Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 8 sierpnia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Doda
‹Diamond Bitch›

EKSTRAKT:40%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDiamond Bitch
Wykonawca / KompozytorDoda
Data wydania27 lipca 2007
Wydawca Universal
NośnikCD
Czas trwania43:58
Gatunekpop
EAN602517400849
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Całkiem inna3:36
2) To jest to3:16
3) Katharsis4:14
4) Ćma3:25
5) Misja3:45
6) Cheerleaderka3:40
7) Prowokacja3:14
8) Ostatni raz ci zaśpiewam4:06
9) Judasze3:02
10) Rany3:34
11) Dziekuję4:39
12) Diamond Bitch3:27
Wyszukaj / Kup

Diamentowa suka szołbiznesu
[Doda „Diamond Bitch” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Świat ma Paris Hilton, a my mamy Dodę Elektrodę. Tabloidy codziennie pękają w szwach od plotek o nowych skandalach wywoływaną przez tę charyzmatyczną wokalistkę. Nic dziwnego, że wreszcie woda sodowa uderzyła jej do głowy. Niedawno ogłosiła, że zespół Virgin to ona, co, rzecz jasna, nie spodobało się pozostałym członkom formacji. Skończyło się rozstaniem i targami o prawa do nazwy. W międzyczasie Doda postanowiła udowodnić, że sama też potrafi zdobywać szczyty list przebojów. Słuchając jej solowego debiutu „Diamond Bitch”, nie ma wątpliwości, że jej się to uda.

Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Diamentowa suka szołbiznesu
[Doda „Diamond Bitch” - recenzja]

Świat ma Paris Hilton, a my mamy Dodę Elektrodę. Tabloidy codziennie pękają w szwach od plotek o nowych skandalach wywoływaną przez tę charyzmatyczną wokalistkę. Nic dziwnego, że wreszcie woda sodowa uderzyła jej do głowy. Niedawno ogłosiła, że zespół Virgin to ona, co, rzecz jasna, nie spodobało się pozostałym członkom formacji. Skończyło się rozstaniem i targami o prawa do nazwy. W międzyczasie Doda postanowiła udowodnić, że sama też potrafi zdobywać szczyty list przebojów. Słuchając jej solowego debiutu „Diamond Bitch”, nie ma wątpliwości, że jej się to uda.

Doda
‹Diamond Bitch›

EKSTRAKT:40%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDiamond Bitch
Wykonawca / KompozytorDoda
Data wydania27 lipca 2007
Wydawca Universal
NośnikCD
Czas trwania43:58
Gatunekpop
EAN602517400849
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Całkiem inna3:36
2) To jest to3:16
3) Katharsis4:14
4) Ćma3:25
5) Misja3:45
6) Cheerleaderka3:40
7) Prowokacja3:14
8) Ostatni raz ci zaśpiewam4:06
9) Judasze3:02
10) Rany3:34
11) Dziekuję4:39
12) Diamond Bitch3:27
Wyszukaj / Kup
Ta płyta jest po prostu skazana na sukces. Jednak nie dlatego, że zawiera oryginalne patenty muzyczne, czy też pokazuje całkiem inną stronę Dody. Wręcz przeciwnie, Doda solo brzmi dokładnie tak jak z zespołem Virgin. Ale czy tak naprawdę ktokolwiek spodziewał się, że będzie inaczej?
„Diamond Bitch” to świetnie wyprodukowana płyta. Szkoda, że na takie dopieszczenie materiału w naszym kraju stać tylko tych, którzy regularnie lansują się w mediach. I właśnie klarowność dźwięku jest tym, co najbardziej zachwyca, bo z resztą jest już gorzej.
Pomimo że utwory przeważnie okraszone są mocnymi gitarowymi riffami i świdrującą perkusją, to jednak nie są porywające i daleko im do oryginalności. Bo co tu dużo mówić: piosenki śpiewane przez Dodę zawsze brzmią tak, jakby się je gdzieś już słyszało. Może właśnie w tym tkwi tajemnica sukcesu? Może gdy odwróci się słowa inżyniera Mamonia z „Rejsu”, nie otrzymamy krytyki gustów masowych, a receptę na to, jak odnieść sukces? Jeśli tak, to Doda świetnie zrozumiała tę lekcję.
Nie należy jednak zapominać, że gitary to tylko rockowa przykrywka. Nie ma mowy o tym, by ten materiał spodobał się fanom cięższych brzmień. To wciąż tylko popowe kawałki, które świetnie będą sprawdzały się w radiu czy na wakacyjnej imprezie. Bo czego, jak czego, ale Dodzie nie można odmówić energii (i seksapilu). W przeważającej większości na „Diamond Bitch” królują szybkie, bezpretensjonalne utwory, które równie lekko wpadają w ucho, jak z niego wypadają. I to właśnie stanowi największy problem tej płyty. Mimo starań nie udało się stworzyć choć jednego prawdziwego, wychodzącego ponad przeciętność hitu. Po przesłuchaniu całości żaden refren nie zostaje w pamięci.
Po części jest to wina samej Dody, która nie miała pomysłu na łatwo przyswajalne melodie. Aczkolwiek jest to płyta, na której po raz kolejny udowodniła, że posiada kawał mocnego głosu. Słychać, że śpiewanie idzie jej łatwo i lubi to robić, a to spory atut. Szkoda tylko, że nie potrafi twórczo wykorzystać tych walorów. Chociaż pewne elementy wokalnego eksperymentowania można znaleźć na singlowym „Katharsis”, zwłaszcza pod koniec, kiedy Doda daje popis wysokich rejestrów.
Mimo to między bezpłciowymi utworami można znaleźć kilka takich, które zaskakują na plus. Należy do nich przede wszystkim otwierający album „Całkiem inna”. Jest to porcja porządnego, rockowego łojenia, które spokojnie mógłby adaptować jakiś bardziej jednoznacznie heavymetalowy band. Choć intro z odgłosami deszczu od czasu debiutu Black Sabbath nie jest żadną nowością, to u tak cukierkowej wykonawczyni jest co najmniej zaskakujące.
Jeśli kogoś interesują rzeczy lżejszego kalibru, to również ma w czym wybierać. Tu na szczególną uwagę zasługuje „To jest to”. Prosta, ale przyjemna piosenka, która powinna się sprawdzić na falach eteru jakiegoś niewybrednego radia.
Nieco gorzej sytuacja wygląda z balladami. Mimo że „Katharsis” jakoś się broni, to już infantylna „Misja”, a zwłaszcza przesłodzone „Rany”, potrafią przyprawić o ból zębów. Na szczęście jest też coś dla bardziej wybrednych, a mianowicie „Judasze”. Utwór zahacza o gotyckie klimaty. Delikatne partie klawiszy tworzą ciekawy, podniosły klimat, a gitarzyści się nie oszczędzają. Nawet z tekstem nie jest tak źle. Słysząc w refrenie: „Nie chcę zrozumienia / Nie chcę pocieszenia / Chcę wierzyć w człowieka”, można zapomnieć, że śpiewa to ta sama Doda, która prezentuje swe wdzięki na plakacie w „CKM”.
Nie mogę nie wspomnieć o zamykającym „Diamond Bitch” utworze tytułowym. Jest to najostrzejszy kawałek na płycie, utrzymany w stylistyce numetalowej. Spokojnie mógłby konkurować z produkcjami np. Korna, gdyby nie ten tekst: „Gdy tylko ruszę tyłkiem / Lecisz niczym pies / Znów cała noc marzyłeś / By móc powąchać mnie”.
Bez wątpienia materiał zawarty na „Diamond Bitch” nie rozczaruje fanów Virgin. Nowych słuchaczy Doda raczej nie pozyska. Ale nie oszukujmy się, przecież nie chodziło o żadne muzyczne eksperymenty, tylko o podtrzymanie dobrej passy. Jeśli zapomni się o tym, że muzyka popularna też może pretendować do miana sztuki, całości spokojnie można sobie posłuchać. Najlepiej na imprezie nad morzem, po dwóch głębszych.
koniec
7 września 2007

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: (Bez)senność we trzech
Sebastian Chosiński

4 VIII 2022

Na świecie pewne są trzy rzeczy: podatki, śmierć i to, że Hawkwind wyda co roku nową płytę. Owszem, to ostatnie jest trochę naciągane, ale biorąc pod uwagę fakt, że od 2016 roku tak właśnie się dzieje, można chyba trochę – dla chwały Dave’a Brocka – naciągnąć rzeczywistość. Gorzej, że nowe produkcje brytyjskiej formacji nie zachwycają. I dotyczy to również tej, jak dotąd, najnowszej – wydanego we wrześniu ubiegłego roku krążka „Somnia”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Prawda czasu, prawda… sceny
Sebastian Chosiński

2 VIII 2022

Na „Not a Bootleg 2” trafił koncert, jaki freejazzowy kwartet Ślina zagrał w październiku ubiegłego roku w Krakowie. Tym razem bez udziału gości. To prawie godzina bardzo emocjonalnej, nierzadko energetycznej i intensywnej improwizacji. Tak dobry, że podsyca apetyt na kolejne odsłony serii.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Przystawka, po której zapragniecie dania głównego
Sebastian Chosiński

28 VII 2022

Po wydaniu wiosną ubiegłego roku swojej drugiej płyty wrocławski kwartet freejazzowo-rockowy Ślina ruszył jesienią w promującą go trasę koncertową. Muzycy postanowili upamiętnić ją serią albumów koncertowych pod wspólnym tytułem „Not a Bootleg” (z dodawanymi do niego cyferkami). Na „1” znalazł się fragment występu z Poznania, podczas którego muzykom towarzyszył na scenie saksofonista Mikołaj Trzaska.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Tegoż autora

Świat Ultimate jest już zmęczony
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Drobna usterka w maszynce
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tygielek, nie tygiel
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Gdzie są „Yansy” z tamtych lat?
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Znajomość serialu nie jest niezbędna
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Szefowa z piekła rodem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zrodzony z wątpliwości
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Komiks na przeczekanie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Za Midgard!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Przełamując kadry
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.