Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 3 grudnia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Karol Dobrowolski Ensemble
‹Bleue M​é​lancolie›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBleue M​é​lancolie
Wykonawca / KompozytorKarol Dobrowolski Ensemble
Data wydania31 sierpnia 2022
Wydawca For Tune
NośnikCD
Czas trwania53:22
Gatunekfolk, jazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Karol Dobrowolski, Roby Lakatos, Alexis Cárdenas, Piotr Sapieja, Raphaël Maillet, Hugues Duchesne, Giovanni Mirabassi, Borys Janczarski, Siegfried Mandacé, Greg Zlap, Sébastien Gastine, Nicolas Favrel
Utwory
CD1
1) Petrucciana07:51
2) La valse bleue mélancolie07:53
3) La promenade des montagnards05:45
4) Après la pluie06:29
5) Ivresse slave05:07
6) Chopinote06:28
7) Tangos el dios04:35
8) Les empreintes polonaises à Paris09:14
Wyszukaj / Kup

Niewiarygodne przygody Polaka w Paryżu
[Karol Dobrowolski Ensemble „Bleue M​é​lancolie” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Debiutancki album zespołu Karola Dobrowolskiego to gratka dla miłośników jazzowych skrzypiec. Zwłaszcza tych, którzy gustują w jazzie inspirowanym tradycyjną muzyką romską. „Bleue Mélancolie” powinna spodobać się głównie wielbicielom dokonań takich tuzów, jak gitarzysta Django Reinhardt i skrzypek Stéphane Grappelli.

Sebastian Chosiński

Niewiarygodne przygody Polaka w Paryżu
[Karol Dobrowolski Ensemble „Bleue M​é​lancolie” - recenzja]

Debiutancki album zespołu Karola Dobrowolskiego to gratka dla miłośników jazzowych skrzypiec. Zwłaszcza tych, którzy gustują w jazzie inspirowanym tradycyjną muzyką romską. „Bleue Mélancolie” powinna spodobać się głównie wielbicielom dokonań takich tuzów, jak gitarzysta Django Reinhardt i skrzypek Stéphane Grappelli.

Karol Dobrowolski Ensemble
‹Bleue M​é​lancolie›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBleue M​é​lancolie
Wykonawca / KompozytorKarol Dobrowolski Ensemble
Data wydania31 sierpnia 2022
Wydawca For Tune
NośnikCD
Czas trwania53:22
Gatunekfolk, jazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Karol Dobrowolski, Roby Lakatos, Alexis Cárdenas, Piotr Sapieja, Raphaël Maillet, Hugues Duchesne, Giovanni Mirabassi, Borys Janczarski, Siegfried Mandacé, Greg Zlap, Sébastien Gastine, Nicolas Favrel
Utwory
CD1
1) Petrucciana07:51
2) La valse bleue mélancolie07:53
3) La promenade des montagnards05:45
4) Après la pluie06:29
5) Ivresse slave05:07
6) Chopinote06:28
7) Tangos el dios04:35
8) Les empreintes polonaises à Paris09:14
Wyszukaj / Kup
W historii polskiego jazzu i fusion nigdy nie brakowało (i zresztą do dzisiaj ich nie brakuje) doskonałych skrzypków. Panteon najwybitniejszych otwieraliby tacy mistrzowie sprzed dekad, jak Zbigniew Seifert oraz Michał Urbaniak; po nich nastąpili artyści formatu Henryka Gembalskiego, Krzesimira Dębskiego oraz Macieja Strzelczyka; obecnie natomiast honoru bronią między innymi Adam Bałdych, Marcin Hałat i Dawid Lubowicz (z Bester Quartet). Teraz ma szansę dołączyć do nich jeszcze Karol Dobrowolski.
Nie jest wprawdzie muzykiem najmłodszym (dobija już niemal pięćdziesiątki), ale wciąż mało znanym. Do tej pory pracował bowiem głównie na innych. Karierę zaczynał w Bydgoszczy, skąd przeniósł się do Katowic, aby studiować na Wydziale Jazzu Muzyki Rozrywkowej tamtejszej Akademii Muzycznej, którą ukończył w 2001 roku. Po studiach nierzadko grywał do „kotleta”: na statku pływającym po Atlantyku bądź w szwajcarskim hotelu. W połowie pierwszej dekady XXI wieku otrzymał stypendium Ministerstwa Kultury i Sztuki i wyjechał do Francji, aby uczyć się dalej na studiach podyplomowych prowadzonych przez Didiera Lockwooda – zmarłego przed czterema laty jednego z najwybitniejszych skrzypków jazzowych i jazzrockowych. We Francji pozostał do dzisiaj; mieszka w leżącym kilkadziesiąt kilometrów od Paryża Le Pecq. Poza koncertami i nagraniami zarabia na życie, pracując jako nauczyciel muzyki i wykładowca; prowadzi warsztaty we Francji i Polsce (w Krakowie, Lublinie, Warszawie). Akompaniował takim tuzom polskiego jazzu, jak Wojciech Karolak, Zbigniew Namysłowski czy Michał Urbaniak; ma również na koncie współpracę z Nigelem Kennedym. Aż dziw, że wydana ostatniego dnia sierpnia tego roku płyta „Bleue Mélancolie” jest jego solowym debiutem.
„Solowym” znaczy opublikowanym pod własnym nazwiskiem, a konkretnie pod nazwą Karol Dobrowolski Ensemble. Nagrania nie są najnowsze; zarejestrowano je w ciągu trzech dni marca 2019 roku w Croissy-sur-Seine, leżącej w tym samym departamencie (Yvelines) co Le Pecq. Dobrowolskiemu udało się zgromadzić w studiu prawdziwie międzynarodowy skład, w tym między innymi wenezuelskiego skrzypka Alexisa Cárdenasa, jego węgiersko-romskiego kolegę po fachu Roby’ego Lakatosa oraz polskiego saksofonistę tenorowego Borysa Janczarskiego. Do tej grupy należy doliczyć kilku Francuzów, wśród których prym wiedzie pianista Hugues Duchesne, oraz jednego Włocha, choć na stałe rezydującego w Paryżu – pianistę Giovanniego Mirabassiego. Instrumentem dominującym na „Bleue Mélancolie” są oczywiście skrzypce. Nie tylko dlatego, że gra na nich lider projektu. Dobrowolski zadbał bowiem o stworzenie z zaproszonych do studia muzyków skrzypcowych duetu („Après la pluie”, „Chopinote”), tria („La valse bleue mélancolie”, „Tangos el dios”), kwartetu („Ivresse slave”), a nawet kwintetu („La promenade des Montagnards”).
fot. M. Witamborski - polskifr.fr
fot. M. Witamborski - polskifr.fr
Stylistycznie to muzyka… retro, mocno nawiązująca do jazzu z lat 30., 40. i 50. XX wieku, kiedy to największą popularnością cieszył się tak zwany jazz manouche, niekiedy określany mianem gypsy jazzu czy gypsy swingu. Jego ojcami chrzestnymi byli romski gitarzysta Django (Jean) Reinhardt (1910-1953) oraz francuski skrzypek Stéphane Grappelli (1908-1997). W swoich kompozycjach Dobrowolski inspiruje się właśnie ich twórczością. Trudno dziwić się więc, że słuchając „Bleue Mélancolie”, możemy poczuć się, jak turyści, którzy skorzystali z wehikułu czasu i przenieśli się o kilkadziesiąt lat wstecz. Choć akurat kompozycja otwierająca album wskazuje na jeszcze inną inspirację. Wiele mówi już jej tytuł – „Petrucciana”, który jest bez wątpienia nawiązaniem do postaci legendarnego francuskiego pianisty jazzowego Michela Petruccianiego (1962-1999), znanego między innymi ze wspólnych projektów z Grappellim. Fortepian staje się więc tutaj instrumentem równie ważnym jak skrzypce. Tak zresztą jest niemal na całej płycie; w zasadzie tylko w jednym utworze („Tangos el dios”) nie słyszymy fortepianu. W „Petrucciana” grający na nim Hugues Duchesne nie tylko wchodzi w melancholijny retro-jazzowy dialog z Dobrowolskim, ale gra również subtelną improwizację. Smaczkiem staje się natomiast partia solowa saksofonu Janczarskiego, aczkolwiek trudno pozbyć się wrażenia, że akurat jego brzmienie średnio pasuje do całości.
fot. M. Witamborski - polskifr.fr
fot. M. Witamborski - polskifr.fr
W nagraniu nostalgicznego „La valse bleue mélancolie” udział wzięło aż trzech skrzypków, co pozwoliło kompozytorowi na zdywersyfikowanie ich roli: od gry unisono (w pierwszej części utworu) przechodzą one do mocno kontrastującego dialogu (w części drugiej). Pomiędzy nimi znajduje się także miejsce na kolejny popis solowy pianisty (ponownie Duchesne). W „La promenade des Montagnards” zmienia się nieco nastrój: robi się skocznie i niemal folkowo, choć etniczną partię skrzypcowego kwintetu skutecznie przełamuje intensywnie jazzowa i bardzo „gęsta” sekcja rytmiczna (w postaci kontrabasisty Sébastiena Gastine’a i perkusisty Nicolasa Favrela). W tym numerze Dobrowolski chyba najbardziej zbliżył się do „cygańskiej” twórczości swoich mistrzów, czyli Reinhardta i Grappelliego. Wyróżniającą się na tle pozostałych kompozycji na pewno jest czwarta w kolejności „Après la pluie” – to jedyne dzieło, jakie nie wyszło spod ręki lidera, lecz kompozytorki (i pianistki) Valérie Sabbah. Stąd zapewne pojawienie się bluesowej partii harmonijki ustnej, na której gra niejaki Greg Zlap, a bardziej swojsko – Grzegorz Szłapczyński. I trudno zresztą się dziwić, wszak to artysta kojarzony we Francji właśnie ze sceną bluesowo-rockową.
„Ivresse slave” wskazuje jeszcze jeden kierunek zainteresowań Karola Dobrowolskiego – to muzyka klasyczna, o czym świadczyłaby chociażby finałowa solówka utrzymana w stylu charakterystycznym dla kompozycja Niccolo Paganiniego. Do świata jazzu wracamy natomiast w nieśpiesznym, tanecznym „Chopinote”, w którym ponownie rozbrzmiewa saksofon Janczarskiego (solo i w duecie ze skrzypcami). Urokliwie z kolei prezentuje się „Tangos el dios”, w którym zespół płynnie przechodzi od inspiracji muzyką klasyczną do tanga, nie zapominając o bardziej energetycznych i zadziornych wstawkach. Album wieńczy „Les empreintes polonaises à Paris”. Ta ponad dziewięciominutowa opowieść o polskich śladach w stolicy Francji to jaskrawy dowód patriotycznej postawy lidera. Sam utwór ma różnorodny charakter: pojawiają się w nim zarówno nastrojowe, ale i melodyjne partie fortepianu (tym razem Giovanni Mirabassi) i skrzypiec, nawiązujące do romantycznej twórczości Fryderyka Chopina, jak również wstawki improwizowane, niekiedy bardzo intensywne (jak chociażby popis samego Dobrowolskiego). Całość kończy się jednak, co jest zgodne z przesłaniem płynącym z tytułu, nadzwyczaj sentymentalnie. Karol Dobrowolski ma bez wątpienia zadatki na kolejnego wybitnego skrzypka jazzowego rodem z Polski. Czego mu brakuje w tej chwili, aby być za takiego uznanym? Dorobku solowego! Należy więc trzymać kciuki, by na kolejne jego płyty nie trzeba było czekać zbyt długo.
koniec
29 września 2022
Skład:
Karol Dobrowolski – skrzypce, muzyka
Roby Lakatos – skrzypce (2,3,5,7)
Alexis Cárdenas – skrzypce (2,3,7)
Piotr Sapieja – skrzypce (3,5)
Raphaël Maillet – skrzypce (3-6)
Hugues Duchesne – fortepian (1-3,5)
Giovanni Mirabassi – fortepian (4,6,8)
Borys Janczarski – saksofon tenorowy (1,6)
Siegfried Mandacé – gitara (3,5)
Greg Zlap – harmonijka ustna (4)
Sébastien Gastine – kontrabas (1-3,5,6,8)
Nicolas Favrel – perkusja (1-3,5,6,8)

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: „Drewniani” muzykanci z Bremy
Sebastian Chosiński

1 XII 2022

Pół wieku po nagraniu koncertowe nagrania Kwintetu Tomasza Stańki wreszcie trafiają „pod strzechy”. Na dwóch albumach zatytułowanych „Wooden Music” znajduje się muzyka dokumentująca najbardziej rozimprowizowany, freejazzowy okres w twórczości polskiego trębacza. Pierwsza płyta zawiera występ z Bremy; druga, która ukaże się za kilka miesięcy, z Hamburga. Stańce towarzyszą legendy polskiego jazzu.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Tomasz Stańko byłby – jak sądzę – usatysfakcjonowany
Sebastian Chosiński

29 XI 2022

Ta płyta Was zaskoczy! Może nawet na początku wprawi w zdziwienie lub wręcz osłupienie. Liczę się z tym, że niektórzy wyłączą ją po dziesięciu bądź dwudziestu minutach i nigdy więcej już do niej nie wrócą. Tyle że stracą wtedy mnóstwo niezwykłych doznań artystycznych i estetycznych. Dlatego warto dać duńskiej trębaczce Anne Efternøler szansę i ze spokojem – od pierwszej do ostatniej nuty – wysłuchać jej debiutanckiego albumu „Anne Efternøler & Lige Børn”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Jak Turcja długa i szeroka…
Sebastian Chosiński

24 XI 2022

Od dawna już żaden turecki artysta nie podbił światowych rynków muzycznych. Deryi Yıldırım – Turczynce, ale urodzonej w Niemczech – też prawdopodobnie to się nie uda. Nie dlatego, że jest kiepską wokalistką. Po prostu: muzyka, jaką wykonuje (z towarzyszącą jej Grup Şimşek), liczyć może jedynie na zainteresowanie niszowej publiczności. Jeśli jednak sięgniecie po „Dost 2”, jest duża szansa, że poczujecie się urzeczeni.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Tegoż autora

Auf Wiedersehen, Herr Mock!
— Sebastian Chosiński

Namiętni Holendrzy
— Sebastian Chosiński

Bumelanci i cwaniacy
— Sebastian Chosiński

Jankesi z Podhala
— Sebastian Chosiński

Gwiazda wyrwana z galaktyki
— Sebastian Chosiński

Powtórnie pogrzebany
— Sebastian Chosiński

Zimą musi być zimno, a po apokalipsie – strasznie
— Sebastian Chosiński

Anioły także tańczą tango
— Sebastian Chosiński

Mała chmurka nad wielkim gettem
— Sebastian Chosiński

Czasami Van Dam dostaje jednak w kość
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.