Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 czerwca 2022
w Esensji w Esensjopedii

SBB
‹Live Cuts. Esbjerg 1979›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLive Cuts. Esbjerg 1979
Wykonawca / KompozytorSBB
Data wydania25 lutego 2022
Wydawca GAD Records
NośnikCD
Czas trwania97:15
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Józef Skrzek, Apostolis Anthimos, Jerzy Piotrowski, Zbigniew Wiatr
Utwory
CD1
1) Walkin’ Around the Stormy Bay06:13
2) [Józef]01:34
3) Freedom with Us07:14
4) 3rd Reanimation06:13
5) Going Away07:22
6) [Żywiec] Mountain Melody03:30
7) Loneliness – Theme02:24
8) Deszcz kroplisty, deszcz ulewny05:49
9) Drums I04:05
10) Follow My Dream13:49
11) Improv: Esbjerg Run07:26
CD2
1) Improv: Wicher03:40
2) Improv: Pretty Face11:33
3) Improv: Havn02:23
4) Improv: Polyfunk04:10
5) Drums II01:14
6) Improv: Two Tones05:23
7) Improv: Ro03:27
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Niech się święci 1 Maja!
[SBB „Live Cuts. Esbjerg 1979” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Jeżeli wydaje Wam się, że o koncertowych przygodach SBB i Józefa Skrzeka wiecie już wszystko, jest to szczera prawda – wydaje Wam się! Bo przecież niemożliwością jest poznanie na wylot dokonań zespołu, który zagrał w swojej karierze tysiące koncertów, spośród których niemal każdy różnił się od pozostałych. To oczywiście skutek skłonności tria do improwizacji. Co słychać wyraźnie na wydanym właśnie albumie – „Esbjerg 1979”.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Niech się święci 1 Maja!
[SBB „Live Cuts. Esbjerg 1979” - recenzja]

Jeżeli wydaje Wam się, że o koncertowych przygodach SBB i Józefa Skrzeka wiecie już wszystko, jest to szczera prawda – wydaje Wam się! Bo przecież niemożliwością jest poznanie na wylot dokonań zespołu, który zagrał w swojej karierze tysiące koncertów, spośród których niemal każdy różnił się od pozostałych. To oczywiście skutek skłonności tria do improwizacji. Co słychać wyraźnie na wydanym właśnie albumie – „Esbjerg 1979”.

SBB
‹Live Cuts. Esbjerg 1979›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLive Cuts. Esbjerg 1979
Wykonawca / KompozytorSBB
Data wydania25 lutego 2022
Wydawca GAD Records
NośnikCD
Czas trwania97:15
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Józef Skrzek, Apostolis Anthimos, Jerzy Piotrowski, Zbigniew Wiatr
Utwory
CD1
1) Walkin’ Around the Stormy Bay06:13
2) [Józef]01:34
3) Freedom with Us07:14
4) 3rd Reanimation06:13
5) Going Away07:22
6) [Żywiec] Mountain Melody03:30
7) Loneliness – Theme02:24
8) Deszcz kroplisty, deszcz ulewny05:49
9) Drums I04:05
10) Follow My Dream13:49
11) Improv: Esbjerg Run07:26
CD2
1) Improv: Wicher03:40
2) Improv: Pretty Face11:33
3) Improv: Havn02:23
4) Improv: Polyfunk04:10
5) Drums II01:14
6) Improv: Two Tones05:23
7) Improv: Ro03:27
Wyszukaj / Kup
Nie ma wątpliwości, że spośród polskich zespołów rockowych działających w latach 70. ubiegłego wieku, to właśnie śląskie trio SBB ma najlepiej udokumentowaną swoją aktywność koncertową. Jakby już wtedy Józef Skrzek, Apostolis Anthimos i Jerzy Piotrowski mieli świadomość, jak istotne jest – dla nich i dla potomności – rejestrowanie każdego występu. Dzisiaj „sypią nimi jak z rękawa”, podczas gdy większość wykonawców z tamtych lat może pochwalić się jedynie średniej jakości technicznej zapiskami radiowymi bądź składankami live z różnych imprez i festiwali (pokroju Opola bądź Sopotu). Dla oddanych fanów SBB to nieprawdopodobna wręcz gratka. I choć tych płyt w oficjalnym katalogu zespołu już jest całkiem sporo, wytwórnia GAD Records zapowiada kolejną serię – „Live Cuts”. Jako pierwszy ukazał się w niej zapis recitalu, jaki Józef, „Lakis” i „Keta” dali 1 maja 1979 roku w duńskim Esbjerg.
1 maja – zauważyliście? W czasie gdy w ojczyźnie urządzano „bal na Titaniku”, organizując w ogarniętym kryzysem ekonomicznym kraju (kartki na żywność były już powszechne) kolejne huczne obchody Święta Pracy, panowie z SBB zażyli nieco normalności – via zachodnie Niemcy wybrali się na pięć koncertów do kraju, w którym zagrali koncert w sali hotelowej, gdzie publiczność siedziała przy suto zastawionych stołach. Czy to jej przeszkadzało w odbiorze niełatwej przecież muzyki zespołu? Sądząc po docierających do uszu słuchacza oklaskach – ani trochę. Trio także nie wydawało się speszone miejscem, w jakim przyjdzie mu prezentować swoją twórczość, ponieważ na Zachodzie taki właśnie entourage wcale nie należał – także w światku rockowym – do rzadkości. Ba! Świadczył poniekąd o pozycji grupy, która zagrała koncert dla miejscowej elity.
SBB lubiło grać w Skandynawii. „Przetarciem” były tam dla niego występy – jeszcze z Grupą Niemen – w Finlandii („Live in Helsinki 1973”), a potwierdzeniem, że między polskim zespołem a publicznością z północnej Europy wyraźnie „iskrzy” (w pozytywnym znaczeniu tego słowa) – trasa po Szwecji w 1975 roku („Hofors 1975”, „Karlstad 1975 Plus”). Do Danii po raz pierwszy grupa wybrała się latem 1978 roku, grając między innymi na legendarnym festiwalu w Roskilde („Roskilde 1978”). Wróciła tam niespełna rok później. Ta minitrasa po Jutlandii zaczęła się od Esbjerg, wówczas niemal osiemdziesięciotysięcznego miasta portowego na zachodzie kraju, nad Morzem Północnym. Wydana właśnie płyta (a w zasadzie dwie) to pełen – prawie stuminutowy – zapis rewelacyjnego występu, w czasie którego zespół nie tylko przedstawił swój żelazny w tamtym momencie repertuar koncertowy, ale także długi set improwizowany.
Początek występu był bardzo podobny do tego wcześniejszego z Roskilde, ale także na przykład z Budapesztu (22 lipca 1978 roku). Co oznacza tyle, że na otwarcie wybrzmiała prawdziwa petarda pod postacią energetycznego „Walkin’ Around the Stormy Bay”. To utwór, który od chwili premiery (na albumie „Welcome”) miał wszelkie predyspozycje, aby stać się prawdziwym rockowym evergreenem: szybkie tempo (z nastrojowym spowolnieniem w części środkowej) i wpadający w ucho lejtmotyw grany na syntezatorach. W Esbjerg wybrzmiewa on z ogromną mocą, jakby zdeterminowani muzycy doszli do wniosku, że jeśli nie przykują uwagi zebranych od pierwszych sekund, to cały koncert zamieni się, nie daj Boże!, w granie do „kotleta”. Okazało się, że tym czadowym wstępem z miejsca kupili sobie widownię, o czym dobitnie przekonują zebrane na koniec sążniste brawa.
Zadowolenie słyszalne jest także w następującej po „Walkin’ Around the Stormy Bay” zapowiedzi Józefa, w czasie której przedstawia on grupę. Po reakcjach można podejrzewać, że dla większości słuchaczy SBB już wtedy nie było anonimową formacją. Całkiem możliwe, że wśród zebranych nie brakowało uczestników festiwalu w Roskilde, którzy mieli jeszcze w pamięci porywające wykonania „Going Away” czy „Follow My Dream”. Może nawet mieli nadzieję, że usłyszą je ponownie. I – rzeczywiście – usłyszeli, tyle że, jak na trio ze Śląska przystało, w nieco innych wersjach. „Going Away” pojawiło się bowiem jako suita, w wersji znanej z longplaya wydanego w 1978 roku na Zachodzie. A więc na początek „Freedom with Us” – z kosmicznymi syntezatorami Skrzeka i jego psychodeliczną melodeklamacją. W tej części po raz pierwszy też daje o sobie znać „Lakis”, snujący swą opowieść inspirowaną motywami generowanymi przez Józefa, ale jakby równolegle do niego. Gitarzysta buduje tym sposobem własną narrację, a każdy dźwięk to szczere złoto.
W „3rd Reanimation” trio podkręca tempo, co Anthimos wykorzystuje do wykreowania pełnej progresywnego rozmachu solówki, idealnie dopełniającej monumentalną partię syntezatorów, które następnie wracają do swoich kosmicznych brzmień, by płynnie przeprowadzić słuchaczy do tytułowego „Going Away”. Najpierw delikatnego, optymistycznego, rzec by można nawet, że… rajskiego, lecz z czasem coraz bardziej dynamicznego i zadziornego (z klangującą gitarą). Tę ostrość przekazu skutecznie jednak tonuje powracający syntezatorowo-gitarowy motyw przewodni. Zamykający suitę „[Żywiec] Mountain Melody” to popis lidera, który generując na swoich klawiszach dźwięki organów nie tylko wycisza emocje, ale także wprowadza odrobinę niepokoju. Prawdopodobnie już po tej dawce muzyki SBB publika była wniebowzięta, a to przecież dopiero był początek. Można się więc tylko zastanawiać, co zagościło w sercach Duńczyków, gdy tuż potem usłyszeli fenomenalny, wbijający w fotel popis „Lakisa” w „Loneliness – Theme”.
Zagrana tam solówka to prawdziwe mistrzostwo. Dla odmiany w „Deszczu kroplistym, deszczu ulewnym” Apostolis postanawia trochę pojazzować, by później ponownie uraczyć słuchaczy wirtuozerską partią zaprezentowaną z iście rockowym zacięciem. Po tym nadeszła pora, by ustąpić miejsca trzeciemu mistrzowi, czyli Piotrowskiemu. „Drums I” to jego popis solowy – nie za długi, ale wystarczający, by przekonać się po raz kolejny, że to zdecydowanie najwybitniejszy bębniarz w dziejach polskiego rocka. Ostatnim punktem tradycyjnego repertuaru SBB była rozbudowana do prawie czternastu minut wersja „Follow My Dream”: zaczynająca się (nie licząc „burzowych” i alarmistycznych klawiszy) subtelnie i melodyjnie, z lekko jazzowym posmakiem, ale z czasem ewoluująca w stronę progresu. Po niej, jeszcze przed przerwą, muzycy dali natomiast próbkę swych improwizatorskich umiejętności, pokazując przy okazji jak swobodnie czują się w różnych konwencjach, płynnie przechodząc od funku do rocka i z powrotem („Improv: Esbjerg Run”).
Kiedy już przerwa – można domniemywać, że na posiłek – dobiegła końca, na scenie pojawił się… nie, nie Józef ani żaden z jego muzycznych towarzyszy, lecz techniczny zespołu Zbigniew Wiatr, który wykorzystał okazję i zagrał niespełna czterominutową improwizację na Polymoogu Józefa („Improv: Wicher”). Tym samym zapisując się w fonograficznych dziejach SBB i polskiego rocka. To intrygująca ciekawostka, ponieważ fragment ten – poprzez swój elegijny charakter – odbiega nieco od tego, co grał zespół. Potem jednak przez niemal pół godziny sceną rządzili Skrzek, Anthimos i Piotrowski, prezentując sześć improwizowanych kompozycji. W jednej – co ciekawe: okraszonej motywem z góralskiej pieśni „W murowanej piwnicy” – Józef nawet śpiewa, choć zapewne nic konkretnego („Improv: Pretty Face”). Syntezatorowy „Improv: Havn” pełni z kolei funkcję łącznika z dynamiczniejszym „Improv: Polyfunk”, po którym następuje kolejny solowy popis „Kety” („Drums II”). Finał to podniosły „Improv: Two Tones” (z kolejną wstawką perkusyjną) oraz wyciszający emocje „Improv: Ro”, w którym Skrzek i Anthimos dają sygnał publiczności, że zbliża się czas… na sen.
Nie ma co ukrywać: SBB znajdowało się w tym czasie w fenomenalnej formie artystycznej, stwierdzenie, że u szczytu swych możliwości na pewno nie byłoby przesadzone. Potwierdzają to zresztą inne koncerty z tego samego okresu, jak chociażby z niemieckiego Buchholz (23 grudnia 1978), Międzyzdrojów (11 lipca 1979) czy Warszawy (11 kwietnia 1980 roku). Jeśli kolejne płyty z serii „Live Cuts” będą zawierały takie perły, to – WARTO ŻYĆ!
koniec
8 marca 2022
Skład:
Józef Skrzek – śpiew, syntezatory
Apostolis Anthimos – gitara elektryczna
Jerzy Piotrowski – perkusja

gościnnie:
Zbigniew Wiatr – syntezatory (CD2: 1)

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Miejsce, które istnieć nie powinno
Sebastian Chosiński

23 VI 2022

Martin Küchen doskonale radzi sobie jako lider kameralnych (Trespass Trio, Angles 3) i rozbudowanych (Angles 8, 9 i 10) składów. Od czasu do czasu czuje jednak przemożną chęć popracowania samemu. I wtedy nagrywa takie albumy jak „Det försvunnas namn” sprzed dwóch lat czy tegoroczna „Utopia”. Ale uprzedzam od razu: to nie jest muzyka dla każdego. Jeśli wzdrygacie się na sam dźwięk słowa „awangarda” – odpuśćcie sobie od razu.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: To co milczące i ukryte
Sebastian Chosiński

21 VI 2022

To były długie trzy lata. Znaczone pandemią i agresją rosyjską na Ukrainę. Na szczęście od czasu do czasu trafiały się też chwile milsze. Choć trudno jakąkolwiek z nich porównać z tym, co wydarzyło się 17 czerwca. Tego bowiem dnia światło dzienne ujrzało najnowsze dzieło formacji Angles Martina Küchena – „A Muted Reality”!

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Na pograniczu snu
Sebastian Chosiński

16 VI 2022

Zdarza Wam się tuż przed głębokim zaśnięciem zerwać z łóżka w przekonaniu, że usłyszeliście jakiś głos, poczuliście zapach albo zauważyliście kogoś przechodzącego tuż przed Wami? To mogą być objawy hipnagogii. O nich postanowili opowiedzieć na swojej najnowszej płycie – „Pö om pö” – muzycy szwedzkiego tria Och. A wykorzystali do tego nawiązującą do tradycji zachodnioniemieckiego rocka lat 70. muzykę krautrockową.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.