Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 30 listopada 2021
w Esensji w Esensjopedii

David Sylvian
‹Manafon›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułManafon
Wykonawca / KompozytorDavid Sylvian
Data wydania14 września 2009
Wydawca SamadhiSound
NośnikCD
Czas trwania48:31
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Small Metal Gods5:48
2) The Rabbit Skinner4:42
3) Random Acts of Senseless Violence7:07
4) The Greatest Living Englishman10:55
5) 125 Spheres0:29
6) Snow White in Appalachia6:36
7) Emily Dickinson6:25
8) The Department of Dead Letters2:26
9) Manafon5:23
Wyszukaj / Kup

Milczenie Boga
[David Sylvian „Manafon” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Uważam, że zdecydowanie za rzadko recenzuje się płyty z balladami free improv. Owszem, niejakim usprawiedliwieniem jest fakt, że takie nagrania najzwyczajniej w świecie nie powstają, ale czas jednak to uchybienie zmienić. Zmieniam więc – oto „Manafon” Davida Sylviana, jedna z najbardziej zdumiewających i ambitnych płyt XXI wieku.

Paweł Franczak

Milczenie Boga
[David Sylvian „Manafon” - recenzja]

Uważam, że zdecydowanie za rzadko recenzuje się płyty z balladami free improv. Owszem, niejakim usprawiedliwieniem jest fakt, że takie nagrania najzwyczajniej w świecie nie powstają, ale czas jednak to uchybienie zmienić. Zmieniam więc – oto „Manafon” Davida Sylviana, jedna z najbardziej zdumiewających i ambitnych płyt XXI wieku.

David Sylvian
‹Manafon›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułManafon
Wykonawca / KompozytorDavid Sylvian
Data wydania14 września 2009
Wydawca SamadhiSound
NośnikCD
Czas trwania48:31
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Small Metal Gods5:48
2) The Rabbit Skinner4:42
3) Random Acts of Senseless Violence7:07
4) The Greatest Living Englishman10:55
5) 125 Spheres0:29
6) Snow White in Appalachia6:36
7) Emily Dickinson6:25
8) The Department of Dead Letters2:26
9) Manafon5:23
Wyszukaj / Kup
Och, nie udawajcie zaskoczonych nową odsłoną Sylviana. To typ artysty, po którym można spodziewać się niespodziewanego. Pod koniec lat 70. i na początku 80. imponował tlenioną grzywą, nagrywając z Japan „myślącą” wersję glam-rocka, a później synth-pop dla intelektualistów. Następnie zaczął działać na własną rękę, a że jest muzykiem z ambicjami i otwartą głową, sięgał do prawie każdej z muzycznych szufladek. A to wyjął coś z przegródki z napisem „Elektronika” i zaczął współpracować z Ryuichim Sakamoto, a to wyszperał coś w katalogu „Ambitny rock” przy okazji nagrań z Robertem Frippem, to znów inspirował się tym, co znalazł w indeksie pod hasłami „Muzyka etniczna Indii”, „Soul” i „Jazz” na „Dead Bees on a Cake”.
Teraz zaprosił do studia tuzów free jazzu, free improv (nieco z obydwu tych gatunków można było znaleźć w jego projekcie Rain Tree Cow), elektroniki i elektroakustyki. Są wśród nich Evan Parker, John Tilbury, Tetuzi Akiyama, Keith Rowe, Otomo Yoshihide, Christian Fennesz i Martin Brandlmay. Powstała rzecz niezwykła, cicha, stonowana, nowoczesna i odkrywcza. Tak sam autor definiuje „Manafon”: „całkowicie współczesny rodzaj kameralistyki. Intymny, dynamiczny, emotywny, demokratyczny, ekonomiczny”. Celniej bym nie umiał.
Na „Manafon” właściwie brakuje rytmu. Melodie (niełatwe) i tonalność zawdzięczamy jedynie głosowi Sylviana, nie mówiąc już o niestandardowym wykorzystaniu instrumentów. Czyli: free improvisation par excellence. Najbardziej dynamicznym utworem na krążku jest 25-sekundowy „125 spheres”, pełen zgrzytów gitary, ale raczej nie nadaje się do umilania jazdy samochodem. Najbardziej melodyjnym – otwierający „Small Metal Gods” (opatrzony wyśmienitym teledyskiem Hiraki Sawy), ale nie myślcie sobie, że rodzina będzie nucić to przy świątecznym stole. To po prostu nie są piosenki i nie ma sensu ich tak traktować. Muzycznie najbliżej tej muzyce do sonoryzmu, twórczości Helmuta Lachenmanna, wczesnego Stockhausena, Iannisa Xenakisa, György Ligetiego, Johna Cage’a, Giacinto Scelsiego, no i całego nurtu free improv, rzecz jasna.
O formule kompozycji „zwrotka-refren” też można zapomnieć – we free improvisation byłaby to wręcz wada. Budowa każdego z utworów podporządkowana jest tekstowi i podąża za tym elementem układanki. Najnowsze wydawnictwo jest pod tym względem opus magnum Sylviana. Zawsze był blisko modernizmu i post-modernizmu, zawsze wyróżniał się chłodną jak stal precyzją połączoną z ciepłym spojrzeniem na humanizm, ale teraz zaszła zmiana. Nigdy Sylvian nie był tak mroczny („The Greatest Living Englishman”, „Manafon”), zdystansowany („Random Acts of Senseless Violance”, „Snow White in Appalachia”).
Album nagrywano od 2004 r. w Wiedniu, Londynie i Tokyo, ale żeby dobrze zrozumieć „Manafon”, trzeba najpierw zerknąć na mapę… Walii. W jej północno-wschodniej części znajduje się przemysłowe hrabstwo Montgomeryshire, w nim zaś Manafon, urocza wioska, która gościła jednego z najwybitniejszych poetów ostatniego stulecia, nazywanego „Sołżenicynem Walii” R.S. Thomasa. Dwunastoletni pobyt Thomasa w Manafon (był tam anglikańskim duchownym), zaowocował trzema tomami poezji: „The Stones of the Field”, „An Acre of Land” i „The Minister”. I właśnie te 12 lat zainspirowało Sylviana do poświęcenia poecie albumu i napisania ostatniego na krążku utworu, który znakomicie oddaje charakter płyty.
Album rozpoczyna się od cichych, alikwotowych dźwięków kontrabasu Wernera Dafeldeckera, wiolonczeli Michaela Mosera, trąbki Franza Hautzingera. Niewiele tego, bo „Manafon” jest bardzo ascetyczny, surowy. Jak to nazwał Sylvian: „ekonomiczny”. Początkowo pojawia się kilka stuknięć, szmerów, ledwie słyszalnych przedęć trąbki. Nieco później wkradają się plamy dźwięku o laptopowej proweniencji autorstwa austriackiego kompozytora Christiana Fennesza. Brak tu jakiejkolwiek narracji, o zmianach w muzyce (trudno powiedzieć, czy ta ma jakiś konkretny kierunek, raczej nie) decydują niewielkie różnice dynamiki, kształtowanie barwy dźwięku – przy czym wszystko, co dzieje się w muzyce jest od początku do końca wynikiem zbiorowej improwizacji. Na tym tle swoją opowieść o Thomasie – Angliku, który postanowił pisać po walijsku – rozpoczyna Sylvian, jak zwykle urzekając ciepłą barwą głosu z nieodłącznym wibrato: „W dolinie jest człowiek/Który nie mówi własnym językiem…”. Sam David mówi o tym utworze: „(…) to opis człowieka wierzącego, który boryka się z wiarą, narzuca porządek światu zewnętrznemu w nadziei na odszukanie porządku go w samym sobie. Człowieka, który przyjął wartości i moralność własnego wyznania i żyje według nich, ale sam ma problem z palącym jego serce i umysł milczeniem. Milczeniem Boga”.
Niedawno w wywiadzie dla magazynu „Wire” Sylvian przyznał, że po rozwodzie z meksykańską poetką Ingrid Chavez w 2005 r. 90 procent czasu spędza samotnie w domu, unikając kontaktu z ludźmi i że „Manafon” „powstał jako wynik tej izolacji”.
Ktoś widzi analogię?
koniec
22 grudnia 2009
PS „Manafon deluxe edition” zawiera dokument o free improvisation „Amplified Gesture” Phila Hopkinsa. Do sprawdzenia również na tej stronie.

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Paryski spleen
Sebastian Chosiński

18 XI 2021

Nie znacie Alco Frisbass? Nie przejmujcie się tym. Ja też do niedawna ich nie znałem. Ale kiedy już poznałem – polubiłem. Jak pewnie powinni polubić to francuskie trio wszyscy, którzy gustują w rocku symfonicznym z lat 70. XX wieku. Jeżeli bowiem o ciarki na plecach przyprawiają Was wszechobecne w muzyce rockowej syntezatory – album „Le mystère du Gué Pucelle” okaże się stworzony wprost dla Was.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Dobrzy rzemieślnicy z Mexico City
Sebastian Chosiński

16 XI 2021

Można odnieść wrażenie, że meksykański gitarzysta (i nie tylko) Carlos Bolivar to bardzo niespokojny duch. Co rusz tworzy nowe projekty, z którymi nagrywa kolejne płyty. Ten najnowszy to… Klochard – trochę (neo)progresywny, trochę metalowy, w najmniejszym stopniu krautrockowy. „Mundus est Domus” na kolana nikogo nie rzuci, ale zapewni czterdzieści minut ciekawej muzycznej podróży.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Twardziele z Zagłębia Ruhry
Sebastian Chosiński

11 XI 2021

Postindustrialne krajobrazy różnie wpływają na mieszkańców regionów uprzemysłowionych – jednych przyprawiają o myśli depresyjne, innym dają kopa do aktywnej działalności. W przypadku muzyków zespołu Plaindrifter, który narodził się w niemieckim Gelsenkirchen, mamy do czynienia z tym drugim. Czego najjaskrawszym dowodem pełnowymiarowy debiut tria – album „Echo Therapy”.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Tegoż autora

Są wielcy, nie Mali!
— Paweł Franczak

Pokój z Zornem!
— Paweł Franczak

Podsumowanie muzyczne roku 2008 (2)
— Paweł Franczak, Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zawód: kompozytor
— Paweł Franczak

Na żywo i z prądem
— Paweł Franczak

Pierwszy sort Chopina
— Paweł Franczak

Między arcydziełem a Radiem Maryja
— Paweł Franczak

Quo Vadis, rynku muzyczny?
— Paweł Franczak

Diament nieco zszarzały
— Paweł Franczak

40 najlepszych soundtracków wszech czasów
— Sebastian Chosiński, Paweł Franczak, Wojciech Gołąbowski, Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Jacek Sobczyński, Konrad Wągrowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.