Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 maja 2022
w Esensji w Esensjopedii

Alawari

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAlawari
Wykonawca / KompozytorAlawari
Data wydania29 kwietnia 2022
Wydawca April Records
NośnikCD
Czas trwania43:35
Gatunekjazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Sune Sunesen Rendtorff, Carlo Janusz Becker Lauritsen, Asger Uttrup Nissen, Frederik Engell, Jonathan Melby Bak, Simon Forchhammer, Eigil Pock Steen
Utwory
CD1
1) Flimmer02:47
2) Koral02:11
3) Hvalen03:30
4) Misundelse06:34
5) Sunes Hit03:50
6) Etude02:53
7) Stone03:55
8) Elegi04:10
9) Sorg, Part 103:37
10) Sorg, Part 201:44
11) Revolution08:24
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Rewolucja bez rewolucji
[Alawari „Alawari” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Duński sekstet Alawari, choć właśnie wydaje swoją debiutancką płytę, nie jest wcale zespołem stawiającym niepewne jeszcze kroki na scenie jazzowej. Istnieje od sześciu lat i ma za sobą sporo koncertów. Dlaczego więc dopiero teraz ukazuje się jego pierwszy album („Alawari”)? Trzeba by o to spytać samych muzyków. Najważniejsze jednak, że się w ogóle ukazuje, bo to świetna płyta, po którą powinni z radością sięgnąć wielbiciele Sons of Kemet.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Rewolucja bez rewolucji
[Alawari „Alawari” - recenzja]

Duński sekstet Alawari, choć właśnie wydaje swoją debiutancką płytę, nie jest wcale zespołem stawiającym niepewne jeszcze kroki na scenie jazzowej. Istnieje od sześciu lat i ma za sobą sporo koncertów. Dlaczego więc dopiero teraz ukazuje się jego pierwszy album („Alawari”)? Trzeba by o to spytać samych muzyków. Najważniejsze jednak, że się w ogóle ukazuje, bo to świetna płyta, po którą powinni z radością sięgnąć wielbiciele Sons of Kemet.

Alawari

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAlawari
Wykonawca / KompozytorAlawari
Data wydania29 kwietnia 2022
Wydawca April Records
NośnikCD
Czas trwania43:35
Gatunekjazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Sune Sunesen Rendtorff, Carlo Janusz Becker Lauritsen, Asger Uttrup Nissen, Frederik Engell, Jonathan Melby Bak, Simon Forchhammer, Eigil Pock Steen
Utwory
CD1
1) Flimmer02:47
2) Koral02:11
3) Hvalen03:30
4) Misundelse06:34
5) Sunes Hit03:50
6) Etude02:53
7) Stone03:55
8) Elegi04:10
9) Sorg, Part 103:37
10) Sorg, Part 201:44
11) Revolution08:24
Wyszukaj / Kup
W poprzedniej odsłonie „Tu miejsce na labirynt…” pisałem o prowadzonym przez włoskiego pianistę Filippa Deorsolę międzynarodowym triu Anaphora, które na wydanie debiutanckiej płyty („Lexicon I”) musiało czekać cztery lata. Sporo, ale na pewno nie jest to wynik rekordowy. Dość powiedzieć, że bohater dzisiejszej edycji cyklu, czyli duński sekstet Alawari, musiał uzbroić się w jeszcze większą cierpliwość, ponieważ od momentu postawienia przez jego muzyków pierwszych kroków na scenie do chwili publikacji krążka zatytułowanego po prostu „Alawari” minęło lat… sześć. To nie znaczy wcale, że od 2016 roku grupa nie prowadziła żadnej działalności. Nic z tych rzeczy. Wygrywała konkursy, grała koncerty (między innymi w Polsce), ale widocznie brakowało jej determinacji, aby to wszystko spuentować płytą.
Aż wreszcie sprawę wzięła w swoje ręce kopenhaska wytwórnia April Records – i za jej sprawę w ostatni piątek kwietnia ukazuje się debiut duńskiej formacji. Debiut ze wszech miar godny uwagi. Ton zespołowi nadaje trzyosobowa sekcja dęta, którą tworzą: trębacz Carlo Janusz Becker Lauritsen, saksofonista altowy Asger Uttrup Nissen i saksofonista tenorowy Frederik Engell; za kwestie rytmiczne odpowiadają natomiast kontrabasista Jonathan Melby Bak i perkusista Simon Forchhammer oraz często współpracujący z nimi, choć mające także aspiracje do grania improwizowanych solówek, pianista Sune Sunesen Rendtorff. Gościnnie w sesji wziął udział jeszcze, odpowiadający za efekty elektroniczne oraz sample, Eigil Pock Steen, który miał udział w powstaniu sześciu (z jedenastu) kompozycji.
„Alawari” to w zasadzie składająca się z jedenastu rozdziałów spójna opowieść, która stylistycznie lokuje się w okolicach free jazzu i awangardy, ale nie stroni także od inspiracji jazz-rockiem i afrobeatem. To nie przypadek, że wśród swoich ulubionych formacji Duńczycy wymieniają chociażby legendarną Sun Ra Arkestra czy jak najbardziej współczesny londyński kolektyw Sons of Kemet. Artystyczna wyobraźnia instrumentalistów z Zelandii podąża tym samym szlakiem. Nawet jeśli nie wykazuje jeszcze szaleństwa godnego Hermana Poole’a Blounta (przez większość życia ukrywającego się pod pseudonimem Sun Ra) czy kompozytorskiej konsekwencji Shabaki Hutchingsa (lidera drugiej z wymienionych grup) – sekstet jest na najlepszej drodze, aby w przyszłości znaleźć się na tej samej półce. Jeśli oczywiście wystarczy mu zapału i konsekwencji.
Pierwszy krok został w każdym razie uczyniony. I jest to krok we właściwym kierunku! Concept-album otwiera oparty głównie na grających unisono instrumentach dętych „Flimmer”. To typowa introdukcja, zapowiadająca dopiero to, co czeka nas, słuchaczy, później, ale jednocześnie wprowadzająca w klimat. Jej kontynuacją jest równie niedługi, lecz tak samo stonowany i nastrojowy „Koral”, w którym subtelne dźwięki trąbki są wyeksponowane na tle powłóczystych partii saksofonów. Rozjaśnia się nieco w „Hvalen”, głównie za sprawą improwizacji, jeszcze nieśmiałych, ale sugerujących, co nastąpi za czas jakiś, czyli już w ponad sześciominutowym, pierwszym tak długim, utworze „Misundelse”. Zaczyna się on od łagodnych efektów elektronicznych i wsamplowanego głosu męskiego; rozkręca się jednak dość intensywnie, co jest w tej samej mierze zasługą sekcji rytmicznej, jak i potężnie brzmiących, wręcz przytłaczających dęciaków.
Niezwykłe wrażenie pozostawia po sobie melodyjny, nawiązujący do jazzu lat 70. XX wieku, „Sunes Hit”: wpadająca w ucho trąbka, lekko kołyszący rytm – trudno opędzić się od tej kompozycji i nie wracać do niej po czasie. Za to w „Etude” Duńczycy pozwalają sobie na sporo kombinacji rytmicznych, którym podporządkowują się również saksofoniści. O odpowiedni nastrój, znów niepokojący, dba natomiast generujący elektroniczne szumy Eigil Pock Steen. „Stone” to drugi – po „Sunes Hit” – bardzo mocny akcent na „Alawari”, przede wszystkim dzięki transowemu rytmowi i improwizującym dęciakom, które zbliżają się do tego, co przed laty prezentowała Sun Ra Arkestra. Uspokojenie niesie ze sobą „Elegi”, w którym z kolei powłóczysty saksofon, oparty na jednym dźwięku, tworzy podkład pod nadzwyczaj chmurną partię solową trąbki.
Składający się z dwóch odmiennych stylistycznie części „Sorg” (w sumie to zaledwie nieco ponad pięć minut muzyki) też mocno zaskakuje: „Part 1” nawiązaniami do muzyki filmowej w stylu Ennia Morriconego (ze spaghetti-westernów), a „Part 2” – pogrzebowo-elegijnymi dęciakami zahaczającymi o wpływy jazzu nowoorleańskiego. Opus magnum „Alawari” jest ponad ośmiominutowy utwór „Revolution”. Czy zaprawdę rewolucyjny – tego bym nie powiedział. Ale bez najmniejszych wątpliwości wielowątkowy i intrygujący, niestroniący od improwizacji, mieszający klasykę jazzu (Sun Ra Arkestra) z jego najnowszym obliczem (Sons of Kemet, niekiedy Angles 9). Im bliżej końca, tym bardziej robi się majestatycznie i zajmująco. Jeśli w tym właśnie kierunku muzycy z Kopenhagi chcieliby podążyć w najbliższym czasie – wielu wielbicieli jazzu byłoby chyba wielce uradowanych. Włącznie z piszącym te słowa!
koniec
28 kwietnia 2022
Skład:
Sune Sunesen Rendtorff – fortepian
Carlo Janusz Becker Lauritsen – trąbka, skrzydłówka
Asger Uttrup Nissen – saksofon altowy
Frederik Engell – saksofon tenorowy
Jonathan Melby Bak – kontrabas
Simon Forchhammer – perkusja

gościnnie:
Eigil Pock Steen – efekty elektroniczne, sample (2-4,6-8)

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Świętość zgrzytliwa i awangardowa
Sebastian Chosiński

19 V 2022

Pięć lat temu, gdy ukazała się pierwsza płyta Weserbergland, zastanawiałem się, czy będzie to jedynie efemeryczny projekt Ketila Vestruma Einarsena i Mattiasa Olssona, czy też zespół zagości na scenie na dłużej. Trzy lata później światło dzienne ujrzał kolejny album, a przed paroma miesiącami trzeci. Jego tytuł – „Sacrae Symphoniae Nr. 1” – sugeruje, że za jakiś czas możemy spodziewać się następnych.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Częstotliwość ma znaczenie!
Sebastian Chosiński

17 V 2022

Nie ma wątpliwości, że pochodzący z Częstochowy Krzysztof Majchrzak to jeden z najbardziej konsekwentnych polskich artystów. Chociaż zaczynał jako jazzman, jego obecne zainteresowania artystycznej wykraczają daleko poza jazz improwizowany. Aczkolwiek nie odżegnują się od niego. Najnowszy album muzyka – „432 Hz” – może zainteresować zarówno wielbicieli free jazzu, jak i elektroniki.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Niepisane prawo do nagrywania świetnych płyt
Sebastian Chosiński

12 V 2022

Nie licząc wydanej w 2018 roku płyty koncertowej, kwintet Niechęć kazał nam czekać na nowy album studyjny sześć lat. Cieszy zatem bardzo, że czas ten nie został zmarnowany. Najnowsze dzieło kwintetu – „Unsubscribe” – to wydawnictwo jeszcze dojrzalsze i ciekawsze, bo bardziej różnorodne. Aczkolwiek wciąż mamy do czynienia ze swoiście pojętym jazz-rockiem.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Świętość zgrzytliwa i awangardowa
— Sebastian Chosiński

Częstotliwość ma znaczenie!
— Sebastian Chosiński

Niepisane prawo do nagrywania świetnych płyt
— Sebastian Chosiński

Piękna nasza Ziemia cała
— Sebastian Chosiński

Pomarzyć warto
— Sebastian Chosiński

Balsam na skołataną duszę
— Sebastian Chosiński

Trzej przyjaciele ze studiów
— Sebastian Chosiński

Immanentnie i nieskończenie
— Sebastian Chosiński

Giganci wciąż nie śpią
— Sebastian Chosiński

Zapomniane krainy, niezapomniane czasy
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

PRL w kryminale: Mroki Podkarpacia
— Sebastian Chosiński

Tajniak też człowiek (choć specyficzny)
— Sebastian Chosiński

Wśród kościołów i pałaców
— Sebastian Chosiński

Klasyka kina radzieckiego: Gdy najbliżsi idą na wojnę…
— Sebastian Chosiński

W zaśnieżonej Patagonii
— Sebastian Chosiński

East Side Story: „Ideologiczny schizofrenik, szczery kłamca”
— Sebastian Chosiński

Tachionowa ropucha über alles
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Rypdal – czarodziej gitary
— Sebastian Chosiński

PRL w kryminale: Troja w Górach Sowich
— Sebastian Chosiński

Ach, ci pisarze!
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.