Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 17 listopada 2019
w Esensji w Esensjopedii

Led Zeppelin
‹Hey Ahmet, We Did It›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułHey Ahmet, We Did It
Wykonawca / KompozytorLed Zeppelin
Data wydaniagrudzień 2007
NośnikCD
Czas trwania127:70
Gatunekkoncert, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Intro2:02
2) Good Times, Bad Times3:09
3) Ramble On4:44
4) Black Dog6:06
5) In My Time of Dying12:02
6) For Your Love6:34
7) Trampled Under Foot6:59
8) Nobody’s Fault but Mine7:43
9) No Quarter9:37
10) Since I’ll Been Loving You8:00
11) Dazed and Confused12:40
12) Stairway to Heaven8:45
13) The Song Remains the Same6:06
14) Misty Mountain Hop6:06
15) Kashmir9:37
16) Crowd3:18
17) Whole Lotta Love8:02
18) Crowd2:05
19) Rock and Roll5:43
Wyszukaj / Kup

Pot i Kreff – Oni czasem wracają: Hej, Ahmet! Udało im się!
[Led Zeppelin „Hey Ahmet, We Did It” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Mówi się, że stara miłość nie rdzewieje. Choćby się wydawało, że dawno o niej zapomniałeś, na starość trąci, burząc wypracowany spokój. Tak też jest z zespołami. Choćby rozpadły się w huku przekleństw, tęsknota za wspólnym graniem pozostaje. I ta natrętna myśl: czemu nie sprawdzić, czy magia wciąż działa… Tak jak to było w przypadku Led Zeppelin.

Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pot i Kreff – Oni czasem wracają: Hej, Ahmet! Udało im się!
[Led Zeppelin „Hey Ahmet, We Did It” - recenzja]

Mówi się, że stara miłość nie rdzewieje. Choćby się wydawało, że dawno o niej zapomniałeś, na starość trąci, burząc wypracowany spokój. Tak też jest z zespołami. Choćby rozpadły się w huku przekleństw, tęsknota za wspólnym graniem pozostaje. I ta natrętna myśl: czemu nie sprawdzić, czy magia wciąż działa… Tak jak to było w przypadku Led Zeppelin.

Led Zeppelin
‹Hey Ahmet, We Did It›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułHey Ahmet, We Did It
Wykonawca / KompozytorLed Zeppelin
Data wydaniagrudzień 2007
NośnikCD
Czas trwania127:70
Gatunekkoncert, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Intro2:02
2) Good Times, Bad Times3:09
3) Ramble On4:44
4) Black Dog6:06
5) In My Time of Dying12:02
6) For Your Love6:34
7) Trampled Under Foot6:59
8) Nobody’s Fault but Mine7:43
9) No Quarter9:37
10) Since I’ll Been Loving You8:00
11) Dazed and Confused12:40
12) Stairway to Heaven8:45
13) The Song Remains the Same6:06
14) Misty Mountain Hop6:06
15) Kashmir9:37
16) Crowd3:18
17) Whole Lotta Love8:02
18) Crowd2:05
19) Rock and Roll5:43
Wyszukaj / Kup
Na pewno jedną z największych sensacji ostatnich lat był powrót na scenę Led Zeppelin. Robert Plant, Jimmy Page i John Paul Jones postanowili ponownie zagrać swoje klasyczne kawałki, by w ten sposób uczcić pamięć zmarłego w 2006 roku Ahmeta Erteguna, założyciela firmy Atlantic. Grupa zawiesiła działalność w 1980 roku po tragicznej śmierci perkusisty Johna Bonhama. Od tamtego czasu szyld Led Zeppelin był odkurzany tylko dwa razy: podczas Live Aid w 1985 roku (z Philem Collinsem) i z okazji 40-lecia firmy Atlantic Records w 1988 roku. W czasie tego drugiego koncertu rolę pałkera przejął syn Bonhama, Jason. To on stał się dobrym duchem ponownego zejścia się muzyków, po raz kolejny zaoferował też swoje usługi jako perkusista.
Jason Bonham musiał być bardzo przekonujący, skoro w dość szybkim terminie udało mu się namówić wszystkich muzyków do wspólnego występu. Co prawda Page nigdy nie porzucił nadziei na reaktywację formacji, ale Jones, a zwłaszcza Plant już tacy skorzy do przedsięwzięcia nie byli. Ten pierwszy przez długi czas był obrażony na kolegów, że nigdy nie proponowali mu wspólnych przedsięwzięć. Chyba najbardziej bolało go to, że przegapił udział w projekcie „Unplugged”, w czasie którego Plant i Page wykonali szereg największych przebojów Zeppelinów w wersjach akustycznych. Swoją drogą, z rewelacyjnym rezultatem. Robert Plant natomiast stale zajęty był rozwijaniem kariery solowej. Chociaż dawno nie gościł w czołówce list przebojów, to jednak nie można powiedzieć, by ponosił klęski. Większość jego płyt to zbiory świetnych utworów, za które jest chwalony przez krytykę.
Szczęśliwie udało się pokonać niesnaski i dopasować terminy, a i okazja się nadarzyła. Ahmet Ertegun był twórcą sukcesu Led Zeppelin, wydawcą ich płyt i wielkim zwolennikiem ich powrotu. Pierwotnie występ zaplanowano na 26 listopada 2007 roku - niestety, w wyniku kontuzji palca Jimmiego Page’a trzeba było go przełożyć na 10 grudnia. Bilety na to wydarzenie miały być rozprowadzane drogą losowania po zalogowaniu się na stronę Ahmettribute.com. Mimo że ich cena oscylowała w granicach 125 funtów, zainteresowanie było tak duże, że serwer nie wytrzymał obciążenia i niemal natychmiast po uruchomieniu padł. Ponad milion osób liczyło, że zdobędzie jeden z 20 tysięcy biletów. Wśród tych, którym udało się zdobyć wejściówki, było kilka znakomitości, jak Dave Grohl, David Gilmour, Peter Gabriel, Paul McCartney czy Mick Jagger.
Pechowcy, którzy nie załapali się na wejściówkę, mogą zasmakować atmosfery tego święta, słuchając bootlegu „Hey Ahmet, We did it!”. Nie wiem, jakim cudem komuś udało się wznieść na teren londyńskiej O2 Arena sprzęt do nagrywania, ale dzięki za to! Jakość dźwięku nie jest najlepsza, jak to zazwyczaj bywa, kiedy nagrywa się z publiki, ale nie szkodzi. Grunt, że można posłuchać po raz kolejny Led Zeppelin. Bo repertuar jest pierwszorzędny, zaliczany do absolutnej klasyki. Zaczyna się od „Good Times, Bad Times”, ale odnośnie tego koncertu właściwy jest tylko pierwszy człon nazwy utworu, bo żadne „złe czasy” nie następują. Jest tylko dobrze, a nawet bardzo. Dalej pobrzmiewa „Black Dog”, rewelacyjny „No Quarter”, rozimprowizowany „Dazed and Confused”, nieśmiertelne „Stairway to Heaven”, porywający „Kashmir”, wgniatający riffem w ziemię „Whole Lotta Love”… Całość kończy radosny „Rock and Roll”. Najważniejsze, że każdy kawałek zagrany jest po mistrzowsku i z sercem. Wydaje się, jakby muzycy byli w środku trasy koncertowej, a nie spotkali się po raz pierwszy po dwudziestoletniej przerwie. Może tylko z początku Robert Plant nie czuł się pewnie i śpiewał za bardzo zachowawczo, ale po trzech pierwszych utworach rozkręcił się jak kiedyś. Brawa należą się również Jasonowi Bonhamowi, który doskonale wszedł w rolę ojca. Czasem aż trudno uwierzyć, że to nie senior siedzi za zestawem perkusyjnym.
Led Zeppelin to taka marka, że nawet gdyby zagrali bez ładu i składu, to i tak publiczność byłaby usatysfakcjonowana. A ponieważ naprawdę przyłożyli się do tego koncertu i pokazali, że legenda wcale ich nie przerasta, tym większe pokłony biję przed muzykami. Nie chce mi się wierzyć, że nie zarejestrowano tego występu, by wydać go w gustownym digipacku. To zapewne tylko kwestia czasu, a na razie pozostaje rozkoszowanie się bootlegiem. Zwłaszcza że panowie definitywnie zdementowali plotki o ewentualnej reinkarnacji w celu zagrania całej trasy koncertowej.
koniec
1 października 2009

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Halo, Ameryko, nachodzimy!
Sebastian Chosiński

14 XI 2019

Przez cały 2019 rok japońsko-amerykański (od ubiegłego roku) kwartet Mono świętuje swoje dwudzieste urodziny. Na początku roku wydał z tej okazji dziesiątą płytę z premierowym materiałem – „Nowhere Now Here”, pod koniec natomiast minialbum z trzema nowymi wersjami wczesnych kompozycji grupy – „Before the Past – Live from Electrical Audio”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Bóg błogosławi, ale na śmierć przyzwala
Sebastian Chosiński

12 XI 2019

Od wydania tego albumu minęło już niemal dziesięć miesięcy. Dlaczego więc postanowiłem napisać o nim dopiero teraz? Głównie z tego powodu, że w 2019 roku japoński postrockowy kwartet Mono obchodzi dwudziestolecie swego istnienia, co postanowił uczcić również innymi płytami. Żeby to wydawnicze wzmożenie usystematyzować – na początek parę słów na temat „Nowhere Now Here”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Grając w klasy z obywatelem Kane’em
Sebastian Chosiński

7 XI 2019

Po dwóch latach przerwy prowadzona przez saksofonistę Kena Vandermarka międzynarodowa supergrupa Made to Break wydała kolejny, dziewiąty już, album. Tym razem z nagraniami studyjnymi, które jednak z jakiegoś powodu musiały czekać na publikację od listopada 2017 roku. Czy dlatego, że były rozczarowujące? Nic z tego. „F4 Fake” to solidna porcja awangardowego jazzu.

więcej »

Polecamy

Na ulicach Babilonu gaz

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Na ulicach Babilonu gaz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Lament zniewolonego ludu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Perwersyjna poezja miłosna
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Gruby cover
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Z sąsiedzkim pozdrowieniem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Hardkorowa terapia
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ino wpierw ciulnę ją sztachelką
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ups… tak im wyszło
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Do góry, kangury!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Który miś dla której dziewczyny
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Z tego cyklu

Szkoda, że ich tu nie ma
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wakacyjne szaleństwo
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Popularniejsze od Beatlesów?
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

„Dziekuje” Katowice!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pokerowa twarz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Prawie robi różnicę
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Prawie Championi
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Niebo i piekło
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Holy shit!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Na żywo przez Europę
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż autora

Mgły kolejnego eventu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Sześćdziesiąt lat minęło a niebo wciąż na swoim miejscu...
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Marcin Knyszyński, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Pot i Kreff: Puk… puk…
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nigdy tak źle, by nie mogło być gorzej
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zanim zagrał to Sam: Missisipi w bluesie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Sny w technicolorze
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zanim zagrał to Sam: Kto to, kurde, nagrał?
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Deadpool w pięciu smakach
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pot i Kreff: Dwadzieścia sześć minut orgazmu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ms Marvel i trójkąt miłosny nastolatków w kosmosie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.