Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 3 grudnia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Nik Turner, The Trance Dimensionals
‹Synchronicity›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSynchronicity
Wykonawca / KompozytorNik Turner, The Trance Dimensionals
Data wydania30 maja 2022
Wydawca Black Widow
NośnikCD
Czas trwania57:48
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Steve Hillman, Robert Andrews „Clog”, Dai Rees, Angel Flame, Linda Hillmann, Jonathan Hulme „Mr. Dibs”, Richard Benjamin, Eleanor Rees, Dave Anderson, Nik Turner
Utwory
CD1
1) Destination Void06:29
2) The Enchantress05:31
3) Taken to the Limit05:09
4) Cloudlands03:17
5) Thunder Rider Invocation05:05
6) Sphinx Dancer05:46
7) Sekhmet02:36
8) Angel of the Light04:57
9) Night of the Jewelled Eye08:13
10) Abode of the Blessed03:34
11) Children of the Sun07:12
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Gwiezdne dziecko po osiemdziesiątce
[Nik Turner, The Trance Dimensionals „Synchronicity” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Muzycy, którzy w ciągu ostatnich ponad pięciu dekad przewinęli się przez Hawkwind, nie zapominają, ile zawdzięczają tej formacji. Odszedłszy z niej, wciąż krążą na jej orbicie, nagrywając płyty – jedne lepsze, inne słabsze – nawiązujące do stylistyki psychodelicznego space-rocka. Nie tak dawno zrobił to po raz kolejny Nik Turner, który z pomocą tria The Trance Dimensionals wydał album „Synchronicity”. Nie znając go, wyrządzacie sobie wielką krzywdę!

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Gwiezdne dziecko po osiemdziesiątce
[Nik Turner, The Trance Dimensionals „Synchronicity” - recenzja]

Muzycy, którzy w ciągu ostatnich ponad pięciu dekad przewinęli się przez Hawkwind, nie zapominają, ile zawdzięczają tej formacji. Odszedłszy z niej, wciąż krążą na jej orbicie, nagrywając płyty – jedne lepsze, inne słabsze – nawiązujące do stylistyki psychodelicznego space-rocka. Nie tak dawno zrobił to po raz kolejny Nik Turner, który z pomocą tria The Trance Dimensionals wydał album „Synchronicity”. Nie znając go, wyrządzacie sobie wielką krzywdę!

Nik Turner, The Trance Dimensionals
‹Synchronicity›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSynchronicity
Wykonawca / KompozytorNik Turner, The Trance Dimensionals
Data wydania30 maja 2022
Wydawca Black Widow
NośnikCD
Czas trwania57:48
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Steve Hillman, Robert Andrews „Clog”, Dai Rees, Angel Flame, Linda Hillmann, Jonathan Hulme „Mr. Dibs”, Richard Benjamin, Eleanor Rees, Dave Anderson, Nik Turner
Utwory
CD1
1) Destination Void06:29
2) The Enchantress05:31
3) Taken to the Limit05:09
4) Cloudlands03:17
5) Thunder Rider Invocation05:05
6) Sphinx Dancer05:46
7) Sekhmet02:36
8) Angel of the Light04:57
9) Night of the Jewelled Eye08:13
10) Abode of the Blessed03:34
11) Children of the Sun07:12
Wyszukaj / Kup
Jest praktycznie nie do zdarcia! Ma osiemdziesiątkę na karku, a wciąż nagrywa i koncertuje. Co, biorąc pod uwagę jego wcześniejszy tryb życia (zwłaszcza w latach 70. ubiegłego wieku), należy uznać za biologiczny fenomen. Wokalista i saksofonista Nik Turner był niegdyś podporą legendarnego Hawkwind (w którym grał w latach 1969-1976 oraz 1982-1984), dzisiaj natomiast regularnie publikuje zarejestrowane z różnymi wykonawcami nowe albumy studyjne („The Final Frontier”, 2019; „Interstellar Energy”, 2020). Angażuje się jednak również w działalność projektów tworzonych przez byłych muzyków Hawkwind, takich jak Hawklords („Alive in Concert”, 2020) czy Hawkestrel („The Future is Us”, 2019; „Pioneers of Space”, 2020; „SpaceXmas”, 2020). A przecież dla wielu z nas mógłby być… dziadkiem.
Przed sześcioma laty Turner spotkał na swojej artystycznej drodze klawiszowca Steve’a Hillmana. W Polsce to muzyk praktycznie nieznany, ale w Wielkiej Brytanii uchodzący za pioniera rocka elektronicznego spod znaku Berlin-School. Panowie wymienili się poglądami i szybko doszli do wniosku, że mogliby skonkretyzować swoje porozumienie pod postacią muzyki. W tym celu Hillman powołał do życia zupełnie nową grupę – The Trance Dimensionals – do udziału w której zaprosił basistę Rob(ert)a Andrewsa (przez znajomych nazywanego „Clogiem”) oraz perkusistę Daia Reesa. Obu znał już wcześniej doskonale; grał bowiem z nimi w progresywnych zespołach Ra („Wake”, 2007; „Ra Rising”, 2009) oraz będącym jego kontynuacją Ra Rising („Seize the Day”, 2014; „Race Against Time”, 2022). Pierwszy wspólny występ Turnera i The Trance Dimensionals odbył się w czerwcu 2019 roku na Sonic Rock Festival w brytyjskim Worcestershire. Oprócz dobrze już znanych utworów z wcześniejszego dorobku Nika publika mogła wówczas usłyszeć zupełnie nowe, skomponowane przez Steve’a.
Po serii koncertów przyszła w końcu pora na nagranie płyty. Tradycyjnie nie zabrakło w studiu gości specjalnych, wśród których – oprócz żon Steve’a, Lindy Hillman, i Daia, Eleanor Rees – znaleźli się także dwaj muzycy związani przed laty z Hawkwind: śpiewający Jonathan Hulme (posługujący się również nazwiskiem Darbyshire i pseudonimem „Mr. Dibs”) oraz grający na basie Dave Anderson. Steve z kolei doprosił jeszcze na ucztę swojego kompana z Ra i Ra Rising, wokalistę Richard Benjamin. Co na pewno zasługuje na pochwałę? Że muzycy postanowili nie odgrzewać starych dań, a zaserwować premierowe. Wszystkie – no dobra, wszystkie poza jednym – wyszły spod kompozytorskiej ręki Hillmana. Tym wyjątkiem jest umieszczona na finał, a więc można ją potraktować jako smakowity deser, nowa (i zupełnie odmienna od oryginału) wersja klasyka Hawkwind „Children of the Sun” (z wydanego w 1971 roku longplaya „In Search of Space”). Warto na nią czekać. Tym bardziej że czekanie wcale nie będzie się dłużyć, bo poprzedzające ją numery to także prawdziwa gratka dla wielbicieli psychodelicznego space-rocka.
Gdyby na okładce albumu, obok nazwiska Nika Turnera, pojawiła się – zamiast The Trance Dimensionals – nazwa Hawkwind, Hawklords, Hawkestrel czy jakakolwiek inna z przedrostkiem „Hawk-” (a trochę ich jeszcze było), nie byłoby to żadne nadużycie ani próba ordynarnego podpięcia się pod legendę. Porównanie wydanego pod koniec maja tego roku przez włoską (z siedzibą w Genui) wytwórnię Black Widow Records albumu „Synchronicity” z najnowszą produkcją macierzystej przed laty formacji Nika, czyli krążkiem „Somnia” (2021), wypada bowiem zdecydowanie na korzyść tej pierwszej. Więcej na niej świeżości, radości grania, różnorodności i zapadających w pamięć melodii. A wspomniany już „Children of the Sun” to perełka wieńcząca dzieło, po wysłuchaniu której nieobce będą Wam marzenia, by kiedyś Turner i Hillman wydali cały longplay z równie kreatywnymi i gustownymi przeróbkami najsłynniejszych utworów Hawkwind. A przynajmniej tych, których (współ)twórcą był Turner.
Album zaczyna się od bardzo mocnego akcentu: ponad sześciominutowy „Destination Void” – patetyczny i pełen niepokojących brzmień syntezatorowych – to oczywiste nawiązanie do dorobku Hawkwind. Mamy w nim wszystkie podstawowe elementy składowe stylu tej formacji: rozpędzona hardrockowa sekcja rytmiczna, motoryczna gitara, „zamglony” (prościej byłoby chyba stwierdzić: psychodeliczny) śpiew (obok recytacji Nika) i dialog saksofonu z gitarą. Czego chcieć więcej? „The Enchantress”, choć przydano mu formę balladową, też skrzy się wieloma barwami: od subtelnej gitary akustycznej i żeńskiej melorecytacji, poprzez syntezatory imitujące smyczki i chórek, aż po finałowy popis Steve’a Hillmana w formie duetu gitary akustycznej i nadzwyczaj smakowitego Mooga (choć biorąc pod uwagę powłóczystość dźwięków, powinienem raczej napisać: Mooooga). Instrument ten powraca również w energetycznym „Taken to the Limit”, w którym dodatkowo wokalnie udziela się Mr. Dibs. W dużej mierze za jego sprawą otrzymujemy więc kolejną wariację na temat wczesnych dokonań Hawkwind.
Na wyższy poziom wrażliwości kwartet wznosi się w krótkim, lecz nie pozwalającym zapomnieć o sobie „Cloudlands”, którego najistotniejszym wyznacznikiem jest przepiękna, poetycka partia fletu (zagrana oczywiście przez Nika). W „Thunder Rider Invocation” – zgodnie z tytułem – nie brakuje smaczków w postaci dźwięków burzy, wiatru i deszczu, które przydają całej kompozycji nastrój niesamowitości. Dbają też jednak o to sami muzycy: Turner za sprawą podniosłej partii saksofonu, a Hillman – wypełniających tło syntezatorów. Numer ten płynnie przechodzi w „Sphinx Dancer” (Steve doskonale zdawał sobie sprawę z historycznych zainteresowań Nika, więc postanowił sprezentować mu kilka kompozycji tematycznie nawiązujących do starożytnego Egiptu), w którym niemal sakralne organy mieszają się z eterycznym popisem na flecie, a całość wieńczy orientalny motyw syntezatorów. Mogłoby się wydawać, że w pojawiającym się tuż potem „Sekhmet” zespół powinien pójść w tym samym kierunku. Nic bardziej mylnego. Ten krótki przerywnik to ukłon w stronę wielbicieli industrialu; pod warunkiem jednak, że nie będzie im przeszkadzał delikatny dźwięk fletu.
Zaśpiewany przez Richarda Benjamina „Angel of the Light”, wzbogacony brylancikami saksofonowymi i fletowymi, to przepiękna ballada, o której uroku decydują dodatkowo eteryczne syntezatory i klimatyczna solówka gitarowa. Z kolei w najdłuższym w całym zestawie „Night of the Jewelled Eye” dają o sobie znać „kosmiczne” inklinacje lidera, charakterystyczne w zasadzie dla całej twórczości Hawkwind. Ileż tu smaczków! Są i smyczki (oczywiście generowane elektronicznie), i grające unisono saksofon z syntezatorem, i subtelna partia gitary. A wszystkie te dźwięki lewitują gdzieś w próżni kosmicznej. Na Ziemię muzycy ściągają nas za sprawą „Abode of the Blessed”. Aczkolwiek dbają o to, aby lądowanie okazało się… miękkie. Ba! nawet leciutko jazzujące (vide organy). Wisienką na torcie jest wspomniana już wcześniej nowa wersja „Children of the Sun” – dłuższa o kilka minut od oryginału, fantastycznie i na bogato zaaranżowana, z kapitalnym duetem wokalnym Eleanor Rees i Nika Turnera, wreszcie motoryczną, hawkwindową sekcją rytmiczną, do której dołączył sam Dave Anderson. Podsumowując najkrócej, jak się da: ekscytujące zwieńczenie doskonałej płyty!
koniec
30 sierpnia 2022
Skład:
Nik Turner – śpiew, recytacja, saksofon, flet

THE TRANCE DIMENSIONALS:
Steve Hillman – gitara elektryczna, gitara akustyczna, syntezatory, fortepian, organy, muzyka (1-10)
Robert Andrews „Clog” – gitara basowa
Dai Rees – perkusja

gościnnie:
Angel Flame – narracja (2,10)
Linda Hillmann – śpiew (2), flet (2)
Jonathan Hulme (Darbyshire) „Mr. Dibs” – śpiew (3)
Richard Benjamin – śpiew (8)
Eleanor Rees – śpiew (11)
Dave Anderson – gitara basowa (11)

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: „Drewniani” muzykanci z Bremy
Sebastian Chosiński

1 XII 2022

Pół wieku po nagraniu koncertowe nagrania Kwintetu Tomasza Stańki wreszcie trafiają „pod strzechy”. Na dwóch albumach zatytułowanych „Wooden Music” znajduje się muzyka dokumentująca najbardziej rozimprowizowany, freejazzowy okres w twórczości polskiego trębacza. Pierwsza płyta zawiera występ z Bremy; druga, która ukaże się za kilka miesięcy, z Hamburga. Stańce towarzyszą legendy polskiego jazzu.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Tomasz Stańko byłby – jak sądzę – usatysfakcjonowany
Sebastian Chosiński

29 XI 2022

Ta płyta Was zaskoczy! Może nawet na początku wprawi w zdziwienie lub wręcz osłupienie. Liczę się z tym, że niektórzy wyłączą ją po dziesięciu bądź dwudziestu minutach i nigdy więcej już do niej nie wrócą. Tyle że stracą wtedy mnóstwo niezwykłych doznań artystycznych i estetycznych. Dlatego warto dać duńskiej trębaczce Anne Efternøler szansę i ze spokojem – od pierwszej do ostatniej nuty – wysłuchać jej debiutanckiego albumu „Anne Efternøler & Lige Børn”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Jak Turcja długa i szeroka…
Sebastian Chosiński

24 XI 2022

Od dawna już żaden turecki artysta nie podbił światowych rynków muzycznych. Deryi Yıldırım – Turczynce, ale urodzonej w Niemczech – też prawdopodobnie to się nie uda. Nie dlatego, że jest kiepską wokalistką. Po prostu: muzyka, jaką wykonuje (z towarzyszącą jej Grup Şimşek), liczyć może jedynie na zainteresowanie niszowej publiczności. Jeśli jednak sięgniecie po „Dost 2”, jest duża szansa, że poczujecie się urzeczeni.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.