Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 15 sierpnia 2022
w Esensji w Esensjopedii

David Gilmour
‹On An Island›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułOn An Island
Wykonawca / KompozytorDavid Gilmour
Data wydaniamarzec 2006
Wydawca EMI Music
NośnikCD
Czas trwania51:39
Gatunekrock
EAN94635569520
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Castellorizon3:54
2) On An Island6:47
3) The Blue5:26
4) Take a Breath5:45
5) Red Sky at Night2:51
6) This Heaven4:24
7) Then I Close My Eyes5:27
8) Smile4:03
9) A Pocketful of Stones6:17
10) Where We Start6:45
Wyszukaj / Kup

Wyspa Gilmoura
[David Gilmour „On An Island” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Koncert Live8 rozbudził nadzieje fanów na reaktywowanie Pink Floyd w klasycznym składzie. Niestety, na razie nic nie wskazuje na to, by miały się one spełnić. W zamian za to dostaliśmy operę Rogera Watersa „Ça Ira” i wyśmienity solowy album Davida Gilmoura „On An Island”.

Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wyspa Gilmoura
[David Gilmour „On An Island” - recenzja]

Koncert Live8 rozbudził nadzieje fanów na reaktywowanie Pink Floyd w klasycznym składzie. Niestety, na razie nic nie wskazuje na to, by miały się one spełnić. W zamian za to dostaliśmy operę Rogera Watersa „Ça Ira” i wyśmienity solowy album Davida Gilmoura „On An Island”.

David Gilmour
‹On An Island›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułOn An Island
Wykonawca / KompozytorDavid Gilmour
Data wydaniamarzec 2006
Wydawca EMI Music
NośnikCD
Czas trwania51:39
Gatunekrock
EAN94635569520
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Castellorizon3:54
2) On An Island6:47
3) The Blue5:26
4) Take a Breath5:45
5) Red Sky at Night2:51
6) This Heaven4:24
7) Then I Close My Eyes5:27
8) Smile4:03
9) A Pocketful of Stones6:17
10) Where We Start6:45
Wyszukaj / Kup
Po wydaniu w 1994 roku genialnej, aczkolwiek docenianej dopiero ostatnio płyty „The Division Bell” i zagraniu świetnie przyjętej trasy koncertowej zespół Pink Floyd oficjalnie zawiesił działalność. Każdy z muzyków zajął się swoimi sprawami, często nie związanymi z muzyką. Przypominali o sobie, rzucając jedynie co jakiś czas na rynek rarytasy, takie jak „P.U.L.S.E.”, koncertówkę z pożegnalnego tourneé czy chaotyczną składankę „Echoes”. Wśród podobnych wydawnictw na uwagę na pewno zasługuje „Is There Anybody Out There?”, pięknie wydany boks zawierający koncertową wersję całego albumu „The Wall”, zarejestrowaną w latach 1980-81. Mimo to o materiale premierowym można było tylko pomarzyć.
I nagle stało się! David Gilmour, gitarzysta, wokalista i ostatnio lider Pink Floyd, przerwał milczenie. Na 60. urodziny sprawił sobie niezwykły prezent, pierwszą od 20 lat płytę solową, zatytułowaną „On An Island”. Od razu należy zaznaczyć, że jest to niezwykły, ale również specyficzny album. Nie należy porównywać go z żadną produkcją spod znaku macierzystej formacji Gilmoura. I nie chodzi nawet o warstwę tekstową czy przebojowość. Rzecz tkwi w klimacie.
Gilmour jako artysta spełniony, w sile wieku, odnalazł wreszcie wewnętrzny spokój. Wiedzie życie u boku pisarki Polly Samson, wychowuje dzieci i nikomu nie musi nic udowadniać. „On An Island” to podróż na jego prywatną wyspę szczęścia. Dlatego znajdziemy tu w zasadzie tylko jedną mocniejszą kompozycję („Take a Breath”), reszta to łagodne, kojące dźwięki pozwalające ukoić zmęczone hałasami dnia codziennego ucho.
Wyprawa na Wyspę Gilmoura rozpoczyna się frapującym utworem „Castellorizon”. Orkiestrowa aranżacja, napisana przez Zbigniewa Preisnera, może kojarzyć się z początkiem kultowego soundtracku „1492: Conquest of Paradise” Vangelisa. Wrażenie znika natychmiast, gdy wchodzi gitara Gilmoura. Wcale się nie zestarzała. To znów to stare, dobre brzmienie z lat 70-tych. Po chwili utwór przechodzi w znany już singiel „On An Island” (przez 4 tygodnie okupował on pierwsze miejsce na Trójkowej liście Niedźwieckiego). Poza Gilmourem możemy tu usłyszeć jeszcze jednego Floyda. Jest nim Richard Wright, grający na organach Hammonda. Na płycie spotykamy się z nim jeszcze raz, tym razem w roli drugiego wokalisty w kolejnym utworze – „The Blue”.
Dalej dochodzimy do najostrzejszego numeru, czyli „Take a Breath”. Zadziorna gitara może nasuwać skojarzenia z prehistorią Pink Floyd, czyli z ich pierwszym albumem – a konkretnie z utworem wciąż granym na koncertach przez Gilmoura – „Astronomy Domine”. Jednak zamiast wyliczanki obiektów kosmicznych słyszymy przyduszony głos: „Take a breath / Take a deep breath”1).
Po tej chwili zrywu znów zatapiamy się w kojących dźwiękach. W „Red Sky At Night” maestro raczy nas partią saksofonu, na którym sztukę gry opanował dopiero niedawno. Dalej następuje kolejny mocniejszy punkt, czyli bluesujący „This Heaven”. Wyrazisty motyw, mocniejszy śpiew i ta gitara… Obecna wszędzie, świdrująca, nie dająca ani na chwilę zapomnieć, czyje ręce ją dzierżą. Jednak tu wydaje się spokojniejsza niż dawniej. Bo i utwory mają łagodniejszą wymowę, niż chociażby te z „The Wall”. Gilmour nie buntuje się już przeciwko całemu światu. Odnalazł swoje niebo i chce o nim opowiedzieć najpiękniej, jak potrafi. Utwór kończy słowami: „Life is much more than money buys / When I see the faith in my children’s eyes”2).
Następnie wchodzimy już w oniryczne klimaty „Then I Close My Eyes”. Szum fal, spokojne dźwięki pianina, znów świeci słońce, a my wypoczywamy, leżąc na przepięknej plaży. Sielskiego klimatu nie burzy kolejny utwór, „Smile”. Jest to urocza ballada, będąca kwintesencją tego, co Gilmour chciał przekazać tą płytą („I’ll make my getaway / Time on my own / Search for a better way / To find my way home to your smile”3)). A to jeszcze nie koniec. Zostały dwa utwory. W tym jeden bardzo dla nas ważny. Poza Zbigniewem Preisnerem, który czuwał nad aranżacją orkiestry, na Wyspie Gilmoura osiedlił się inny nasz rodak, Leszek Możdżer. To jego delikatna gra stanowi motyw przewodni pełnego niepokoju „A Pocketful of Stones”.
Na koniec pozostał „Where We Start”, na którym Gilmour zagrał niemal na wszystkich instrumentach. Jest to swoiste podsumowanie całego albumu. Życie toczy się dalej. Złe czasy pozostały gdzieś daleko. David tańczy walca ze swoją ukochaną Polly w blasku księżyca i są szczęśliwi. Nie chcąc im przeszkadzać, jesteśmy zmuszeni opuścić wyspę. Trwająca prawie godzinę podróż właśnie się zakończyła.
Rozumiem wszystkich malkontentów, którzy mówią, że „On An Island” to nie to samo co kiedyś. Bo faktycznie tak jest. Nie zmienia to faktu, że David Gilmour nagrał wyśmienitą płytę, pełną uroku i ciepła. Sam wybrzydzałem z początku, ale gdy usłyszałem te utwory na koncercie w Stoczni Gdańskiej, zrozumiałem, że powstały z potrzeby serca. I chociaż wielu zarzucało, że Gilmour nie zrobił takiego show, jak Jean Michel Jarre, to ja byłem oczarowany. Wiedziałem, że ta płyta została nagrana z miłości do muzyki. To właśnie czyni ją jednym z najważniejszych wydawnictw 2006 roku.
koniec
23 stycznia 2007
PS. Po napisaniu powyższego tekstu dotarła do mnie wiadomość, że w sklepach już powinna pojawić się limitowana edycja „On An Island”, zawierająca bonusowy dysk DVD. Znajdziemy na nim kilka krótkich zapisów występów Gilmoura, a także zapowiedź materiału dokumentującego koncerty artysty w londyńskiej Royal Albert Hall.

1) „Weź oddech” / „Weź głęboki oddech”
2) „[Wiem, że] w życiu nie wszystko można kupić” / Kiedy widzę wiarę w oczach moich dzieci”
3) „Muszę uciekać / Czas na poszukiwanie / Lepszej drogi / By odnaleźć twój uśmiech”

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Jak na kozetce u psycho(delicznego)analityka
Sebastian Chosiński

11 VIII 2022

Przyznam, że nie wiem, jakie mają wykształcenie czterej muzycy tworzący Svenska Psykvänner. Może naprawdę mieli bądź wciąż jeszcze mają coś wspólnego z psychologią? Jakby nie było, dotąd jednak znacznie więcej rozgłosu przynosi im działalność artystyczna, zwłaszcza że trzech z nich współtworzy jednocześnie jeszcze popularniejszy zespół Kungens Män. Ale dzisiaj nie o nim. Dzisiaj o „Böjda Toner” – drugim wydawnictwie Svenska Psykvänner.

więcej »

Człowiek z duszą i sercem
Sebastian Chosiński

9 VIII 2022

Zaledwie miesiąc temu ukazała się nagrana przez Neila Younga z towarzyszeniem Crazy Horse płyta „Toast” (trafiły na nią utwory zarejestrowane na przełomie lat 2000-2001), a już pojawił się w sprzedaży nowy krążek Kanadyjczyka. „Noise & Flowers” to koncertowy zapis jego europejskiej trasy, jaka miała miejsce przed trzema laty z towarzyszeniem amerykańskiego kwintetu Promise of the Real.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: (Bez)senność we trzech
Sebastian Chosiński

4 VIII 2022

Na świecie pewne są trzy rzeczy: podatki, śmierć i to, że Hawkwind wyda co roku nową płytę. Owszem, to ostatnie jest trochę naciągane, ale biorąc pod uwagę fakt, że od 2016 roku tak właśnie się dzieje, można chyba trochę – dla chwały Dave’a Brocka – naciągnąć rzeczywistość. Gorzej, że nowe produkcje brytyjskiej formacji nie zachwycają. I dotyczy to również tej, jak dotąd, najnowszej – wydanego we wrześniu ubiegłego roku krążka „Somnia”.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Tegoż twórcy

Pot i Kreff – Made in Poland: Wspaniały dzień dla wolności
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż autora

Dziecko, które pamiętało gwiazdy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Świat Ultimate jest już zmęczony
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Drobna usterka w maszynce
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tygielek, nie tygiel
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Gdzie są „Yansy” z tamtych lat?
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Znajomość serialu nie jest niezbędna
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Szefowa z piekła rodem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zrodzony z wątpliwości
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Komiks na przeczekanie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Za Midgard!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.