, ukazał się – za ich własne pieniądze – 9 listopada. Stylistycznie lokuje się on w kręgu wcześniejszych zainteresowań lidera, co oznacza, że na płycie usłyszeć można przede wszystkim klasyczny rock progresywny, ale dochodzą do tego również elementy heavy metalu, a także – i to jest rzecz najbardziej obiecująca – krautrocka. Jeżeli więc przypadły Wam do gustu polecane nie tak dawno w tej rubryce płyty grup Electric Eye („Horizons”) oraz Gondhawa („Käampâla”) – wysłuchawszy „Mundus est Domus”, nie poczujecie zawodu.
Przyznam, że do podobnych formacji, określanych często mianem one-man-project (czy one-man-band) pochodzę z dużą nieufnością. Często prezentowana przez nie muzyka, choć na poziomie, brzmi kanciaście, brak w niej fajerwerków, a nierzadko – zwyczajnie serca i emocji. Nawet uważane za wybitne dzieło „Dzwony rurowe” Mike’a Oldfielda nie są przecież pozbawione słabszych momentów. A co dopiero, kiedy przed podobnym wyzwaniem stają artyści znacznie mniejszego formatu. Dla Bolivara szczęściem jest to, że Klochard to jednak nie do końca taki jednoosobowy zespół. Obowiązki perkusisty Carlos powierzył bowiem innemu muzykowi. Czy to oznacza, że po wysłuchaniu „Mundus est Domus” nie ma się do czego przyczepić? Nic z tych rzeczy! Niektóre utwory rzeczywiście pozbawione są „życia”, przypominają matematyczny wzór, linię prostą wytyczoną od punktu „a” do punktu „b”.
Tak jednak bywa, gdy muzyk nie czuje do końca instrumentów, po które sięga. Owszem, potrafi na nich zagrać, lecz, będąc sprawnym rzemieślnikiem, robi to co najwyżej poprawnie. Tak właśnie jest z Bolivarem. Bez wątpliwości, gdyby swoje obowiązki rozłożył na trzech dodatkowych artystów (drugiego gitarzystę, basistę i klawiszowca), brzmiałoby to ciekawiej, większy byłby rozmach i zaangażowanie. Trochę żal, bo kompozycyjnie album Klocharda nawet się broni, a kilka utworów nawet zdecydowanie wybija się ponad przeciętność. Intrygująco wypada otwarcie pod postacią „Rockadaemii”, w której heavymetalowy riff gitary wzbogaca progresywną narrację, podobnie zresztą jak wykorzystana w tym utworze elektronika i – w dalszej części – keyboardy. Tu wszystko jest na swoim miejscu i trudno do czegoś się przyczepić. Broni się również nastrojowy „Organic Deceiver”, w którym Carlos sięga po gitarę akustyczną i prowadzi dialog z… sobą samym grającym na gitarze elektrycznej.
Później jednak zaczyna się czas przeciętniactwa. Neoprogresywny „Interdimensionality” (z pulsującymi syntezatorami narzucającymi rytm) ciągnie się przez osiem minut i gdyby nie wrzynające się w uszy modulowane partie syntezatorów, nie dałby się w żaden sposób zapamiętać. Nie lepiej wypada „Solar Flare”, w którym dominujące nad pozostałymi instrumentami syntezatory przyćmiewają nawet – i wcale nie w pozytywnym tego słowa znaczeniu – nastrojową partię gitary. Motoryczny „Unrest” wypada z pamięci od razu po zakończeniu. Za to w „Lignite Harvest” uwagę przykuwa obiecująca transowość – co z tego jednak, skoro tak obiecujący utwór kończy się po niespełna trzech minutach. A to akurat jeden z tych, którym na pewno nie zaszkodziłoby rozciągnięcie o kilka kolejnych (na przykład kosztem wspomnianego wcześniej „Interdimensionality”).
Szczęściem w nieszczęściu, że końcówka „Mundus est Domus” wypada ponownie ciekawiej. Powłóczyste gitary i klawisze w „Weed Gardering” poprawią samopoczucie każdego wielbiciela rocka progresywnego. Podobnie jak nawiązujący do muzyki klasycznej niemal taneczny, ale bez przesady, „Stoneretto 666 D Moll”. Pojawia się w nim także najlepsza gitarowa solówka Bolivara. Aż żal, że częściej Carlos nie decydował się na takie inspiracje. Całość zamyka nastrojowa – niespełna dwuminutowa – miniatura „Switch Off”, będąca duetem gitary akustycznej i subtelnych perkusjonaliów. Trzeba przyznać, że Chavez popisał się tutaj sporym wyczuciem. Choć akurat i za wcześniejsze utwory nie można mieć do niego przesadnych pretensji. Z zadania, jakie postawił przed nim lider projektu, wywiązał się właściwie – jak na dobrego rzemieślnika przystało.
koniec
16 listopada 2021
Skład:
Carlos Bolivar – gitara elektryczna, gitara akustyczna, gitara basowa, instrumenty klawiszowe, efekty elektroniczne
Hector Chavez – perkusja

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Paryski spleen
Sebastian Chosiński

18 XI 2021

Nie znacie Alco Frisbass? Nie przejmujcie się tym. Ja też do niedawna ich nie znałem. Ale kiedy już poznałem – polubiłem. Jak pewnie powinni polubić to francuskie trio wszyscy, którzy gustują w rocku symfonicznym z lat 70. XX wieku. Jeżeli bowiem o ciarki na plecach przyprawiają Was wszechobecne w muzyce rockowej syntezatory – album „Le mystère du Gué Pucelle” okaże się stworzony wprost dla Was.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Twardziele z Zagłębia Ruhry
Sebastian Chosiński

11 XI 2021

Postindustrialne krajobrazy różnie wpływają na mieszkańców regionów uprzemysłowionych – jednych przyprawiają o myśli depresyjne, innym dają kopa do aktywnej działalności. W przypadku muzyków zespołu Plaindrifter, który narodził się w niemieckim Gelsenkirchen, mamy do czynienia z tym drugim. Czego najjaskrawszym dowodem pełnowymiarowy debiut tria – album „Echo Therapy”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Widok z latarni morskiej
Sebastian Chosiński

9 XI 2021

Po czterech latach oczekiwania norweski kwartet Electric Eye przypomniał o sobie albumem „Horizons”. I chociaż tytuł wydawnictwa trudno uznać za szczególnie oryginalny, jego zawartość jest w stanie przyprawić o szybsze bicie serca każdego, kto przed laty fascynował się klasykami krautrocka i psychodelii. Którym bliscy są tacy wykonawcy, jak Kraftwerk, Embryo, Can czy Faust.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.