Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 lutego 2018
w Esensji w Esensjopedii

Coś nowego

Esensja.pl
Esensja.pl
Blindead z uporem przeciera szlaki dla innych zespołów post-metalowych w naszym kraju. Niektórych zaintrygowali już swoim debiutem, większość fanów poznała ich jednak przy okazji rewelacyjnego albumu „Autoscopia – Murder in Phazes”. Niespełna rok po jego wydaniu, grupa ponownie zaskakuje EP-ką „Impulse”, którą pokazuje się od nieznanej dotąd strony… O swoim nowym wydawnictwie, planach na przyszłość i przeszłości, opowiedział nam Havoc.

Blindead

NazwiskoBlindead
WWW
Jacek Walewski: Swoją EP-ką pokazujecie, że nie dacie się zaszufladkować jako artyści. Rozumiem, że taka była Twoja wizja Blindead od początku?
Havoc: Wydaję mi się, że w naszym przypadku, to nie polega na uciekaniu od jakiś schematów. Nie robimy tego celowo. Naszą ideą, zawsze było granie tego co czujemy, co z nas wychodzi. „Impulse” jest pierwszym materiałem, który stworzyliśmy od podstaw w nowym składzie z Hervym i myślę, że przede wszystkim dlatego to wszystko zabrzmiało inaczej. Zmieniliśmy trochę podejście jeżeli chodzi o komponowanie i aranżacje numerów.
JW: Kolejnym zaskakującym elementem „Impulse” są wokale Nicka, który chyba coraz pewniej czuje się za mikrofonem. Jak tym razem powstawały?
Havoc: Nick zawsze zostawia tą kwestię na ostatnią chwilę. Od czasu kiedy przeprowadził się do Warszawy, nie gramy z nim właściwie żadnych prób. Wokale na „Impulse” powstały w studiu i pracowaliśmy nad nimi wspólnie z Nickiem, Hervym, Deadmanem i Kubą Mańkowskim, realizatorem i współproducentem tego materiału.
JW: Tytułowe nagranie zapiera dech w piersiach. Nie tylko długością, ale przede wszystkim skumulowanymi w nim emocjami…
Havoc: Nasze utwory zawsze zawierają dosyć mocną dawkę emocjonalną. Wynika to chyba przede wszystkim z tego, że tworzymy wszyscy razem. Jest nas w tej chwili sześciu w zespole i każdy z nas wkłada w tą muzykę bardzo dużo siebie…
JW: Zastanawiała mnie oprawa graficzna „Impulse”. „Autoscopię” zilustrowaliście bardzo złożonym obrazem, jego poszczególne „poukrywane” elementy odnajdywałem nawet parę miesięcy. Tym razem postawiliście na ascetyczną formę. Czy punkt kumulujący impulsy na okładce jest Waszym utworem, w którym uwięziliście kłębiące się w Was uczucia?
Havoc: Można to odbierać w ten, jak i każdy inny sposób. Ja zawsze kwestie interpretacji okładki czy tekstów wolę zostawić Wam.
JW: Dlaczego nie dołączyliście do „Impulse” książeczki z tekstami?
Havoc: Doszliśmy do wniosku, że jest ich za mało…
JW: Powiedz, czego szukasz w muzyce zarówno jako fan jak i muzyk?
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Havoc: Hmmm…Chyba przede wszystkim takiego specyficznego feelingu, który wyczuwam już przy pierwszym kontakcie z jakąś płytą. Ciężko mi go sprecyzować. Ostatnio z nowych rzeczy, bardzo duże wrażenie zrobiła na mnie płyta Devina Townsenda „Ki”, ale też Deathspell Omega „Veritas Diaboli Manet in Aeternum – Chaining The Katechon”, Mastodon „Crack The Skye”, Portishead „Third” i od ponad roku bardzo często wracam do płyty KYPCK „Cherno”.
JW: Pogrzebmy trochę w Waszej historii. Zaczynaliście jako Incorrect Personality. Już jako Blindead nagraliście demo „Dig for Me…”. Czy jest szansa na reedycję tego krążka?
Havoc: „Dig for Me…” nagraliśmy w 2003 roku. To były tylko 2 numery i bardzo odbiegało to od tego jak brzmimy dzisiaj. Mówiąc wprost, brzmiało to bardzo słabo, numery były też były słabe i generalnie uważam ten okres za najsłabszy od początku istnienia tego zespołu. Raczej nie ma szans na wznowienia.
JW: W ostatnim okresie spora część metalowców żyła procesem Nergala z Behemotha z Krzysztofem Nowakiem. Co sądzisz o batalii Twojego kolegi z poprzedniego zespołu?
Havoc: Myślę, że pan Nowak zafundował Behemothowi zajebistą promocję. Poza tym, bardzo się cieszę, że będzie musiał przekazać kasę na schronisko dla zwierząt w Gdyni. Będzie chociaż jakiś pożytek z tego całego zamieszania.
JW: Czy nie uważasz jednak, że Nergal faktycznie przesadził targając Biblię w czasie występu?
Havoc: Nie. Nikt nie przychodzi na ich koncerty pod przymusem i nie musi przecież tego oglądać. Krzywdy nikomu nie zrobił. Poza tym z tego co pamiętam, było to związane z konceptem albumu, który wtedy promowali i było po prostu częścią tzw. „show”. Ner, nie jest przecież pierwszą osobą, która otwarcie i bezpośrednio krytykuje chrześcijaństwo. Oczywiście w naszym kraju, takie zachowanie musiało wywołać jakąś aferę. Ja uważam, że każdy ma prawo do wolności słowa, jak i wolności artystycznej. Oczywiście dopóki nie zaczyna zabijać w tym celu ludzi lub zwierząt.
JW: Jak Wy zapatrujecie się na kwestie religijne?
Havoc: Wszyscy mamy bardzo podobny stosunek do religii – zwyczajnie jej nie praktykujemy. Według mnie za dużo jest w tym wszystkim kłamstw, władzy, pieniędzy, a co za tym idzie, za dużo ludzi ginie z tego powodu. Człowiek powinien być bogiem sam dla siebie. Nikt nie siedzi nad nami gdzieś tam w chmurach z aniołkami i nie czuwa nad naszym życiem. Od dziecka ta cała bajka wydawała mi się nierealna. Ja wolę skupić się na muzyce i ona jest czymś w rodzaju mojej religii. W ten sposób wyrażam siebie i to co czuję.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
JW: Jakie masz wrażenia po Asymmetry Festival, na którym zagraliście?
Havoc: Niestety nie udało mi się zaliczyć całego festiwalu. Byłem w pracy, na trasie po Europie do 20 kwietnia, a z drugiego weekendu najbardziej interesował mnie dzień, w którym graliśmy. Najbardziej żałuję, że nie zobaczyłem Ufomammut, ale mam nadzieję, że jeszcze gdzieś z nimi zagramy. Wrażenia z dnia w którym graliśmy, bardzo pozytywne! Tides From Nebula i This Will Destroy You zagrali świetne gigi! Minsk mimo problemów brzmieniowych strasznie mi się podobał! No i bardzo się cieszę, że się z nimi poznaliśmy. Okazało się, że to naprawdę fajni goście i świetnie się razem bawiliśmy! Cała impreza była zorganizowana bardzo profesjonalnie, co wcale nie było zaskoczeniem. Firlej jest miejscem, w którym zawsze się wszystko zgadza. Grało nam się najlepiej z wszystkich koncertów, które zagraliśmy tam do tej pory.
JW: Jedynym minusem było dla mnie zachowanie części fanów, która przesadziła z alkoholem i chyba zbytnio nie czuła klimatu występów…
Havoc: Tego nie da się uniknąć w naszym kraju, ale myślę że w porównaniu z innymi imprezami związanymi z ciężką muzą i tak było bardzo kulturalnie.
JW: Pracujesz jako stage manager i techniczny od gitar, także poza granicami. Jak porównałbyś zachowanie zagranicznych fanów do polskich?
Havoc: Wiesz, u nas zaczyna się robić właściwie bardzo podobnie jak na Zachodzie pod tym względem. Kiedyś był chyba większy głód, bo nie działo się tyle co teraz. Ludzie o wiele mocniej przeżywali wtedy koncerty. Jest jeszcze kwestia zrozumienia atmosfery danego koncertu. Chodzi tutaj konkretnie o ostatni koncert Neurosis w Stodole. To był przykład kompletnego braku wyczucia i prostactwa ze strony kilku lub kilkunastu osób. Okrzyki w stylu „Napieradlać!” nadają się na koncerty stricte metalowe, ale nie na Neurosis! Byłem naprawdę szczęśliwy, że miałem okazję zobaczyć ich rok wcześniej w Sztokholmie bez takich „atrakcji”. Tam mogłem poczuć w 100% tą niesamowitą energię bijącą ze sceny podczas ich występów. A tutaj, poszedłem po jakimś czasie po prostu na piwo, żeby się już bardziej nie wkurwiać.
JW: Czeka Was pracowity okres. Trasy z Rosetta i Vader przed Wami. Czego oczekujecie po tych koncertach?
Fot. blindead.net
Fot. blindead.net
Havoc: Przede wszystkim jesteśmy bardzo szczęśliwi, że jedziemy na trasę po Europie, bo jest to dla tego zespołu coś zupełnie nowego i na pewno duża szansa na zaistnienie na zachodzie. Otwiera nam to zupełnie nowe perspektywy na przyszłość. Mamy nadzieję, ze przyjdzie na te koncerty trochę ludzi. A trasa z Vader i Rootwater będzie największą rzeczą, jaka nam się przytrafiła do tej pory, więc też bardzo się z niej cieszymy. Zagramy 15 koncertów w największych miastach w Polsce. Jedziemy w towarzystwie przyjaciół, więc będzie na pewno sporo dobrej zabawy. Myślę, że to będzie idealne zakończenie koncertowej promocji „Autoscopii”. Po tej trasie zamykamy się w sali prób i zaczynamy tworzyć materiał na następną płytę.
JW: Czy nie obawiacie się konfrontacji z death metalową publicznością? Trasę z blackmetalowcami przetrwaliście, fani Vadera w pewnej części to zapewne także osoby o bardzo konserwatywnych poglądach muzycznych.
Havoc: Skład tej trasy już wywołuje niezłe zamieszanie. Zdajemy sobie sprawę, że część publiczności nie będzie w stanie zaakceptować naszej muzyki, ale niczego się nie obawiamy! Wiem, że przyjdzie na te koncerty sporo ludzi z trochę bardziej otwartymi głowami i choćby z czystej ciekawości będą oglądać nasze koncerty. My damy jak zwykle z siebie wszystko. Jak się komuś nie spodoba, to zawsze może pójść na piwo do baru.
JW: Wasze utwory często są złożone z zapętlających się riffów. Jak w czasie koncertów poznajecie, że należy zakończyć granie danego motywu?
Havoc: W większości przypadków wynika to po prostu z ogrania numerów, ale są motywy które wymagają jakiegoś konkretnego zaznaczenia. Tak jest np. w utworze „Phenomena”. Na koncertach wprowadziliśmy motyw klawiszowy, którego na płycie nie ma i to on daje nam znać, w którym miejscu przechodzimy dalej.
JW: Na koncertach Wasze kawałki ilustruje swoimi wizualizacjami K-vass. Czy sugerujesz czasami w jaki sposób chciałbyś, by zilustrował On dany numer?
Havoc: Muszę przyznać, że ta część naszych koncertów jest najmniej dopracowana. K-vass jeździ z nami od niedawna i właściwie wciąż na każdym koncercie improwizuje. Rozmawiamy już o tym od jakiegoś czasu, ale trochę przeszkadza nam dystans jaki nas dzieli, bo K-vass mieszka na drugim końcu Polski i przez to nie ma opcji, żeby się normalnie spotkać i nad tym przysiąść. W przyszłości ta część naszych koncertów zacznie wyglądać na pewno lepiej, bardziej spójnie z muzyką.
JW: Kilka lat temu w jednym z wywiadów tłumacząc małą popularność post-metalu, powiedziałeś, że w Polsce większość fanów ciężkiego grania ma po 16-18 lat i niedojrzała jeszcze do muzyki granej przez kapele pokroju Neurosis. Czy zauważasz, że teraz Ci ówcześni nastolatkowe tłumnie walą na Wasze koncerty?
Havoc: Tłumnie to na pewno spora przesada, ale faktycznie czuć że coś się ruszyło i przychodzi tych ludzi trochę więcej. Mam nadzieję, że po trasie z Vader i Rootwater zwrócimy jeszcze kilku osobom uwagę na taką muzykę i przyczynimy się do wzrostu popularności takich dźwięków w naszym kraju. Ja jestem w tej kwestii optymistą i marzy mi się konkretna trasa po Polsce np. z Tides From Nebula, Proghma-C i Forge Of Clouds, którzy są jeszcze dosyć młodym bandem, ale zapowiadają się naprawdę ciekawie i bardzo im kibicujemy.
koniec
12 czerwca 2009
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Zawsze oczekiwałam od sztuki wzruszeń, a teraz pragnę ich dostarczać
Anna Przybył

9 V 2017

Debiutancka płyta Anny Przybył ma być powiewem świeżości na polskiej scenie lirycznego popu i piosenki poetyckiej. Artystka pod koniec kwietnia wydała „Pragnienia”, album nagrany we współpracy z kierownikiem produkcji i twórcą większości aranży Jackiem Hoduniem oraz realizatorem dźwięku, siedmiokrotnym laureatem Fryderyka, Leszkiem Kamińskim. Z młodą wokalistką, kompozytorką i poetką rozmawiamy o znaczeniu emocji, „Podwójnym życiu Weroniki” i Halinie Poświatowskiej.

więcej »

Traktuję jazz jako muzykę świecką…
Maciej Fortuna

18 XII 2014

Jest jednym z najaktywniejszych muzyków na polskiej scenie jazzowej, choć wiele jego projektów wykracza znacznie poza nawet szeroko rozumiany jazz. Nie tak dawno światło dzienne ujrzała, wysoko oceniona w „Esensji”, płyta nagrana przez Macieja Fortunę z artystami zza Oceanu – „The Last of the Beboppers”.

więcej »

Proces twórczy to dość tajemnicza sprawa
Marta Bałaga

17 VIII 2014

Podczas koncertu na tegorocznym Flow Festival amerykańska piosenkarka Marissa Nadler przez cały czas stoi na palcach. Jest malutka, o wiele drobniejsza niż wskazywałyby na to materiały promocyjne usiłujące zrobić z niej drugą Ditę Von Teese. Jest też nieśmiała – z zamkniętymi oczami koncentruje się na muzyce prawie nie odzywając się do publiczności. Od czasu do czasu poprawia tylko czerwoną sukienkę.

więcej »

Polecamy

Sikory złote pod mankietem odmierzają sekund bieg

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Sikory złote pod mankietem odmierzają sekund bieg
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

99 czerwonych balonów
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Anna z dalekiej północy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Drugi najpiękniejszy cover Stinga
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nauczyli się latać
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Polacy na metalowo
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Śniegu płoń!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Inne recenzje

Zaskakujący impuls
— Jacek Walewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.