Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 28 listopada 2022
w Esensji w Esensjopedii

Ahanes
‹Petrichor›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPetrichor
Wykonawca / KompozytorAhanes
Data wydania30 września 2022
Wydawca Clean Feed
NośnikCD
Czas trwania42:42
Gatunekjazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Nicky Kokkoli, Mats Äleklint, Giannis Arapis, Alex Zethson, Torbjörn Zetterberg, Nils Agnas
Utwory
CD1
1) India13:04
2) Sand10:36
3) Piper05:09
4) Canon13:52
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Jeden z tych dni, które przechodzą do historii
[Ahanes „Petrichor” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
To oczywiste, że nazwa Ahanes nic jeszcze nikomu nie mówi. Jest to bowiem, jak można sądzić, efemeryczny projekt międzynarodowy, który powstał z inicjatywy szwedzkiego pianisty i organisty Alexa Zethsona i którego debiutancka płyta „Petrichor” dopiero wkrótce trafi do sprzedaży. Ale gdy się już na nią natkniecie, nie zwlekajcie ani chwili. To czterdzieści minut fantastycznych jazzowych improwizacji, którym patronują artyści tej miary, co John Coltrane i Charles Mingus.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Jeden z tych dni, które przechodzą do historii
[Ahanes „Petrichor” - recenzja]

To oczywiste, że nazwa Ahanes nic jeszcze nikomu nie mówi. Jest to bowiem, jak można sądzić, efemeryczny projekt międzynarodowy, który powstał z inicjatywy szwedzkiego pianisty i organisty Alexa Zethsona i którego debiutancka płyta „Petrichor” dopiero wkrótce trafi do sprzedaży. Ale gdy się już na nią natkniecie, nie zwlekajcie ani chwili. To czterdzieści minut fantastycznych jazzowych improwizacji, którym patronują artyści tej miary, co John Coltrane i Charles Mingus.

Ahanes
‹Petrichor›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPetrichor
Wykonawca / KompozytorAhanes
Data wydania30 września 2022
Wydawca Clean Feed
NośnikCD
Czas trwania42:42
Gatunekjazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Nicky Kokkoli, Mats Äleklint, Giannis Arapis, Alex Zethson, Torbjörn Zetterberg, Nils Agnas
Utwory
CD1
1) India13:04
2) Sand10:36
3) Piper05:09
4) Canon13:52
Wyszukaj / Kup
Czasami, choć zapewne bardzo rzadko, zdarza się tak, że muzyczne arcydzieła rodzą się z absolutnego przypadku. Logicznie rzecz biorąc, międzynarodowa, szwedzko-grecka, formacja Ahanes nigdy nie powinna powstać. I nie powinna nagrać takiej płyty, jak „Petrichor”. A jednak stało się inaczej. Za co powinniśmy być wdzięczni Najwyższemu, bo to album w swej kategorii wyśmienity. Sprawcą całego zamieszania okazał się klawiszowiec Alex(ander) Zethson, znany przede wszystkim z występów w różnych wcieleniach Angles Martina Küchena, Tropiques Gorana Kajfeša oraz Fire! Orchestra Matsa Gustafssona. Słowem: to postać na skandynawskiej scenie improwizowanej znacząca. Oprócz udzielania się we wspomnianych powyżej zespołach (i przy okazji wielu innych), Alex zawiaduje również niezależną wytwórnią płytową Thanatosis (zawdzięczamy jej między innymi świetne solowe produkcje Küchena: „Det försvunnas namn” i „Utopia”) oraz organizuje jazzowe festiwale i koncerty. Na jeden z nich w grudniu ubiegłego roku zaprosił pochodzącego z Aten greckiego gitarzystę Giannisa Arapisa, którego poznał przy okazji nagrywania albumu „Some of Them Were Never Unprepared”.
W tym samym czasie na koncertach w Szwecji przebywała awangardowa szkocka wokalistka Maggie Nicols, w której zespole ważną rolę odgrywała saksofonistka Nicky (względnie Niki) Kokkoli. Ona również mieszka w Atenach. Jak się jednak okazało, do tej pory nie zetknęła się nigdy z Arapisem, jakby nie było ważną postacią na tamtejszej scenie eksperymentalnej. Dowiedziawszy się o tym, Zethson wpadł na pomysł, by w takim razie zagrać coś wspólnie. Zaprosił jeszcze swoich przyjaciół i korzystając z dnia wolnego, w sobotę 18 grudnia 2021 roku sześcioro muzyków zamknęło się w sztokholmskim studiu Clavier. Ktoś może mieć wątpliwości: jak to, nigdy wcześniej ze sobą nie grali, nie widzieli się nawet na oczy, a stworzyli wspólnymi siłami muzykę ocierającą się o arcydzieło?! Właśnie. Takie szaleństwa możliwe są tylko w świcie jazzu improwizowanego, gdzie ważniejsze od dokładnego odtwarzania utworu nuta po nucie jest granie intuicyjne i emocjonalne. Z zarejestrowanego w ciągu jednego dnia materiału na „Petrichor” wybrano cztery kompozycje: dwa covery, jeden numer Zethsona oraz jeden będący zbiorową improwizacją całego sekstetu.
Jak się o tym wspomina w taki sposób, wydaje się to proste, prawda? By jednak wszystkie trybiki tej diabelskiej machiny zazębiły się idealnie, musi zaistnieć jeden warunek, bez spełnienia którego cały koncept rozpadłby się jak domek z kart przy nieco tylko mocniejszym podmuchu. Jaki to warunek? Biorący w projekcie artyści muszą być najwyższej próby – zarówno pod względem umiejętności, jak i doświadczenia. A w tym przypadku byli! Alex ściągnął bowiem do studia znanych sobie doskonale z wielu wspólnych występów i nagrań puzonistę Matsa Äleklinta (The Way Ahead, Large Unit, All Included, kooperacja z Bear Brother), kontrabasistę Torbjörna Zetterberga (Svenska Kaputt, kwartet Jonasa Kullhammara) oraz – w tym gronie akurat najmniej doświadczonego, ale to nie znaczy, że artystycznie słabszego – perkusistę Nilsa Agnasa.
To, że muzycy postanowili zarejestrować dwa klasyki, wcale nie dziwi. Grając ze sobą po raz pierwszy w takim zestawieniu i mając do dyspozycji studio tylko na jeden dzień, czymś naturalnym stało się sięgnięcie po kompozycje każdemu jazzmanowi dobrze znane. Pierwszą z nich, otwierającą „Petrichor”, jest „India” z repertuaru Johna Coltrane’a (1926-1967), po raz pierwszy opublikowana na nagranym dla wytwórni Impulse! krążku „Impressions” (1963). Początek, oparty jedynie na duecie kontrabasu i perkusji, wprowadza dużo niepokoju i nie zmienia tego ani pojawienie się fortepianu elektrycznego Zethsona, ani gitary Arapisa. Choć z czasem za sprawą klawiszy numer nabiera coraz bardziej transowego charakteru. Ostatni na „pokładzie” meldują się Kokkoli i Äleklint: Greczynka podtrzymuje mroczny nastrój z pierwszych minut, z kolei Szwed, stopniowo wybijający się na plan pierwszy, wprowadza nieco więcej optymizmu. W tle natomiast dzieją się rzeczy magiczne: pojawiają się psychodelicznie „kwasowe” organy, jazzrockowa solówka gitary, wreszcie – w finale – bardzo intensywnie grające dęciaki (z dominującym puzonem), do których podłącza się jeszcze ze swoim instrumentem Giannis. Gdyby zmartwychwstały Coltrane wysłuchał tej wersji swojego utworu, byłby zapewne mocno zaskoczony, ale i uradowany, że odczytano go w tak nietypowy i awangardowy sposób.
Druga w kolejności kompozycja – ponad dziesięciominutowy „Sand” – to improwizacja całego sekstetu. Zrazu stonowana, z subtelną gitarą i delikatnie wspierającą ją sekcją rytmiczną, w dalszej części znacznie dynamiczniejsza, lecz także zróżnicowana pod względem nastroju: tym razem to Äleklint jest tym, który swoją emocjonalnością napędza zespół, Kokkoli dla odmiany stara się łagodzić nastrój, w czym mocno wspiera ją Arapis. W ogóle Szwedzi w czasie nagrania „Sand” zachowali się bardzo uprzejmie i gościnnie, dając sporo miejsca przybyszom z Aten: gdy akurat instrumentem dominującym nie jest saksofon (w duecie z gitarą bądź perkusją), staje się nim właśnie gitara (finałowa improwizacja Giannisa potrafi wywołać ciarki na plecach). „Piper” to jedyny utwór, jaki wyszedł spod ręki lidera i pomysłodawcy projektu. Nie oznacza to jednak, że Alex zarezerwował w nim miejsce tylko dla siebie. Owszem, od mniej więcej połowy numeru to właśnie radosny, melodyjny motyw zagrany na organach, potem powielony przez gitarę i dęciaki, nadaje mu ton, lecz jest jeszcze, zupełnie odmienna w charakterze część pierwsza – napędzana intensywną improwizacją puzonu na tle rozpędzonych kontrabasu i perkusji.
Na finał muzycy wybrali kolejny jazzowy klasyk, tym razem sięgając po „Canon” z repertuaru amerykańskiego kontrabasisty (i nie tylko) Charlesa Mingusa (1922-1979), zaczerpnięty z wydanego w 1974 roku longplaya „Mingus Moves”. Wersja z „Petrichor” różni się jednak znacząco, co wynika chociażby z tego, że jest od oryginału o ponad osiem minut dłuższa. Uwagę przykuwa już niezwykle klimatyczna introdukcja, oparta na chmurnych dźwiękach dęciaków i utrzymanych w tym samum nastroju klawiszy. Powłóczysta partia saksofonu z rozbrzmiewającymi w tle organami podkreśla smutek jeszcze bardziej. Wszystko jednak zaczyna zmieniać się, kiedy do głosu dochodzi puzon Äleklinta, który daje sygnał do ataku. W ciągu kilku sekund zespół nabiera dynamiki i intensywności, a dialogujący w duetach artyści (najpierw Nicky z Matsem, następnie Alex z Giannisem) – wznoszą się na szczyty swoich umiejętności i pomysłowości. Wyczerpawszy całą energię, muzycy stopniowo wyciszają emocje, spinając całość klamrą znaczoną nostalgicznymi dźwiękami gitary i organów. Koniec płyty jest tak samo piękny i ekscytujący, jak to wszystko, co go poprzedza. I pomyśleć, że tego albumu nie byłoby, gdyby nie przypadek…
koniec
27 września 2022
Skład:
Nicky Kokkoli – saksofon
Mats Äleklint – puzon
Giannis Arapis – gitara elektryczna
Alex Zethson – instrumenty klawiszowe
Torbjörn Zetterberg – kontrabas
Nils Agnas – perkusja

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Jak Turcja długa i szeroka…
Sebastian Chosiński

24 XI 2022

Od dawna już żaden turecki artysta nie podbił światowych rynków muzycznych. Deryi Yıldırım – Turczynce, ale urodzonej w Niemczech – też prawdopodobnie to się nie uda. Nie dlatego, że jest kiepską wokalistką. Po prostu: muzyka, jaką wykonuje (z towarzyszącą jej Grup Şimşek), liczyć może jedynie na zainteresowanie niszowej publiczności. Jeśli jednak sięgniecie po „Dost 2”, jest duża szansa, że poczujecie się urzeczeni.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Szczęście jesienną porą
Sebastian Chosiński

22 XI 2022

To niespodzianka! Zaledwie pięć miesięcy po albumie „October Suite” ukazała się kolejna płyta zespołu RGG – „Endorfina”. Zawarty na niej materiał nie jest taki nowy (pochodzi sprzed trzech lat), ale nie ma to najmniejszego znaczenia, ponieważ muzyka tria jest ponadczasowa. Równie świeżo brzmi w 2022 roku, jak i brzmiałaby – na przykład – pół wieku temu. Jeśli nie boicie się wyzwań, sięgnijcie po ten album koniecznie!

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Blues, hard i… SBB
Sebastian Chosiński

17 XI 2022

To był bardzo efemeryczny skład SBB, zebrany jedynie na kilka koncertów, jakie trio zagrało na przełomie listopada i grudnia 2002 roku. Tym bardziej może dziwić fakt, że wydany właśnie przez GAD Records album „Live Cuts. Ostrava 2002” to już drugie dokumentujące go wydawnictwo. A co było w tym składzie efemerycznego? Jednoczesna obecność perkusisty Paula Wertico i gitarzysty Andrzeja Urnego.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.