Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 czerwca 2022
w Esensji w Esensjopedii

EABS
‹2061›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Tytuł2061
Wykonawca / KompozytorEABS
Data wydania27 maja 2022
Wydawca Astigmatic Records
NośnikCD
Czas trwania42:31
Gatunekjazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Marek (Latarnik) Pędziwiatr, Olaf (Książę Saxonii) Węgier, Jakub Kurek, Paweł (Wuja HZG) Stachowiak, Marcin (Cancer G) Rak, Jan Ptaszyn Wróblewski
Utwory
CD1
1) Global Warming04:44
2) The Mystery of Monolith06:05
3) Ain’t No Mercy02:41
4) Dead Silence07:10
5) Conscious Breathing04:07
6) Human Hero05:01
7) Lucifer [The New Sun]03:53
8) The Odyssey of Dr. Heywood Floyd04:33
9) A Farewell to Mother Earth04:15
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Kometa Halleya strikes back
[EABS „2061” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Na poprzedniej płycie muzycy EABS oddali hołd legendarnemu Sun Ra, na najnowszej – zatytułowanej enigmatycznie „2061” – nawiązują do futurystycznej powieści Arthura C. Clarke’a, którą ten napisał prawie cztery dekady tematu przy okazji wizyty w naszym zakątku Wszechświata komety Halleya. Ponownie zawadzi ona o Układ Słoneczny właśnie w 2061 roku. I o związanych z tym niepokojach jest ten album.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Kometa Halleya strikes back
[EABS „2061” - recenzja]

Na poprzedniej płycie muzycy EABS oddali hołd legendarnemu Sun Ra, na najnowszej – zatytułowanej enigmatycznie „2061” – nawiązują do futurystycznej powieści Arthura C. Clarke’a, którą ten napisał prawie cztery dekady tematu przy okazji wizyty w naszym zakątku Wszechświata komety Halleya. Ponownie zawadzi ona o Układ Słoneczny właśnie w 2061 roku. I o związanych z tym niepokojach jest ten album.

EABS
‹2061›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Tytuł2061
Wykonawca / KompozytorEABS
Data wydania27 maja 2022
Wydawca Astigmatic Records
NośnikCD
Czas trwania42:31
Gatunekjazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Marek (Latarnik) Pędziwiatr, Olaf (Książę Saxonii) Węgier, Jakub Kurek, Paweł (Wuja HZG) Stachowiak, Marcin (Cancer G) Rak, Jan Ptaszyn Wróblewski
Utwory
CD1
1) Global Warming04:44
2) The Mystery of Monolith06:05
3) Ain’t No Mercy02:41
4) Dead Silence07:10
5) Conscious Breathing04:07
6) Human Hero05:01
7) Lucifer [The New Sun]03:53
8) The Odyssey of Dr. Heywood Floyd04:33
9) A Farewell to Mother Earth04:15
Wyszukaj / Kup
Z muzykami wrocławskiego zespołu EABS nie ma zmiłuj. Jesteś ich fanem – musisz być czujny w każdej chwili, bo nie znasz dnia ani godziny, kiedy ukaże się ich nowa płyta. I to nie tylko w ramach rodzimej formacji, bo przecież nader chętnie angażują się oni również w projekty poboczne. Wystarczy wspomnieć o zespole Błoto, który ma już na koncie trzy pełnowymiarowe albumy („Erozje”, 2020; „Kwiatostan”, 2020; „Kwasy i zasady”, 2021); do tego należy dorzucić jeszcze solowe produkcje „Latarnika”, czyli pianisty Marka Pędziwiatra (nagrany z grupą Jaubi krążek „Nafs at Peace”, 2021; „Marianna”, 2022). A przecież i samo EABS nie próżnuje. Dość powiedzieć, że „2061” to piąty studyjny longplay wydany w ciągu ostatnich sześciu lat: począwszy od „Puzzle Mixtape” (2016), poprzez „Repetitions (Letters to Krzysztof Komeda)” (2017) i „Slavic Spirits” (2019), a skończywszy na „Discipline of Sun Ra” (2020).
Poprzednia płyta EABS (ta sprzed dwóch lat), zawierająca przeróbki futurystyczno-jazzowo-psychodelicznych kompozycji Sun Ra, wywołała sporą euforię wśród wielbicieli spiritual-jazzu. I jednocześnie zrodziła pytanie, którędy teraz podąży zespół po tym, jak wspiął się na sam szczyt? O dziwo, muzycy ze stolicy Dolnego Śląska postanowili pozostać przy tematyce „kosmicznej” (wszak Sun Ra, choć przyjął ludzką postać, urodził się, co wie każdy szanujący się fan free jazzu, na Saturnie), z tą różnicą, że najnowszy materiał jest ich własnym dziełem. Tym razem, aby wybiec w przyszłość, najpierw sięgnęli w przeszłość. W połowie lat 80. ubiegłego wieku umysłami wielu Ziemian, Polaków z tego grona nie wyłączając, zawładnęła kometa Halleya (swoją nazwę zawdzięczająca żyjącemu na przełomie XVII i XVIII wieków brytyjskiemu astronomowi i matematykowi Edmondowi Halleyowi), która w 1986 roku ponownie zbliżyła się do Słońca i dzięki temu jej potężny warkocz można było zaobserwować również z Ziemi.
Było to na tyle fascynujące zjawisko, że znalazło swoje odzwierciedlenie także w popkulturze. Na rok przed jej przybyciem w nasze rejony Wszechświata dowodzona przez Jana A.P. Kaczmarka Orkiestra Ósmego Dnia nagrała płytę „Czekając na kometę Halleya”, a metalowy zespół Turbo utwór zatytułowany po prostu „Kometa Halleya” umieścił na albumie „Kawaleria szatana” (1986). Jeszcze większy hołd temu ciału niebieskiemu oddał jeden z klasyków prozy science fiction, Amerykanin Arthur C. Clarke, który uczynił je bohaterem powieści – trzeciej w serii – „2061: Odyseja kosmiczna” (1987). Skąd ten 2061 rok? Ponoć właśnie wtedy – dokładnie 28 lipca – kometa ta będzie przelatywała w okolicach naszej planety. Aby nie dać się wyprzedzić innym artystom, panowie z EABS postanowili opowiedzieć o tym wydarzeniu już teraz, na niemal cztery dekady przed jego realnym zaistnieniem. Przynajmniej będą mieć pewność, że nikt ich (chyba?), poza Clarkiem, nie wyprzedzi.
Materiał, jaki znalazł się na „2061” zarejestrowany został podczas trzydniowej sesji, pomiędzy 12 a 14 kwietnia ubiegłego roku, w warszawskim klubie Jassmine Jazz. W porównaniu ze składem z „Discipline of Sun Ra” nastąpiła drobna korekta personalna: tym razem zabrakło perkusjonisty Piotra Skorupskiego, co oznacza że EABS został zredukowany do kwintetu. Choć w jednej kompozycji (zamykającej całość „A Farewell to Mother Earth”) pojawił się gość. I to jaki! Sam maestro Jan Ptaszyn Wróblewski, który zagrał na saksofonie tenorowym. Poza tym instrumentarium pozostało w zasadzie niezmienione: fortepian (Marek Pędziwiatr), saksofony (Olaf Węgier), trąbka (Jakub Kurek), gitara basowa bądź kontrabas (Paweł Stachowiak) oraz zestaw perkusyjny niekiedy wspomagany automatem (Marcin Rak). Ach! i jeszcze syntezatory, których tym razem wykorzystano cały zastęp. Co miało zresztą wydatny wpływ na brzmienie muzyki zawartej na „2061”.
Tworząc „fabułę” płyty (w cudzysłowie, bo to jednak opowieść, która obywa się bez słów), członkowie wykorzystali podstawowe założenia wspomnianej wcześniej książki Arthura C. Clarke’a, ale dołożyli także coś od siebie. Tym czymś jest chociażby otwierający album energetyczny utwór „Global Warming”, który – co wprost wyraża tytuł – należy potraktować jako ostrzeżenie przed zagrażającymi nam coraz bardziej zmianami klimatu i będącym ich skutkiem globalnym ociepleniem. Nie może więc dziwić, że sporo w tym numerze dźwięków brzmiących bardzo alarmistycznie (przodują w tym dęciaki). Do tego dochodzi pulsujący rytm, który z kolei wprowadza pewną nerwowość. Mimo tego nie brakuje też zapadającej w pamięć melodii, która – to kwestia odpowiedniego aranżu – nie ginie wcale w powodzi zagęszczających się dźwięków. Smaczkiem jest też na pewno wykorzystany przez Pędziwiatra syntezator Mooga, za sprawą którego kompozycja te nabiera bardziej rockowego, niż jazzowego, charakteru.
W „The Mystery of Monolith” niepokoju także nie brakuje, aczkolwiek muzycy tak kierują rozwojem akcji, że na plan pierwszy wybija się – zawarta w tytule – tajemnica. Subtelny podkład przełamywany jest ostrzejszymi wstawkami dęciaków – z nich z czasem wyłania się solówka Olafa na saksofonie tenorowym, do którego podłączają się „kosmiczne” syntezatory. A to wcale nie koniec atrakcji, bo w tym samym utworze czekają nas jeszcze popisy solowe trębacza i – na koniec – improwizacja perkusisty. „Ain’t No Mercy” to – dla odmiany – powrót do przeszłości EABS, do czasów „Puzzle Mixtape”, kiedy ich muzyka miała w sobie znacznie więcej hiphopowej pulsacji. Numer ten nie oznacza jednak zmiany narracji – to jedynie przerywnik, może żart, a może drobny ukłon w stronę dawnych wielbicieli grupy. W każdym razie po trzech minutach – za sprawą „Dead Silence” – wracamy do pierwotnej koncepcji albumu. I tu ponownie nie brakuje dźwięków wywołujących niepokój. Ton całości nadają syntezatory i pojawiający się w tle rytmiczny fortepian akustyczny; dęciaki są dużo bardziej subtelne niż w kompozycjach otwierających płytę, chociaż i tu znajduje się miejsca na improwizację saksofonową.
Zaskakujące niespodzianki zaczynają się od „Conscious Breathing”. Mimo że cały album nawiązuje do wydarzenia, które będzie miało miejsce dopiero w latach 70. XXI wieku, to rozbrzmiewająca w tym utworze muzyka jest inspirowana jazzem z tej samej dekady, lecz ubiegłego stulecia. Głównie wpływ na to mają syntezatory, ale także partia solowa saksofonu. Jeszcze głębiej, bo w lata 60., cofamy się w „Human Hero”, który to numer mógłby znaleźć się w repertuarze Johna Coltrane’a bądź Ornette’a Colemana, a może nawet – z uwagi na popis trębacza – Milesa Davisa. W „Lucifer (The New Sun)” i „The Odyssey of Dr. Heywood Floyd” za sprawą hiphopowych rytmów przenosimy się natomiast bliżej naszych czasów. Tyle że, jak we wszystkich innych kompozycjach, tutaj również wrocławski kwintet miesza gatunki, przechodząc od klasycznego free jazzu (w pierwszym) do nastrojowego fusion (w drugim). I choć samo danie główne jest nadzwyczajne, to otrzymujemy jeszcze deser w postaci pożegnalnego – symbolicznie i dosłownie – „A Farewell to Mother Earth”, w którym po filmowo-ilustracyjnej introdukcji pojawia się solówka Jana Ptaszyna Wróblewskiego na saksofonie tenorowym. Mimo że jest to zaledwie kilkadziesiąt sekund, to jednak z miejsca robi się magicznie. Słowem: znać Mistrza. I znać mistrzowskich uczniów, którzy już od lat – dla innych – również stali się mistrzami.
koniec
31 maja 2022
Skład:
Marek Pędziwiatr – fortepian, syntezatory
Olaf Węgier – saksofon tenorowy, saksofon sopranowy, saksofon barytonowy, syntezator
Jakub Kurek – trąbka, syntezator
Paweł Stachowiak – gitara basowa, kontrabas, syntezator
Marcin Rak – perkusja, instrumenty perkusyjne, automat perkusyjny

gościnnie:
Jan Ptaszyn Wróblewski – saksofon tenorowy (9)

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Miejsce, które istnieć nie powinno
Sebastian Chosiński

23 VI 2022

Martin Küchen doskonale radzi sobie jako lider kameralnych (Trespass Trio, Angles 3) i rozbudowanych (Angles 8, 9 i 10) składów. Od czasu do czasu czuje jednak przemożną chęć popracowania samemu. I wtedy nagrywa takie albumy jak „Det försvunnas namn” sprzed dwóch lat czy tegoroczna „Utopia”. Ale uprzedzam od razu: to nie jest muzyka dla każdego. Jeśli wzdrygacie się na sam dźwięk słowa „awangarda” – odpuśćcie sobie od razu.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: To co milczące i ukryte
Sebastian Chosiński

21 VI 2022

To były długie trzy lata. Znaczone pandemią i agresją rosyjską na Ukrainę. Na szczęście od czasu do czasu trafiały się też chwile milsze. Choć trudno jakąkolwiek z nich porównać z tym, co wydarzyło się 17 czerwca. Tego bowiem dnia światło dzienne ujrzało najnowsze dzieło formacji Angles Martina Küchena – „A Muted Reality”!

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Na pograniczu snu
Sebastian Chosiński

16 VI 2022

Zdarza Wam się tuż przed głębokim zaśnięciem zerwać z łóżka w przekonaniu, że usłyszeliście jakiś głos, poczuliście zapach albo zauważyliście kogoś przechodzącego tuż przed Wami? To mogą być objawy hipnagogii. O nich postanowili opowiedzieć na swojej najnowszej płycie – „Pö om pö” – muzycy szwedzkiego tria Och. A wykorzystali do tego nawiązującą do tradycji zachodnioniemieckiego rocka lat 70. muzykę krautrockową.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Miejsce, które istnieć nie powinno
— Sebastian Chosiński

To co milczące i ukryte
— Sebastian Chosiński

Na pograniczu snu
— Sebastian Chosiński

W Norwegii supergrupy rodzą się na pniach
— Sebastian Chosiński

W cieniu katedry, nad brzegami Renu
— Sebastian Chosiński

Migotanie przedsionków
— Sebastian Chosiński

Pamięci Coltrane’a i Komedy…
— Sebastian Chosiński

Na płaskowyżu lepiej widać
— Sebastian Chosiński

Świętość zgrzytliwa i awangardowa
— Sebastian Chosiński

Częstotliwość ma znaczenie!
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.