Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 listopada 2021
w Esensji w Esensjopedii

Coma
‹Hipertrofia›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułHipertrofia
Wykonawca / KompozytorComa
Data wydania10 listopada 2008
Wydawca Sony BMG
NośnikCD
Czas trwania101:03
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Party- Ein Buch für Alle und Keinen3:52
2) Wola istnienia…5:47
3) After party0:36
4) Lśnienie4:34
5) Diagnoza1:35
6) Transfuzja3:40
7) Przesilenie1:04
8) Nadmiar3:09
9) Nowe tereny migreny1:15
10) Trujące rośliny5:49
11) Ciągi i pociągi1:53
12) Osobowy2:07
13) Loty i odloty1:41
14) Emigracja4:26
15) Stosunek do służby wojskowej0:34
16) Zero osiem wojna4:59
17) Polish Ham1:11
18) Pożegnanie z mistrzami3:56
19) Chrum!0:04
20) Świadkowie schyłku czasu królestwa wiecznych chłopców5:06
21) Koniec pewnego etapu0:29
22) Początek pewnego etapu0:53
23) Ekhart10:40
24) Na na na na0:49
25) Zamęt3:16
26) Zwalniamy1:06
27) Widokówka6:51
28) Przestrzeń nie-rzeczywista1:02
29) Parapet3:31
30) Popołudnia bezkarnie cytrynowe5:40
31) Ślimak0:15
32) Cisza i ogień9:13
33) Epilog ze starym prykiem1:34
34) Archipelagi4:56
35) Recykling1:46
Wyszukaj / Kup

Zaprzepaszczone siły wielkiej armii świetnej muzyki
[Coma „Hipertrofia” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Ta płyta wszystko ma hiper: hiperprodukcję, hiperprzesłanie, hiperpompatyzm, hiperwydanie, hiperrozmach, hiperpromocję… A do tego spotkała się z hiperprzyjęciem. Nagrał ją hiperzespół Coma. Jednym słowem: „Hipertrofia”.

Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zaprzepaszczone siły wielkiej armii świetnej muzyki
[Coma „Hipertrofia” - recenzja]

Ta płyta wszystko ma hiper: hiperprodukcję, hiperprzesłanie, hiperpompatyzm, hiperwydanie, hiperrozmach, hiperpromocję… A do tego spotkała się z hiperprzyjęciem. Nagrał ją hiperzespół Coma. Jednym słowem: „Hipertrofia”.

Coma
‹Hipertrofia›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułHipertrofia
Wykonawca / KompozytorComa
Data wydania10 listopada 2008
Wydawca Sony BMG
NośnikCD
Czas trwania101:03
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Party- Ein Buch für Alle und Keinen3:52
2) Wola istnienia…5:47
3) After party0:36
4) Lśnienie4:34
5) Diagnoza1:35
6) Transfuzja3:40
7) Przesilenie1:04
8) Nadmiar3:09
9) Nowe tereny migreny1:15
10) Trujące rośliny5:49
11) Ciągi i pociągi1:53
12) Osobowy2:07
13) Loty i odloty1:41
14) Emigracja4:26
15) Stosunek do służby wojskowej0:34
16) Zero osiem wojna4:59
17) Polish Ham1:11
18) Pożegnanie z mistrzami3:56
19) Chrum!0:04
20) Świadkowie schyłku czasu królestwa wiecznych chłopców5:06
21) Koniec pewnego etapu0:29
22) Początek pewnego etapu0:53
23) Ekhart10:40
24) Na na na na0:49
25) Zamęt3:16
26) Zwalniamy1:06
27) Widokówka6:51
28) Przestrzeń nie-rzeczywista1:02
29) Parapet3:31
30) Popołudnia bezkarnie cytrynowe5:40
31) Ślimak0:15
32) Cisza i ogień9:13
33) Epilog ze starym prykiem1:34
34) Archipelagi4:56
35) Recykling1:46
Wyszukaj / Kup
Taka dawka hiper-wszystkiego potrafi przyprawić o ból głowy. Już sama lista utworów wydaje się przerażająca – na dwóch płytach znajdziemy aż 35 pozycji. Czasem ich nazwy też nie należą do prostych (np. „Świadkowie schyłku czasu królestwa wiecznych chłopców”). Album zawiera również dwie książeczki, które ledwo mieszczą się w ładnym plastikowym pudełeczku. Szkoda tylko, że oprawionym w tak odpychającą okładkę.
A więc z czym mamy do czynienia? Ano, z rozdmuchanym koncept albumem. Coma postanowiła po raz pierwszy zmierzyć się z tym, wciąż mało u nas popularnym gatunkiem. Przygotowała pełną rozmachu opowieść o człowieku, jego sile życiowej oraz świadomości. Kolejne utwory opisują zmagania się z innym etapem życia. Poprzeplatane są krótkimi wstawkami dźwiękowymi, takimi jak odgłosy dyskoteki, respiratora, czy wymiotowania. Stąd tak astronomiczna liczba utworów. Niezła zmyłka, biorąc pod uwagę, że taki „Chrum!” liczy sobie zaledwie 4 sekundy. Wokalista Piotr Rogucki twierdzi, że celem tej płyty było przytłoczenie słuchacza. Wszystko miało być wyolbrzymione, stąd tytuł – „Hipertrofia”.
Nie jestem jednak pewien, czy muzykom od początku przyświecał pomysł stworzenia czegoś tak ciężkostrawnego, czy też jest to sprytne maskowanie efektu końcowego. Niestety ta cała otoczka koncept albumu bardziej przeszkadza w odbiorze, niż fascynuje. Jesteśmy wciąż przerzucani różnymi aranżacyjnymi pomysłami. Tu mamy gorzką piosenkę o uzależnieniu („Osobowy”), chwilę później otaczają nas dźwięki lotniska („Loty i odloty”), potem nieco jazzująca „Emigracja”, po niej niesmaczny fragment udawanego seksu homoseksualnego („Stosunek do służby wojskowej”) i wreszcie przebojowy numer rockowy („Zero osiem wojna”). Robi się z tego potężny miszmasz, w którym dość łatwo się zgubić. W pewnym momencie traci się przekonanie, że Coma cokolwiek chce nam przekazać. Zespół zawsze ocierał się o pretensjonalność, ale tym razem zdecydowanie przesadził.
W gruncie rzeczy największym problemem „Hipertrofii” jest to, że w założeniu ma być spójną opowieścią. Przerywniki często są za długie i mało atrakcyjne, ale przede wszystkim sprawiają, że toną w nich normalne utwory. A te są nierzadko wyśmienite. Najlepiej byłoby powycinać te wszystkie wtręty i zebrać resztę na jednym krążku. Przecież tu jeden killer goni drugi. Być może są to najlepsze kompozycje w dorobku Comy. Jest potężne uderzenie, jak w „Transfuzji” (tu wyjątkowo świetnie wypada wstęp w postaci „Diagnozy”, ze skandowaniem publiczności), ale jest też przebojowo (singlowe „Zero osiem wojna”, czy „Zamęt”). Niemałe zaskoczenie stanowi „Nadmiar”, czyli delikatna pieśń zbudowana na podkładzie automatu perkusyjnego. Zauroczyć potrafi delikatna i mroczna „Widokówka”. Ale to nie koniec niespodzianek, „Osobowy”, a zwłaszcza „Parapet” to ewidentne kawałki hip-hopowe.
Jednak prawdziwymi ozdobami tego albumu są dwie najdłuższe kompozycje. „Cisza i ogień” to dziewięć minut spokojnej Comy, powoli rozkręcającej się w stronę mocnego finału. Ponad minutę dłuższy „Ekhart” jest jeszcze wspanialszy. Pod względem kompozycyjnym można go spokojnie postawić obok „Leszka Żukowskiego” i „Zaprzepaszczonych sił wielkiej armii świętych znaków”. Do tego ten melodyjny śpiew Roguckiego pod koniec. Ciary murowane.
Specjalna pochwała należy się producentom, którzy zadbali o bardzo mięsiste brzmienie. O niebo lepsze niż na poprzednim albumie. Wystarczy wspomnieć moc basu w „Świadkach schyłku czasu królestwa wiecznych chłopców”, który robi wrażenie nawet w zestawieniu ze „Zbyszkiem” z debiutu.
Szkoda więc, że wszystkie te zalety giną w natłoku niepotrzebnych ozdobników. Gdyby oceniać „Hipertrofię” za same piosenki, ocena na pewno byłaby wysoka. Niestety przez to, że trzeba je odkopywać z dźwiękowego bałaganu, tracą one dużo ze swego uroku.
koniec
7 stycznia 2009

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Paryski spleen
Sebastian Chosiński

18 XI 2021

Nie znacie Alco Frisbass? Nie przejmujcie się tym. Ja też do niedawna ich nie znałem. Ale kiedy już poznałem – polubiłem. Jak pewnie powinni polubić to francuskie trio wszyscy, którzy gustują w rocku symfonicznym z lat 70. XX wieku. Jeżeli bowiem o ciarki na plecach przyprawiają Was wszechobecne w muzyce rockowej syntezatory – album „Le mystère du Gué Pucelle” okaże się stworzony wprost dla Was.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Dobrzy rzemieślnicy z Mexico City
Sebastian Chosiński

16 XI 2021

Można odnieść wrażenie, że meksykański gitarzysta (i nie tylko) Carlos Bolivar to bardzo niespokojny duch. Co rusz tworzy nowe projekty, z którymi nagrywa kolejne płyty. Ten najnowszy to… Klochard – trochę (neo)progresywny, trochę metalowy, w najmniejszym stopniu krautrockowy. „Mundus est Domus” na kolana nikogo nie rzuci, ale zapewni czterdzieści minut ciekawej muzycznej podróży.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Twardziele z Zagłębia Ruhry
Sebastian Chosiński

11 XI 2021

Postindustrialne krajobrazy różnie wpływają na mieszkańców regionów uprzemysłowionych – jednych przyprawiają o myśli depresyjne, innym dają kopa do aktywnej działalności. W przypadku muzyków zespołu Plaindrifter, który narodził się w niemieckim Gelsenkirchen, mamy do czynienia z tym drugim. Czego najjaskrawszym dowodem pełnowymiarowy debiut tria – album „Echo Therapy”.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Tegoż twórcy

Pot i Kreff: 100 tysięcy jednakowych piosenek
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż autora

Ach, ta Cicca!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Starzeć się z godnością
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tradycja i postmodernizm
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Poznajmy ich jeszcze raz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

12 najbardziej szokujących morderstw Michaela Myersa
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

A Ty co robiłeś tamtego dnia?
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zielona skóra, w której żyje
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pęknięta porcelana
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Prawdziwy Venom, to ten z Eddiem Brockiem!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Znajdź Thora na obrazku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.