Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 maja 2022
w Esensji w Esensjopedii

Omar Rodriguez-Lopez
‹Se Dice Bisonte, No Bufalo›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSe Dice Bisonte, No Bufalo
Wykonawca / KompozytorOmar Rodriguez-Lopez
Data wydaniamaj 2007
Wydawca Gsl
NośnikCD
Czas trwania44:59
Gatunekrock
EAN0613505501295
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Omar Rodriguez-Lopez, Adrián Terrazas-González, Marcel Rodriguez-Lopez, Juan Alderete de la Peña, Money Mark, Cedric Bixler-Zavala, John Frusciante, Jon Debaun, Jon Theodore
Utwory
CD1
1) The Lukewarm 0:26
2) Luxury of Infancy1:12
3) Rapid Fire Tollbooth 5:03
4) Thermometer Drinking the Bussness of Turnstiles3:00
5) Se Dice Bisonte, No Bufalo7:00
6) If Gravity Lulls, I Can Hear the World Pant2:46
7) Please Heat This Eventually11:24
8) Lurking About in a Cold Sweat4:49
9) Boiling Death Request for Body to Rest its Head 4:14
10) La Tirania de la Tradicion 5:05
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Jak rozwścieczony byk
[Omar Rodriguez-Lopez „Se Dice Bisonte, No Bufalo” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Co by nie powiedzieć o twórczości amerykańskiego zespołu The Mars Volta, zaliczanego do kręgu rocka progresywnego, przyznać trzeba, że jego lider – Portorykańczyk z pochodzenia – Omar Rodriguez-Lopez jest człowiekiem utalentowanym i nad wyraz pracowitym. Oczekiwanie na nową płytę swojej macierzystej formacji postanowił fanom uprzyjemnić paroma krążkami solowymi. Jednym z nich jest album „Se Dice Bisonte, No Bùfalo”.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Jak rozwścieczony byk
[Omar Rodriguez-Lopez „Se Dice Bisonte, No Bufalo” - recenzja]

Co by nie powiedzieć o twórczości amerykańskiego zespołu The Mars Volta, zaliczanego do kręgu rocka progresywnego, przyznać trzeba, że jego lider – Portorykańczyk z pochodzenia – Omar Rodriguez-Lopez jest człowiekiem utalentowanym i nad wyraz pracowitym. Oczekiwanie na nową płytę swojej macierzystej formacji postanowił fanom uprzyjemnić paroma krążkami solowymi. Jednym z nich jest album „Se Dice Bisonte, No Bùfalo”.

Omar Rodriguez-Lopez
‹Se Dice Bisonte, No Bufalo›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSe Dice Bisonte, No Bufalo
Wykonawca / KompozytorOmar Rodriguez-Lopez
Data wydaniamaj 2007
Wydawca Gsl
NośnikCD
Czas trwania44:59
Gatunekrock
EAN0613505501295
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Omar Rodriguez-Lopez, Adrián Terrazas-González, Marcel Rodriguez-Lopez, Juan Alderete de la Peña, Money Mark, Cedric Bixler-Zavala, John Frusciante, Jon Debaun, Jon Theodore
Utwory
CD1
1) The Lukewarm 0:26
2) Luxury of Infancy1:12
3) Rapid Fire Tollbooth 5:03
4) Thermometer Drinking the Bussness of Turnstiles3:00
5) Se Dice Bisonte, No Bufalo7:00
6) If Gravity Lulls, I Can Hear the World Pant2:46
7) Please Heat This Eventually11:24
8) Lurking About in a Cold Sweat4:49
9) Boiling Death Request for Body to Rest its Head 4:14
10) La Tirania de la Tradicion 5:05
Wyszukaj / Kup
Chociaż Omar Rodriguez-Lopez ma dopiero 32 lata – urodził się 1 września 1975 roku w portorykańskim mieście Bayamón – jego dyskografia jest imponująca. Składają się nań płyty następujących kapel, którym utalentowany gitarzysta dotychczas liderował: Startled Calf (1991), At the Drive-In (1996-2000), De Facto (1999-2001) oraz tej najsłynniejszej, czyli The Mars Volta (od 2002). Jakby tego było mało, pracowity Portorykańczyk od kilku lat sukcesywnie publikuje również swoje solowe dokonania (o gościnnych udziałach na płytach innych wykonawców nawet nie wspominam, bo jest ich zdecydowanie zbyt dużo, jak na tak krótki tekst). Choć może określenie „solowe” nie oddaje do końca rzeczywistego stanu, ponieważ większość z nich powstała we współpracy z dawnymi bądź obecnymi członkami The Mars Volta. Można je więc chyba, bez obawy narażenia się twórcy, uznać za projekty poboczne. W tym roku Rodriguez-Lopez sygnował już swoim nazwiskiem trzy krążki: „Please Heat This Eventually” – nagrany wespół z dawnym wokalistą legendarnej krautrockowej kapeli Can, Damo Suzukim – „Omar Rodriguez-Lopez & Lydia Lunch” – na którym gitarzyście towarzyszy słynna amerykańska awangardowa poetka i pisarka oraz, omawiany właśnie, „Se Dice Bisonte, No Bùfalo”.
Mimo że płyta miała swoją światową premierę w końcu maja tego roku, nie zawiera nowego materiału. Znalazły się na niej nagrania dokonane przez Omara w listopadzie 2005, kiedy przebywał w Amsterdamie; dokładnie w tym samym czasie wraz z The Mars Volta gitarzysta pracował nad trzecim studyjnym albumem – „Amputechture”. Niewiele jednak da się znaleźć punktów stycznych między obydwoma krążkami, chociaż nagrywali je praktycznie ci sami muzycy: Adrián Terrazas-González, Marcel Rodriguez-Lopez, Juan Alderete de la Peña, Jon Theodore, Cedric Bixler-Zavala (towarzyszący Omarowi nieprzerwanie od czasów At the Drive-In), a nawet zaproszony gościnnie John Frusciante z Red Hot Chili Peppers; warto też wspomnieć o tym, że na różnorakich instrumentach klawiszowych zagrał, znany między innymi ze współpracy z Beastie Boys, Money Mark. Można by więc oczekiwać jeśli nie dokładnej kopii dokonań The Mars Volta, to przynajmniej popłuczyn po nagraniach macierzystej kapeli. A jednak na „Se Dice Bisonte, No Bùfalo” nie ma ani jednego, ani drugiego, choć nie ma co ukrywać – płyta jest bardzo nierówna.
Znalazło się na niej dziesięć utworów, z czego trzy to w zasadzie miniaturki, których równie dobrze mogłoby nie być. Z całej dziesiątki jedynie w trzech numerach słychać normalny wokal (w wystrzałowym „Rapid Fire Tollbooth”, tytułowym „Se Dice Bisonte, No Bùfalo” oraz „La Tirania de la Tradiciòn”), za który odpowiada Bixler-Zavala; pozostałe kawałki są w pełni instrumentalne bądź też zostały okraszone nieznaczącymi wokalizami (jak w „The Lukewarm” czy „Boiling Death Request for Body to Rest its Head On”). Ale też nie ludzki głos i nie teksty są tu najważniejsze. Od pierwszych do ostatnich dźwięków słychać wyraźnie, że album został pomyślany jako pewien eksperyment, a może też po części jako zabawa, odskocznia od poważniejszych działań podejmowanych pod szyldem The Mars Volta. Co oczywiście nie oznacza wcale, że mamy do czynienia z jajcarską muzyką, w Polsce kojarzoną chociażby z Big Cycem. Rodriguez-Lopez nie zwykł ograniczać swojej wyobraźni, ale to właśnie na płytach solowych pozwala sobie na najwięcej.
Krytycy Portorykańczyka zarzucają mu najczęściej wtórność. I jest w tych zarzutach sporo prawdy. Nawet jego sztandarowy projekt – The Mars Volta – nie grzeszy specjalną oryginalnością. W podobny sposób do rocka progresywnego, starając się mieszać go z muzyką psychodeliczną i latynoską, podchodzili – i to już ponad trzy dekady temu – inni twórcy z Ameryki Południowej (np. argentyńskie Ave Rock, Sui Generis, La Máquina de Hacer Pájaros, Serú Girán, Polifemo, Almendra, Aquelarre, Arco Iris, brazylijskie Casa das Máquinas, A Barca do Sol, peruwiańskie Laghonia i We All Togerther czy chilijskie Aguaturbia, o kapelach z Półwyspu Iberyjskiego już nawet nie wspominając). W muzyce tworzonej przez Omara słychać jednak, że lubi on kompilować, przetwarzać dźwięki dawno gdzieś zasłyszane, sięgać po sprawdzone patenty i brzmienia. I nie ukrywam, że przejmowałbym się tym bardzo i zapewne szybko zakończył znajomość z tym panem, gdyby mimo wszystko jego muzyka nie była tak świeża i tak hipnotyzująca. Rodriguez-Lopez potrafi wciągnąć w trans i to jest chyba największa zaleta jego artystycznych dokonań. W tym szaleństwie jest metoda! A że przy okazji moglibyśmy wymienić jeszcze kilka innych kapel, którymi się inspirował… Czy to naprawdę ma aż tak wielkie znaczenie, skoro już ze dwie dekady temu spece od rocka doszli do wniosku, że wszystko w tej muzyce zostało powiedziane, więc teraz czeka nas już tylko okres w najlepszym wypadku twórczego powielania starych pomysłów?…
Czyje zaś pomysły lider The Mars Volta „powiela” tym razem? Tradycyjnie nie brakuje nawiązań – zwłaszcza w utworach instrumentalnych – do psychodelicznych czasów Pink Floyd (z okresu „The Piper at the Gates of Dawn”), słychać inspiracje progresywno-bluesowymi i hardrockowymi kapelami z przełomu lat 60. i 70. XX wieku (np. Tonton Macout, Atomic Rooster, Indian Summer czy Andromeda Johna Du Canna), słychać wreszcie, że i w twórczości Radiohead (z okresu płyty „OK Computer” i fenomenalnego utworu „Paranoid Android”), The White Stripes, a nade wszystko The Raconteurs Omar znalazł coś dla siebie. Na jedynym, jak do tej pory, albumie supergrupy Jacka White’a i Brendana Bensona zwraca przede wszystkim uwagę utwór tytułowy – „Broken Boy Soldiers”. To prawdziwy rockowy dynamit, który od razu przywodzi na myśl klasyczny kawałek Led Zeppelin „Achilles Last Stand”. Mam wrażenie, że numer ten bardzo spodobał się liderowi The Mars Volta, albowiem dwie śpiewane przez Bixlera-Zavalę piosenki, czyli „Rapid Fire Tollbooth” oraz tytułowa, wykazują nieprzypadkowe chyba podobieństwo stylistyczne do numeru The Raconteurs (i pośrednio także do Led Zeppelin). Podobna dynamika, podobne brzmienie gitar, wreszcie sposób śpiewania. Co nie zmienia faktu, że dzięki swemu hipnotyczno-onirycznemu rytmowi i zniekształconemu wokalowi przyprawiają wręcz o dreszcze.
Niestety, nieco gorzej ma się rzecz z utworami instrumentalnymi, choć i tam nie brakuje ciekawych melodii, świdrujących dźwięków i intrygujących improwizacji gitarowych, saksofonowych czy klawiszowych (vide „Thermometer Drinking the Bussness of Turnstiles”, „Lurking About in a Cold Sweat”, „Boiling Death Request for Body to Rest its Head On” oraz „Please Heat This Eventually”, które stało się zalążkiem późniejszej płyty nagranej z Damo Suzukim). Niekiedy można jednak odnieść wrażenie, że to jedynie szwy, przy pomocy których Rodriguez-Lopez chciał zszyć kilka numerów instrumentalno-wokalnych. Jeszcze à propos tych ostatnich: „Rapid Fire Tollbooth” okazał się takim hitem, że Omar postanowił włączyć go do repertuaru The Mars Volta. Wszystko też wskazuje na to, że kawałek ten doczeka się nowej wersji na przygotowywanym właśnie czwartym krążku tej formacji „The Bedlam in Goliath”. Czy zabrzmi tam jeszcze lepiej?
Podsumowując: „Se Dice Bisonte, No Bùfalo” to album przede wszystkim dla fanów gitarzysty The Mars Volta, ale powinien on przypaść do gustu również tym wszystkim, którzy lubią mieszankę współczesnej progresji z psychodeliczno-bluesowymi brzmieniami sprzed prawie czterdziestu lat. Nie jest to dzieło wybitne, ale zdecydowanie zasługujące na uwagę. I jeszcze ciekawostka: część tego materiału została wykorzystana jako ścieżka dźwiękowa do filmu. Mam jednak wątpliwości, czy kiedykolwiek zobaczymy i usłyszymy, w jaki sposób, ponieważ chodzi o film produkcji… meksykańskiej – „El Búfalo de la Noche”.
koniec
1 września 2007
Skład podstawowy:
Omar Rodriguez-Lopez – gitara, gitara basowa (1, 4, 8, 10), perkusja (1), śpiew (1), instrumenty klawiszowe (4, 8-10)
Adrián Terrazas-González – instrumenty perkusyjne, saksofon sopranowy
Marcel Rodriguez-Lopez – perkusja, instrumenty perkusyjne, syntezatory
Juan Alderete de la Peña – gitara basowa
Money Mark – instrumenty klawiszowe
gościnnie:
Cedric Bixler-Zavala – śpiew (3, 5, 10)
John Frusciante – gitara (6)
Jon Debaun – głos (9)
Jon Theodore – perkusja

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Na płaskowyżu lepiej widać
Sebastian Chosiński

24 V 2022

To supergrupa, którą w Polsce chyba mało kto zna (co wcale nie musi być wstydem). Teraz jednak może się to szansę zmienić, albowiem swój czwarty w dyskografii pełnowymiarowy album – zatytułowany „Tellus” – kwartet Action & Tension & Space nagrał dla renomowanej wytwórni Rune Grammofon. A ona na pewno zadba o odpowiednią dystrybucję i promocję.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Świętość zgrzytliwa i awangardowa
Sebastian Chosiński

19 V 2022

Pięć lat temu, gdy ukazała się pierwsza płyta Weserbergland, zastanawiałem się, czy będzie to jedynie efemeryczny projekt Ketila Vestruma Einarsena i Mattiasa Olssona, czy też zespół zagości na scenie na dłużej. Trzy lata później światło dzienne ujrzał kolejny album, a przed paroma miesiącami trzeci. Jego tytuł – „Sacrae Symphoniae Nr. 1” – sugeruje, że za jakiś czas możemy spodziewać się następnych.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Częstotliwość ma znaczenie!
Sebastian Chosiński

17 V 2022

Nie ma wątpliwości, że pochodzący z Częstochowy Krzysztof Majchrzak to jeden z najbardziej konsekwentnych polskich artystów. Chociaż zaczynał jako jazzman, jego obecne zainteresowania artystycznej wykraczają daleko poza jazz improwizowany. Aczkolwiek nie odżegnują się od niego. Najnowszy album muzyka – „432 Hz” – może zainteresować zarówno wielbicieli free jazzu, jak i elektroniki.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Na płaskowyżu lepiej widać
— Sebastian Chosiński

Świętość zgrzytliwa i awangardowa
— Sebastian Chosiński

Częstotliwość ma znaczenie!
— Sebastian Chosiński

Niepisane prawo do nagrywania świetnych płyt
— Sebastian Chosiński

Piękna nasza Ziemia cała
— Sebastian Chosiński

Pomarzyć warto
— Sebastian Chosiński

Balsam na skołataną duszę
— Sebastian Chosiński

Rewolucja bez rewolucji
— Sebastian Chosiński

Trzej przyjaciele ze studiów
— Sebastian Chosiński

Immanentnie i nieskończenie
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.