Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 24 lutego 2018
w Esensji w Esensjopedii

Totalna improwizacja

Esensja.pl
Esensja.pl
Antigama
Najtrudniej jest być prorokiem we własnym kraju… Warszawska Antigama, choć wspominają o niej zagraniczne magazyny i zaliczyła ostatnio trasę po USA, nadal nie jest zauważana ani szanowana przez polskich fanów ciężkiego grania. Nie marzę nawet, że poniższy wywiad coś zmieni w tej kwestii, warto jednak przeczytać, co o tym wszystkim myśli lider zespołu, Sebastian Rokicki.

Antigama

Fot. antigamablog.blogspot.com
Fot. antigamablog.blogspot.com
NazwiskoAntigama
WWW
Jacek Walewski: Wasz poprzedni album, „Resonance”, choć był najłatwiej przyswajalną pozycją w Waszej dyskografii (wliczając także najnowszą płytę), nie został specjalnie zauważony. Czy nie sądzisz, że cały czas macie pecha?
Sebastian Rokicki: To nie do końca tak, częściowo to również nasza wina. Po wydaniu „Resonance” nie zagraliśmy zbyt wielu koncertów i musieliśmy odrzucić kilka innych propozycji ze strony wytwórni. Łukasz (Myszkowski, poprzedni wokalista – przyp. JW.) nie mógł jechać na żadną trasę ze względu na narodziny dziecka i obowiązki w pracy. Proza życia…
JW: Przejdźmy do „Warning”. Album jest o wiele agresywniejszy niż jego poprzednik. Co Was tak wkurzyło w ostatnim czasie?
SR: To było kompletnie niezaplanowane, bo my raczej niczego nie planujemy i niczego nie zakładamy w tym zespole. Gramy to, na co akurat mamy ochotę i tym razem jakoś samo tak wyszło. Album jest mocniejszy, brzmienie jest zimne, surowe i chore. Kilka rzeczy uległo zmianie za sprawą nowego wokalisty, Nicka. „Warning” jest w pewnym sensie przełomową płytą w naszej dyskografii – Antigama w nowym składzie przeżywa nowy etap w swojej historii.
JW: Intryguje mnie oprawa graficzna nowego krążka. Jedna z ilustracji przedstawia wymieszanie różnych form, z których wyłaniają się rzeźby o antycznych kształtach. Czy to obraz Waszej muzyki – z chaotycznych dźwięków tworzycie sztukę?
SR: Każdy ma swoją własną interpretacje obrazków Oriona i to jest właśnie fajne. Dla mnie okładka „Warning”” jest mocno science fiction – trochę „Blade Runnera” wymieszane z współczesnym chaosem. Jej autor idealnie oddał tym charakter tekstów i muzyki zawartej na naszym krążku. Odnośnie wspomnianego przez ciebie rysunku, myślę, że jest dokładnie tak, jak to zinterpretowałeś. Antigama rodzi się z chaosu i jest chaosem. Totalnym chaosem (śmiech).
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
JW: Słychać to zwłaszcza w takich numerach jak „Barbapapex” czy „Paganini Meets Barbapapex”. Czy pisząc je improwizujecie i jednocześnie nagrywacie efekt, czy mimo pozorów pracujecie nad ich strukturą?
SR: Nie myślimy zbyt wiele, wszystko rodzi się i jest nagrywane w danym momencie, a improwizacja i dobra zabawa jest tu oczywiście kluczem. Lubimy robić głupie rzeczy, śmiać się z samych siebie i te dwa kawałki są tego przykładem.
JW: Utwór „Black Planet” to z kolei wyraz Waszej fascynacji muzyką filmową. Masz jakieś ulubione tytuły w tym gatunku?
SR: Za dużo by mówić o tym wszystkim. Jestem fanem muzyki filmowej i mam dosyć pokaźną kolekcję soundtracków. Generalnie najbardziej lubię włoskie rzeczy z lat 70-tych. Dużo starej niemieckiej elektroniki, kraut, stare włoskie, amerykańskie, niemieckie i francuskie disco. Większość to artyści, o których mało kto w tym kraju ma jakieś większe pojęcie. Sam myślę od dawna o nagraniu soundtracku i powoli przymierzam się do zrealizowania swoich planów.
JW: Zrobiliście teledysk do utworu „Disconnected”, w którym występujecie w telewizji. Wobec obojętności, jaką darzą Was media to dość przewrotny pomysł…
SR: Akurat taki pomysł miał Bartek Rogalewicz, który był realizatorem tego clipu. Obrazek miał za zadanie pokazać nas na scenie, w krótkim, szybkim i wariackim numerze. Myślę, że dobrze spełnił swoje zadanie jak na prosty i niskobudżetowy klip.
JW: Chciałbym zapytać o obrazek do „Flies” z debiutanckiego „Discomfort”. Skąd pomysł, by bohaterami teledysku uczynić owady?
Fot. myspace.com/antigama
Fot. myspace.com/antigama
SR: To pomysł naszego kumpla, który akurat miał kilka filmików z owadami, Pomyśleliśmy, że fajnie będzie połączyć to z naszą muzyką i tak też się stało. „Flies” to pierwsze video Antigamy – stare czasy…
JW: Niedawno rozdano Fryderyki za rok 2008. W czasie gali nie wspomniano nawet o „Autoscopii” Blindead, jednym z ważniejszych albumów ostatnich kilkunastu miesięcy. Sukcesów Antigamy również nikt nigdy nie zauważa… Czy nie czujecie się zirytowani taką sytuacją?
SR: Wcale. Dla mnie Polska to kosmiczny kraj, w którym może się wydarzyć dosłownie wszystko. Z drugiej strony nie gram tej muzyki po to, żeby czekać na jakieś zasrane Fryderyki, które i tak są jedną wielką ściemą…
JW: Czy więc tytuł Waszej płyty „Zeroland” odnosi się do Polski?
SR: Absolutnie nie. Nie pamiętam byśmy odnosili to do Polski. Mieliśmy tu raczej na myśli science-fiction, kosmos, nieziemską atmosferę.
JW: Zadziwia mnie także, że gracie w Polsce stosunkowo mało koncertów. Łatwiej zobaczyć Was chyba za granicą…
SR: To fakt. Bardziej aktywni jesteśmy za granicą niż we własnym kraju. W niedługim czasie planujemy serię koncertów w Polsce, chcemy popromować trochę „Warning” również na własnym podwórku. Za granicą spotykamy się z dużo lepszym przyjęciem niż w kraju. Gramy koncerty, w lutym zagraliśmy europejską trasę z Fuck the Facts, a dosłownie przed momentem wróciliśmy z USA, gdzie graliśmy trasę „Quick and Painful” zahaczając przy okazji o Midwest Fuckfest i Maryland Deathfest. Robimy swoje – jest dobrze!
Fot. myspace.com/antigama
Fot. myspace.com/antigama
JW: Jak wyobrażasz sobie fana Antigamy? Ja jestem często zaskoczony jakiego typu osoby słuchają brutalnej muzyki. Powszechny stereotyp każe myśleć, że są to degeneraci społeczni, tymczasem znam fanów metalu i grindcore’a, którzy pracują na poważnych stanowiskach w dużych firmach.
SR: Wiesz, szczerze mówiąc nie zastanawiam się nad tym. Dla mnie fan Antigamy jak i w ogóle innej, ekstremalnej lub dziwnej muzyki może być ubrany tak, jak chce i może też słuchać tego, czego chce. Najważniejsze, że kuma naszą muzykę, jest z nami. Wszystko się teraz miesza, punkowcy chodzą w garniturach, faceci robią się na baby i odwrotnie – nie nadążam za tym wszystkim (śmiech).
JW: Sam kiedyś wspomniałeś, że nie słuchasz ekstremalnej muzyki. Jakie więc zespoły najczęściej goszczą w twojej wieży?
SR: Tak jak już wspominałem, słucham dużo muzyki filmowej takich autorów jak: Goblin, Morricone, Simonetti, Cipriani, Frizzi, Nicolai, Cordio, Gaslini i milion innych. Oprócz tego takie rzeczy jak stary Tangerine Dream, Zombi, Corviria, Giorgio Moroder, Peter Thomas, Buckethead, Allan Holdsworth, stary amerykański funk, mnóstwo włoskiego i niemieckiego library music etc.
JW: Wiem, że jesteś zwolennikiem legalizacji marihuany. Czy nie sądzisz, że tkwi w tym jednak pewne zagrożenie?
SR: Nie. Uważam, że przyniosłoby to wręcz ulgę i spowodowało, że Polska stałaby po pewnym czasie normalnym krajem, takim jak choćby Holandia. Legalizacja zakończyłaby wreszcie czarnorynkowy proceder i miałbyś pewność, że to co palisz jest super jakości, a nie jakimś mafijnym i zaprawianym syfem.
JW: Czy komponujesz numery Antigamy będąc „pod wpływem”?
SR: Tak, bo my w sumie cały życie jesteśmy „pod wpływem” (śmiech).
JW: W prawie każdym wywiadzie z muzykami o ich nowej płycie, padają pytania o brzmienie. Podobnie jest z recenzjami. Czy nie sądzisz, że dziennikarze i recenzenci trochę z tym przesadzają? W końcu to emocje są w muzyce najważniejsze…
SR: „Opinia jest jak dupa – każdy ma swoją…”. Już dawno nie przejmuję się opiniami dziennikarzy. To, co robię w Antigamie tworzę przede wszystkim dla siebie i to ja mam czerpać z tego największą przyjemność i satysfakcję. Jeśli komuś się to nie podoba, to trudno – artystów są na świecie miliony i to jest zajebiste.
koniec
19 czerwca 2009
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Zawsze oczekiwałam od sztuki wzruszeń, a teraz pragnę ich dostarczać
Anna Przybył

9 V 2017

Debiutancka płyta Anny Przybył ma być powiewem świeżości na polskiej scenie lirycznego popu i piosenki poetyckiej. Artystka pod koniec kwietnia wydała „Pragnienia”, album nagrany we współpracy z kierownikiem produkcji i twórcą większości aranży Jackiem Hoduniem oraz realizatorem dźwięku, siedmiokrotnym laureatem Fryderyka, Leszkiem Kamińskim. Z młodą wokalistką, kompozytorką i poetką rozmawiamy o znaczeniu emocji, „Podwójnym życiu Weroniki” i Halinie Poświatowskiej.

więcej »

Traktuję jazz jako muzykę świecką…
Maciej Fortuna

18 XII 2014

Jest jednym z najaktywniejszych muzyków na polskiej scenie jazzowej, choć wiele jego projektów wykracza znacznie poza nawet szeroko rozumiany jazz. Nie tak dawno światło dzienne ujrzała, wysoko oceniona w „Esensji”, płyta nagrana przez Macieja Fortunę z artystami zza Oceanu – „The Last of the Beboppers”.

więcej »

Proces twórczy to dość tajemnicza sprawa
Marta Bałaga

17 VIII 2014

Podczas koncertu na tegorocznym Flow Festival amerykańska piosenkarka Marissa Nadler przez cały czas stoi na palcach. Jest malutka, o wiele drobniejsza niż wskazywałyby na to materiały promocyjne usiłujące zrobić z niej drugą Ditę Von Teese. Jest też nieśmiała – z zamkniętymi oczami koncentruje się na muzyce prawie nie odzywając się do publiczności. Od czasu do czasu poprawia tylko czerwoną sukienkę.

więcej »

Polecamy

Jedyny człowiek potrafiący zagrać na chlebaku

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Jedyny człowiek potrafiący zagrać na chlebaku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Sikory złote pod mankietem odmierzają sekund bieg
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

99 czerwonych balonów
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Anna z dalekiej północy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Drugi najpiękniejszy cover Stinga
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nauczyli się latać
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Polacy na metalowo
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Śniegu płoń!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Inne recenzje

Ostrożnie! Tylko dla osób otwartych
— Jacek Walewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.