Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 17 czerwca 2021
w Esensji w Esensjopedii

Metallica
‹Death Magnetic›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
70,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDeath Magnetic
Wykonawca / KompozytorMetallica
Data wydaniawrzesień 2008
Wydawca Warner
NośnikCD
Czas trwania74:42
Gatunekmetal
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
James Hetfield, Kirk Hammett, Robert Trujillo, Lars Ulrich
Utwory
CD1
1) That Was Just Your Life
2) The End of the Line
3) Broken, Beat & Scarred
4) The Day That Never Comes
5) All Nightmare Long
6) Cyanide
7) The Unforgiven III
8) The Judas Kiss
9) Suicide & Redemption
10) My Apocalypse
Wyszukaj / Kup

W 70 minut dookoła thrashu
[Metallica „Death Magnetic” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Houston, mamy problem! Metallica nagrała nową płytę. Rzecz sama w sobie niezbyt może nadzwyczajna, ale tym razem nie jest to ani cyniczny atak na listy przebojów, ani pozbawiony melodii ryk wściekłości. Metallica nagrała płytę thrashmetalową. I to tak bardzo thrashmetalową, że można ją streścić w haśle „Ride the Master of Justice”.

Marcin Piwnik

W 70 minut dookoła thrashu
[Metallica „Death Magnetic” - recenzja]

Houston, mamy problem! Metallica nagrała nową płytę. Rzecz sama w sobie niezbyt może nadzwyczajna, ale tym razem nie jest to ani cyniczny atak na listy przebojów, ani pozbawiony melodii ryk wściekłości. Metallica nagrała płytę thrashmetalową. I to tak bardzo thrashmetalową, że można ją streścić w haśle „Ride the Master of Justice”.

Metallica
‹Death Magnetic›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
70,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDeath Magnetic
Wykonawca / KompozytorMetallica
Data wydaniawrzesień 2008
Wydawca Warner
NośnikCD
Czas trwania74:42
Gatunekmetal
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
James Hetfield, Kirk Hammett, Robert Trujillo, Lars Ulrich
Utwory
CD1
1) That Was Just Your Life
2) The End of the Line
3) Broken, Beat & Scarred
4) The Day That Never Comes
5) All Nightmare Long
6) Cyanide
7) The Unforgiven III
8) The Judas Kiss
9) Suicide & Redemption
10) My Apocalypse
Wyszukaj / Kup
Wiele się ostatnio działo u Metalliki, niekoniecznie dobrego. Panowie zdradzali objawy wypalenia zawodowego, do tego doszły problemy personalne i te, co zawsze w wypadku grupy (wódzia, prochy, wódzia i wódzia). Bogom i demonom niech będą jednak dzięki, Ulrich i spółka pozbierali się do kupy. Owocami tego były dość ciekawy dokument „Some Kind of Monster” oraz kontrowersyjna płyta „St. Anger”, która zbierała zewsząd baty, ale sprzedała się w sześciu milionach egzemplarzy. I chyba właśnie owe baty, owe kubły pomyj wylewane na ten album spowodowały, że komponując nowy materiał, panowie zdecydowali się spojrzeć wstecz i zaczerpnąć z tego okresu swojej kariery, gdy Metallica nie wypełniała może stadionów, ale wśród fanów metalu miała status boski.
Przyznaję się bez bicia, dla mnie Metallica skończyła się… no, może nie na „Kill’em All”, ale na Czarnym Albumie. Nie kręciło mnie późniejsze złagodzenie brzmienia, zaś płytę z orkiestrą uważam za jedną z największych żenad w historii rocka. Także „St. Anger”, po początkowym zachwycie, szybko mnie zmęczył i znudził. Na nowy album Metachy nie czekałem więc ze spotniałymi łapkami – ot, byłem po prostu ciekaw, czy niekwestionowani klasycy metalu mają jeszcze coś ciekawego do powiedzenia. Po pierwszym przesłuchaniu „Death Magnetic” byłem pozytywnie zaskoczony. Po kolejnych – po prostu zadowolony.
Po pierwsze – brzmienie. Nie ma tu wysuniętej na przód, irytująco wysoko nastrojonej perkusji. Instrumenty są rozplanowane selektywnie, gitary brzmią brudno, ale soczyście, bas dudni, perkusja też jest na swoim miejscu. Co za ulga po dziwacznym brzmieniu „St. Anger”. Po drugie – kompozycje. Każdy z dziesięciu utworów na „Death Magnetic” mógł spokojnie zostać przez Metallikę napisany dwie dekady temu i obroniłby się na którejkolwiek z ich płyt. Jest tu wszystko, co stary fan zespołu mógł sobie wymarzyć: mięsiste, niesamowicie mocarne riffy, zmiany tempa, solówki grane z prędkością światła i jedyne w swoim rodzaju skandowanie Hetfielda. W zasadzie jedynym mankamentem jest jak zawsze strona wokalna, ale Metallikę bierze się z dobrodziejstwem inwentarza. Kirk Hammett za to daje show. Można spokojnie przyjąć, że to jest jego płyta. Te superszybkie przebieżki po gryfie, te miliony nut na sekundę, wszystko to robi kapitalne wrażenie, zwłaszcza gdy ma się świadomość, że ostatni raz takie popisówki na studyjnej płycie Metalliki miały miejsce w roku 1988 na albumie „…And Justice for All”.
Nie ma sensu pisać o każdym z utworów z tej płyty oddzielnie. Ten album to potężny monolit. Przytłaczają choćby czasy trwania kolejnych kawałków – najkrótszy trwa pięć minut, natomiast sześć utworów trwa niemal osiem minut lub powyżej! I jest to niemal od początku do końca moc, moc, moc. Obowiązkowa ballada, „The Unforgiven III”, zaczyna się źle – od smyczków, fortepianu, dęciaków – ale potem przechodzi w ostrą jazdę przywodzącą na myśl „One”. Jest tu też genialny numer instrumentalny, „Suicide & Redemption”, trwający blisko dziesięć minut. Zmianami tempa i mnogością riffów w nim zawartych można by obdzielić kilkanaście młodych zespołów metalowych i jeszcze by trochę zostało. Jest tu w końcu opętańcza młócka, która może z powodzeniem zastępować na koncertach „Battery”, czyli kończący płytę „My Apocalypse”. I jest siedemdziesiąt pięć (no, prawie) minut thrashu. Starego, dobrego thrashu, za który Metallikę pokochaliśmy i za którym chyba jednak tęskniliśmy.
To po prostu fajny album. Mocny, świetnie brzmiący, dający kopa. Chyba najlepiej podsumowano go na pewnym forum muzycznym: „Metallica w końcu zaczęła brzmieć jak Metallica”. Cóż, nic dodać, nic ująć. A że „Death Magnetic” jest albumem wtórnym i niewnoszącym niczego nowego do brzmienia zespołu? Co z tego? Czyż nie ważniejsza jest czysta przyjemność ze słuchania? Tę akurat najnowszy album Metalliki zapewnia.
koniec
11 września 2008
Skład:
James Hetfield – gitara, śpiew;
Kirk Hammett – gitara;
Robert Trujillo – bas;
Lars Ulrich – perkusja

Komentarze

22 X 2011   11:51:01

Po przeczytaniu recenzji zaczynam żałować, że wymieniłem płītkę w cdroller.pl :)
Wg. mnie brzmienie wydania w postaci: "Zagraniczna płyta, polska cena" jest bardzo słabe :( więc odradzam kupowania jej w Polsce :)

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Czysta magia, czyli… sukces z chaosu
Sebastian Chosiński

17 VI 2021

Trio Simulacrum to, jak dotąd, największe objawienie w stajni Tzadik Records w XXI wieku. Nic więc dziwnego, że w ostatnich latach to właśnie tej grupie John Zorn poświęcał najwięcej uwagi. Teraz jej miejsce może zająć kwartet Chaos Magick, który powstał po dokooptowaniu do Simulacrum pianisty Briana Marselli. Zespół zadebiutował w kwietniu tego roku albumem zatytułowanym po prostu „Chaos Magick”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Magia, okultyzm i akt wiary
Sebastian Chosiński

15 VI 2021

John Zorn to prawdziwy intelektualista. Człowiek o niezwykle szerokich horyzontach, który nie stroni od fascynacji kontrowersyjnymi ideami. Stąd utwory – i płyty – inspirowane gnozą bądź okultyzmem. Ten ostatni obecny jest chociażby na wydanym w marcu tego roku albumie „Heaven and Earth Magick”. Nie spodziewajcie się po nim jednak brzmień black- bądź deathmetalowych.

więcej »

Tacy artyści, jak Morricone, nie umierają
Sebastian Chosiński

10 VI 2021

John Zorn bardzo mocno przeżył w ubiegłym roku śmierć Ennia Morriconego. Do tego stopnia, że po raz kolejny zaprosił na sesję muzyków tworzących The Gnostic Trio (wraz z gościem specjalnym, jakim okazał się organista John Medeski). Owocem ich pracy okazał się wydany w lutym tego roku poświęcony legendarnemu Włochowi album „Gnosis: The Inner Light”.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Tegoż autora

Rock w opozycji do rocka
— Marcin Piwnik

Ostatni wielki album
— Marcin Piwnik

Stara gwardia umie zaskoczyć
— Marcin Piwnik

Ziggy pożera Amerykę
— Marcin Piwnik

Okręceni wokół palca
— Marcin Piwnik

Piękno jest okruchem lodu
— Marcin Piwnik

Ocaleni od zapomnienia
— Marcin Piwnik

Intrygujące czekadełko
— Marcin Piwnik

Wciągające tańce-połamańce
— Marcin Piwnik

Najdziwniejsze płyty świata
— Sebastian Chosiński, Paweł Franczak, Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Marcin Piwnik

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.