Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 3 grudnia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Lords of Form
‹Flying Chromium Society›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułFlying Chromium Society
Wykonawca / KompozytorLords of Form
Data wydania11 lutego 2022
NośnikCD
Czas trwania49:04
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Niall Hone, Ross Fuller, Jamie Gillett, Broxy Fenton, Neils Harelpin
Utwory
CD1
1) Your Last Call02:46
2) It’s Revolution Time04:49
3) Low Orbit01:29
4) A Winters Bride05:58
5) Tribes Collide03:59
6) Little Victories07:13
7) Anomalies05:58
8) Flying Chromium Society07:02
9) This Dying World05:41
10) The Electric White Highway04:10
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Z Hawkwind można odejść, ale nigdy porzucić
[Lords of Form „Flying Chromium Society” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Choć zanim w 2008 roku brytyjski basista i klawiszowiec Niall Hone trafił do składu Hawkwind miał już zaliczone prawie dwie dekady aktywności w branży muzycznej, to jednak nie da się ukryć, że nauka u boku Dave Brocka była dla niego czymś w rodzaju studiów wyższych. Przed rokiem postanowił rozstać się ze swoim mentorem (czy na stałe, to inna sprawa) i założyć własny zespół, Lords of Form, który w lutym tego roku zadebiutował albumem „Flying Chromium Society”.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Z Hawkwind można odejść, ale nigdy porzucić
[Lords of Form „Flying Chromium Society” - recenzja]

Choć zanim w 2008 roku brytyjski basista i klawiszowiec Niall Hone trafił do składu Hawkwind miał już zaliczone prawie dwie dekady aktywności w branży muzycznej, to jednak nie da się ukryć, że nauka u boku Dave Brocka była dla niego czymś w rodzaju studiów wyższych. Przed rokiem postanowił rozstać się ze swoim mentorem (czy na stałe, to inna sprawa) i założyć własny zespół, Lords of Form, który w lutym tego roku zadebiutował albumem „Flying Chromium Society”.

Lords of Form
‹Flying Chromium Society›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułFlying Chromium Society
Wykonawca / KompozytorLords of Form
Data wydania11 lutego 2022
NośnikCD
Czas trwania49:04
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Niall Hone, Ross Fuller, Jamie Gillett, Broxy Fenton, Neils Harelpin
Utwory
CD1
1) Your Last Call02:46
2) It’s Revolution Time04:49
3) Low Orbit01:29
4) A Winters Bride05:58
5) Tribes Collide03:59
6) Little Victories07:13
7) Anomalies05:58
8) Flying Chromium Society07:02
9) This Dying World05:41
10) The Electric White Highway04:10
Wyszukaj / Kup
Choć liderujący formacji Hawkwind Dave Brock jest już po osiemdziesiątce, wciąż przejawia nadzwyczajną, jak na ten wiek, aktywność artystyczną. Podobnie rzecz ma się z innymi (oczywiście żyjącymi) muzykami, którzy kiedykolwiek przewinęli się przez ten zespół. Jednym z nim jest, urodzony w 1970 roku (a więc od Brocka młodszy o pokolenie), brytyjski multiinstrumentalista Niall Hone, który profesjonalną karierę zaczynał na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku w psychodelicznej grupie Mandragora. Potem udzielał się jeszcze między innymi w Tribe of Cro i Cherokee Mist, by w 2008 roku po raz pierwszy pojawić się w składzie Hawkwind (jako basista i niekiedy klawiszowiec), w którym – z dwuletnią przerwą w latach 2016-2018 – grał aż do 2021 roku. W tym czasie wziął udział w nagraniu pięciu albumów studyjnych („Blood of the Earth”, 2010; „Onward”, 2012; „The Machine Stops”, 2016; „Road to Utopia”, 2018; „All Aboard the Skylark”, 2019) oraz dwóch koncertowych („Space Ritual Live”, 2014; „Hawkwind 50 Live”, 2020).
Można chyba zatem uznać, że odebrał od Dave’a Brocka naprawdę dobrą lekcję. Nic zatem dziwnego, że kiedy zdecydował się pójść na „swoje”, postanowił podążyć przetartym w Hawkwind szlakiem. Odchodząc (po raz drugi) z legendarnego zespołu, założył własny – Lords of Form. Choć może na razie jest to jeszcze stwierdzenie trochę na wyrost. Czy trio naprawdę okaże się „zespołem”, a nie tylko solowym projektem Hone’a, do udziału w którym zaprosił innych muzyków – okaże się w przyszłości. Kim są ci muzycy? To wokalista i gitarzysta Ross Fuller oraz perkusista Jamie Gillett. Większe doświadczenie w branży ma ten drugi, który przewinął się już między innymi przez stonerowo-doomowy Caravan of Whores („Road to Kurti”, 2012) czy eksperymentalno-awangardowy Stranger By Starlight („Chalk White Nights”, 2013). Poza tym w nagraniu wydanego własnym sumptem krążka „Flying Chromium Society” udzielali się jeszcze gościnnie dwaj wokaliści: Broxy Fenton (w utworach „It’s Revolution Time ” i „Little Victories”) oraz Neils Harelpin („The Electric White Highway”).
Na pierwszej płycie Lords of Form wszystko nawiązuje do klimatu Hawkwind: począwszy od fantazyjnej, psychodelicznej okładki, aż po spacerockową muzykę, której autorem w stu procentach jest Niall Hone. Można to wydawnictwo postrzegać jako concept-album podzielony na dziesięć rozdziałów (w tym trzy instrumentalne), którym w większości ton nadają syntezatory i elektronika. Chociaż nie brakuje też utworów stricte rockowych, które świetnie odnalazły się w repertuarze grupy-matki. Zresztą kto wie, czy Hone za czas jakiś nie stanie ponownie u boku Brocka i nie będzie niektórych ze swoich kompozycji wykonywał na koncertach Hawkwind. Mimo że w tej chwili jest to jedynie „gdybanie”, to jednak taka ewentualność wydaje się całkiem realna. Syntezatorowe brzmienie dominuje już od pierwszych sekund otwierającego album instrumentalnego „Your Last Call”. I są to brzmienia bardzo przejmujące, z miejsca sugerujące, że nie będziemy mieć do czynienia z radosnym spacerockowym „łojeniem”. „Łojenia” oczywiście również nie zabraknie, lecz trudno je określić mianem radosnego.
Co udowadnia już drugi w kolejności, zaśpiewany przez Broxy’ego Fentona, „It’s Revolution Time”. Właśnie, czy tylko zaśpiewany? Bo kiedy wokalista dochodzi do refrenu, jego głos przechodzi w wywołujący ciarki na plecach przejmujący krzyk. To zresztą intrygujące, ale wsłuchując się we wczesne albumy Hawkwind, nietrudno dostrzec w nich rozwiązania melodyczne i rytmiczne, jakie po latach zainspirowały punkowców. To samo można by powiedzieć o „It’s Revolution Time”, w którym space’owo-psychodeliczna (zahaczająca o heavy metal) treść miesza się z punkową formą. Żebyśmy dobrze się zrozumieli: nic w tym złego! Następujący po tym rozemocjonowanym do granic wytrzymałości wyznaniu niezgody na obecny kształt świata „Low Orbit” to kojący nerwy syntezatorowo-kosmiczny przerywnik, po którym pojawia się chyba najlepszy numer na płycie. „A Winters Bride” ujmuje przede wszystkim swoim rozmachem i majestatycznością symfonicznego progresu, chociaż nie brakuje w nim także fragmentów bardziej stonowanych, nastrojowych, wręcz świątecznych (stąd chyba ta „zima” w tytule).
Tytuł piątego na liście „Tribes Collide” również do czegoś zobowiązuje. Trudno sobie wyobrazić, aby pod takim szyldem kryła się na przykład pościelowa ballada. Nic z tych rzeczy! Jest energetycznie, ale i melodyjnie. Gdyby się uprzeć, można by ten właśnie utwór wybrać na singiel promujący wydawnictwo Hone’a. W najdłuższym, ponad siedmiominutowym „Little Victories” ponownie wokalnie udziela się Fenton i ponownie nie brakuje w tej kompozycji punkowej zadziorności i płynnego przechodzenia od szeptanej melodeklamacji do… krzyku. A do tego dodajcie jeszcze mnóstwo smaczków syntezatorowych i pulsujący elektroniczny rytm (zaprogramowany, inaczej zresztą być nie mogło, przez Nialla). Małą niespodziankę niesie też ze sobą „Anomalies”. Tą – nomen omen – anomalią okazuje się wątek jaskrawie nawiązujący do dokonań mistrzów rockowej elektroniki spod znaku „szkoły berlińskiej”, czyli Tangerine Dream bądź zmarłego niedawno Klausa Schulzego.
Drugim siedmiominutowym numerem na płycie jest tytułowy „Flying Chromium Society”. Można go chyba uznać za instrumentalny, chociaż pojawia się w nim elektronicznie przetworzony głos. Aczkolwiek nie pełni on roli przekazującej konkretną treść (a przynajmniej nie da się jej zrozumieć). Przez dłuższy czas muzyka płynie leniwie, co Ross Fuller wykorzystuje do wplecenia do swojej gitarowej narracji motywów… bluesowych. Z kolei w „This Dying World” (przyznacie, że trudno uznać Nialla Hone’a za człowieka przepełnionego optymizmem!) nie brakuje zagrywek doommetalowych, choć im bliżej końca, tym bardziej przebija – po raz kolejny – punkowa estetyka (sic!). Zwieńczeniem debiutanckiego albumu Lords of Form jest „The Electric White Highway”, do zaśpiewania którego lider projektu zaprosił Neilsa Harelpina. Który zresztą w tej hawkwindowej kompozycji sprawdził się doskonale. Mamy tu typowo space’ową ornamentykę, czyli kosmicznie świszczące syntezatory i rozpędzoną sekcję rytmiczną. Naprawdę, wsłuchując się w kilka utworów na „Flying Chromium Society”, bądźcie pewni, że nie postawiłbym nawet jednego dolara u bukmacherów, gdyby dawali możliwość obstawiania, że Hone już nigdy nie pojawi się w składzie Hawkwind (lub któregoś z jego klonów).
koniec
25 sierpnia 2022
Skład:
Niall Hone – śpiew, gitara elektryczna, gitara basowa, syntezatory, programowanie, muzyka, produkcja
Ross Fuller – śpiew, gitara elektryczna
Jamie Gillett – perkusja

gościnnie:
Broxy Fenton – śpiew (2,6)
Neils Harelpin – śpiew (10)

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: „Drewniani” muzykanci z Bremy
Sebastian Chosiński

1 XII 2022

Pół wieku po nagraniu koncertowe nagrania Kwintetu Tomasza Stańki wreszcie trafiają „pod strzechy”. Na dwóch albumach zatytułowanych „Wooden Music” znajduje się muzyka dokumentująca najbardziej rozimprowizowany, freejazzowy okres w twórczości polskiego trębacza. Pierwsza płyta zawiera występ z Bremy; druga, która ukaże się za kilka miesięcy, z Hamburga. Stańce towarzyszą legendy polskiego jazzu.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Tomasz Stańko byłby – jak sądzę – usatysfakcjonowany
Sebastian Chosiński

29 XI 2022

Ta płyta Was zaskoczy! Może nawet na początku wprawi w zdziwienie lub wręcz osłupienie. Liczę się z tym, że niektórzy wyłączą ją po dziesięciu bądź dwudziestu minutach i nigdy więcej już do niej nie wrócą. Tyle że stracą wtedy mnóstwo niezwykłych doznań artystycznych i estetycznych. Dlatego warto dać duńskiej trębaczce Anne Efternøler szansę i ze spokojem – od pierwszej do ostatniej nuty – wysłuchać jej debiutanckiego albumu „Anne Efternøler & Lige Børn”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Jak Turcja długa i szeroka…
Sebastian Chosiński

24 XI 2022

Od dawna już żaden turecki artysta nie podbił światowych rynków muzycznych. Deryi Yıldırım – Turczynce, ale urodzonej w Niemczech – też prawdopodobnie to się nie uda. Nie dlatego, że jest kiepską wokalistką. Po prostu: muzyka, jaką wykonuje (z towarzyszącą jej Grup Şimşek), liczyć może jedynie na zainteresowanie niszowej publiczności. Jeśli jednak sięgniecie po „Dost 2”, jest duża szansa, że poczujecie się urzeczeni.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.