Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 23 czerwca 2018
w Esensji w Esensjopedii

Armia
‹Freak›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułFreak
Wykonawca / KompozytorArmia
Data wydania27 listopada 2009
Wydawca Isound Labels
NośnikCD
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Home
2) You Know I Am
3) Break Out
4) Grot The Engine Driver
5) Green
6) Freak
7) In The Land Of Afternoon (amagama)
8) The Other Side
Wyszukaj / Kup

Kontrolowane szaleństwo

Esensja.pl
Esensja.pl
Brylewski znowu w Armii? Tak! Gołaszewki także? A jakże! A za konsolą „Litza”! Czego chcieć więcej? To nie mogło się nie udać. Udało się, a "Freak" zaskoczyć może nie tylko składem, który ją nagrał, lecz przede wszystkim muzyką.

Jakub Stępień

Kontrolowane szaleństwo

Brylewski znowu w Armii? Tak! Gołaszewki także? A jakże! A za konsolą „Litza”! Czego chcieć więcej? To nie mogło się nie udać. Udało się, a "Freak" zaskoczyć może nie tylko składem, który ją nagrał, lecz przede wszystkim muzyką.

Armia
‹Freak›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułFreak
Wykonawca / KompozytorArmia
Data wydania27 listopada 2009
Wydawca Isound Labels
NośnikCD
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Home
2) You Know I Am
3) Break Out
4) Grot The Engine Driver
5) Green
6) Freak
7) In The Land Of Afternoon (amagama)
8) The Other Side
Wyszukaj / Kup
Początek albumu nie przynosi zbyt dużych niespodzianek. Mimo jazzowych partii saksofonu, to wciąż Armia znana z ostatnich dokonań – wykrzyczane chórki, mocne basy i ostre riffy. Dopiero w końcówce numer „Home” śmielej skręca w prawdziwie jazzowe rejony za sprawą gitarowych zagrywek i akordów oraz solówki Pospieszalskiego. Kolejne kawałki przynoszą więcej różnorodnych smaczków. Gdyby King Crimson nagrało coś z System Of A Down i z gościnnym występem Johna Zorna, pewnie brzmiałoby to jak utwór tytułowy. Duch Zorna unosi się zresztą nad całą płytą. Czasem zdawać by się mogło, że ten amerykański awangardowy muzyk i kompozytor odkurzył stare nagrania Pink Floyd i zrobił sobie z nich podkład do własnych melodii, czego przykładem, obok świetnego „In the Land of Afternoon” (ze znamiennym podtytułem – „Amagama”), jest wieńczący dzieło „The Other Side” z kapitalnym basowym motywem i gilmourowskimi gitarami.
Progresywne i jazzrockowe wpływy nie są jedynymi, jakie można znaleźć na krążku. Zakończenie takiego „You Know I Am” moglibyśmy usłyszeć na albumach Trickyego z lat 90. A „Break Out”, mimo klezmerskiego akordeonu (w klimacie Koby Israelite) i solowej partii saksofonu, pasowałby do Houka z okolic „Transmission Into Your Heart”, głównie dzięki natchnionym wokalom i przesterowanym, lecz melodyjnym gitarom. Bardzo dobrze muzycy adoptują także elementy folkowe w bardzo irlandzkim „Green”.
Na wielkie brawa zasługuje sekcja rytmiczna. To prawdziwa potęga. Wystarczy posłuchać „Break Out” czy też porządnego czadu w „Grot the Engine Rider”. Krzysztof „Dr Kmieta” Kmiecik (bas) i Tomasz „Krzyżyk” Krzyżaniak (perkusja) są klasą samą w sobie. Równie świetnie wypadają instrumenty dęte i akordeon. Gościnny udział Pospieszalskiego (poziom światowy) to strzał w dziesiątkę. Nowakowski także nie odstaje od kolegów i pięknie wzbogaca niektóre kompozycje akordeonem.
Oczywiście cechą charakterystyczną Armii zawsze były teksty. Pasujące do muzyki, oddające jej zbuntowanego ducha. Na „Freak” to one są największym zaskoczeniem. Jak nigdy wcześniej wszystkie zostały napisane po angielsku. Mimo, że trochę tracą ze swojej dotychczasowej natury, to jednak dobrze komponują się z muzyką wypełniającą ten album. Wokalnie – tu minus wydawnictwa – Budzyński nie odrobił lekcji brytyjskiego należycie, kuleje akcent i wymowa. Z drugiej strony ciężko sobie wyobrazić, by te utwory dobrze wypadły po polsku, a śpiewane w języku Albionu, czasem przypominające Lesa Claypoola (Primus), czasem bliskie Andrzejowi Dziubkowi z De Press (choć On też lepiej prezentował się w mowie ojczystej), pasują do zaproponowanej wycieczki w jazzrockową psychodelię. Bo taką przygodę grupa nam właśnie serwuje. Od początku przemyślaną i poukładaną w stu procentach, skomponowaną i nagraną z konkretną myślą przewodnią. Tu nie ma miejsca na zawahanie – cały album potwierdza każdym dźwiękiem założenia muzyków: ma być jazzrock. I jest jazzrock. Do tego progrockowe klimaty, szczypta punkowo-metalowych riffów i bluesowego feelingu i co tam jeszcze chcecie. „Freak”, biorąc pod uwagę łatkę, jaką przypięto Armii już dawno temu – punkowych rebeliantów – to naprawdę szalone posunięcie ze strony kapeli. Krok, przez który może stracić wielu ze swych starych odbiorców.
Zapewne ortodoksyjni fani się nie zgodzą, lecz Armia, począwszy od płyty „Droga” się pogubiła. Niby te same, sprawdzone w bojach patenty, ale załoga Budzyńskiego mnie nie podbijała, a muzycy sprawiali wrażenie jakby poczęli odcinać kupony. Dopiero teraz – wraz z „Freak” – mogę spokojnie rzec: „To jest to!”. To jest ta Armia, która nagrała „Legendę” i „Triodante”, kapela łamiąca schematy, nieprzewidywalna, odkrywająca przed sobą i słuchaczami nowe ścieżki. Może trochę późno zespół zdecydował się na flirt z jazzową awangardą (dziś, na tle zachodnich nagrań i niektórych polskich składów grających po klubach, nie jest to niczym nowym) – gdyby taki album nagrała na początku tego stulecia, to niewątpliwie znalazłby się on w naszej 50 najlepszych płyt polskiego rocka. Może dziwić trochę brak konsekwencji w działaniach grupy (wizerunek pozostały z wydanego na początku roku – zgoła innego – „Der Prozess”, trochę się kłóci z nowym, psychodelicznym obliczem). Może trudno przyswoić sobie niewynikającą z muzycznego rozwoju kapeli, zaproponowaną mieszankę gatunków, przez co można odebrać ten materiał jedynie w kategoriach eksperymentu. Może ciężko zaakceptować brak polskich, wyrazistych i istotnych samych w sobie tekstów. Lecz, bez dwóch zdań, jest to kawał świetnej roboty. Oby nie było to tylko pospolite ruszenie i z następną płytą nie zaserwowali nam kolejnego odcinka serialu „zasłużony zespół”. Armio: krocz dalej drogą takiego szaleństwa!
koniec
9 lutego 2010

Komentarze

26 II 2010   12:19:13

Faktycznie, miejscami sporo tu inspiracji Zornem. Jeszcze za wcześnie na ocenę, zobaczymy jak nowy materiał sprawdzi się na koncercie.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Stara forma, nowa treść
Sebastian Chosiński

22 V 2018

Mats Gustafsson ani na moment nie zwalnia tempa. W tym roku zaserwował już swoim wielbicielom między innymi nową płytę tria Fire!, a kilka miesięcy później światło dzienne ujrzał premierowy materiał innej jego formacji – The Thing. I chociaż na albumie „Again” nie usłyszymy niczego, czego szwedzko-norweski skład nie prezentował już wcześniej, to i tak nie powinno zabraknąć chętnych, by po raz kolejny wybrać się w muzyczną podróż z sympatycznymi Skandynawami…

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Jeszcze więcej radości
Sebastian Chosiński

15 V 2018

Large Unit to najambitniejszy, orkiestrowy projekt, jaki sygnuje swoim nazwiskiem perkusista Paal Nilssen-Love. Wydawałoby się, że nic ambitniejszego Norweg wymyśleć już nie będzie w stanie. Tymczasem w ubiegłym roku postanowił powiększyć skład swego freejazzowego big bandu, przekształcając go tym samym w… Extra Large Unit. Nowe wcielenie formacji zadebiutowało właśnie albumem „More Fun, Please”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: …a w uszach wciąż jeszcze słychać krzyk!
Sebastian Chosiński

10 V 2018

Mogłoby się wydawać, że szwedzki saksofonista Mats Gustafsson nie jest nas już w stanie niczym zaskoczyć. Zaskakiwał przecież już tyle razy. Ale właśnie – nam się to tylko wydaje. Opublikowany w kwietniu tego roku minialbum „Sustain” niejednego wielbiciela skandynawskiego jazzmana wprawi w osłupienie. Jest on bowiem efektem jego artystycznej kolaboracji z francuskim triem (a może kwartetem?)… death- i blackmetalowym Chaos Echœs!

więcej »

Polecamy

Z Kuśki wzięte

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Z Kuśki wzięte
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tata z pasją
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Szyku, szyku… feel good… szyku, szyku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

W ogrodzie na tyłach domu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Szalony świat smutnego clowna
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Szwajcaria dla świata
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Kapela ze wsi Szczecin
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Miałem 10 lat…
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Podglądanie kochanków
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pośpiewajmy razem w podróży
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Tegoż twórcy

Underground from Poland: „Budzy” i jego żołnierze
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Anioły są na ziemi. Diabły też
— Jakub Stępień

Fanom – fani
— Jakub Stępień

Jeszcze jedno muzyczne podsumowanie 2011
— Jakub Stępień

Ta Nosowska
— Jakub Stępień

Już nie taki „Antypop”
— Jakub Stępień

…a będzie coraz lepiej
— Jakub Stępień

Wieści z wariatkowa
— Jakub Stępień

Mgiełki (z) Dzikiego Zachodu
— Jakub Stępień

Wycinanki i wyklejanki
— Jakub Stępień

Niektóre rzeczy się nie zmieniają
— Jakub Stępień

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.