Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 16 stycznia 2022
w Esensji w Esensjopedii

The Spacelords
‹Unknown Species›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułUnknown Species
Wykonawca / KompozytorThe Spacelords
Data wydania3 grudnia 2021
Wydawca Tonzonen Records
NośnikCD
Czas trwania43:29
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Matthias „Hazi” Wettstein, Erhard „Akee” Kazmaier, Marcus Schnitzler
Utwory
CD1
1) F.K.B.D.F.08:10
2) Unknown Species14:53
3) Time Tunnel20:26
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Tunelem do przeszłości
[The Spacelords „Unknown Species” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Psychodeliczno-spacerockowe trio The Spacelords po prawie dwóch latach milczenia przypomniało o sobie nową płytą. Krążek „Unknown Species” ujrzał światło dzienne wprawdzie na początku grudnia, ale to już i tak – w większości przypadków – za późno, by wziąć go pod uwagę przy sporządzaniu list najlepszych albumów 2021 roku. Tym bardziej należy o nim pamiętać podczas wykonywania tej samej czynności za jedenaście miesięcy.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Tunelem do przeszłości
[The Spacelords „Unknown Species” - recenzja]

Psychodeliczno-spacerockowe trio The Spacelords po prawie dwóch latach milczenia przypomniało o sobie nową płytą. Krążek „Unknown Species” ujrzał światło dzienne wprawdzie na początku grudnia, ale to już i tak – w większości przypadków – za późno, by wziąć go pod uwagę przy sporządzaniu list najlepszych albumów 2021 roku. Tym bardziej należy o nim pamiętać podczas wykonywania tej samej czynności za jedenaście miesięcy.

The Spacelords
‹Unknown Species›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułUnknown Species
Wykonawca / KompozytorThe Spacelords
Data wydania3 grudnia 2021
Wydawca Tonzonen Records
NośnikCD
Czas trwania43:29
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Matthias „Hazi” Wettstein, Erhard „Akee” Kazmaier, Marcus Schnitzler
Utwory
CD1
1) F.K.B.D.F.08:10
2) Unknown Species14:53
3) Time Tunnel20:26
Wyszukaj / Kup
Chociaż zespół Hawkwind wciąż ma się świetnie (to znaczy koncertuje i nagrywa nowe płyty), nie brakuje na całym świecie grup, które mogłyby zająć jego miejsce, gdyby pewnego dnia Dave Brock – obecny lider brytyjskiej formacji – zdecydował się na ostateczne zakończenie jej działalności. Jedną z nich mogłoby być niemieckie trio The Spacelords, które od 2008 roku konsekwentnie idzie drogą wytyczoną przez prekursorów i twórców progresywnego space-rocka. Przed miesiącem muzycy rezydujący obecnie w Reutlingen (ale pochodzący z dawnej Niemieckiej Republiki Demokratycznej) opublikowali swój siódmy album studyjny (do tego należy doliczyć jeszcze dwa koncertowe). W „Esensji” przyglądamy się poczynaniom od wydanego w 2016 roku krążka „Liquid Sun”, po którym wydali jeszcze „Water Planet” (2017), zarejestrowany na żywo „On Stage” (2019) oraz „Spaceflowers” (2020).
Ta ostatnia płyta ujrzała światło dzienne w lutym 2020 roku, co oznacza tyle, że na nowe wydawnictwo Niemców musieliśmy czekać niemal dwa lata (bez dwóch miesięcy). Ten czas nie był jednak wcale zmarnowany. Panowie z The Spacelords spokojnie pracowali nad „Unknown Species” (korzystając z prywatnego studia Far Out), a perkusista Marcus Schnitzler pozwolił sobie na kolejny „skok w bok”, wspomagając swoich przyjaciół z innej psychodeliczno-krautrockowej formacji Electric Moon: wcześniej już brał udział w realizacji „Theory of Mind” (2015) i „Stardust Rituals” (2017), a teraz jeszcze dorzucił co nieco do powstania „The Phase” (2021). Ciekawostką może być to, że po raz pierwszy od dłuższego czasu członkowie The Spacelords nie zaprosili do współpracy nad nowym materiałem żadnego gościa (co wcześniej było niemal stałą praktyką). Postanowili poradzić sobie we trójkę.
Matthias Wettstein („Hazi”) zagrał na gitarach elektrycznych (solowej i rytmicznej) oraz akustycznej, Erhard Kazmaier („Akee”) na basie i organach, a Schnitzler na perkusji i perkusjonaliach. Choć to jeszcze nie całe instrumentarium: Marcus dodatkowo sięgnął po syntezatory, a Matthias i Erhard „pobawili” się elektroniką. To pozwoliło im znacząco poszerzyć brzmienie i uczynić utwory ciekawszymi od strony aranżacyjnej. Wydany tradycyjnie przez wytwórnię Tonzonen Records (z Krefeld) longplay „Unknown Species” nie przynosi żadnej rewolucji stylistycznej. Jeśli ktokolwiek z Was poznał jakąś z poprzednich płyt Niemców, będzie więc wiedział, czego spodziewać się po najnowszej. I nie będzie zawiedziony. The Spacelords pozostali bowiem wierni psychodelicznemu space-rockowi spod znaku Hawkwind, chociaż – jak zawsze – ubarwiają go elementami progresu i krautrocka (bycie Niemcem w końcu do czegoś zobowiązuje!).
Na „Unknown Species” trafiły jedynie trzy kompozycje, każda kolejna znacznie dłuższa od swojej poprzedniczki. Zaserwowana na otwarcie „F.K.B.D.F.” (nie pytajcie, co się kryje pod tym skrótem) trwa „zaledwie” osiem minut. I jest tak monotonna, jak tylko to możliwe. Ale w tym przypadku „monotonna” wcale nie oznacza nudna czy mało ciekawa. Po mocnym syntezatorowym wstępie rozbrzmiewa klasyczny space’owy rytm, który nadaje ton utworowi aż do jego finału. Na tym tle prawdziwe harce wyczynia Wettstein – jego gitara albo sobie „plumka”, albo daje rockowego czadu, to znów raczy wpadającą w ucho melodią, by pod koniec wprowadzić motyw lekko orientalizujący. A wszystko to dzieje się na dużym poziomie intensywności, którą zapewniają efekty elektroniczne.
Na podobnej zasadzie zbudowany jest prawie piętnastominutowy numer tytułowy. Z tą różnicą, że tutaj dochodzi rozbudowana stonowana introdukcja. Ponownie jednak instrumentem wnoszącym najwięcej powiewu jest gitara (w ostatniej części pojawia się nawet dynamiczna solówka Schnitzlera), aczkolwiek duży wpływ na nastrojowy charakter kompozycji mają także powłóczyste na progresywną modłę syntezatory. Opus magnum albumu jest jednak ponad dwudziestominutowy „Time Tunnel”, w którym istotną rolę – na otwarcie i zakończenie – odgrywają delikatne dźwięki gitary akustycznej. Zwłaszcza w pierwszej części suity przykuwa ona uwagę piękną melodią, którą docenić można mimo tego, że z czasem na dalszy plan spychają ją syntezatory i gitara elektryczna. Ten utwór to zresztą ponowny popis umiejętności Matthiasa, choć oczywiście nie należy umniejszać roli pozostałych muzyków. Wsłuchajcie się w niepokojące tony basu Kazmaiera, dajcie się ponieść transowej sekcji rytmicznej, a docenicie również ich wielki wkład nie tylko w „Time Tunnel”, lecz w cały „Unknown Species”.
koniec
4 stycznia 2022
Skład:
Matthias Wettstein „Hazi” – gitara elektryczna, gitara akustyczna, efekty elektroniczne
Erhard Kazmaier „Akee” – gitara basowa, organy, efekty elektroniczne
Marcus Schnitzler – perkusja, instrumenty perkusyjne, syntezatory

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Nostalgiczna „przechadzka” po świecie
Sebastian Chosiński

13 I 2022

W dzisiejszym świecie, będącym „globalną wioską” – choć w czasach pandemii jakby jednak trochę mniej – nie ma tak wielkiego znaczenia fakt, gdzie się mieszka. Norweski kontrabasista Ingebrigt Håker Flaten na miejsce postoju wybrał Stany Zjednoczone, a jednak często pojawia się w Europie, by pracować nad kolejnymi płytami. Jedną z nich jest solowy album „(Exit) Knarr”…

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Co następne? Ziemia!
Sebastian Chosiński

11 I 2022

Obojętnie gdzie mieszkamy, powinniśmy czuć się tak samo odpowiedzialni za planetę, która udzieliła nam gościny. To starają się przekazać na swoim nowym albumie skandynawscy jazzmani z Friends & Neighbors. Ich piąty w dyskografii album – „The Earth is #” – ukazał się nakładem lizbońskiej wytwórni Clean Feed, która tym samym uczciła dwudziestolecie swojej działalności.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Pomiędzy Agusą a Tusmørke
Sebastian Chosiński

6 I 2022

Chociaż sekstet Endless Valley pochodzi z Australii, muzyka zawarta na jego debiutanckim wydawnictwie – „Nayivada” – ma wielką szansę przypaść do gustu wielbicielom (a w naszym kraju ich nie brakuje) skandynawskiego progresywnego folku spod znaku grup Agusa i Tusmørke. Zwłaszcza że otoczka „ideologiczna” również jest zbliżona.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.