Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Myopia
‹Biomechatronic Intervention›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBiomechatronic Intervention
Wykonawca / KompozytorMyopia
Data wydania11 stycznia 2009
NośnikCD
Gatunekmetal
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Introx
2) Mechanoth
3) RCS01
4) Mechatronic Robotics
5) Biocybermedical Alterations
6) Supermegagrid
7) Malfunction
8) Destabilization
9) Re-control
Wyszukaj / Kup

Wbrew logice
[Myopia „Biomechatronic Intervention” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
W dzisiejszych czasach, gdy zdaniem wielu zagrano już wszystko, zespoły pokroju Myopii jawią się jako panaceum na powszechną miałkość. Choć swoim najnowszym albumem „Biomechatronic Intervention” grupa nie odkrywa przysłowiowej Ameryki, poprzez swoją skomplikowaną muzykę stoi w wyraźnej opozycji do pozbawionej kreatywności masy kapel.

Jacek Walewski

Wbrew logice
[Myopia „Biomechatronic Intervention” - recenzja]

W dzisiejszych czasach, gdy zdaniem wielu zagrano już wszystko, zespoły pokroju Myopii jawią się jako panaceum na powszechną miałkość. Choć swoim najnowszym albumem „Biomechatronic Intervention” grupa nie odkrywa przysłowiowej Ameryki, poprzez swoją skomplikowaną muzykę stoi w wyraźnej opozycji do pozbawionej kreatywności masy kapel.

Myopia
‹Biomechatronic Intervention›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBiomechatronic Intervention
Wykonawca / KompozytorMyopia
Data wydania11 stycznia 2009
NośnikCD
Gatunekmetal
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Introx
2) Mechanoth
3) RCS01
4) Mechatronic Robotics
5) Biocybermedical Alterations
6) Supermegagrid
7) Malfunction
8) Destabilization
9) Re-control
Wyszukaj / Kup
Darzę bardzo dużym szacunkiem zespoły pokroju Myopii. Dla ich członków liczy się tylko muzyka. Bo co innego mogłoby? W to, że w naszym kraju można zarobić na graniu „pokręconych” dźwięków, nie wierzą już chyba nawet najwięksi optymiści. Corocznie rozdawane Fryderyki w kategoriach Rock i Metal trafiają przeważnie do muzyków, którzy posiadają sprawnych managerów, rzadko zaś otrzymują je artyści tworzący muzykę trudną w odbiorze i łamiącą schematy. Na kilkucyfrowe wpływy na konto i nominację Myopia zapewne więc nie liczy. Na powszechny poklask też chyba nie. Pozostaje im granie zgodnie z własnymi ambicjami oraz dla wąskiej grupy odbiorców. To jednak, zamiast ich deprymować, raczej dopinguje, czego najlepszym dowodem jest „Biomechatronic…”.
Główną inspiracją Myopii pozostaje Voivod. Wizjonerzy thrash metalu nie przestają pobudzać wyobraźni, próba zmierzenia się z ich stylistyką nie jest jednak łatwa. Myopii po raz kolejny udało się wykreować atmosferę podobną do tej panującej na krążkach Kanadyjczyków. Przez wszechobecny mrok, odhumanizowanie i mechaniczną surowość można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia raczej z soundtrackiem do schizofrenicznego horroru science fiction, a nie z albumem metalowym. Generowane przez muzyków dźwięki trudno zresztą jednoznacznie zaszufladkować. Przesterowane, ciężkie gitary wskazywałyby na metalowe korzenie, ale aranżacje utworów kojarzyć się mogą momentami nawet z jazzem. Próżno szukać tutaj riffów w zwykłym tego słowa znaczeniu. Robert Słonka idzie śladami zmarłego Denisa D’Amoura i wydobywa ze swojego instrumentu paletę niestandardowych dźwięków. Podobnie perkusista Bogdan Kubica. Budując szkielet rytmiczny utworów, stosuje liczne skomplikowane przejścia i rozwiązania, przez co przy pierwszym kontakcie muzyka Myopii może się wydawać niezrozumiałą kakofonią. Słuchacz dopiero z czasem zauważa różne „smaczki”, zaczyna odnajdywać ukryte w aranżacjach riffy i dźwięki. Przez to płyta zyskuje na żywotności, a obcowanie z nią przypomina rozwiązywanie zagadki, odkrywanie sensu kompozycji.
Osobną kwestię stanowi wokal. Odnoszę wrażenie, że dla niektórych może on być najmniej strawną częścią twórczości zespołu. Aby dopasować go do konceptu muzyki – nie wiem, czy za sprawą jakichś efektów w studiu, czy po prostu Robert Kocoń potrafi tak śpiewać – głos wokalisty został zarejestrowany w taki sposób, że brzmi równie nieludzko jak instrumenty. Przy pierwszym kontakcie można poczuć konsternację. Czy jednak cała płyta od początku nie odrzuca?
„Biomechatronic…” pokazuje, że w naszym krajowym podziemiu, z dala od mainstreamu, powstaje muzyka nieszablonowa, niebanalna i potrafiąca zaskoczyć. Ciekawi mnie tylko, ile osób sięgnie po ten krążek. A ilu słuchaczy faktycznie wgłębi się w niego i poczuje satysfakcję z możliwości obcowania z „łamańcami” granymi przez grupę?
koniec
29 kwietnia 2009

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Poobiednie lenistwo
Sebastian Chosiński

19 X 2021

Po „Continuation” i „Suicie słonecznej” nadeszła pora na „Afternoon” – trzeci album z archiwaliami Koman Bandu. Tym razem do słuchaczy trafiły nagrania z 1981 roku, stylistycznie dalekie od tego, co zespół grał w latach 70. Dla wielbicieli fusion płyta może być lekkim rozczarowaniem, ale ci, którzy gustują w instrumentalnym funku i soulu będą na pewno ukontentowani.

więcej »

Śpij, kochanie, po słonecznej stronie ulicy
Sebastian Chosiński

14 X 2021

Materiał opublikowany na „Saxesful Vol. II” przez trzy lata spoczywał w archiwum. Trębacz Piotr Schmidt zdecydował się upublicznić go latem tego roku, dedykując przy okazji swemu zmarłemu miesiąc wcześniej ojcu – postaci ważnej nie tylko, co oczywiste, dla samego artysty, ale całego polskiego jazzu. Podobnie jak w przypadku „Saxesful”, tu również słyszymy wspomagających Kwartet Schmidta wybitnych polskich saksofonistów.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Tradycja jest warownym murem
Sebastian Chosiński

12 X 2021

Three Seasons, Siena Riot, Witchcraft – to zespoły, których nazwy nie są obce żadnemu wielbicielowi skandynawskiego hard rocka i metalu. To teraz wyobraźcie sobie, że z każdej z tych formacji wybieramy jednego muzyka i tworzymy z nich supertrio. Jak mogłoby się nazywać? Nie będzie Wooden Fields. A tytuł płyty? Żeby za dużo nie kombinować – taki sam!

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Tegoż autora

Wielki ranking płyt Slayera
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Jacek Walewski

Porażki i sukcesy 2014
— Karolina Ćwiek-Rogalska, Piotr Dobry, Jarosław Robak, Grzegorz Fortuna, Jacek Walewski, Konrad Wągrowski, Krystian Fred, Kamil Witek, Miłosz Cybowski, Adam Kordaś

30 utworów na Halloween
— Jacek Walewski, Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Diabeł z jasełek pokazuje rogi
— Jacek Walewski

Boska cząstka
— Jacek Walewski

Niechęć do nieśmiertelności i lęk przed śmiercią
— Jacek Walewski

Iluminacja… czyli znalazłem debiut roku!
— Jacek Walewski

Nieoszlifowany diament
— Jacek Walewski

Matematyczny łamaniec głowy
— Jacek Walewski

Bękarty wydawnicze
— Jacek Walewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.