Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 5 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Dead Can Dance
‹Exorcism in the Palace›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułExorcism in the Palace
Wykonawca / KompozytorDead Can Dance
Data wydania2005
NośnikCD
Czas trwania123:56
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Intro 0:55
2) Nierika4:18
3) Saffron6:05
4) Yamyinar3:50
5) The Ubiquitous Mr. Lovegrove5:42
6) The Love That Cannot Be8:59
7) Lotus Eaters5:59
8) Crescent8:31
9) Minus Sanctus3:32
10) Saltarello2:54
11) The Wind That Shakes the Barley3:28
12) How Fortunate the man with None8:47
13) Dreams Made Flesh4:31
14) I Can See Now2:49
15) American Dreaming4:59
16) Sanvean5:36
17) Rakim11:02
18) Black Sun4:34
19) Salem's Lot - Aria5:45
20) Yulunga7:41
21) Severance5:33
22) Hymn to the Fallen8:25
Wyszukaj / Kup

Pot i Kreff – Made in Poland: Egzorcyzmy w Pałacu
[Dead Can Dance „Exorcism in the Palace” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
W 2005 roku rektywowana grupa Dead Can Dance przyjechała do Polski i dała wspaniały koncert w warszawskiej Sali Kongresowej. Część występów tamtej trasy była rejestrowana i wydana później oficjalnie, ale niestety nie nasz. Na szczęście fani wyręczyli zespół.

Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pot i Kreff – Made in Poland: Egzorcyzmy w Pałacu
[Dead Can Dance „Exorcism in the Palace” - recenzja]

W 2005 roku rektywowana grupa Dead Can Dance przyjechała do Polski i dała wspaniały koncert w warszawskiej Sali Kongresowej. Część występów tamtej trasy była rejestrowana i wydana później oficjalnie, ale niestety nie nasz. Na szczęście fani wyręczyli zespół.

Dead Can Dance
‹Exorcism in the Palace›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułExorcism in the Palace
Wykonawca / KompozytorDead Can Dance
Data wydania2005
NośnikCD
Czas trwania123:56
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Intro 0:55
2) Nierika4:18
3) Saffron6:05
4) Yamyinar3:50
5) The Ubiquitous Mr. Lovegrove5:42
6) The Love That Cannot Be8:59
7) Lotus Eaters5:59
8) Crescent8:31
9) Minus Sanctus3:32
10) Saltarello2:54
11) The Wind That Shakes the Barley3:28
12) How Fortunate the man with None8:47
13) Dreams Made Flesh4:31
14) I Can See Now2:49
15) American Dreaming4:59
16) Sanvean5:36
17) Rakim11:02
18) Black Sun4:34
19) Salem's Lot - Aria5:45
20) Yulunga7:41
21) Severance5:33
22) Hymn to the Fallen8:25
Wyszukaj / Kup
Muzykę Dead Can Dance jest bardzo ciężko sklasyfikować. Część krytyków zalicza ich do szeroko pojętego rocka, ale w zasadzie można powiedzieć, że grają muzykę dawną, world music czy folkową, ale i tak nie odda się w pełni jej charakteru. Za jej kształt odpowiadają dwie osoby – Lisa Gerrard i Brendan Perry. Założyli Dead Can Dance w 1981 roku i z sukcesami zarówno komercyjnymi, oraz artystycznymi tworzyli wspólnie do 1998 roku, kiedy na skutek konfliktu duet postanowił się rozejść. W tym czasie nagrali kilka rewelacyjnych krążków, w tym „Spleen and Ideal” (1985), „The Serpent’s Egg” (1988), „Aion” (1990) i przede wszystkim genialny „Within the Realm of a Dying Sun” z 1987 roku.
Zespół ponownie reaktywował się w 2005 roku i ruszył w trasę koncertową. 31 marca wystąpił w Sali Kongresowej w Pałacu Kultury i Nauki. Jak już wspomniałem, występ ten nie miał szczęścia i nie trafił do serii oficjalnych bootlegów „Selections from Europe 2005”. Funkcjonuje natomiast w drugim obiegu pod nazwą „Exorcism in the Palace”. Jest to nagranie dokonane przez kogoś z publiki, ale jak na tego typu wydawnictwo, cechuje się świetnym brzmieniem. Doskonale można wyczuć wszystkie niuanse muzyczne i oddać się magicznej atmosferze, jaką stworzyli Gerrard i Perry. W zasadzie jedyne co przeszkadza, to zbyt głośne oklaski w stosunku do muzyki, ale ponieważ muzyka Dead Can Dance nie nadaje się do chóralnego śpiewania, to wszelkie zakłócenia pojawiają się tylko w przerwach między utworami, co nie jest tak irytujące.
Jeśli chodzi o repertuar, to skupiono się na nowszych płytach, najstarszym zagranym utworem jest „Severance” z „The Serpent’s Egg”. Najbardziej uradowani powinni być miłośnicy „Into the Labirynth” i premierowych utworów z koncertówki „Toward the Within”, bo te krążki mają najbogatszą reprezentację. Dead Can Dance zadbali o spójność materiału. Jedynym fragmentem, który sprawia wrażenie nie pasującego do reszty, jest najbardziej piosenkowa pozycja w dyskografii zespołu – „American Dreaming” (co nie znaczy, że nie piękna). Reszta płyty utrzymana jest w onirycznym, mistycznym klimacie, w którym bardziej niż dźwięki liczy się nastrój; a trzeba przyznać, że Perry i Gerrard są mistrzami w tworzeniu tego typu klimatów.
Z drugiej strony zamierzona spójność koncertu jest też jego minusem. Ponieważ obcujemy z dość pokaźnym materiałem (dwie płyty CD), jednostajność materiału, choć początkowo fascynuje, z biegiem czasu robi się dość nużąca. Dlatego też „Exorcism in the Palace” jest pozycją skierowaną bardziej do najwierniejszych fanów niż do laików, nawet jeśli pobieżnie znają repertuar grupy.
Reinkarnacja Dead Can Dance nie trwała długo. Po zakończeniu trasy Lisa i Brendan ponownie się rozeszli, oznajmiając, że to definitywny koniec zespołu. Miejmy nadzieję, że jednak nie dotrzymają słowa, zwłaszcza, że ostatnio Perry zapytany o ewentualny jego powrót, odpowiedział, że ma pomysł na serię koncertów z mała orkiestrą, a jeśli wszystko się uda, być może ponownie z Lisą Gerrard wejdą do studia.
koniec
3 czerwca 2010

Komentarze

21 VII 2017   14:22:31

Piękne wspomnienia, nagrywałem ten koncert na mini discu, i sam o dziwo byłem zaskoczony jakością "która mi wyszła". Siedzałem z kolegą w szóstym rzędzie i starałem się nie ruszać ażeby nie wzbudzić jakiś podejrzeń ochrony (-:
Przepiekny koncert

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Paryski spleen
Sebastian Chosiński

18 XI 2021

Nie znacie Alco Frisbass? Nie przejmujcie się tym. Ja też do niedawna ich nie znałem. Ale kiedy już poznałem – polubiłem. Jak pewnie powinni polubić to francuskie trio wszyscy, którzy gustują w rocku symfonicznym z lat 70. XX wieku. Jeżeli bowiem o ciarki na plecach przyprawiają Was wszechobecne w muzyce rockowej syntezatory – album „Le mystère du Gué Pucelle” okaże się stworzony wprost dla Was.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Dobrzy rzemieślnicy z Mexico City
Sebastian Chosiński

16 XI 2021

Można odnieść wrażenie, że meksykański gitarzysta (i nie tylko) Carlos Bolivar to bardzo niespokojny duch. Co rusz tworzy nowe projekty, z którymi nagrywa kolejne płyty. Ten najnowszy to… Klochard – trochę (neo)progresywny, trochę metalowy, w najmniejszym stopniu krautrockowy. „Mundus est Domus” na kolana nikogo nie rzuci, ale zapewni czterdzieści minut ciekawej muzycznej podróży.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Twardziele z Zagłębia Ruhry
Sebastian Chosiński

11 XI 2021

Postindustrialne krajobrazy różnie wpływają na mieszkańców regionów uprzemysłowionych – jednych przyprawiają o myśli depresyjne, innym dają kopa do aktywnej działalności. W przypadku muzyków zespołu Plaindrifter, który narodził się w niemieckim Gelsenkirchen, mamy do czynienia z tym drugim. Czego najjaskrawszym dowodem pełnowymiarowy debiut tria – album „Echo Therapy”.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Page & Plant na schodach do nieba
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Statek z nowym kapitanem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dwa światy w Chorzowie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Największy z Wielkiej Czwórki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Trzech mężczyzn i fani
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Odkryli sposób na długowieczność!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Folk z rockowym pazurem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Chwila prawdziwych emocji
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wszyscy święci na koncercie Pearl Jam
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Najdorodniejsze jeżozwierzowe drzewa rodzą się w Warszawie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż twórcy

Esensja słucha: Sierpień 2012 (2)
— Sebastian Chosiński, Michał Perzyna

Tegoż autora

Po komiks marsz: Grudzień 2021
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Marcin Knyszyński, Marcin Osuch

Przygoda, humor i oldschool
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ach, ta Cicca!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Starzeć się z godnością
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tradycja i postmodernizm
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Po komiks marsz: Listopad 2021
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Sławomir Grabowski, Marcin Knyszyński, Marcin Osuch

Poznajmy ich jeszcze raz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

12 najbardziej szokujących morderstw Michaela Myersa
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

A Ty co robiłeś tamtego dnia?
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zielona skóra, w której żyje
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.