Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 lutego 2018
w Esensji w Esensjopedii

Muzyka rodzi się w serduchu

Esensja.pl
Esensja.pl
To był koncert niezwykły. Zespół Less Is More świętował urodziny dwóch swoich członków, braci Przemka i Sławka Bucheltów, oraz menadżera Roberta Gładyszewskiego. Na scenie pojawiła się nawet Magda Wójcik z zespołu Goya, by zaśpiewać razem z grupą kawałek „Upadam”. Jednak nim zabawa rozkręciła się na całego, udało mi się porozmawiać z wokalistą Michałem Dąbrowskim, który okazał się bardzo miłym i otwartym człowiekiem.

Less Is More
‹Nienasycenie›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułNienasycenie
Wykonawca / KompozytorLess Is More
Data wydaniawrzesień 2007
Wydawca 2-47 Records
NośnikCD
Czas trwania52:09
Gatunekrock
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Utwory
CD1
1) Siedem ósmych 4:49
2) Nienasycenie4:39
3) Historia bez końca 4:27
4) Talk Show 3:54
5) O dojrzewaniu 4:23
6)  Retrospekcja 5:47
7) Incognito6:02
8) Nataszka5:14
9) Pytanie4:11
10) Street of Sadness 3:43
11) Upadam4:53
Piotr „Pi” Gołębiewski: Less Is More tłumaczy się jako „Mniej znaczy więcej”. Mniej formy, więcej treści?
Michał Dąbrowski: Jeszcze na swoją nazwę nie zasługujemy. Zdecydowanie na tej płycie jest dużo treści, ale i formy nie jest mało. Nie do końca nam się udało pierwotne założenie, ale to nasz pierwszy album. Mam nadzieję, że teraz wszystko idzie ku dobremu. Pracujemy nad nowym materiałem i mam nadzieję, że będzie bardziej w stronę Less niż More.
Pi: To skąd nazwa?
M.D.: Na próbach nasz basista (Michał Padalewski – przyp. aut.) powiedział: „Prościej, chłopaki, prościej, nie kombinujmy za bardzo, less is more, less is more”, no i tak zostało.
Dołączyłem do zespołu, kiedy już miał część materiału zrobioną. Gramy też i ją. To są dosłownie trzy kawałki, ale nagraliśmy je na płytę. Ze starego materiału zostały tylko takie rzeczy, w których ewidentnie dobrze się czułem. Kilka piosenek odleciało, bo musiało tak być. Były zupełnie nie pod mój głos, nie pod mój feeling.
Pi: Jak „Street of Sadness”?
M.D.: „Street of Sadness” medialnie istniało już wcześniej, więc musiało się pojawić na „Nienasyceniu”.
Tak chcieli chłopaki. Ja mniej, zwłaszcza że to jedyny anglojęzyczny utwór na płycie. Różni się też stylistycznie od reszty materiału. On nie do końca jest mój i wydaje mi się, że to słychać. Chciałem, żeby to był bonusowy track, chłopaki się nie zgodzili, a ponieważ mamy w zespole najgorszy z możliwych systemów, czyli demokratyczny, więc taka decyzja poszła. Ale u nas tak naprawdę to jest osobliwa demokracja, ponieważ każdy z nas myśli, że jest tym panującym, a to nieprawda.
Pi: Śpiewasz go wbrew sobie?
M.D.: Gdybym nie czuł, że śpiewam ten tekst prawdziwie, to bym go nie śpiewał. Nie ma na płycie tekstów, z którymi bym się nie zgadzał. Chłopaki przynosili mi jakieś rzeczy, a ja mówiłem, że nie chcę czegoś takiego śpiewać. W tej kwestii akurat kompromisu nie ma. Tutaj demokracja przestaje istnieć. Uzurpuję sobie prawo do tego, że jako przekaźnik muszę poczuć emocje. Dlatego dopuszczam się czasem gwałtów na nie moich tekstach. Ale staram się jak najmniej robić krzywdy chłopakom.
Pi: Twoja wizja płyty?
M.D.: Bardzo chciałem, żeby była trochę concept albumem. Czy tak wyszło, to już nie mnie oceniać. Ma to być jedna opowieść o przejściu przez życie. Kombinowałem w tę stronę już przy pierwszym tekście, który napisałem, przychodząc do bandu. Było nim „Nienasycenie”.
Pi: Wyszedł przebój.
M.D.: To taka pierwsza rzecz, przy której stwierdziliśmy: „O, jedzie! Gramy!”. Żałuję tylko, że to tak zadziałało, że „Nienasycenie” było wcześniej, a płyta dużo później. Singiel odniósł sukces, ale ludzie zdążyli już o nim trochę zapomnieć. I to nie poszło za sprzedażą płyty. Niestety, uczymy się na błędach – może następnym razem będzie lepiej.
Pi: Były inne sukcesy…
M.D.: Chłopaki niby na festiwalu w Węgorzewie wygrali tę drugą nagrodę i niby coś się otworzyło (możliwość nagrania singla – przyp. aut.). Firma, która miała nam to nagranie gwarantować, wcale tego nie zagwarantowała. Powiedziano: udostępniamy wam coś, ale nagrajcie się sami i sami zapłaćcie. Tak więc żadna nagroda. Nie będę wymieniał nazw, nie chcę promować tych patałachów. Niestety, tak się stało i trzeba było pracować znowu. Potem był zachwyt Polskiego Radia, Trójkowych Ekspresów i tak dalej… Ale wtedy też jeszcze się nie udało. Dopiero „Nienasycenie” zaczęło nam otwierać drzwi. Niektórzy się zdecydowali puszczać ten kawałek w stacjach radiowych. Cieszymy się, że „Nienasycenie” w niektórych rozgłośniach zdobyło status utworu z playlisty „A”, czyli tego utworu, który nawet za dziesięć lat będzie puszczany. Tymczasem drugi singiel – nic. Promocja nigdzie nie ruszyła.
Pi: „Nienasycenie” jednak nie otwiera „Nienasycenia”.
M.D.: Za wszelką cenę nie chcieliśmy zrobić tak, żeby to był pierwszy utwór. Każdy z nas z osobna zrobił sobie rozpiskę z kolejnością utworów, a potem było bujanie się, co ma być gdzie i po czym na płycie. Ze dwa tygodnie walczyliśmy ze sobą nawzajem. Nasz demokratyczny system znowu nie zdał egzaminu. W takich wypadkach przydałby się jeden hegemon, który powiedziałby, że ma być tak, a nie inaczej. Było ciężko, a wynik jest taki, jaki jest. Większość opowiedziała się za tym, żeby na początku był „7/8”. Osobiście zgadzam się z opinią, że na starcie to uderzenie jest trochę za duże, aczkolwiek niektórym ludziom się to podoba.
Nie mieliśmy za to problemów z finałem. Tutaj wszyscy się zgodziliśmy. Wiedzieliśmy, że „Upadam” będzie na końcu, gdy tylko go zrobiliśmy.
Pi: Bardzo przygnębiające zakończenie.
M.D.: „Upadam” napisałem po całej serii przykrych wydarzeń. Opowiada o człowieku, którego znałem, który popełnił samobójstwo. Tylko że w tekście troszeczkę odwróciłem sprawę… Użyłem motywu i chciałem, żeby ten tekst był dołujący – tak cała ta sytuacja na mnie wtedy spadła.
Pi: Gdzieś jeszcze jest drugie dno?
M.D.: Nie chcę tłumaczyć tego, co napisałem, bo to tak, jakbym tłumaczył dowcip, którego nikt nie zrozumiał. Interpretacja kawałka należy do słuchacza. Uważam, że w momencie, kiedy utwór pojawia się w odbiorniku u słuchacza, to już jest jego. W związku z czym nie mam prawa powiedzieć, że to jest o tym i o tym, bo to by było tak, jakbym komuś krzywdę zrobił, zabrał mu wizję tego, co sam słyszy, tego, co mu się w serduchu urodziło. To już nie jest moje.
Pi: Zdradź chociaż, kim jest Nataszka?
M.D.: To będzie niecenzuralna wypowiedź. Tego tekstu nie pisałem ja, tylko Przemek Buchelt, gitarzysta. On zawsze odpowiada, że to jest ruska prostytutka. Co nie jest prawdą, oczywiście, bo on nigdy nie był w Rosji i nie znał nigdy żadnej prostytutki. Jest szczęśliwy w swoim związku. Oszukuje tu wrednie. Tak naprawdę ten tekst jest o rewolucyjnym podejściu do świata, który wielkie idee sprowadza do poziomu parteru. Rozprawia się z nimi w sposób krwawy. Przynajmniej jeśli nie dla ciała, to dla duszy. Lub dla jaźni. To jeden z tych tekstów, które trochę pogwałciłem, nie ukrywam… Wychodzi na to, że ruska prostytutka została zgwałcona na koniec przeze mnie…
Pi: Co jest w buteleczce na okładce?
M.D.: O tym też bym nie chciał do końca mówić. Może to trucizna albo lekarstwo. Niech każdy sobie sam dopowie, czy to jest do połowy puste, czy do połowy pełne. Może to życie po prostu?
Pi: Wasze inspiracje?
M.D.: Każdy z nas ma muzyczne korzenie gdzie indziej, aczkolwiek odnajdujemy punkt wspólny. Ja się wychowywałem na najrozmaitszych zespołach. Początek to płyty moich rodziców: Beatlesi, Rolling Stonesi, Bee Gees i tak dalej. Potem długo był heavy metal. Wreszcie zacząłem słuchać Listy Przebojów Programu Trzeciego i to mnie otworzyło na różne gatunki. Jeśli chodzi o zespół, to u nas króluje Muse. Poza tym jak najbardziej Placebo, Queens of the Stone Age… Ktoś mi powiedział, że to właśnie ten zespół najlepiej słychać w „Nienasyceniu”. Mars Volta, White Stripesi… Mogę się modlić do tego zespołu. Mieliśmy szczęście grać na Open’er Festival wtedy, kiedy i oni grali… Byłem ukontentowany podwójnie, ponieważ jestem wielkim fanem The Music, więc miałem wszystko.
Pi: Plany na przyszłość?
M.D.: Nie chcę obiecywać. Teraz będziemy niezależnie nagrywać utwór singlowy. Jest okazja do zrobienia tego u przyjaciół w studiu, więc być może znowu pojawi się w radiu wcześniej niż płyta. Mam nadzieję, że w tym roku zamkniemy cały materiał, więc może uda się wydać płytę gdzieś z początkiem 2009 roku, ale to różnie bywa.
Poza tym robi się też wideo, ale to droga prze mękę. Nagrywamy je już dwa miesiące i efektu nie ma. Na razie to będzie wideo koncertowe. Jest też plan na coś większego, ale to też jeszcze są dopiero plany scenariuszowe. Wszystko zależy od tego, co z nowym singlem, bo tu sobie dużo obiecujemy. Jeśli ludzie z tak zwanej branży dadzą nam zielone światło do tej piosenki i będą chcieli ją promować, to wtedy myślę, że i teledysk pojawi się w trybie ekspresowym.
Pi: Przyszłość stanie pod znakiem Less czy More?
M.D.: Myślę, że tak do końca od tego kombinowania nie uda nam się uwolnić. Staramy się, aby nowe piosenki były proste, bo tak naprawdę wszystkie fajne zespoły, które grają fajną muzykę, bawią się pojedynczym dźwiękiem, a nie ich skupiskiem. Oczywiście, że są charakterystyczne zespoły, które robią chaos z muzyki i to ma swój wymiar. Jednak osobiście nie chciałbym czegoś takiego grać. Tak więc kierujemy się ku prostocie, w końcu nazwa zespołu do czegoś zobowiązuje. Na pewno ma zostać maksimum melodii, bo bez tego żyć nie potrafię.
Pi: Jesteście wciąż nienasyceni?
M.D.: (śmiech) Tak, wszystkiego, wszystkiego chcemy więcej… Będę walił prosto z mostu: fajnie by było osiągnąć bardziej medialny sukces. Nie udało nam się jeszcze przebić tak, jak byśmy chcieli.
koniec
29 marca 2008
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Zawsze oczekiwałam od sztuki wzruszeń, a teraz pragnę ich dostarczać
Anna Przybył

9 V 2017

Debiutancka płyta Anny Przybył ma być powiewem świeżości na polskiej scenie lirycznego popu i piosenki poetyckiej. Artystka pod koniec kwietnia wydała „Pragnienia”, album nagrany we współpracy z kierownikiem produkcji i twórcą większości aranży Jackiem Hoduniem oraz realizatorem dźwięku, siedmiokrotnym laureatem Fryderyka, Leszkiem Kamińskim. Z młodą wokalistką, kompozytorką i poetką rozmawiamy o znaczeniu emocji, „Podwójnym życiu Weroniki” i Halinie Poświatowskiej.

więcej »

Traktuję jazz jako muzykę świecką…
Maciej Fortuna

18 XII 2014

Jest jednym z najaktywniejszych muzyków na polskiej scenie jazzowej, choć wiele jego projektów wykracza znacznie poza nawet szeroko rozumiany jazz. Nie tak dawno światło dzienne ujrzała, wysoko oceniona w „Esensji”, płyta nagrana przez Macieja Fortunę z artystami zza Oceanu – „The Last of the Beboppers”.

więcej »

Proces twórczy to dość tajemnicza sprawa
Marta Bałaga

17 VIII 2014

Podczas koncertu na tegorocznym Flow Festival amerykańska piosenkarka Marissa Nadler przez cały czas stoi na palcach. Jest malutka, o wiele drobniejsza niż wskazywałyby na to materiały promocyjne usiłujące zrobić z niej drugą Ditę Von Teese. Jest też nieśmiała – z zamkniętymi oczami koncentruje się na muzyce prawie nie odzywając się do publiczności. Od czasu do czasu poprawia tylko czerwoną sukienkę.

więcej »

Polecamy

Sikory złote pod mankietem odmierzają sekund bieg

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Sikory złote pod mankietem odmierzają sekund bieg
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

99 czerwonych balonów
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Anna z dalekiej północy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Drugi najpiękniejszy cover Stinga
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nauczyli się latać
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Polacy na metalowo
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Śniegu płoń!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Inne recenzje

Maksimum melodii
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż autora

Solówka Rosomaka – runda druga
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Kumpel z sąsiedztwa z 2099 roku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Mocarny Conan w blasku chwały
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

10 największych rozczarowań muzycznych 2017
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

O pierwszym Angliku, który został Japończykiem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Barbarzyńska przyjemność
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nowa nadzieja w Kolekcji
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Rozrywka ociekająca krwią
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Deficyt Asteriksa w Asteriksie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Mokre sny apetycznej świnki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.